Bonjour, India!

DSCN2915

Ostatni mój zapis z notatek sporządzonych w Delhi brzmiał: „w istocie nie ma żadnego guru jako osobny byt, a tylko gurutattva – rzeczywistość/przestrzeń guru”. Nie były to moje słowa, ale Przyjaciela, z którym długie rozmowy w upalne dni w Indiach prowadziłam. O jodze, o tantrze, o Bogu, wyzwoleniu, mistrzach, a nawet życiu. Na kilka godzin przed wylotem do Indii ponownie patrzę w te niedokończone zapiski i zastanawiam się nadal, na ile prawdziwy guru jest realny. Kim on/a jest, jak go/ją rozpoznać?

20170206_004647

Ktoś ponownie gra na fortepianie na lotnisku Chopina. Melodia szybka i dynamiczna. A ja doceniam wartość przyjaźni, która jest jednym ze składników jogi. Dobrzy przyjaciel to skarb, a kilku dobrych przyjaciół to skarbiec, to ochrona (chociaż Przyjaciel powiedział, że jedynym Ochroniarzem jest Śiwa, mistrz jogi). Maitri (przyjacielskość), karuna-ahinsa (współczucie-niekrzywdzenie) i dżniana (mądrość) – trzy cechy jogi – trzy schronienia dobrego jogina. „Wszystko jest możliwe, ale serio!” – tak Przyjaciel zakończył rozmowę.

20170206_055810

Da się zapakować plecak do Indii w 9,5 kg. Da się dostać super t-shirt od kumpla, który próbuje dokonać czegoś wspaniałego. Da się ponownie szukać joginów. Tym razem Mumbai i bardziej południowe niż północne Indie, choć też nie do końca…

Impresje około-jogiczne w Barcelonie

img_5630

Barcelona… istota czująca i tętniąca życiem jak każda inna, a przez to pełna kontrastów, niedomówień, kolorytu i swoistego piękna, które nie realizuje się tylko w budynkach, zabytkach i tradycji. Barcelona to pyszna kuchnia, tak vegetariana, jak i con carne (con jamón y chorizo). To szerokie ulice, pełne przestrzeni i słońca. To palmy, parki i szybki hiszpański, który im dłużej przebywać w stolica Katalonii, spowalnia, bo umysł przywyka. I ludzie. Bardzo lubię Hiszpanię i to właśnie tutaj odczuwam, jak bardzo przyjemnie jest (jak bardzo przyjemnie byłoby) znać choć dwa języki romańskie i umieć je w jakiś sposób odnieść do łaciny,  nie mówiąc już o sanskrycie, który należy do rodziny języków indoeuropejskich. Umysł myśli wtedy jakby w więcej niż trójwymiarze – interpretacje i analizy dotyczące rzeczywistości, uczuć i tego, co się dzieje w duszy, są zupełnie inne.

img_5525

Chociaż może nie do końca inne, bo w końcu człowiek mimo wszystko pozostaje sobą, tylko granice „ja” przesuwają się w delikatnie szersze granice, czy też głębsze przestrzenie. Człowiek czuje pewną świeżość, nowość, wolność, spokój… gdy minie już pierwsze odczucie inności. Dla medytacji jogicznej nie jest to niespodzianką.

img_5512

Do Barcelony przyleciałam nocą, a do mieszkania na Avinduga del Paral.lel, położonej w centrum przy Plaça d’Espanya (tak, tutaj głównym językiem jest kataloński, nie kastylijski, ale i tak w „klasycznym hiszpańskim” człowiek spokojnie się dogada), w prostej drodze todo recto do Barrio Góticoi do La Rambla (muy muy cara – mocno droga… i przereklamowana), dotarłam wczesnej rankiem. U wejścia przywitała mnie poza czekoladowymi truflami gazeta, a w niej cross joga. Chyba znak, choć numer sprzed 2 miesięcy!

img_5682

Niewiele nowości w artykule, poza oczywistościami: obecnie joga staje się coraz bardziej popularna, jest specyficzną techniką dbającą o harmonię emocjonalno-cielesną, bazującą na praktyce oddechowej (pranajamie) i asanach. A poza tym jest filozofią! I seria powitań słońca, surja namaskar, jest idealna w utrzymaniu harmonii…:

img_5681

Mimo wszystko… to kuchnia española jest tym, co w Hiszpanii najbardziej mnie pociąga. Obok muzyki y el amor español.

Un sadhu tout comme les autres

IMG_1710

Avec une allure quasi magique d’un aspect stupéfiant, corpulente, un peu hercule, dans une posture très solide, il attire les gens. Pour la plupart – les voyageurs ignorant la réalité indienne de ce métier du professional yogi ou sadhu, fake sadhu – pour être plus précis. Toute son apparence doit est hallucinante, alléchante et attirante le regard. Pourquoi? – pour quelques roupies, bien sûr.

Ses cheveux longs sont coiffés dans un chignon volumineux et élaboré, hirsute de Shiva, sophistiqué – peut-on même dire. Sa peau est blanche d’une cendre de feu sacrificiel, le visage est rond comme une bille, les yeux grands, forts et scrutant chaque possibilité de voir un toriste stupide. Le regard est ainsi vif, pénétrant, mais loin d’être profont d’une connaissance suprême, l’on peut même dire – ses yeux sont farouches et… vides de cette spiritualité qu’il fait semblent à réaliser par son comportement.

Un peu inhumain, égoïste, hypocrite, avare, voleur, orgueilleux et… tricheur comme un renard, il donne l’impression d’entrer dans un jeu des apparences vides de réalité. Ah bon, chacun/e vit sa vie comme il/elle peut dans ce monde de l’illusion cosmique!

IMG_1509

un citron d’amour

5

un sous-verre

un porte-encens

un thé vert

deux crêpes à mi-mangées

trois croissants rongés

des lettres dans une e-lettre

des bougies

un drap de lit

un coussin

un rideau

deux pomplemousses et trois tranches de citron

quelques photos

une pierre noire

cinq fleurs dans des pots de fleurs

quelques livres

un souvenir écrit sur une feuille presque brûlée

DSCN0996

Medytacja – dlaczego jest tak trudna?

IMG_1123

Jest to oczywiście pytanie przewrotne, bo medytacja jest dość łatwa… mimo swej trudności. Kluczem do niej jest dość prosta rzecz – regularność, i to właściwie wszystko. Swami Rama, mój ulubiony mistrz himalajski, wypowiedział się mniej więcej tak, iż medytację trzeba ćwiczyć: regularnie, codziennie i o stałej porze.

Tyle. Ludzki umysł skonstruowany jest w taki sposób, że uwarunkowany jest przez czas i przestrzeń. Kiedy myślimy, zawsze myślimy w kategoriach czasu i przestrzeni, nawet gdy coś sobie wyobrażamy, to zawsze na jakimś tle, gdzieś, i zawsze w jakimś kiedyś… Z tego powodu wyćwiczenie nawyku stałej medytacji o określonej porze jest czymś niezmiernie ważnym dla osadzania umysłu w spokoju. Z tego spokoju rodzą się siła charakteru, radość i energia do działania…

Jest coś, co stoi między Tobą a rzeczywistością: to umysł, który jest świetnym narzędziem. Kiedy chce czegoś ze świata, używa zmysłów, ale by poznać prawdę proces musi być odwrotny. Życie ma dwa wymiary – zewnętrzny i wewnętrzny… – Swami Rama

Jedna z moich ulubionych maksym życiowych brzmi: Naczynie wypełnia się stopniowo, kropla po kropli. Podobnie jest z ćwiczeniem się w regularnej medytacji, w uczeniu umysłu spokoju i… radości, a co za tym idzie wolności.

I to tyle moich himalajskich mądrości na dziś Uśmiech

Praktyka jogi (abhjasa) i wewnętrzna wolność (wairagja)

20160918_091231

Kilkanaście dni temu miałam ogromną przyjemność uczestniczyć we wspaniałej konferencji filozoficznej w Międzygórzu zorganizowanej przez Mieszka Wandowicza (który na gruncie filozofii ukuł kilkanaście miesięcy temu pojęcie feugologii, co stało się dla niego tyleż wewnętrznym impulsem, co przejawioną w działaniu ochotą stworzenia konferencji pod takim szyldem) i Koło Naukowe Filozofii Religii przy Uniwersytecie Wrocławskim. Ćwiczenia z ucieczki, ćwiczenia z umierania – tak brzmiało motto przewodnie. Dawno nie brałam udziału w tak filozoficznych kolokwiach*, choć oczywiście bez egzaminacyjnego podtekstu, chyba że za sprawdzian potraktować wewnętrzny egzamin własnych umiejętności zw. z rozsądkiem (gr. fronesis**, łac. prudentia). Trzy dni i dwie noce spędzone na dosłownie nieschodzących na inne niż filozoficzne zagwozdki rozmowach. Niektórzy tak lubią… Uśmiech Mnie oczywiście najbardziej interesowała kwestia Indii… i kundalini. Pamiętam, że gdy będąc jeszcze w pięknej Indii, spędziłam dobrą chwilę na opracowaniu tematu mego referatu:  nad brzegiem Gangesu w Haridwarze około 6 rano, zanim jeszcze dzień na dobre powstał, naszedł mnie temat. I pokochałam ten widok:

DSCN1595

Praktyka jogi w drodze ku transcendencji – taki był ten temat. Transcendencję zostawmy jednak na boku, bo miałam tutaj na myśli jedynie koncentrację na Iśwarze, czyli boskim przewodniku obecnym we najskrytszej przestrzeni istoty świadomej – w sercu, i funkcjonującym jako wewnętrzny mistrz/guru, a zarazem personifikowany b/Bóg i pozaosobowy absolut (brahman)… tout court!  Jest to technika niezwykle zaawansowana i niekoniecznie niezbędna w (początkowym) jogicznym zmaganiu się z sobą: umysłem, ciałem i emocjami. Przez niekoniecznie niezbędna mam na myśli to, że Iśwara-pranidhana (tutaj kilka moich o niej słów na joga-abc) jest otoczona dość obszerną dyskusją o tym, czy jest to religijna praktyka, czy niezwykle zintensyfikowane oddanie mistrzowi i jego naukom, w końcu Iśwara może oznaczać mistrz/guru. Praktyka jogi… Nie myślę tutaj o dość rozpowszechnionych: Keep calm & do yoga czy Real men do yoga. A w każdym razie nie do końca… Dr Ganpati podczas rozmowy w National Institute of Yoga (Delhi) poradził mi wręcz w początkowych momentach przekazywania wiedzy o jodze słowem nie wspominać o Iśwarze – potrzeba transcendencji w takiej czy innej postaci pojawi się wraz z praktyką jogi  twierdził.

A praktyka jogi w sanskrycie opatrzona jest bardzo pięknym terminem: abhjasa (अभ्यास) i zawsze idzie w parze z wairagją (वैराग्य), czyli utrzymywaniem umysłu w stanie nie-pragnienia, nie-lgnięcia do rzeczy zewnętrznych – swoistej wolności od impulsów pobudzających świadomość. Rzeczy same w sobie nie są złe, nawet pragnienia same w sobie nie są złe – uzależnienie istoty świadomej od przedmiotu pragnienia jest złe. Złe oznacza jedynie tyle, że przeszkadza w szczęściu i osiągnięciu radości i niezależności. Bhagawadgita w tak wspaniałych i boskich (ustami personifikowanego w postaci Kriszny absolutu-brahmana) słowach mówi:

Chwiejny jest umysł, o Waleczny

i niewątpliwie trudno go poskromić.

Ale jednak daje się poskromić (…)

dzięki ćwiczeniu [abhjasie]

i dzięki oderwaniu (od spraw tego świata) [wairagji].  (BhG VI.35)

W ciszę [oświecenie i wyzwolenie] zagłębia się ten tylko,

kto porzuciwszy wszelkie pragnienia,

idzie przez życie

wolny od pożądania, egoizmu i pychy. (BhG II.71)

Jogasutry I.12 jedynie w ściślejszą szatę techniczną ubierają tę naukę: poprzez abhjasę i wairagję następuje powściągnięcie/zatrzymanie/poskromienie (nirodha) aktywności mentalnej, wskutek czego jogin osadza i następnie rozpuszcza swoją świadomość/tożsamość w przestrzeni szczęśliwości i prawdy (Jogasutry I.3)… A sam termin abhjasa utworzony jest na formie czasownikowej ās (आस्) – siedzieć… Siedzieć długo i wytrwale w danej pozycji, i to nie tylko siedzieć fizycznie, lecz także mentalnie – siedzieć w spokoju, wewnętrznej ciszy i refleksji, w powolnym zanurzaniu siebie w przestrzeni błogości i spełnienia.

20160918_101056

I tyle tytułem zachęty do codziennej i regularnej praktyki, abhjasy:  medytacji, jogi w salach ćwiczeń asan, pranajamy (jogicznego oddechu) i studiów nad własnym umysłem i jego aktywnością w postaci różnych mniej lub bardziej przyjemnych scenariuszy i dialogów wewnętrznych. Wairagja, nie-pragnienie lub nie-lgnięcie, jest także praktyką, która przychodzi i udoskonala się wraz z czasem, a jej rezultat okazuje się być bardzo przyjemny i obdarowujący istotę świadomą niezwykle ogromnym pokładem wolności.

 

*Kolokwium (łac. colloquium – rozmowa):  z def. ustny sprawdzian/egzamin wiedzy i umiejętności ucznia.

**Fronesis: termin oznaczający cnotę roztropności, zdolność praktycznego poznania lub rozumowania, umiejętność wglądu w naturę rzeczy, rozumienie, mądrość (zarówno praktyczną, jak i teoretyczną), wiedzę, całość czystej (teoretycznej) filozofii (cyt. za hasłem fronesis w PEF tutaj).

Jogiczne impresje 1, czyli czitta-writti w postaci odrazy

loga

Czitta-writti w klasycznej jodze definiowane są jako poruszenia mentalne (i emocjonalne), podzielone na 5 grup, które w drodze wzmożonej praktyki jogi należy ni mniej ni więcej, jak zatrzymać. Są to: poznanie właściwe, błąd poznawczy, fantazjowanie, sen i pamięć. Oczywiście są to jedynie ogólne kategorie, które następnie dzielą się na bardziej uszczegółowione. Obrzydzenie, czy też delikatniej – odraza, oczywiście podpada pod drugą kategorię, czyli błąd poznawczy.

DSCN0289

Odraza wydaje się być niezwykle cielesnym doznaniem, bo np. taki strach jest już bardziej mentalno-emocjonalny niż somatyczny, a jeśli już, to objawy cielesne są rezultatem myśli-emocji. Odraza-obrzydzenie (nie tylko z powodu choroby) dopadła nas niedawno w postaci bardzo mocnej aklimatyzacji do tutejszej flory bakteryjnej, ale i także do otoczenia: kadzidła o zapachu czegoś bardzo podrażniającego drogi oddechowe, błoto, w którym wszystko płynie (dosłownie wszystko!) i nasze stopy w nim zamoczone, jedzenie, które choć pyszne, to obecnie jest za bardzo smażone i nazbyt spicy (przyprawione i pikantne), i ludzie, którzy bezustannie czegoś od nas chcą: dzieci proszące o kilka rupii, chłopcy robiący nam zdjęcia i inni zagadujący do nas („Hello, hi, how are you?”). Co jest najlepszym lekarstwem na natłok czitta-writti oraz zewnętrznych zdarzeń? – oczywiście niepodleganie im. Czasem, rzecz jasna, potrzebny jest jakiś radykalny środek zaradczy w postaci kszuriki (ostrza), czyli ostre „nie” odnośnie otoczenia lub wzmożona medytacja odnośnie wewnętrznych wydarzeń.

Oto, co nam względnie i paradoksalnie pomogło w aklimatyzacji – przepalone maślane torty (butter toast), których spalony zapach ledwo wynegocjował warunki spożywalności z naszym organizmem:

20160727_184700

Wszyscy nam mówią, że droga/pielgrzymka (jatra) przez Himalaje jest trudna, ale oto przecież chodzi.

Amrita, czyli nieśmiertelność

linga

Może nie jest to temat ściśle jogiczny, a może właśnie dokładnie takim jest! Niedawno czytając świetne opracowanie profesora Patricka Olivelle’a pt. The Āśrama System. The History and Hermeneutics of a Religious Institution dotyczące czterech stadiów (aśramów) życia ortodoksyjnego hindusa, trafiłam na wyjaśnienie, dlaczego bogowie (dewowie) są bogami, a asurowie (istoty, powiedzmy, demoniczne) asurami. Mitologia indyjska nie wyznaje podziału świata na pierwiastek absolutnego dobra oraz pierwiastek absolutnego zła, nie ma tutaj także pojęcia grzechu, winy i pokuty (karman nie jest karą). Dewowie mogą zachowywać się niegodnie, a pośród asurów jest kilka dobrych istot. O co więc chodzi? Oczywiście o amritę!

Hindusi

Teatr indyjskiego świata jest bowiem bezustannym pasowaniem się sił porządku i świętości (dharmy) z siłami nieporządku i niesprawiedliwości (adharmy), a trofeum jest zdobycie amrity, nektaru nieśmiertelności. W tym nieprzerwanym sporze amrita błyszczy swoją czystością, już już prawie trafiając w asurowe ręce, lecz w krucjalnym momencie wracając do bogów. Zarówno bogowie, jak i asurowie, zostali stworzeni przez Pradżapatiego (Pana Stworzeń) w pierwotnym rytuale ofiarnym, jadżni. Lecz to bogowie jako pierwsi zdobyli świętą wiedzę (wedę) na temat właściwego sposobu odprawiania ofiary wedyjskiej, a przez to osiągnęli niebiosa i nieśmiertelność, a dokładniej – samą jej istotę, amritę. A gdyby tak te dwie siły przenieść do wnętrza istoty świadomej i umieścić je w samym sercu człowieka idealnego, czego by o nim nie mówić, to określanego w filozoficznej literaturze Indii joginem?

Varanasi5

Poruszenia mentalne (writti) są bowiem dwojakie: czyste i nieczyste, to znaczy – wiążące w świecie przemijalnym i uwalniającego istotę świadomą od łańcucha kołowrotu wcieleń… A nagrodą sama nieśmiertelność, chociaż oczywiście nie ta cielesna! To moksza, czyli wyzwolenie.

O ciszy i pranie trochę impresji… tak po platońsku

Najsłynniejszy indyjski filozof, który nigdy w Indiach (chyba!) nie był, Platon tak oto w Fedonie (69c) słowami swojego Mistrza i przewodnika, Sokratesa, mówi:

Jak widać, ludzie, którzy stworzyli nasze obrządki wtajemniczenia, nie byli głupcami, ale tak naprawdę już dawno powiedzieli w języku ukrytych znaczeń, iż kto wejdzie do Hadesu bez wtajemniczenia i bez święceń, ten będzie leżał w błocie, kto zaś przybędzie tam oczyszczony i ze święceniami, ten zamieszka wśród bogów (Fedon, przeł. R. Legutko, 1995, s. 77).

O jakich bogów, jakie wtajemniczenia, jakie ciemności i błota chodzi Mistrzowi? A nawet – jakie hieros logos, święty tekst, prawo, rozum, jakie wewnętrzne prawa i drogi nieśmiertelnej duszy-oddechu tutaj widzimy? Jesteśmy na sokratejskim terenie, czyli tam, gdzie dusza jest nieśmiertelna, gdzie w swej naturze jest czymś znacznie potężniejszym od jednostkowego, ograniczonego do materiału zmysłowego, wspomnień, mentalnych analiz i refleksji ja-indywidualnego. Dusza to logos, to święty logos – święty tekst, święte prawo, które obejmuje sobą cały kosmos, dusza to zatem – rozciągając tę pespektywę – nieskończona przestrzeń, w którą wkroczyć jednak nie jest łatwo. Jedynie czysta istota wstępuje w te idealne, niekończące się, wolne od wszelkiego cierpienia, niewiedzy i śmierci tereny. A czystość to – tak po Mistrzowsku – nic innego jak dobro (Dobro!). Czystym (katharos) człowiekiem jest ta istota, która jest dobra! A dobroć, chociaż stanowi jednoczesną jakość człowieka, to dobywa się z kilku składników, które w ludzkim działaniu znajdują swoje potwierdzenie.

cyt1

Dobroć to zachowanie, które oprócz swego etycznego fundamentu i kultywowaniu mądrości, jest także umiejętnością właściwego dbania o sferę cielesno-emocjonalno-mentalną, czyli o ciało-oddech-umysł. W platońskiej (i jogicznej) perspektywie dusza jako – powiedzmy – czysta świadomość przekracza tę sferę. Niemniej jednak by tej odrębności doświadczyć, dobra istota winna odpowiednio i dobrze posługiwać się otrzymanym od kosmosu pojazdem ciała-oddechu-umysłu. Takie są bowiem święte i niezmienne prawa kosmosu (dla Indii i Platona).

cyt3

Bogowie, wyższe istoty, nieśmiertelne siły rządzące wszechświatem nie są bytami tak absolutnie odrębnymi od człowieka. Na równi istnieją zewnątrz w swoich niebiańskich i infernalnych krainach, jak i wewnątrz istoty świadomej. To mądrość i głupota, to spokój i gniew, to dobroć i krzywda, to cierpliwość i pragnienie, to medytacja i lgnięcie, to śmierć i cisza. To świat przemijających manifestacji, które obejmują sobą rejony ziemskie, boskie i piekielne, to sfera transcendencji, która skrywa się w najsekretniejszym miejscu, w samej tajemnicy tajemnic – w sercu. Droga do niej wiodąca jest koncentracją umysłu, sztuką wyciszonego oddechu i wnikliwej uwagi, przenikającej przemijalne wizje.

cyt2

Atha joga-anuśasanam! – tak oto zaczyna się pouczenie jogi!

अथ योगानुशासनम्

%d blogerów lubi to: