Indyjskie napary (herbaty, kawy, mleko z solą oraz… yerba mate)

20170920_004338-1

Yerba mate w Indiach

W Indiach oczywiście yerba mate jest napojem nieznanym. Tutaj króluje przygotowywana na wiele sposobów herbata – Indie to nie tylko aromatyczny czaj (masala chai)! Kawa jest co prawda ogólnodostępna, ale raczej z turystycznych niż smakowych powodów. Turysta chce, turysta dostania. Podobnie jak kiedyś dostałam pizzę, której niczym nie mogłam przekroić… ani złamać. Na ten wyjazd wyposażyłam się w grzałkę (500W, ale spokojnie może to być i 750W), blaszany kubek, bombillę i yerba mate green – wiem, nie jest to mocna yerba, ale w Indiach mój układ pokarmowy żyje trochę innym trybem niż w innych przestrzeniach i to jedyna postać yerby, która u mnie współpracuje z indyjską florą bakteryjną. Wiadomo, że yerba jest najsmaczniejsza w górach, więc w himalajskiej Dharamsali (McLeod Ganj, tutaj pisałam na bieżąco), siedzibie Rządu Tybetańskiego na uchodźctwie, domostwie Jego Świątobliwości Dalajlamy XIV,  była naparem z całym namaszczeniem i miłością przygotowanym przeze mnie w polowych warunkach, a następnie na werandzie mojego pokoju pita.

20170814_142917

Czaj a masala czaj

Na długo jednak yerba mate nie starczyła. Inne napary stały się codziennością, a himalajskie centra sztuki kulinarnej są subtelnie specyficzne Uśmiech Oczywiście przeważały masala chai i chai. Różnica między nimi jest taka, że chai jest po prostu ziarnami czarnej herbaty gotowanymi na wodzie z dodatkiem mleka i cukru, a masala chai przygotowywany jest w ten sam sposób, na bazie tej samej herbaty, głównie assamu, ale dodawane są do niego rozdrobnione przyprawy (kardamon, imbir, goździki, anyż, pieprz, cynamon… czego tylko dusza i ochota zapragną). Kiedyś już coś o nich pisałam, podając także przepis, o tutaj. Uwielbiam je, ale czasem człowiek potrzebuje kofeiny, dobrej kawy, nie tej, która przygotowana jest na bazie kawy rozpuszczalnej. I tutaj zaczynają się trudności, bo arabica czy robusta pozostaje dla Indii nadal terra incognita, którą dopiero trzeba eksplorować, by odkryć bogactwo jej aromatów.

ploteczki

wodospad

Typowe miejsca przygotowania czaju wyglądają mniej więcej tak:

20170824_144618

20170824_144626

20170824_134029

Bourbon nawet w samym sercu himalajskiego niczego można dostać, z czajem jest idealny!

20170824_144352

Nadpyszne śniadanie z lokalnymi chlebkami… pierwsze w Leh, a drugie w klasztorze w Dhankar:

20170819_080501

20170829_105124

Herbatę można pić też w plenerze, naprzeciw gór, przy pasącej się krowie i wiosce, schowanej w lesie… nad brzegiem którejś świętej rzeki. To jest dopiero doświadczenie, uwiecznione tutaj od razu w momencie jego doznawania.

20170903_135559

Kawa

Kawę w Indiach piję w mojej ulubionej sieci kawiarni Cafe Coffee Day, ceny są drogie, jak w zachodnich sieciówkach z kawami i herbatami. Jednak ten smak, aromat, moc…! A zarazem moment odpoczynku od upału indyjskiej ulicy, jej gwaru i ciężkości egzystencji, wrażenie na chwilę powrotu do siebie, by zaraz ruszyć w następne zakamarki siebie, które tylko indyjska ulica umie ukazać, ten moment refleksji nad kawą, ceny nie mają.

20170913_163006

To dopiero było browny! Podane na gorąco, z lodami, polane na moich oczach gorącym sosem czekoladowym. Uczta!

20170816_184648

Indie znają chyba większość zachodnich sieciowych restauracji, ale i, jak widać, posiadają coś specyficznie swojego. Lubię jeszcze malutkie kawiarenki, które specjalizują się z miodzie. Można tutaj zjeść lekką przekąskę i wypić kawę czy herbatę z dodatkiem miodu, podawanego obok, w dzbanuszku. Człowiek więc dodaje, ile jego dusza pragnie.

20170809_161058-1

Są i zwykłe restauracje, otwierane w stylu zachodnim. Teraz najwięcej ich spotkałam w Dharamsali (tutaj) oraz Kazie (tutaj). Bardzo przyjemne, pełne turystów, ale i lokalnych mnichów miejsca. Mnich tybetański również bowiem ceni sobie dobre jedzenie i dobre towarzystwo!

20170811_183835

20170826_134039

Również kawę można przygotować polowym sposobem, a wiadomo, że najlepiej podróżny rozkoszuje się taką kawą, gdy gotuje ją z innymi podróżnymi, poznanymi na himalajskim szlaku… i spędzając godzinami rozmowy rozmawiając o tym, jak wielopłaszczyznowo i wielowymiarowo jest postrzegany świat przez różne narodowości, w naszym przypadku była to Polska, Izrael, Indie, Chiny i Ameryka.

20170830_185013-1

Sea Buckthorn napój

Doskonały, ponoć, na problemy lokomocyjne, dostępny w wersji butelkowej (tutaj w Leh), jak i na ciepło (Kaza):

20170820_143731

20170826_123855

Ginger lemon honey tea

… czyli herbata z imbirem, cytryną i miodem. I tyle. W środku żadnej herbaty nie ma. Idealna, gdy zbliża się zimna pora, albo po prostu chcemy się ożywić. Imbir przeważnie krojony jest na kawałeczki i zalewany gorącą wodą, cytryny nie widać – sok jest wyciskany bezpośrednio do szklanki.

20170914_180054-1

Kashmiri kahwa

Innymi słowy kaszmirski rodzaj przyrządzania zielonej (przeważnie) herbaty. Do wywaru (bez mleka!) dodawane są przyprawy, jak kardamon czy, cynamon, anyż, szafran, zdarza się, że i migdały, wiórki migdałowe czy też kokosowe. Interesujący smak.

20170817_181951

Khangra tea i kombucza

Herbata khangra pochodzi z dystryktu w Himaćal Pradeśu o tej samej nazwie. Jest to zielona lub czarna herbata, o raczej delikatnym smaku, nie przypomina darjeelingu (nawet zielonego) ani assamu. Smaczna.

20170814_165325

Khangra tea

Kombucza jest bardzo dziwną herbatą: serwowana na zimno i zdobywana drogą fermentacji, o lekko kwaskowym smaku i lekko odurzających właściwościach, wspaniale pasująca do sera z jaka (w rogalu). Kombucza jest grzybkiem japońskim, zwana jest także grzybkiem herbacianym – kolonia bakterii, specjalnej kultury drożdży (Symbiotic Cultures of Bacteria and Yeasts), Tybetańczycy sądzą, że kombucza posiada właściwości lecznicze…

20170815_173523

Tybetańska herbata z masłem

Moja ulubiona! A najlepszą taką herbatę piłam w Delhi w tybetańskiej dzielnicy Majnu-ka-Tilla, w Big Apple restauracji. Ponoć smak masła jest za intensywny, ponoć herbata jest za tłusta, nie wiem. Do herbaty czasem dodawana jest także odrobina soli, tworząc w ten sposób kompozycję o smaku bardziej przypominającym herbaciane mleko niż herbatę z dodatkiem mleka.

20170812_184224

Czaj i mleko z solą w tybetańskim klasztorze Kee

… w dodatku sączone podczas porannej 3-godzinnej modlitwy w świątyni. Wrażenie jest niesamowite, bo otóż podróżnik-jogin znajduje się w samym sercu Himalajów, w malowniczym klasztorze Kee (tutaj), pośród magii tybetańskiej medytacji, delikatny chłód dociera do jego świadomości i… wspólne delektowanie się napojem bogów! Takie momenty w duchu pozostają na zawsze, bo to właśnie one zmieniają serce. A poniżej zdjęcia z innych klasztorów baśniowej doliny Spiti, inkrustowanej buddyjskimi klasztorami:

 20170830_160509

20170828_153332

Inne tybetańskie herbaty, czy też ziołowe napary:

20170823_121250

Lassi

Typowy indyjski zimny napój, przypominający słodki kefir/jogurt, z domieszką wodą i różnych dodatków, np. soli, kminku, owoców, na słodko (tylko z cukrem), serwowany w restauracjach i jako street food. Najlepsze lassi wypisałam w Delhi, przy Khari Baoli (targ przypraw):

20170918_143721

Dubaj…

Teraz lecąc do Indii przesiadka miała swoje miejsce właśnie w Dubaju, piękne, upalne, otwarte na turystów miasto, absolutnie do zobaczenia tym bardziej, że loty z Polski wcale nie są takie drogie, a dość tani nocleg można tu i tam znaleźć.

20170802_170054

20170802_165440

20170802_151636

20170802_165353

20170802_165744

20170802_170226

20170802_154139

I cóż, cudze chwalicie…

Wrocławski Rynek, patron jogi, bóg Śiwa i yerba w bardzo niepraktycznym yerbomosie, ale za to poręcznym

20170314_112334

Reklamy

KLASZTOR KI (buddyzm tybetański w Indiach)

20170827_112413

Moc himalajskich przestrzeni

Do buddyjskiego klasztoru w Kee (Ki), utrzymanego w tradycji tybetańskiej, jechać nie planowałyśmy, bo i nawet nie wiedziałyśmy o jego istnieniu, uroku i… jogicznej mocy. Na himalajskich trasach dzieje się jednak tak wiele, że w pewnym momencie człowiek decyduje się zaprzestać planowania i poddaje Górom, ich wszechobecnej woli tym bardziej, że Himalaje same człowiekiem kierują. Można walczyć z obsuwą błota i ziemi (landslide) i kamieni (rockslide), można denerwować się, gdy autobus nagle się psuje i długie godziny trzeba wyczekiwać, aż pojawi się rozwiązanie, można źle znosić kręte niczym wąż trasy nad urwiskiem… Można pozwalać umysłowi generować tysiące myśli, uczuć i niepokojów, snuć scenariusze o fantastycznych historiach, a można po prostu sprowadzić go do jednego punktu koncentracji – utwierdzić w jednym przedmiocie uwagi i utrzymywać ten stan. W Himalajach nie jest to trudne – wystarczy spojrzeć przez okno autobusu czy jeepa (dzielonej z innymi podróżnikami taksówki, tzw. shared taxi), a następnie pozwolić [po/w]chłonąć się temu widokowi, tej wizji… wizji, która wnika na samo dno świadomości, po sam kres poczucia “ja” i transformuje je siłą swego spokoju, majestatu i swoistej nieskończoności.

Chwiejny jest umysł i trudno go okiełznać, ale jednak daje się opanować poprzez abhjasę [wytrwałe ćwiczenie] i wairagję [brak przywiązania do owoców swoich czynów]. Jogi nie zdoła osiągnąć ten, kto nie panuje nad sobą. – Bhagawadgita* VI.35

20170817_133316

Wszechogarniająca wola Himalajów ostatecznie zagnieżdża się i w sercu podróżnika, rezonuje z rytmem uderzeń jego serca i oddechów. W ten sposób człowiek już nie wie, czy to serce jest jeszcze jego, czy już dzielone z Himalajami… Pojawia się naturalna pranajama, nieświadoma, nietechniczna, ale generująca spokój, którego oddech jest spowolniony, negatywne myśli i emocje ustały. Energia nadal jednak pozostaje nazbyt subtelna, by się przejawić w świadomości. Podróżnik czuje, że otacza go Dobro i Piękno, ale jeszcze nie umie podać jego przyczyn. Nie wie, co będzie dalej – czy dojedzie na miejsce w pierwotnie zaplanowanym czasie, czy zaraz nie będzie musiał nagle zmienić planów, czy za chwilę nie pozna nowego podróżnika, z którym na rozmowie spędzi długie godziny. Wie jednak, że cokolwiek się wydarzy, będzie Dobre i Piękne, bo podsycone pięknem Himalajów.

20170817_122021

Buddyjski klasztor w Kee (Ki)

20170827_112537

Godzinę drogi od Kazy autobusem lub jeepem, na wzniesieniu, między szczytami górskimi, zanurzonymi jakby w pustynnym terenie, znajduje się Kee Monastery. Nie jest to miejsce jak każde inne, nie jest to nawet zwyczajny klasztor, chociaż oczywiście nie jest on unikatem. Podróżnik może wynająć tutaj nocleg (300 rupii za łóżko z całodziennym wyżywieniem przygotowywanym przez mnichów, choć oczywiście w kuchni można pomagać, czajem i mlekiem z solą – to jest dopiero dobry napój), pokoje są 4-osobowe, utrzymane w bardzo dobrym stanie czystości (jeśli w danym momencie klasztor nie jest oblężony przez turystów, adeptów jogi i medytacji, czy po prostu podróżników, to w jednym pokoju mogą mieszkać tylko jedna czy dwie osoby). Wewnątrz klasztornego kompleksu obowiązuje całkowity zakaz palenia i spożywania alkoholu. Nie ma tutaj także zasięgu telefonicznego (chyba że ktoś kupił lokalny sim). Zresztą na co komu potrzebny jest zasięg, skoro atmosfera miejsca jest wszystkim, co do życia niezbędne?

20170827_113358

Medytacja w klasztorze czasie porannej modlitwy (pudży)

Co jest jednak specyfiką tego miejsca, tak odmienną od innych klasztorów tybetańskich Himaćal Pradeśu? Nie jest to widok nocnego nieba usianego miliardami gwiazd, które niemożliwością jest policzyć. Nie jest nią przewspaniała i perfekcyjnie wyciszająca umysł atmosfera miejsca, widok gór i życzliwe nastawienie mnichów, tych starszych, jak i dzieci, które dopiero co przywdziały czerwone szaty przyszłego mnicha. Nie jest to nawet śniadanie spożywane razem z mnichami podczas porannej pudży, ceremonii, która ma na celu podtrzymanie mocy buddyzmu… Iście tantryczne zachowanie! Śniadanie jest pyszne i co chwila – w przerwach między recytowanymi przez mnichów modlitwami – pojawia się czaj, gorące mleko z solą, tsampa (mąka jęczmienna), którą miesza się z mlekiem (bardzo to smaczne i sycące), bułka z dżemem; trzeba mieć tylko swoją miseczkę czy kubek i czekać, aż mnich pełniący w danym dniu dyżur “kelnera” podejdzie do nas. Mnisi odpowiedzialny za pudżę siedzą w dwóch równoległych rzędach prostopadle do wejścia, przed nimi na malutkich stolikach stoją rytualne przybory, miseczka na tsampę i czaj/mleko, teksty modlitwy wydane w formie pothi. Inni mnisi siedzą z boku. Podróżnicy i buddyści mają dla siebie wyznaczone miejsca na czerwonych dywanach pod ścianą, skąd wszystko idealnie można obserwować. I to jest właśnie to!

20170827_114321

Mnisi recytują modlitwy, podróżnicy wchodzą i wychodzą, czasem na dłuższą bądź krótszą chwilę przysiadają, piją czaj, pozostają w skupieniu, wychodzą, a ten turysta-jogin siada w stałej (sthira) i wygodnej (sukha) asanie, zamyka oczy i medytuje. Może minąć godzina (pudża zaczyna się o 7:30), może minąć 10 minut, a mogą minąć o 3 godziny – modlitwa-rytuał kończy się po 11:30. Nie ma to żadnej różnicy.

Stan, w którym ucisza się myśl ujarzmiona spełnianiem jogi… w którym poznaje się to, co jest bezgranicznym, dostępnym dzięki przebudzonej inteligencji, wykraczającym poza zmysły szczęściem… niech wie, że jogą zwie się owo z więzów nieszczęścia wyzwolenie. – Bhagawadgita VI.20-23

20170826_172121

* Tłumaczenia Bhagawadgity oparte na tłum. prof. Joanny Sachse, Bhagawadgita, czyli Pieśń Pana, Ossolineum 1988.

Szczypta smaku kuchni ajurwedyjskiej

20171001_114520

Ajurweda, sztuka życia szczęśliwego, a dokładniej – wiedza (weda) o życiu (ajus) – jest całościową wiedzą o człowieku, jego budowie – zarówno psychofizycznej, jak i subtelnej. W ajurwedzie najistotniejsze jest to, że choć dbałością i dyscypliną objęte są zarówno ciało i umysł, to joga – i ajurweda – sięga znacznie głębiej. Subtelna, wewnętrzna, przestrzeń jest głównym miejscem właściwej praktyki. Ajurweda, co jest wiadome dla wielu osób, jest wiedzą na temat tego, jak prowadzić zdrowe i zharmonizowane życie. Stosując zasady właściwego gotowania, oczyszczania ciała, ziołolecznictwa, a nawet stosując asany i ćwiczenia oddechowe. Weda znaczy bowiem wiedza, rozeznanie i nauka. Nie jest to jednak jedynie zwykła wiedza nabywana wskutek oczytania, studiów i praktyki lekarskiej – to rozległa i wielopoziomowa wiedza o tzw. subtelnym zabarwieniu, wytworzona wskutek wzajemnego oddziaływania z jogą. Jogę natomiast można nazwać sztuką harmonizowania umysłu i ciała celem doprowadzenia istoty świadomej do stanu ponad-mentalnego, zwanego wyzwoleniem, powiedzmy – superświadomością przysługującą boskiej istocie, uwolnionej od cierpienia i śmierci. Centrum jogi i ajurwedy stanowi głęboka medytacja, dhjana, przenosząca świadomość (uwagę-koncentrację) w subtelniejsze rejony mentalne.

20171001_114641

Chyba nic tak nie łączy jogi i ajurwedy jak dwa pojęcia, dla indyjskiej świadomości konstytutywne. Pierwszym z nich jest prana, subtelna energia aktywująca cały kosmos, uznawana za boski oddech, pierwotne poruszenie (kama) boskiego prabytu, przejawione u początku kreacji wszechświata (Rigweda X.129). Zdrowie mentalne oraz cielesne zależy bowiem od harmonii na poziomie fizycznym, emocjonalnym jak i duchowym – tutaj prana odgrywa najważniejszą rolę, to ona jest bowiem łącznikiem między komórkami ciała, leży u podstaw aktywności neuronalnej, a także odpowiada za spokój i równowagę mentalnego korelatu układu nerwowego – świadomości-umysłu. Drugim pojęciem leżącym u podstaw jogi i ajurwedy jest dharma, można powiedzieć lejtmotyw indyjskiej cywilizacji. Dharma jest bowiem w Indiach wszystkim:

Gdzie dharma, tam zwycięstwo, gdzie dharma, tam boskość.

– jak zaświadcza Mahabharata (ogromny epos indyjski), dharma to właściwy, święty porządek kosmosu, społeczeństwa i rodziny, obowiązek wpisany w istotę (serce) każdego człowieka. Istnieją dharmy (powinności) społeczne, religijne, osobiste, ale najważniejszą pozostaje moksza-dharma – powinność dokonania wyzwolenia, a to nie może odbyć się bez stosowania nakazu ahinsy , absolutnej postawy niekrzywdzenia, podstawy jogi i ajurwedy.

20170819_080501

W jodze – tej codziennie praktykowanej, zanim nastąpi samadhi (wyzwolenie, zwane także nirwaną) – chodzi w rzeczywistości o pranę, odpowiadającą za siłę ciała i mentalną moc umysłu, a zarazem porządkującą aktywność emocjonalną. W czującej istocie życie, ajus, pojawia się w momencie, gdy prana łączy się z ciałem, zmysłami i umysłem (w sanskrycie czittą: wielopoziomową sferą mentalno-emocjonalną, zawierającą w sobie także pamięć z tego życia i poprzednich żywotów, ogólnie zwaną czetas). Ajurweda stanowi zatem świętą naukę o właściwym życiu w każdym jego aspekcie (zgodnie z I księgą Czaraka Sanhity (Caraka Saṃhitā) obok Suśruta Sanhity (Suśruta Saṃhitā) podstawowym dziale indyjskiej medycyny wedyjskiej). Śmierć natomiast jest momentem wyjścia prany z konstytucji cielesno-mentalnej. Wydawać by się mogło, że ajurweda i joga zajmują się jedynie ciałem fizycznym, nauka indyjska dotycząca budowy człowieka jest jednak o wiele bardziej złożona.

20170819_065448

Ciało (deha lub śarira w sanskrycie) nie jest jedynie złączeniem pięciu elementów, zwanych mahabhutami (przestrzeń/eter, powietrze, ogień, woda i ziemia), one stanowią jakby widzialną, fizyczną obudowę subtelniejszych ciał, czy też powłok. Chociaż indyjskie darśany (filozofie) podają różnorodne klasyfikacje budowy istoty świadomej, to ogólna wizja subtelnego ciała dzieli się na system subtelnych kanałów (nadi) energii, poprzez które przepływa prana oraz ciało mentalne (linga lub antahkarana), które migruje między życiami, zwane jest także dżiwą, indywidualną, wcieloną duszą złączoną z karmanem. Karman to nic innego jak rodzaj energii pochodzącej z doświadczenia dżiwy, magazynowanej w czetasie w postaci tzw. sanskar, impresji-odcisków, z biegiem czasu przyjmujących formę temperamentu czy charakteru danej osoby, dżiwy. Na ten obszar oddziałuje w gruncie rzeczy joga i ajurweda, chociaż wychodzą one od dbałości o ciało, każda w sobie charakterystyczny sposób.

20171001_114704

Ajurweda oddziałuje na organizm poprzez: odpowiednie masaże, mieszanki przypraw (masale, a wśród przypraw górują: kardamon zwany przyprawą królewską, kurkuma, kminek, anyż, goździki, chilli, cynamon, imbir, pieprz (jego różnorodność w Indiach jest właściwie nieskończona), kolendra i tulsi zwana indyjską bazylią), napary ziołowe, herbatki, olejki ziołowe, zapachy, właściwie skonfigurowaną dietę w zależności jednej z trzech dosz (dosza) oraz pięciopoziomowe oczyszczenie, czyli pańczakarma (w celach oczyszczających organizm wymioty, biegunka, lewatywa, oczyszczenie zatok i pijawki). Jest to poziom zewnętrznej ajurwedy. Jej wewnętrzne zalecenia odnoszą się do mantr, które mają za zadanie aktywizować i uspokajać wibracje mentalno-emocjonalne (poruszenia), wizualizacje, właściwe etyczne zachowanie – tutaj najważniejsze pozostaje pielęgnowanie takich doskonałości (siddhi) jak: cierpliwość, współczucie, przyjacielskość, hojność, szczerość, prostolinijność, samokontrola, opanowanie… mądrość (Mahabharata wielokrotnie przytacza ów piękny i rozbudowany wachlarz cech doskonałego jogina, który pragnie dbać o siebie na poziomie psychofizycznym oraz duchowym). Poprzez to ajurweda wchodzi na teren jogi, w której dhjana wydaje się najważniejsza, oparta jest jednak na pranajamie, która z kolei wspiera się na stałej i wygodnej (przyjemnej) asanie, ufundowanej na prostym kręgosłupie o mocnych mięśniach. W ten sposób rośnie wewnętrzny ogień, żar odpowiadający za powodzenie jogicznej praktyki. Ów święty ogień, wewnętrzna promienność, zwany tedżas, i poprzez ajurwedę jest podtrzymywany: joga go wznieca i powiększa, a ajurweda chroni.

20171001_125007

Tyle ajurwedyjskiej teorii, jej praktykę miałam przeogromną, powiedzieć można – przesmakowitą – okazję rozsmakować podczas warsztatów ajurwedyjskiego gotowania, zorganizowanych przez rodowitą Hinduskę (tutaj informacja).

20171001_111848

Co prawda, pogotowaliśmy wspólnie dania obiadowe (w wersji wege i kurczakowej), desery, a nawet słynny indyjski czaj (tutaj), to najważniejsze skrywało się w słowach. To nie były tylko warsztaty kuchni ajurwedyjskiej w profesjonalnym wydaniu, ale przede wszystkim merytoryczne i wyśmienite wprowadzenie w arkana tej wielowiekowej wiedzy indyjskiej, której esencja przekazywana jest ustnie w indyjskiej rodzinie. Można powiedzieć, że to babcie są jej spichlerzem i mistrzem.

20171001_125259

20171001_132911

20171001_134559 (2)

Roti/chapatti, czyli typowy indyjski chlebek, ten sam, którym zamiast sztućców można zajadać wszystko, co pojawi się na śniadanie, obiad czy kolację, wygląda jak płaski podpłomyk, jednak… Magicznym sposobem może zamienić się w pulchny chlebek o kształcie kulki. Ta magiczna sztuczka łatwa jednak nie jest:

Podziękowania w całości idą dla Ayurwedy na urodę (tutaj):

20171001_150646

KAZA (buddyzm tybetański w Indiach)

Nie zdarzyło mi się nigdy zacząć wpisu od cytatu, a już na pewno nie od wyimku z filozofii Platona. Jednak te kilka słów okazuje się idealnym wprowadzeniem w samo sedno buddyzmu tybetańskiego. Tak, tybetańskiego, choć rdzennie indyjskiego również. Kilka najbliższych postów chcę poświęcić miastom i (często tantrycznej) tradycji buddyzmu tybetańskiego w Indiach.

Paniczny, otchłanny lęk przed śmiercią jest więc wyrazem pozbawionego miary przywiązania do “ciała”, czyli do żądzy, a więc zupełnego zatracenia i zagubienia się w świecie konkretu, który jest światem zmysłowych przyjemności ([Platon “Fedon”] 68b8-c2; 64d2-e3).*

Lęk przed śmiercią, identyfikacja z ciałem i aktywnością mentalną, opartą na treści dochodzącej do umysłu poprzez zmysły, pragnienie, świat zmienności, przemijalności, a w konsekwencji śmierci. Ten, którego każde zamierzenie jest spełnione (Siddhartha), zwany także Gautamą (z rodu Gotamy), mędrzec z rodu Śakjów (Śakjamuni), po urzeczywistnieniu nirwany określany szlachetnym mianem buddhy (przebudzony i oświecony), zaczął swoje kolejne wcielenie jako zwykły człowiek… chociaż nie tak do końca zwykły. Książę, ukryty przez ojca króla w pałacu, by tylko syn, przyszły następca tronu, nie dojrzał rzeczywistości świata – śmierci, choroby, starości i ascezy-jogi. Król nie może porzucić swojego królestwa. Król nie może wyrzec się potęgi władzy, nie może odłożyć miecza, by przywdziać szaty ascety i poszukiwać w głębinach swego jestestwa, swej świadomości, medytacji, postu i jogi drogi wyjścia spod władzy (wszech)świata śmierci. A jednak książę uciekł, wymknął się z pałacu. Bał się. Pobierając nauki w głębinach medytacji u swoich pierwszych mistrzów – A(r/l)ady Kalamy i Ramaputry – nadal bał się strachem bezdennym, głębinowym, strachem sięgającym samych podstaw oddechu, życia i tożsamości – bał się śmierci. I nawet wszedłszy w najgłębszą medytację, gdzie umysł wykroczył poza poczucie “ja”, bał się. Nie poddał się jednak. Złożył najcięższy i najstraszliwszy ślub jogiczny – tak długo pozostanie we wchłonięciu medytacyjnym, póki nie zdobędzie odpowiedzi na śmierć. Znalazł.

20170824_141236

W przeróżnych wersjach, obfitując w niuanse, tak właśnie przedstawia się początek buddyzmu, który w późniejszych czasem, z biegiem rozwoju przekazu i praktyk(i) wydzielił się na różne szkoły i linie przekazu. Buddyzm, który wraz z V w. naszej ery zaczął docierać na ziemie Tybetu okazał się brzemienny w skutkach tantrycznych oraz łączeniu rdzennej praktyki z silnie etycznym oraz medytacyjnym przekazem Buddy. Tutaj śmierć, ten demon Siddharty, nie jawi się jedynie jako koniec, straszliwe widziadło, Mara na pół senna, tutaj śmierć jest wpisana w praktykę, staje się narzędziem, który odpowiednio przez umysł wykorzystany, przynosi nirwanę, może nie całkowitą, ale na pewno pozwalającą na dalsze doskonalenie siebie ku pomocy innym istotom. Tantra służy ciału, także subtelnemu (wewnętrznej strukturze człowieka, złożonej z sieci subtelnych kanałów energii-prany oraz tejże energii przez nie przepływającej), mantra umysłowi, pradżnia (wiedza) – oczyszcza całość człowieka, ale podstawę stanowi bodhiczitta oświecona świadomość, czyli… właśnie? Ku czemu dąży tak na prawdę jogin (tyb. ngagpo), mnich czy też zwykły buddysta w tradycji tybetańskiej? O tym stopniowo w późniejszych wpisach. Tantra jest zjawiskiem niezwykle skomplikowanym i trudnym w wyjaśnieniu.

Medytuj, ale przede wszystkim bezustannie ucz się świętych nauk, wtenczas pojmiesz. Bo bez nauki – jak mawia Jego Świątobliwość Dalajlama XIV – nie ma nawet, nad czym medytować. Nad pustką w swojej głowie chcesz…?

– tak posłyszałam razu pewnego w tybetańskiej dzielnicy Majnu-ka-Tilla w Delhi.

Kaza, urokliwe miasteczko oraz węzeł komunikacyjny do wielu ważnych klasztorów himalajskich, do których można stąd dojechać zarówno transportem publicznym, jak i jeepami-taksówkami (śmietnik ustawiony w niezwykle niefortunnym miejscu):

20170826_161819

Także i Kaza posiada swój piękny, nowy, klasztor szkoły Śakja (Sakya Monastery), w którym codziennie odbywa się pudża. Do środka może wejść każdy (po uprzednim zdjęciu obuwia – to właściwie tyle z nakazów) i na przykład usiąść z boku, na rozłożonych na całej długości sali medytacyjno-rytualnej, zamknąć oczy i medytować. Nie bardzo ktoś zwróci na nas uwagę nawet, jeśli spędzimy w tym miejscu wiele minut czy nawet godzin. Bo czy jest tak naprawdę jakiś powód, by przyglądać się turyście?

Samo miasteczko może wydawać się nudne, ospałe, bez atrakcji turystycznych, ale to chyba nie jest prawda. Kaza posiada swój urok i znaczy coś więcej niż węzeł komunikacji i biuro, które wydaje pozwolenia dla turystów, by jechać do rejonu Kinnaur (północno-indyjski stan Himachal Pradesh podzielony jest na 12 dystryktów, nie do każdego można wjechać bez uprzedniej rejestracji i pozwolenia). Nocleg można wynająć od ręki, bez uprzedniej rezerwacji. Do wyboru mamy różnej ceny hostele, o dość dobrej jakości, kilka dedykowanych backpackersom, a także bardzo dobrą i czystą noclegownię (Lhasa Guesthouse). Generalnie Kaza dzieli się na dwie części: pierwszy przy stacji autobusowej oraz drugą, w której znajduje się Klasztor, biuro i inne hostele. Wystarczy jedynie przejść przez most, obecnie został postawiony jeszcze drugi most. W jednej i drugiej Kazie możemy próbować lokalnej kuchni zarówno w mieszczuchowym, jak i turystycznym wydaniu. Obie dobre, choć oczywiście ta pierwsza jest znacznie tańsza i mniej sterylna, ale nadal pozostaje czysta.

20170826_122333

20170826_145716

Okolice Klasztoru wyglądają znakomicie. Nad nim znajdują się: czorten (świątynka tybetańska) oraz świątynia hinduistyczna (dla Hanumana, a także Śiwy). Warto wspiąć się po krętej, piaszczystej ścieżce, by spojrzeć na świat z góry i… nabrać trochę dystansu.

20170826_110204

20170826_110845

20170826_111125

20170826_111020

20170826_111642

Tutaj człowiek nagle zaczyna delektować się pięknem Himalajów. A skoro owo piękno skąpane jest w spokoju i swoistym medytacyjnym skupieniu, to zachwyt staje się jeszcze potężniejszy. Kaza to jakby brama, miejsce inicjacji, w te wszystkie monastery i miejsca wyciszenia, które buddyzm tybetański wybudował w tym himalajskim rejonie. W Kazie człowiek pozostawia za sobą zgiełk miast indyjskich, z których tutaj dojechał, i przygotowuje się na Ciszę – na wejście w samo serce buddyzmu tybetańskiego i himalajskiej tradycji medytacyjnej. I na tantrę, ów trzeci pojazd nauk Buddy, który w Tybecie od VI w. zaczął się rozwijać i przybrał miano Diamentowego Pojazdu, Wadżrajany…

20170826_114251-1

*Piotr Augustyniak, Fedon i “inna nowoczesność”. Pomiędzy filozofią a lękiem przed śmiercią (Kronos, 4/2011).

Góra Kailash i chillout w Himalajach

20170902_180913-1

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu (opublikowałam go mniej więcej tydzień po napisaniu, bo dopiero po tygodniu dostaliśmy internet). Ogromne tereny Himalajów w Himachal Pradesh poza lokalną siecią wyzbyte są zasięgu komórkowego, co z jednej strony jest denerwujące, ale z drugiej – człowiek odcina się od pewnej części siebie, która potrzebuje odpoczynku, a zarazem umysł/serce poznaje nowe rzeczywistości wewnątrz siebie, o których nie do końca wiedział, że istnieją. Naprawdę cudowne uczucie.

20170903_102938

W dużej grupie poznanych po drodze – w guest house’ach, na szlakach i restauracjach – Izraelczykach, parze z Kerali (przepięknie zielony stan na południu Indii), Chińczyku, parze z Turcji, kilku Amerykanach i Polce, zwiedziliśmy kilka unikatowych, mniejszych i większych wiosek przepięknych dolin Spiti i Kinnaur: Leh, Manali, Kaza, Ki, Dhankar, Tabo, Kalpa (szczegółowiej o każdym z nich później).

20170902_134144-1-1-1

A teraz siedzimy w lesie, na przeciw dzikiej rzeki (Baspa), łowiąc ryby, przygotowując tybetańską herbatę na krystalicznie czystej wodzie ze strumienia:

20170903_133542

Z tyłu za nami malutka buddyjska gompa patrzy razem z nami na majestatyczny, czasem schowany w białych obłokach Kailash, świętą górę każdego jogina, wypełnioną mocą Pierwszego Jogina i jego Energii (Śiwy i jego małżonki Parwati)…

20170903_124255

20170903_133604

Wiele wieków temu jogini spędzali na tych świętych terenach wiele długich lat medytując w ascezie… Wczorajszej nocy z włoskimi Hindusami i Amerykaninem (właśnie otworzył backpackerski hostel, w którym teraz śpimy) rozmawialiśmy o tym, kim jest jogin. Bardzo trudne jest życie jogina – oddane jedynie ascezie i duchowości… A najwspanialsze jest to, że ta duchowa tradycja nadal jest w Indiach żywa, ukryta w Himalajach.

20170903_091527-1

Gdzieś w pobliżu tej mądrości, która skrywa siebie w kamieniach, potokach, skałach, pustynnym widoku, mantrach pisanych na kamieniach przy buddyjskich gompach, w medytacji pojawiającej się, gdy uwaga zostaje skoncentrowana na szczycie Góry…

Nocleg prawie w jaskini i trasy na krawędzi przepaści w sercu Himalajów

20170824_133614

Przejazdy na krawędzi drogi, kończącej się w przepaści kamieni, głazów, resztek kamieni z zabudowy, która nie wytrzymała obsuwy terenu i ulewy, trzęsący się autobus i taxi jeep skaczące niczym delikatne samochody osobowe, ubijając pasażerów jak śmietanę na masło, i te widoki…! Te zapierające dech w piersiach, niesamowite przestrzenie górskich zieleni, skalnych zboczy, niekiedy złoto połyskujących, z bijącymi z ośnieżonych szczytów potokami, płynącymi wodospadami przez zielone, porośnięte drzewami, dżunglami lub obłożone skałami zbocza, wodospadami zamieniającymi się w krystalicznie czyste, idealnie przejrzyste rzeki.

20170828_114400

A z drugiej strony nieustający ludzki wysiłek, by budować, poprawiać, dowodzić towar i turystów, mieszkańców dalej, w Nieznane, w Nowe lub po prostu do Domu, jakkolwiek ten dom wygląda: mała himalajska wioska, obowiska namiotów pasterzy kóz, krów, owiec, kóz, czasem bawołów, koni (tych udomowionych spośród wielu stad dzikich himalajskich koni (piękne są!), a czasem miasteczko po części należące do autochtonów, a pozostałe dzielnice oddając przestrzeni turystycznej, gdzie panuje inna kultura, inny rytm życia, a mieszkańcy zdają się dla nieobeznanego turysty tylko egzystować, by handlować i prowadzić swoje małe biznesy (hotele, guest house’y, restauracje, sklepy, kramy, biura podróży), gdzie powstają jak grzyby po monsunie szkoły jogi przeróżnej (absolutnym fenomenem jest według mnie freestyle yoga w Manali), kursy reiki, leczenia misami, ajurwedy, otwierania czakr, tu i tam mniejsze i większe świątynie wszelkiego wyznania (hinduistyczne, buddyjskie, sikhijskie, muzułmańskie, dżinijskie, a zdarzają się i chrześcijańskie).

Wszystko wije się i zakręca niczym himalajskie drogi oplatające górskie szczyty jak potężne węże z indyjskiej mitologii, ci dobrzy nagowie, chroniący świat i dostarczający wiedzy tajemnej, wiedzy wydobywającej ze świata cierpienia i śmierci. Niczym sama kobra na szyi patrona Himalajów, boga bogów, patrona jogi, najwyższego guru, mistrza, którego główną siedzibą jest serce każdej czującej istoty – Śiwy, ta objęta jogiczną kontrolą i siłą samoopanowania i perfekcyjnie etycznego zachowania, moc mentalna i cielesne, ta boska śakti, energia stworcza i niszcząca, energia wyzwolenia i uwięzienia… Śakti, wąż, kręte szlaki Himalajów, prowadzące do centrum kręte puste przestrzenie mandali, tego boskiego pałacu, tworzonego wskutek medytacyjnej wizji przez jogina, buddystę…

Nie są to łatwe trasy, nie odbywają się bez poświęcenia nerwów, zmęczenia, ale dają o wiele więcej niż zabierają, czasem nawet można coś wyhandlować (to Indie przecież!). Wkuwają w człowieka siłę woli, samozaparcie, otwartość na cokolwiek, co się wydarzy (planowanie nie jest dobrą postawą, po drodze może przecież wydarzyć się wszystko: landslide, rockslide, popsute auto, choroba, przemarsz stada krów czy kóz i owiec).

20170824_140218

Himalaje przede wszystkim dają s/Siebie – ogromną ufność do Natury, moc jej majestatu i piękna, które tylko z mocą miłości może być porównane. Himalajska miłość jest szczególna – to potęga jogicznej ascezy, tapasu, Córki Himalajów, Parwati, która w jogicznym wchłonięciu, samadhi, dotarła do serca samadhi Śiwy, zresztą od zawsze była jego śakti, energią, życiem, spełnieniem, racją jego istnienia…

20170824_160923
Po tybetańskiej stronie jest trochę inaczej. Tam pojawia się namiętna miłości Olbrzymki i kierowanej współczuciem wielkiej Małpy, która rodzi lud Tybetańczyków. Tam matrycą wszechświata jest tajemne tantryczne Samantabhadry i Samantabhadri, tj. nieustającej manifestacji zdarzeń i pustki, leżącej u podłoża ich aktywności. Trudne? Nad tym właśnie buddysta, jogin, turystyka odwiedzający świetnie i przyglądający się ich malunkom medytuje…

20170831_132314

Majestatycznie piękna przestrzeń Himalajów, wydająca się dobywać z pustki o niewyczerpanym potencjale energii, zamieniająca się stopniowo w tereny zamieszkałe przez żywe istoty. Energia w czującej istocie zwana praną, nad którą zdobywa się kontrolę mocą jogicznych oddechów (prana-ajama) oraz etycznym zachowaniem, które hartuje umysł, serce, ducha. A mózg to trasą, często przebiegającą przez wodospady i błota, jest przykładnie „trzepany” w górę i dół, i na boki, mózg i muladhara czakra, czyli czakra podstawy, „siedzenia”, czakra związku z Naturą.

20170824_122433

Ledwo zdążyłam napisać (tydzień temu) te słowa, gdy autobus jadący z Manali do Kazy, w samym środku himalajskiej drogi, zatrzymał się. Okazało się, że… dalszej jazdy nie ma.  Wodospad przed nami płynie i ciężarówka, która niedawno go przekraczała, uszkodziuszkodziła bardzo poważnie koło. Nie wiadomo, co się stało, bo kierowcy nie ma w środku. Wyszedł czas jakiś temu po pomoc. Nie mógł zadzwonić, bo tu brak zasięgu, a do najbliższej wioski jakieś 8 kilometrów. Minęło kilka godzin, w końcu okazało się, że w piątkę (!) śpimy w czymś jakby jaskini… Ale o tym wkrótce.

Kawa, herbata i ciasto karmelowe w DHARAMSALI

20170815_142053

Dharamsala to nie tylko wątpliwej czystości malutkie knajpki z widocznym u wejścia kucharzem, nie tylko stragany z buddyjskimi dewocjonaliami czy ubraniami, książkami. To duch otwartości i życzliwości, spokoju, rodzaju spowolnionych myśli i oddechu, który wywołany jest Himalajami, błogosławieństwem obecności Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy, mentalności Tybetańczyków, który wydają się być bardziej serdeczni niż Hindusi, szczerzy. To nie to, że krytykuję Hindusów, po prostu – to inny sposób bycia i zachowania, inny powód do życia. Zupełnie inna duchowość i postrzeganie świata.

20170815_134241

Chociaż buddyzm wyrósł na ziemi indyjskiej w VI w. p.n.e. i tym samym przejął wiele z indyjskiej etyki samodyscypliny, kultywowania jogi i medytacji, zasady niekrzywdzenia nikogo (nawet w myśli, nie mówiąc już o słowie czy czynie), tolerancji, to większą odpowiedzialność położył na indywidualną odpowiedzialność za Drugą czującą istotę – to słynne buddyjskie współczucie (tylko czasem pojawiające się w pismach hinduizmu), stało się żyzną glebą, jedyną glebą, na której inne jakości etyczne mogą wzrosnąć: cierpliwość, hojność, spokój, otwartość, szacunek dla drugiej osoby…

2017-08-15 15.06.13.jpg

Dharamsala to centrum różnych, lepszej i gorzej, jakości kursów jogi, ajurwedy, masażu, leczenia czakr… Oraz miejsce wielu chillout-owych knajpek, w stylu zupełnie zachodnim, choć prowadzonych przez Tybetańczyków i Hindusów. Najlepsze momosy na świecie: smażone, z ziemniakami, warzywami ze smacznym sosem na ostro:

20170815_154904

Znajdą się tu także KFC czy sklepy z markową odzieżą sportową po tańszej niż zachodnia cenie (nie lubię, mimo wszystko, takiego podziału na zachodni – wschodni…).

20170815_153643

Jest np. Shambhala Coffee tuż naprzeciw Chortenu (zdjęcie u góry) w centrum:

20170815_142031

20170815_134252

Kawa jest tu pyszna, ciasta też, atmosfera i muzyka cudownie spokojne, widok… Ten widok z tarasu na Himalaje!

Jest Crêpes-Pancakes zaraz przy centrum kulturalnym Tibet World:

20170815_173724.jpg

Tu można wypić słynne herbaty tybetańskie: z masłem i solą oraz domowej roboty (fermentacji) kambuczę na zimno o smaku trudnym do opisania, ale bardzo orzeźwiającym, kuchnia też jest bardzo dobra…

20170814_124519

Kombucha podana w butelce, rogal z sera jaka i ciastko tybetańskie:

20170815_173523

Jest także Tibetan Tea House, o którym pisałam trochę w poprzednim poście, z przekochaną właścicielką, pochodzącą z Tybetu. Całkiem niedawno otworzyła swoją herbaciarnię – spełniła swoje marzenie.

20170810_144051

Herbaciarnia jest malutka – jeden pokój i kuchnia, w której właścicielka własnoręcznie przygotowuje posiłki i herbaty. Choć nie ma nic przeciwko, to nie bardzo wyznaje potrzebę nowoczesnych technologii. Ma Facebook, używa maili, ale woli rozmowy oko w oko. Ja też.

FB_IMG_1502724769804-1

20170815_153735