Nieistniejące ja w nieskończoności Ciszy

Dalekie wyprawy, mniej lub bardziej samotne, zawsze podejmuje się z mniej lub bardziej uświadomionej potrzeby odkrycia czegoś wewnątrz siebie. Dotarcie do czegoś w środku, czegoś, co albo tak bardzo stoi przed oczyma, że oślepia, a przez to jest niewidoczne, albo pozostaje tak mocno skryte pod codziennym doświadczeniem, że zdaje się nie istnieć. A co jeśli to coś rzeczywiście nie istnieje?

Taj

Pewne schematy, marzenia, pragnienia, fantazje i scenariusze w głowie noszone zawsze oscylują wokół wizji ja idealnego, ja prawdziwego, ja gdzieś ukrytego za tym, co trzeba w życiu robić, jakie role pełnić i jakie zadania wykonywać. Lecz nagle człowiek staje w miejscu, do którego tak długo podróżował i odkrywa, że żadnego prawdziwego ja w nim nie ma. A raczej jakaś głucha pustka, która nie do końca wie, co ze sobą dalej zrobić. Plany, marzenia, drogi i wyobrażenia stają się przeźroczyste, nijakie, a wręcz nieistniejące. I co wtedy? Nic… Cisza. Ta idealna długa przepastna nieskończona Cisza (Śanti)…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s