Himalajskie centra sztuki kulinarnej…

… wprost kocham! Zaplecze kuchenne może nie jest okazałe, wnętrze nie jest wystawne, ba! – ten przybytek często nawet nie jest czysty (jeśli w ogóle jest!), kucharz może i nie pobierał nigdzie nauk, ale kuchni himalajskiej na pewno nie można odmówić serca i smaku. Cóż, Himalaya Coffee Centre za Badrinath w ostatniej indyjskiej wiosce, gdzie zaraz Nepal otwiera swoje przestrzenie:

DSCN0941

A obok – na trasie między domami mieszkalnymi a świątynią Ganeśi i jaskinią mędrca Wjasy – inne rzeczy codziennej potrzeby:

DSCN0942DSCN0984DSCN0985DSCN0986

Za co lubię takie miejsca? Za każdym razem czaj ma inny smak, niby za każdym razem składniki są podobne, ale inna ręka i inne wyczucie je przyrządzają. Centra gastronomiczne rozpostarte są na całej długości każdej trasy, oferując tym samym wytchnienie, gdy człowiek idzie i idzie. Wystarczy usiąść, zamówić czaj, ciasteczka, samosy czy inne drobne zakąski, i po prostu je spożywać. Nic człowieka nie goni, niczego nie trzeba pilnie skończyć, jest tu-i-teraz.

DSCN1033

I czego tutaj pragnąć więcej, skoro wszystko jest? Jest gdzie wysuszyć pranie (pada tutaj obficie), jest, gdzie usiąść, ciasteczka są, wspaniałe towarzystwo również…:

DSCN1192

DSCN1190

I inne zdjęcia z Badrinath (trochę pochmurno wtedy było):

DSCN0833DSCN0852DSCN0993DSCN1015DSCN1022DSCN1058DSCN1059DSCN1065DSCN1091

DSCN1024

A tym czasem na trasie do przepięknej świątyni w Kedarnath:

DSCN1326

Czaj jest jednak do życia niezbędny! Nawet jeśli idzie się na darśan do Boga.

DSCN1463

A idzie się, zaiste, długo – 22 kilometry (z Sonprayag do Kedarnath) górskiej trasy, gdzie dech w piersi wysokość zapiera, nogi odmawiają posłuszeństwa, bo ciągle w pod górę kolana zmuszane są iść, czasem słońce, czasem deszcz Puszczam oczko (mój ulubiony Bollywood), a końca nie widać. Człowiek jednak nigdy nie idzie sam. Jest to pielgrzymkowa trasa i mimo iż kilka lat temu ogromna powódź zabiła setki osób, to hindusi nieustraszenie podążają na spotkanie z Śiwą, panem (natha) Kedar. A hindusi bardzo rozmowni, towarzyscy i pomocni są…

DSCN1281DSCN1283DSCN1329DSCN1407DSCN1408DSCN1445DSCN1496

Na zdrowie (tak ze stolicy jogi w Rishikeshu)!

DSCN0646

I ulice Haridwaru, gdzie pyszny zestaw obiadowy można już za 30 rupii (1,80 zł) kupić. Pali podniebienie, syci i daje radość – czego chcieć więcej?

DSCN1846

RISHIKESH_2 i Parmarth Niketan aśram

DSCN0402

Miasto Rishikesh uchodzi za światową stolicę jogi. Co roku w określonym terminie (głównie w lutym) adepci i miłośnicy jogi z całego świata przybywają tutaj tłumnie, by wspólnie celebrować światowy dzień jogi. Wspólne medytacje, praktyka jogiczna na macie (setkach mat!), prelekcje i wykłady odbywają się w głównie w aśramie Parmarth Niketan, położonym między dwoma głównymi mostami Rishikeshu – Ram Jhula i Lakshman Jhula, w malowniczym terenie niskich himalajskich wysokości, nad brzegiem świętego Gangesu.

DSCN0367

Parmarth Niketan jest największym aśramem w Indiach. Jest to miejsce, w którym nie tylko można zaznać jogi, ale głównie – odpocząć, zrelaksować się, pobyć chwilę w wyciszeniu i oddaleniu od naglących spraw i zgiełku. Noc w pokoju (o bardzo dobrym standardzie) kosztuje 600 rupii (niezależnie od tego, czy jest to pokój jedno- czy dwuosobowy).

DSCN0329DSCN0330DSCN0333DSCN0339DSCN0351DSCN0353DSCN0355DSCN0362DSCN0368DSCN0370DSCN0403DSCN0404DSCN0407DSCN0418

Widok na Himalaje, cisza i śpiew ptaków jest chyba tym, co najbardziej mnie urzekło w tym miejscu. Choć, nie powiem, nie jest to aśram, który stroni od cywilizacji, i sprawia, że człowiek ma wrażenie przebywania gdzieś na peryferiach życia. Nie ma tutaj mowy o ządnej ascezie czy wycofaniu. Wprost przeciwnie. Rishikesh, ogólnie, jest miastem bardzo nowoczesnym – można tak powiedzieć. Jeśli człowiek rzeczywiście chce zaznać ciszy i oddalenia od cywilizacji, to powinien udać się dalej, wyżej, np. do Badrinath.

DSCN0332DSCN0343DSCN0345DSCN0348

DSCN0365

RISHIKESH_1, czyli stolica jogi tout court

20160804_143023

Pamiętam jeden poranek w aśramie Paramarth Niketan w Rishikeshu. Bardzo wyraźnie. A nawet dwa poranki, bo podobne były do siebie. Pewnie zdarzyło się ich i więcej, ale nie zwróciłam na nie uwagi – było za wcześnie, a Indie były jeszcze nazbyt głośne i nękające mój spokój. Nazbyt obce, mówiąc krótko. Drugi tydzień pobytu, czego więc się spodziewać? – tym bardziej, że ciało jeszcze nie słuchało woli, a zajęcia jogi o 6:00 rano dopiero się zaczynały.

20160729_15460420160729_15461620160729_15480620160729_15482220160730_08005320160730_11362020160730_12000020160730_13032820160803_150155

6:00 rano jest idealną porą na jogę, bo wszystko dopiero budzi się do życia, jest rześkie, ciche, świat jeszcze nie zaczął swojej gonitwy, a żołądek jest na czczo – taka delikatna asceza jest energetyczna.

20160803_183148

A potem człowiek z radością biegnie do aśramowej stołówki, by jeść śniadanie i pić czaj (10 rupii, czyli jakieś 60 gr), co u mnie oznaczało – zagryzać czaj gulab jamunem (10 rupii), kocham! Niczego nie kocham po jodze (i nie po jodze) tak mocno jak jedzenie – gotowanie i konsumowanie! No dobra, kocham jeszcze filozofię (w tym muzykę) i sanskryt (hiszpański i francuski też).

20160731_075025

20160803_090718

20160804_155403

20160803_133712

Przed świtem wszystko jest lepsze! Warto więc czasem zerwać się skoro przed-świt i spojrzeć na świat i siebie z innej perspektywy. Powąchać świat o poranku, to inny zapach. Posłuchać jego odgłosów, które za dnia nie są już obecne. Pójść na jogę na czczo. Pomedytować, patrząc w głębię swojego serca i dostrzegając, co w danej chwili tam się wydarza, bo wydarza się co innego niż za dnia się objawia.

20160804_131301

20160804_150432

20160731_111719

Krowy są cudowne, trochę jak psy. Lubią być głaskane i ogólnie – traktowane z czułością.

20160802_114439

Śri Ganga-ji

Joga… jest sztuką

IMG_2743_1

Nie jest wielką tajemnicą, że od ponad miesiąca cztery razy w tygodniu chodzimy z Kinią na zajęcia z jogi (świetna szkoła we Wrocławiu: http://manomani.pl/). Początkowo nie byłyśmy pewne, czy joga cztery razy w tygodniu jest w ogóle możliwa. W Indiach, co prawda, joga i kilka razy na dzień jest wykonywana, ale tutaj nie Indie – inny klimat, inna świadomość, inny rozkład dnia. Niemniej jednak ciało i umysł w człowieku ten sam, silna wola tak samo, więc dlaczego by nie spróbować? Czasem mięśnie bolą, czasem motywacja opada, jednak wraz z wejściem do szkoły (naszego aśramu!) dzieje się coś cudownego. I człowiek nie chce już zawracać tym bardziej, że wątpliwości znikają.

IMG_2423

Częścią naszego rytuału staje się kolacja-przekąska w samoobsługowym sieciowym barze-restauracji, gdzie nabieramy sałatek, ile ich tylko talerz pomieści, zapijamy świeżo wyciskanym sokiem z warzyw/owoców i… rozmawiamy o tym, co właśnie wydarzyło się w naszych ciałach i głowach podczas jogi i medytacji (w śawa-asanie wieńczącej każde zajęcia). Kinię niedawno tak piękna myśl o jodze naszła:

Joga:

Jest bóstwem w każdym wykonaniu, o ile zaangażowana jest nie tylko chęć do fizycznego osiągnięcia punktu kulminacyjnego, ale i spokój umysłu w całej podróży. Joga jest sztuką, a trwanie w pozycji – arcydziełem. Ale piękno dostrzegane jest nie w wizualnym obrazie pozycji – idealna jest każda pozycja, czy robię ją ja, Ty czy on. Joga to kwitnący kwiat, rozwijający się bez końca, a jednak – z każdym ruchem tej planety – coraz potężniejszy, intensywniejszy i nabierający energii życia. Jogą szlifujemy wartość naszego życia, poznając i doświadczając tego, co nieuchwytne, a jednak najpiękniejsze. To piękno zawarte samo w sobie, wewnątrz i na zewnątrz.

Podobno rodzimy się raz. Ale to joga daje narodziny nowemu życiu, dzięki niej poznajemy nowy świat. Ale nie, nie, świat był zawsze taki sam, jest taki sam i będzie taki sam. My tylko dostrzegamy więcej, zauważamy to, co znajduję się za wrotami, do których kluczem jest joga. To ona daje Ci wybór. Joga daje i akceptuje. Uczy kochać, być i czuć.

Joga ma wiele definicji, na tysiące sposobów można ją opisywać i rozumieć, lecz tak cudownego spojrzenia na jogę jeszcze ani razu nie spotkałam! Od siebie mogę jedynie nieśmiało dodać, na razie biorąc w nawias wszystkie klasyczne definicje jogi, że joga jest doskonałą auto-psychologią, w którą całość człowieka jest zaangażowana. Zresztą dla Indii człowiek rozumiany jest holistycznie – jako jedność ciała, oddechu i umysłu, i nie można pracować z jedną częścią, zapominając o dwóch pozostałych: emocje zakodowane są w ciele, a umysł poprzez oddech i siłę swej woli wpływa na ciało (i powiązania neuronalne). Joga najlepiej pokazuje neuroplastyczność (neuroplasticity) umysłu. Neurofeedback  (odpowiedź ze strony mózgu-umysłu) jest zawsze obecny! Poprzez skanowanie swojego ciała, jego reakcji na różne asany, i tego, co dzieje się w umyśle, człowiek dowiaduje się wiele rzeczy o sobie samym, nawet tych, o których nie miał pojęcia, że w ogóle istnieją.

IMG_1411_1

Poza tym nagle w człowieku pojawiają się: silna wola, koncentracja, poczucie absolutnej akceptacji siebie i innych, otwartość, wdzięczność i taki zwykły, przyjemny spokój – spowolnienie gonitwy myśli i pośpiechu, który ponagla donikąd…

Marianna, Natalia – dziękuję/dziękujemy za tak wspaniałe zajęcia!

IMG_1392_1

HARIDWAR_1, czyli Sawan Shiva Ratri i nieustający deszcz

Ale naprawdę nieustający! Bez przerw padający, błotem rozścielający swoją miałką, oblepiającą i wszechprzenikającą naturę. A w tym błocie jest wszystko, co tylko indyjska ulica może na siebie przyjąć. Cóż, nie to było dla nas problemem.

DSCN0299

20160727_101528

Sam dojazd do Haridwaru nie był wcale łatwy i z oczywistego w przebiegu wyjazdu z Delhi do Haridwaru okazał się całkiem rozbudowaną Przygodą (tutaj)…

DSCN0293

(No i czekamy, może coś nadjedzie)

DSCN0280 (2)

(Przy tej okazji, proszę zwrócić uwagę, jak idealnie, czyt. pomarańczowo, Marta dostosowała się do wymogów święta Śiwy – strój obowiązkowy to strój pomarańczowy!)

DSCN0292

(Nadjechało, ale bez ni milimetra miejsca… Czekamy dalej, przecież coś musi przyjechać z przestrzenią dla nas!)

DSCN0295

(I zabrał nas wszystkich typowy indyjski autobus, a ja przypomniałam sobie, dlaczego lepiej nie siadać na samym tyle typowego indyjskiego autobusu..)

Problemem nawet nie był napierający, ze wszech stron opływający, zaciskający, aktywny tłum hindusów-śiwaitów zmierzających do świętej rzeki. Masa pomarańczowych szat, a my w niej jako… jej część. Dokładnie – część. (Wpis z Haridwaru tutaj.)

20160727_095107

20160727_094037

20160727_095715

DSCN0305

Problemem była odmienna  indyjska flora bakteryjna. Bez pardonu, bez szansy na walkę, tak całkowicie odbierająca zdrowe zmysły, siłę, a niekiedy – świadomość… Nawet pyszne jedzenie nie smakowało.

20160728_103228

20160728_061009

(5:00 rano, czyli idealna pora na czaj, tak akurat, gdy deszcze jeszcze nie spadają z niebios.)

20160728_174449

20160728_174625

20160728_174720

20160728_172029-1-1

(Hmm.)

Uważałyśmy, że Haridwar wyjątkowo był nam nieprzychylny – to miasto, Brama do Boga, do Himalajów (taka jest etymologia słowa Haridwar), był nam bowiem wyjątkowo surowy, niemiły i trudny w swej naturze, do granic wytrzymałości deszczowej i zdrowotnej. Do czasu…! Z tego powodu uwielbiam to zdjęcie – wyraża sobą całościowy klimat Bramy do Boga, a przy tej okazji nasze samopoczucie oraz niewiarygodną zdolność Hindusów do adaptacji do wszelkich warunków.

DSCN0317

DELHI

DSCN0080

W teraźniejszej serii wpisów będę publikować większe ilości zdjęć z naszej wyprawy w Himalaje. Kończymy pisanie książki i zamysł mamy taki, by opowieści ilustrować obrazkami tutaj umieszczanymi, a w książce sygnalizowanymi linkami.

A na początek nasz Przyjaciel, który jak przystało na idealnego Gospodarza zajął się nami od razu po nocnym przylocie, i nasze pierwsze zakwaterowanie, czyli żeński akademik Uniwersytetu w Delhi:

DSCN0082DSCN0083DSCN0086

Pierwsze widoki na ulice Delhi:

DSCN0100DSCN0102

Wielki Meczet w Delhi (Jama Masjid):

DSCN0104 (2)

DSCN0108 (2)DSCN0110DSCN0111DSCN0116 (2)

DSCN0119

Jedna z wielu tysięcy świątyń Śiwy w Indiach:

DSCN0120

DSCN0134

DSCN0143 (2)DSCN0148

Sihkijska gurudwara późnym wieczorem i rzut oka na indyjski ruch uliczny:

DSCN0155

DSCN0158

Bahaistyczna Świątynia Lotosu (Bahá’í House of Worship zwana Lotus Temple):

DSCN0186

20160724_155910

Pod-drzewny ołtarzyk i kilku sadhu, lubię ich bardzo:

DSCN0197

DSCN0201DSCN0202

Świątynia ISCON-u, dość duża i z… prasadem rozdawanym po wizycie w jej progach, po darśanie – ujrzeniu – Kriszny-Boga:

DSCN0212

DSCN0215

Kilka widoków ulic, od pewnego czasu lubię uchwytywać takie momenty życia, ich czynności, myśli, specyficzne sposoby (za)istnienia:

DSCN0248

20160724_181347 (2)20160724_181356 (2)

Tak, nawet do Indii zabieram yerba mate, bez niej życie nie do końca mi się podoba Uśmiech

20160724_224334

20160725_12591720160725_125946

Wraz z naszymi Sponsorami jedziemy do Haridwaru:

DSCN0252DSCN0256DSCN0258

Wpis na bieżąco z Indii: https://ateliermysli.wordpress.com/2016/07/23/welcome-india-czyli-energetyczne-bindu-od-pudzarich/ .

Une phrase d’une conscience détachée du monde

​Prendre la tangente dans la nature, et puis, se forger dans le noir d’une mort de vie quasi tout étouffante pour faire une sieste dans l’entre-espace et faire des louanges de sa liberté de choix presque non-limitée, et… prendre la plume pour écrire – créer une réalité à contre-tout, un contre-tout. Une création totale.