Zimne jesienne poranki i… jogini

These glimpses of the past, by some dimensionless link, also afforded me a glimpse of the future. – Paramahansa Yogananda “Autobiography of a Yogi”

Jesień nadciąga nieuchronnymi krokami: zimnymi porankami, obfitymi deszczami, zapachem wilgoci i niepewności, depresyjnymi, pożółkłymi liści, coraz bardziej obnażającymi niedawno jeszcze zielone drzewa… obfita poezja melancholii. Ten dziwny stan, kiedy czujemy, że coś nieuchronnej czasowości: co jeszcze chwilę temu było nami, teraz odeszło i zaczyna się okres mniej przyjemny: deszcze, czerwonawe liście i nagie drzewa, plucha, błoto i chłodny wiatr. Gdyby tak można było zatrzymać to jesienne przemijanie, wrócić do ciepła i tego wszystkiego, co dawało przyjemną błogość letniego słońca, ciepłych poranków i swoistego bezpieczeństwa, gdy chłód nie atakuje, nie straszy jakimś takim pierwotnym strachem, który przypomina nam o naszych przodkach, którzy chronili się przed zimnej w jaskiniach, w zwierzęce skóry okryci, szukali schronienia w cieple ognia. Gdyby tak…

Dlaczego drugi wpis jest poświęcony akurat  mentalnemu melancholijnemu zagubieniu spowodowanemu nadchodzącą jesienią? Przyczyną nie są pożółkło-czerwonawe liście i zapach wilgoci, ale fakt, że to doświadczenie wewnętrznej niewygody, spowodowanej chłodem i depresyjnymi liśćmi, można doskonale wykorzystać w praktyce jogicznej. Jednym z narzędzi jogi (jeśli nie głównym narzędziem) jest panowanie nad umysłem, jego wewnętrznymi dialogami, która oparte są na myślach, emocjach i impulsach, wywołanych kontaktem ze światem. A ten jesienny kontakt ze światem, zwłaszcza wczesnojesienny, na ogół nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń. Nasz umysł reaguje instynktownie na mniej przyjemną pogodę w sposób odruchowy – mniej przyjemna pogoda = mniej przyjemna sytuacja. Och, jak ja bardzo nie lubię takiej pluchy!

Jednak doświadczać mniej przyjemnych poranków jesiennych można na dwa sposoby. Pierwszy jest typową nostalgią i melancholią, a drugi to coś zgoła innego! To dosłownie jogiczne doświadczenie mentalnych transformacji jednych myśli w drugie, jednych emocji w drugie, jednej postawy w drugą. Jak łatwo się domyślić, jest to przejście ze  stanu niepożądanego w stan właściwy. A technika transformacyjna jest dość prosta, wymaga jednak wielokrotności powtarzania i dostrzegania przyjemności, którą w sobie kryje.

Wszystko zaczyna się od hamowania reakcji na nawykowe myśli zgodnie z ich pierwszą podpowiedzią: jest zimno = jest mi źle. Dobrze jest wtedy skontrować myślą przeciwną: jest zimno, pada, ale to nic, zimno pozwoli mi na większą odporność, deszcze mnie nie skrzywdzą, a chłodny zapach poranka i pożółkłe liście to nowy sposób postrzegania świata, równie przyjemny jak biel zimy, zieleń wiosny czy letni wietrzyk. Założenie jest bowiem takie, że każda sytuacja ma dwa bieguny: zła emocja czy wrażenie zmysłowe (zimno jest złe, bolesne, cierpię przez nie) oraz jej przeciwieństwo (zimno jest doskonałą okazją do nabywania coraz większej samokontroli). A ta moc przekształcenia jest niczym innym jak tantrą!

 

Tym, co skłoniło mnie dziś do takiego właśnie wpisu, były… opowieści  o specyficznych ludziach, którzy starają się jak najwięcej wyciągnąć z brzydkiej i uciążliwej pogody, nie poddawać się automatycznym reakcją mentalnym, wprost przeciwnie – wykorzystać taką pogodę (chłód, wiatr, niewygodę) do własnych celów, czyli do coraz bardziej utwierdzonej praktyki jogicznej kontroli nad ciałem i umysłem. Relacje o joginach mieszkających w jaskiniach himalajskich, w lasach, o guru, zwanych dispeller of darkness (Guru Gita 17, o czym wspomina w swojej autobiografii Paramahansa Jogananda), czyli tych, którzy rozwiewają ciemność, są inspirującym świadectwem praktyki samokontroli i dowodem na siłę transformującej mocy umysłu i silnej woli.

A jest to ciemność, którą zajmuje się jogin, jest ciemnością w każdym aspekcie i znaczeniu: ciemność jaskini, ciemność i chłód jesiennych poranków i wieczorów, ciemność myśli i smutków, jesiennych depresji. Wszystko bowiem zaczyna się od dobrze zdyscyplinowanej myśli, która pozwala sobie na doświadczanie danej emocji (np. smutku), ale nie podąża za nią, to znaczy, nie identyfikuje się z nią. “Jest zimno = jest mi zimno = cierpię” jest transformowane w “Jest zimno = jest mi zimno = przejdzie, skoncentruję myśl na czymś innym niż ten chłód, wytrenuję organizm tak, by mniej reagował na zimno”, co oczywiście może być praktykowane na każdym innym odczuciu zmysłowym, nie tylko odczuciu chłodu. A ponadto, zgodnie z tą tantryczną myślą, bo to jest właśnie tantra – przekształcenie i przemiana – każde doświadczenia można wykorzystać w celu osiągnięcia oświecenia, a przynajmniej spokoju umysłu. Warto zatem o tym pamiętać, gdy jesienna melancholia schwyci nas w swoje nawykowe interpretacje i emocje.

A o tantrycznych mistrzach-joginach napiszę co nieco więcej w następnym wpisie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s