Mumbai, jakby bomba i bhikshu yoga

20170209_153427.jpg

Mumbaj – bardzo przyjemne, typowo indyjskie miasto, metropolia pełną hinduską parą… lepszym lub bardziej paskudnym zapachem, hałasem klaksonów, ludzi, czegokolwiek, tłumem wszystkiego, ale małą liczbą krów i ascetów. Krów spotkałam może z 10, w tym 2 stały się moimi natrętnymi przyjaciółkami – jadłam smażoną kukurydzę skropioną limonką (pycha, absolutnie trzeba spróbować), i jak się okazało, krowy też takie danie lubią. Ascetów widziałam 3, śiwaici (wyznawcy boga Śiwy), lecz to dlatego, że nie w tym miejscach, gdzie powinnam ich szukać, bywałam… Tylko jakie to są miejsca?

Lot do Mumbaju przebiegł bardzo pomyślnie i szybko – przez Frankfurt. Jedna, druga, trzecia oprawa, sprawdzenie bagaży, mnie, mojego tobołka ascety, czy może nie ma w nim bomby. Otóż, chciałam zobaczyć, na ile ochrona lotniska jest czujna, i przy zdejmowaniu bagaży z taśmy kilka razy żartowałam słowem bomba. Strażnik podeszła do mnie: „Sprachen Sie Deutsch?”. Tobołek bezpieczny, bez ładunków wybuchowych. Na lotnisku w Mumbaju ok 10 godzin snu, na fotelach, pod kocykiem z Lufthansy, coś podjedzone o 3 w nocy na lotnisku (zestaw combo drogi za 300 rupii, ale na osoby w sam raz).

20170207_120756

20170207_120532.jpg

Przez zagapienie się wyszłam z lotniska w nocy, choć chcąc jeszcze pozostać w sferze podróżujących, nie wolno, bo już się wróci. Chciałam doładować kartę, przy wejściu do lotniska zatrzymał mnie policjant mówiąc, że nie można wejść. Natomiast ja, że muszę, bo tam są moje bagaże i  znajoma czeka. Nie można, ale po co wyszłam? Doładować telefon. Nie można wejść. No to co ja mam teraz robić? Czekać na zewnątrz. Ale 8 godzin?! Niech pani zadzwoni do koleżanki. Nie mam nic na karcie przecież. Ech. Policjant zawołał drugiego policjanta, spojrzeli w mój paszport. Ponownie kazali zadzwonić mi do znajomej, w kwestii braku środków na koncie nic się jednak u mnie nie zmieniło. Policjant w typowo hinduski sposób kiwnął główną, i weszłam do środka.

20170207_012548

Elephanta, wysepka z pięknym kompleksem świątynek wakutych w skałach. Rejs stateczkiem trwa godzinę, a kosztuje tylko 180 rupii (jakieś 10 zł) w dwie strony. W jednej z jaskiń strażnik widząc, że ściągnęłam buty przed wejściem do świątyni, pokazał mi drugą jaskinię z bardzo dobrym echem i nagłośnieniem, zaczął intonować mantry do Śiwy. Ładnie to brzmiało, nie chciał ni rupii. Zapytałam, jaką jogę ćwiczy – bhikshu yoga dla Śiwy. Niewiele mi to jeszcze mówi…

20170209_124903.jpg

20170209_122709

Coffee, chocolate, tea and you! – taki ładny napis ktoś miał na koszulce.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s