Rodzinny biznes, a zdarza się, że i jogiczny

DSCN0646
Enter a caption

Indie – jako najliczniej zaludniona gospodarka i demokracja świata – oferują ogromny wachlarz biznesowych możliwości. Dotyczy to oczywiście zarówno biznesu na ogromną skalę, jak i drobnych lokalnych, a często się zdarza, że rodzinnych inicjatyw zarobkowych. A ten samorodny, wszechobecny, drobny biznes obejmuje sobą praktycznie wszystko, co tylko może być przydatne: naprawa sandałów, smażenie kukurydzy wprost na rozgrzanym drewnie:

20160802_140223-1

i raz jeszcze:

20160802_140211

czaj jak na zdjęciu powyżej, jednak nie był to zwykły czaj, a czaj ajurwedyjski, naprawdę smaczny i w bardzo miłej atmosferze podany (co zresztą widać), może to być już uprażony popcorn:

DSCN0673

różnego rodzaju figurki i inne wprost niezbędne rzeczy:

DSCN0672

i jak poprzednio:

DSCN0671

joga, joga, wszędzie genialny najlepszy w okolicy kurs jogi:

DSCN0674

encore une fois joga, jednak tym razem proszę spojrzeć na niebywałą fikuśność asany (pozycji), w końcu to przecież nie byle jaka loga, a joga siedmiu mędrców (saptarshi)!:

20160802_133623

I jeszcze raz czaj, teraz jednak z bliska (deszcz nagle zaczął lać, a człowiek bez parasola w samym środku niczego, więc schronił się wewnątrz domowej wytwórni czaju):

20160802_134645-1

i inni członkowie rodziny:

20160802_134935-1

Jednak ulewa się skoczyła i trzeba ruszać dalej do pracy:

DSCN0642

I dalej:

DSCN0648

Jednak nie każdy musi iść dalej:

20160802_140316-1

Można przecież zresztą łapać klienta prosto z ulicy, czyli ze ścieżki, po której właśnie idzie:

DSCN0657

I teraz dochodzimy do sedna. Owi dziwni mężczyźni, ni to asceci, ni guru, nie do końca bezdomni (wielu z nich ma domy i całkiem schludne jak na życie wędrownego ascety szaty), doskonale zaadoptowali się do obecnej koniunktury na poszukiwanie oświecenia. Mamy przecież tysiące szkół jogi w Indiach, które jednak nie spełniają żadnych kanonów dobrej szkoły jogi, mamy przemysł spodni, t-shirtów, toreb i innych rzeczy, które turyści z Zachodu kupują, bo z tym im się Indie kojarzą (a żaden Hindus nie chodzi tak ubrany) – wszystko to jest idealną odpowiedzą na potrzebę – nazwijmy to – materialnej duchowości. Podobnie więc i owi professional babas/yogis/guru/asceci doskonale wpasowują się w tę potrzebę, a przynajmniej zdają się wpasowywać. Bo czy turysta jest tak głupi, by nie zwęszyć podstępu i dać się nabrać? Oczywiście, że nie jest.

W temacie indyjskiego biznesu przypominamy naszych zacnych Sponsorów:

sponsors.jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s