Z Badrinath (miejsca medytacji Wisznu) ku Kedarnath (ascezie Śiwy)

20160810_111644

Minęło trochę czasu od ostatniego wpisu, wszystko z powodu tego, że święte miejsce ascezy Wisznu pod postacią Narajany, czyli Badrinath, jest niestety (albo właśnie stety) całkowicie odcięte od internetu. Nie ma co się dziwić, to przecież ponad 3000 m n.p.m. Dobrze, że cywilizacja tam w ogóle działa, a działa całkiem sprawnie: miasteczko dość skromnych rozmiarów, ale są aśramy, guest housy, hotele (!), restauracje (szczególnie smaczna Sardeshwar), apteki z mini szpitalem, mnóstwo krów i sadhu (powoli oswajam się z tą instytucją, na stałe wrośniętą w indyjską społeczność/kulturę, a nawet cywilizację).

20160806_101617-1

I ludzie… to zupełnie inne Indie niż te w Delhi, Bombaju czy Udaipurze, bardziej życzliwi, uśmiechnięci, nie tak pędzący, w końcu to góry i czasemtrochę brak tlenu (czego ja nie odczułam ani razu, ale chyba tylko ja…).

20160810_163443

Badrinath to bardzo ważne miejsce dla hinduskiej religii (dharmy), jogi, pielgrzymki i mitologii, to wręcz fundamentalne miejsce dla Mahabharaty (indyjskiego eposu, znacznie większego od dzieł Homera). To bowiem w Himalajach, w Badari aśramie, w pradawnych czasach Najwyższy Wisznu (przejaw absolutu-brahmana) w podwójnej postaci Nary (Człowieka) i Narajany (Boga), czyli w postaci dwóch świętych mędrców-ascetów, mocą ich boskiej jogi i medytacji utrzymywać święty i idealny porządek świata, dharmę. Inne ich wcielenie to Kriszna i Ardżuna, którzy mieczem bronią dharmę… Tyle mitologii, która dla hindusów jest bezustannie żywa i w żadnym razie nie ogranicza się do dawnych legend o bogach. Asceta zna te opowieści, jogin podobnie, jak i sadhu, co zresztą daje powód do pozytywnej dumy i stanowi punkt odniesienia w indyjskiej geografii i cywilizacji, a także życiu społecznym. Mitologia to serce Indii.

20160807_123326

Nie było łatwo dotrzeć do Badari aśramu, a obecnie świątyni Badrinath. Wyjechałyśmy z Rishikeshu o 5 rano, mając nadzieję, że po jakichś 13 godzinach dojedziemy. W trakcie trasy autobus zmienił się 2 razy, i chyba nie muszę mówić, że nie był to żaden autokar czy choćby w miarę przyjemny pojazd. Pewnie, że nie, ale to Indie, człowiek szybko przyzwyczaja się do tłumu, do wąskich i ciasnych siedzeń, z którymi szybko się skleja, do niezapachu starego silnika… Nie to było zaskoczeniem, ale coś, co powinno być logiczną oczywistością, skoro jedzie się wzdłuż gór, trasa coraz wyżej i wyżej – bezustannie kręta trasa w górę, w coraz wyższe Himalaje, niczym po spirali, w kółko i kółko. Idealna, by nabyć (a potem pozbyć się) choroby lokomocyjnej. Błędnik szaleje, żołądek głupieje, a plat przedczołowy pęka, lecz widoki przepiękne – kolejne mniejsze i większe szczyty, a w dole różne rzeki, czerpiące swoje źródło w Himalajach.

20160810_102024

Rozum też początkowo nie jest pewien, czy słusznie postępuje, że siedzi w tak pędzącym pojeździe – droga jest niezwykle wąska, czasem więcej niż metr, a czasem mniej, od przepaści, która wije się równolegle do trasy, czasem pozostałości po jakimś niedawnym odsunięciu się terenu (landslide), ogromnym błocie czy lawinie kamienie i głazów (rockslide), czasem trzeba zdecydowanym pędem przejechać przez jeden z tysięcy wodospadów, tryskających wprost z Himalajów (piękny widok). Nie każdy samochód czy autobus daje radę, dlatego najlepiej jest wynająć taxi-jeep (średnio mieści się w niej 15 osób plus bagaże). I nadal wić się w górę, skacząc niczym skakun, bo to jest chyba idealny opis sposobu jazdy jeepa w Himalajach, którym kieruje wprawny kierowca!

20160810_161711

Delikatny landslide widoczny u góry, a poniżej rockslide

20160810_104432

i przeprawa przez wodospad, tylko że najpierw trzeba chwilę pomyśleć, co dalej, bo jeden samochód nie dał rady i stoi w samym środku wodospadu, tamując przejazd:

20160805_175121

No nic, jedziemy na pełnym gazie:

20160805_175419

A poniżej widok taki:

20160805_175422

Zaczynam powoli rozumieć, dlaczego Mahabharata jako jedną z idealnych postaw jogi proponuje – styl życia na wzór węża adżagary… Tyle że busy i taksówki nie jadą wcale wolno, można nawet powiedzieć, że pędzą jak oszalałe i dość sprawnie wymijają się na tej i tak już wąskiej drodze.

20160810_102029

Po pewnym czasie rozum oswaja się i nie widzi w tak swoistej trasie nic niebezpiecznego, skupia się na zawierających dech w piersiach widokach i myśli, niekiedy znajdując się w kontemplacji (dhjanie) tym bardziej, że szybko pędzące rzeki wyprzedzają bieg/strumień myśli (czitta-writti). W Badrinath ktoś powiedział, że Himalaje same w sobie, ich kontemplacja, wprowadza w stan jogi, jedności…

20160810_111653

Dotarliśmy na miejsce, cała nasza 15 w całości, po 20.00, a patrząc na całość naszej podróży z Rishikeshu, która miała trwać 13 godzin, a trwała 15, dość sprawnie to wszystko poszło. Szybkie zameldowanie się w aśramie i kolacja:

20160805_191357-1

I śniadanie:

20160806_103823

A w następny dzień wizyta w świątyni (fotografia w środku zabroniona):

20160806_100204

A wieczorem aar(a)ti, czyli puja na dobranoc dla Nary i Narajany: przy wspólnym intonowaniu hymnów wedyjskich figurki są rozbierane, a następnie odkrywanie kocem na noc, by o 4 zostać ubrane i przyozdobione, będąc w ten sposób gotowe na nowy dzień. Kapłan podczas wieczornej pudży rozdaje najbliżej usadzonym bardzo cenny wieniec z tulsi, idealnie nadawającej się do herbaty. Jeden taki wieniec dość łatwo zdobyłam, bo mój nepalski „przewodnik” odpowiednio mnie wprowadził i przedstawił głównemu braminowi, który wpuścił mnie pod samo sanctum sanctorum. W następne dni były wyprawy w inne święte miejsca, o których kiedy indziej, oraz rozmowy, dużo rozmów, o których również kiedy indziej.

A potem wyjazd z Badrinath

równie narowistą trasą i taxi po równie niepewnym terenie, co przyjazd.

20160810_103118

Lecz trasa przy Lambagad (20 km od Badrinath) została zamknięta i trzeba było nałożyć niemal 20 kilogramowe plecaki na siebie, zebrać w sobie siły i razem z Hindusami, pogodzonymi z życiem, iść 3 kilometry bardzo w górę i ślisko w dół, w słońcu, przy ponoć małej ilości tlenu (czego nie czuję).

20160810_105508

I balansować, napinając niekiedy mięśnie do granic, i nie myśleć, że to i owo trzeba jeszcze pokonać, a nie wiadomo, co zaraz się wydarzy – czysta joga! Przejście przez himalajską dżunglę trwało prawie 2 godziny. Potem złapanie taxi do Joshimat, a następnie busu do Rudraprayag. Jak się okazało, bus dojechał do Karnaprayag, więc ponownie skaczącą niczym skakun taxi trzeba było wziąć.

20160811_105302

Dlaczego nie bus dojechał, dlaczego tyle przesiadek? – właśnie z powodu land i rockslides, które ciągle drogę blokują, o czym zresztą policja smsami zawiadamia (przed wyjazdem w te tereny trzeba się darmowo na dworcu w Rishikeshu zarejestrować, podając także nr telefonu).

20160811_113324

I tak oto jest Rudraprayag (u góry i poniżej)

20160811_092418

i wyczekiwanie, czy aby jutro autobus w stronę Kedarnath ruszy… I dalsza trasa:

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s