Sen, iluzja, ocean, niewiedza, pragnienia… czym jest rzeczywistość?

kropla2

Rzeczywistość – to, co jest i  jest doświadczane, wchodząc w obręb psychiki (umysłu) i mentalno-emocjonalnych wydarzeń jako przedmiot tego doświadczenia, oraz to, co doznaje, poznaje, odczuwa, czyli podmiot doświadczenia (człowiek lub szerzej istota świadoma*) – naznaczone jest nieustającą zmianą, przemijaniem, czasem, powstawaniem i ginięciem, i gdzieś pomiędzy tymi dwoma krańcami – trwaniem, z jednej strony tak nikłym, że trudno wskazać długość czasową “teraz”, a z drugiej strony tak rozległym, że aż ocierającą się o nieskończoność teraźniejszością, która nigdy się nie kończy i nie zaczyna – oto jest punkt zaczepienia, startu i praktyki dla jogina, który urzeczywistnia w sobie tę podwójną jakość rzeczywistości-doświadczenia… umysłu.

Istnieje bowiem sansara, pojęcie mocno rozpowszechnione w globalnej wiosce – kołowrót wcieleń, kołowrót życia i umierania, napędzany pragnieniem (kama, raga), którego mentalnym aspektem jest fundamentalna niewiedza (awidja) co do natury ja (podmiotu) oraz natury tego, co się dzieje, czyli ogółem wszechświata i jego immanentnych praw, naznaczony nietrwałością i śmiercią oraz wynikającym z takiej egzystencjalnej sytuacji cierpieniem i brakiem jakiegokolwiek pewnego i trwałego schronienia. Lecz czy na pewno tego schronienia brak?

Istnieje generowane i bezustannie aktywowane przez tę zmienną rzeczywistość ja, które trwa uwikłane w grę sansary, będące wynikiem nieustannie i nawykowo dokonywanych aktów identyfikacji z tym, co dzieje się na zewnątrz (w postaci wydarzeń) oraz wewnątrz (w formie życia emocjonalno-mentalnego). Tak powstaje pamięć, nawyki, interpretacje, przekonania, temperament, określone schematy reagowania na dane sytuacje – w skrócie ja-indywidualne, zwane dżiwą, czittą, antahkaraną, swabhawą… – Indie są tutaj niezwykle szczodre, jeśli chodzi o nazewnictwo. I to ta cząstka mentalno-emocjonalna wędruje w sansarze, podlega cierpieniu, a jej ciało jest wyposażone w atrybut/cechę śmiertelności, jako taka cząstka ta nie stanowi stałego podłoża, a raczej sieć bezustannie aktywnych interakcji, które podtrzymywane są właśnie procesem wzajemnego dialogu i oddziaływania na siebie.

kropla5Istnieje jednak w owym dżiwie czy czitcie intuicja pewnej niejasnej nieskończoności, odczucie rozpostartej w przestrzeni bez granic teraźniejszości, która choć na zegarku (również i tym naturalnym) zdaje się mijać, to w wewnętrznym doświadczeniu istoty świadomej stanowi nieprzerwaną, wieczną ciągłość, trwanie, które przechodzi w nieskończoność… Indie mówią o brahmanie, absolutnej rzeczywistości, całkowicie wyzbytej przywar i niebezpieczeństw sansary, wiecznej, nieskończonej, niestworzonej, bez granic, będącej źródłem, podstawą, kresem i energią zmiennej rzeczywistości z niej wygenerowanej, czyli sansary. Odpowiednikiem brahmana jest atman, którego siedzibą jest serce istot świadomych, ta tajemna wewnętrzna jaskinia, w której jogin pragnie usytuować swoją codzienną praktykę jogi. Indie mówią także o pewnym Iśwarze, czyli Panu czy też Mistrzu, władcy tej jaskini, który przebywa gdzieś w zakamarkach serca jogina, i nie jest naznaczony czasem, karmanem, zmianą, brakiem niewiedzy, pragnieniem ani śmiercią. Ten Mistrz pradawnych mistrzów jest wewnętrznym przewodnikiem (antarjamin). Ku niemu zmierza jogin – wznosi się na ten niezwykle wysublimowany i wysoki poziom świadomości, wykraczający poza więzy i wpływy sansary, by następnie i jego przekroczyć w drodze ku atmanowi.

Kropla w oceanie, fale na powierzchni oceanu, który w swoich głębinach pozostaje niezmienny, odbicie atmana w sercu świadomej istoty, ciało, które z jednej strony jest tworem o ogromnej ilości złych popędów, intencji, pragnień i nawyków, a z drugiej doskonałym narzędziem do nauki współczucia, kultywowania mądrości i jogicznych jakości… To wszystko stanowi piękne indyjskie metafory opisujące relację sansary w stosunku do brahmana. Świat przemijalny zwany jest niekiedy także snem Boga (Śiwy, Wisznu, Kriszny, Bogini), jego igraszką i zabawą (lilą), iluzją (mają), którą dobywa z siebie, by stworzyć pozór odrębnych form. Wybór metafory należy do istoty obdarzonej świadomością, a wraz z tym wyborem odpowiednia wizja rzeczywistości staje się udziałem dżiwy, danej istoty. A dokładniej – w odpowiednią wizję umysł zacznie wierzyć, podtrzymywać, poprzez jej pryzmat interpretować doświadczenie, czyli w skrócie kreować swój własny osobisty wszechświat i jego władcę, czyli indywidualne ja.

* Indie nie są tak restrykcyjne, by w obręb istot świadomych i uwikłanych w świat sansary wpisywać jedynie ludzi. Ogormna obfitość zwierząt, bogów, półbogów, duchów, upiorów i innych bytów raczej nie posiadających ciała materialnego jest obdarzona przez mitologię i obyczajowość indyjską świadomością

Starożytna nauka leśna i jaśminowa herbata

kwiat

Kilka dni temu ponownie wpadł w moje ręce, tym razem jednak w oryginale (w sanskrycie), bardzo krótki fragment pewnego starożytnego dzieła o tajemnych pouczeniach (upaniszadach), które uczeń otrzymywał od mistrza w leśnej pustelni, podczas leśnej praktyki. Dlaczego leśnej? – bo las w Indiach był doskonałym, naturalnym, pełnym duchowej obecności i uspokajającej energii miejscem medytacyjnej praktyki.

Wielkie Ja, złożone z umysłu, przebywa między oddechami.

Jest to fragment Brihadaranjaka Upaniszady, czyli Wielkiej Upaniszady Leśnej, który wyjaśnia, czym jest to <<ja>>, które przekracza ograniczenia cielesne i przestaje się być identyfikowane z tym, co czego doświadcza się poprzez zmysły. To <<ja>> jest niezwykle subtelnym poziomem świadomości (bo joga w wielkiej mierze to nauka o stopniach świadomości), w którym człowiek przestaje identyfikować siebie z ciałem, a staje się doświadczeniem czegoś znacznie szerszego, doskonalszego, naturalniejszego i bardziej spontanicznego, swobodniejszego, czegoś, co…. znajduje się między oddechami. To <<ja>> obecne jest w tej bez-czynności, bezruchu między jednym oddechem a drugim, w zatrzymaniu świadomości między wdechem a wydechem, w tej nieruchomej ciszy i błogim spokoju…

Pewien uczeń, a zarazem naukowiec, próbował zrozumieć kiedyś Naturę, zrozumieć świat, ale nawet herbaty nie umiał wypić w spokoju. Mistrz nalał mi jednak czarkę dobrej chińskiej zielonej herbaty, parzonej w długim rytuale, spowitym zapachem jaśminu. Jednak tak długo lał i lał, że herbata zaczęła się wylewać. Uczeń spytał, dlaczego mistrz tak robi, przecież to nie ma sensu?!

Aby umysł mógł poznać nowe, najpierw musi pozbyć się starych nawyków i przekonań.

Jaśminowa, długo parzona zielona herbata, w spokojnej i błogiej przestrzeni między oddechami spożywana… Może być też kawa… arabska, chai indyjski i sencha japońska… Najlepiej o poranku, przy śpiewie ptaków.

Wewnętrzna świątynia

kwiat

Od pewnego czasu, a ostatnimi miesiącami intensywniej, zastanawiam się, czym w swej istocie jest joga. Oczywiście za punkt wyjścia (i powrotu) biorę klasyczną definicję jogi jako zatrzymanie poruszeń mentalnych, czyli zatrzymani aktywności mentalnej, które w naturalny sposób pozwoli przejawić się subtelniejszym poziomom świadomości i głębszemu, szczęśliwszemu doświadczaniu rzeczywistości, a ostatecznie zaprowadzi do wyzwolenia (samadhi). Odkładając na bok rozważania o tym, czym jest to samadhi – trudno je zrozumieć z poziomu codziennego doświadczenia, na pewno nie jest ono zanikiem człowieka/duszy i rozpłynięciem się w jakimś bliżej nieokreślonym amalgamacie zwanym pustką, bogiem czy bóstwem. To wszystko są nazbyt rychłe stereotypy, który przylgnęły do jogi i jej celu.

Joga to nie technika panowania nad ciałem, oddechem i umysłem. Nad ciałem i oddechem, co prawda, zapanować można, ale gdy tylko chcemy wziąć w ryzy umysł, to on zaczyna się mocno buntować. Owszem, joga to umysł, który zagłębia się w coraz do głębsze swoje poziomy, by w lepszy, bardziej etyczny, szczęśliwy i spełniony sposób doświadczać świata. To budowanie harmonii wewnętrznej, ale także zewnętrznej z otoczeniem – to stawianie się lepszym, bardziej życzliwym, otwartym, pomocnym, współczującym, mniej oceniającym i krytykującym.

Joga to sztuka życia szczęśliwego i dobrego, jednak… jak to rozumieć, by nie popaść w pusty frazes? To sztuka naturalnego odczuwania, przebywania w świecie, bez stresu, gonitwy, pospiechu, to sztuka doświadczania tu-i-teraz w jego pełnym wymiarze i cudowne odnajdywanie siebie w tym głębszym wymiarze doświadczania.

Czy joga ma coś wspólnego z religią i Bogiem? Religia w swoim duchowym wymiarze jest ponownym złączeniem ze sferą ponad-codzienną, ponad-ziemską, ze sferą, która wykracza poza śmierć i przemijanie-cierpienie. A Bóg? – w jodze nie ma Stwórcy, nie ma modłów, nie ma rytuałów, nie ma świątyń. A dokładniej jest jedna jedyna świątynia – serce człowieka, w którym spoczywa dobro, nieskończoność, wieczność, prawda, piękno…

Niespodziewany i energetyczny impuls do zmiany

kwiatek1

W pewnym momencie swojego życia Siddhartha Gautama, później znany jako Buddha, odczuł, że coś z tym życiem jest nie tak. Sam jednak dobrze jeszcze nie wiedział, co dokładnie go męczy. Rozejrzał się wokół siebie, po swoim pięknym pałacu, z miłością spojrzał na ukochaną rodzinę… i nie mógł dłużej stać bezbronny i nie poszukać wyjścia z tego czegoś, co nie daje spokoju i sprawia, że życie traci sens. Wiedział, że wszystko, co pojawia się w tym świecie, ostatecznie prędzej czy później, zniknie, nieważne czy to mikroorganizm czy makrociało, a nawet sam kosmos kiedyś także ulegnie zniszczeniu (skolapsowaniu?)… tylko po to, aby po odpowiednim okresie czasu pojawić się na nowo, z tymi samymi nierozwiązanymi problemami (czyli z tak zwanym karmanem – zbiorem problemów, podświadomych blokad i niespełnionych pragnień, które wszechświat istot żywych przenosi w swoje kolejne wcielenia). Siddhartha odszedł więc na pewien czas z domu, by wyruszyć w świat w poszukiwaniu nauczyciela i tej wiedzy, która pozwoli wydobyć wszystkie istoty świadome (dżiwy) poza obręb świata niewygody, nieszczęścia oraz… śmierci, starości i choroby. I taką wiedzę Śakjamuni znalazł.

kwiatek2

Jednak to nie ta wiedza (zwana wyzwalającą) jest w moich teraźniejszych słowach najważniejsza, lecz impuls, który nie dawał Siddharcie Gautamie spokoju, impuls, który ostatecznie doprowadził go do staniu oświecenia – całkowitego spokoju mentalnego, absolutnej relaksacji i doskonałej medytacji, innymi słowy – do stanu ponad śmiercią-chorobą-starością. Oprócz tych trzech wizji Śakjamuni zobaczył i czwartą, którą zapisała się mocnym pragnieniem wyzwolenia i stała się ogromnym bodźcem do zmiany – dnia pewnego zobaczył bowiem… szczęśliwego, radosnego i spokojnego ascetę-mędrca, który błogo kontemplował świat i bez angażowania swoich uczuć brał w wydarzeniach tego świata udział.

kwiatek

Bliżej niesprecyzowany impuls do fundamentalnej zmiany w swoim życiu, które może przyczynić się do ważnych zmian w życiu innych osób – bo nie tylko profit w moim własnym (ego-centrycznym, skupionym na moim ego) życiu jest ważna, to jakby połowiczna zmiana. Dopiero taka zmiana nas samych i naszego życia, która wpływa na poprawę życia innych istot żywych ma wartość oraz daje ogromną siłę i energię do działania, nadaje sens temu wszystkiemu, co robimy. Warto więc niekiedy posłuchać pewnego niejasnego impulsu, który z jednej strony jest podszeptem naszego wewnętrznego guru-doradcy, a z drugiej strony, sprawia, że tzw. podręczna definicja siebie, którą przez całe życie o sobie tworzymy, ulega pozytywnej modyfikacji.

Chodzi o to, że przeżywając różne historie w naszym życiu, doznając radości, całe gro przeróżnych kłopotów, trosk i traum, sprawując odpowiedni zawód, mając dane wykształcenie budujemy o sobie pewien obraz, na podstawie którego uważamy o sobie, że jesteśmy tacy a tacy, że możemy to a to zrobić, że mamy takie a takie ograniczenia… I w gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że nie identyfikujemy się za mocno z tym obrazem. To jedynie obraz, nie rzeczywisty zbiór naszych możliwości. Problem pojawia się bowiem wtedy, gdy za bardzo bierzemy do siebie te wszystkie wady i blokady, jakie rzekomo w sobie posiadamy i poddajemy się im. Zamiast iść za marzeniami, z uporem, determinacją, wiarą, kreatywnością i otwartością na możliwości dawane przez świat, poddajemy się. Buddha nie posłuchał swojej słabości, że jest śmiertelny i pewnego dnia zestarzeje się na amen… Nie, uznał, że impuls, który nakłaniał go do czego więcej niż śmiertelność jest dużo potężniejszy niż strach przed tym, że się nie uda.

Warto także pójść o krok dalej i zastanowić się, co tak naprawdę leży u podnóża naszych problem(at)ów i przeżywanych trosk. Czy są rzeczywiście jedynie sytuacje, których codziennie doświadczamy, czy może jakaś głębsza potrzeba, o której zapomnieliśmy lub którą mniej lub bardziej nieświadomie zagłuszamy…

Współczucie i radość – natura czystego umysłu

To będzie krótki wpis, treściwie i na temat:

varanasi

Być może to lekko przereklamowany banał, który ostatnio staje się bardzo modny, zwłaszcza w kręgach samorozwojowych: zamiast koncentrować się na zdobywaniu pieniędzy i pozycji, skup się na rozwoju duchowym i pomocy innym (oczywiście jedno nie wyklucza drugiego). Co jednak sprawia, że ten banał mimo wszystko oddziałuje na podświadomość i kusi swoim przekazem, tym bardziej w ustach Dalai Lamy XIV?

Odpowiedź jest dość prosta – bo współczucie, radość z pomocy innym, dzielenie się swoimi dobrami, w tym także wiedzą, sprawia, że człowiek zaczyna czuć pewien rodzaj spełnienia życiowego. Tym samym znajduje wytchnienie i mentalną przystań w pogoni za dobrami materialnymi.

Niech umysł będzie przed myślą… kilka wersów indyjskiego zen

 

płomień

To nie są sztampowe i ortodoksyjne cytaty zen, bo nie pochodzą z kultury japońskiej, lecz z pustelni niejakiego Lakshmanjoo z okolic Śrinagaru w indyjskim Kaszmirze, Tym, co stanowi o ich specyfice, jest oparcie się na indyjskich tantrach, czyli metafizycznych i – powiedzmy – ezoterycznych, bo zarezerwowanych dla wąskiej (wtajemniczonej) grupy uczniów, tekstach, które mają na celu transformację świadomości. Jest w nich ukazana starożytna nauka zaczerpnięta z tantr: Bhairava (małymi kroczkami zabieram się za jej przekład), Sochanda i Malini Vijaya. Jak większość tekstów zen i tantr nauka przekazywana przez Lakshmanjoo zbudowana jest na  dialogu między mistrzem (guru) a uczniem, tutaj między bogiem Śiwą i jego żoną Dewi (Parwati).

Oto kilka bardziej interesujących fragmentów, które wprowadzają powiewy świeżości w umysł, a co za tym idzie, pozwalają oderwać się od zawieruchy dnia codziennego, by z innego punktu widzenia, odczuwania i poszukiwania rozwiązań spojrzeć na życie. Każdy z tych fragmentów może służyć za osobny i samodzielny przedmiot medytacji i refleksji:

Dewi, pomimo że oświecona, zadała te pytania po to, żeby wszyscy w całym wszechświecie mogli otrzymać pouczenie Śiwy.

Pierwsze otwierające słowa brzmią tak:

Promieniująca, to doznanie może pojawić się między jednym oddechem a drugim. Po wejściu powietrza do środka (w dół), a tuż przed zwrotem w górę (na zewnątrz) – dobroczynność.

Uwaga między łukami brwi’; niech umysł będzie przed myślą. Niech postać wypełni się esencją oddechu po czubek głowy, a tam lawina światła.

Z zamkniętymi oczami przyjrzyj się szczegółowo swojej wewnętrznej istocie. W ten sposób ujrzyj swoją prawdziwą naturę.

Łaskawa Dewi, wkrocz w eteryczną obecność przenikającą wysoko ponad i poniżej swojego kształtu. Umieść w niewyrażalnej doskonałości ponad, poniżej i w swym sercu.

Uważaj którąkolwiek część obecnej postaci za nieograniczoną przestrzennie.

Funkcjonując w świecie, bądź uważna pomiędzy dwoma oddechami i po kilkudniowej praktyce, naródź się na nowo.

Medytuj o świecie pozornym spalającym się na popiół i stań się istotą ponad człowieczeństwem.

Z nieuchwytnym oddechem pośrodku czoła, kiedy dociera on do serca w chwili snu, opanuj sny i samą śmierć.

Łaskawa, gra wszechświata jest pustą muszlą, w której twój umysł bezustannie baraszkuje.

Przebywaj w jakimś nieograniczonym przestrzennie miejscu, bez drzew, wzgórz, mieszkańców. Stamtąd pochodzi kres presji umysłu.

Ukochana, medytuj o wiedzy i niewiedzy, o istnieniu i nieistnieniu. Potem odłóż jedno i drugie na bok, żebyś mogła być.

Popatrz z miłością na jakiś przedmiot. Nie przenoś wzroku na inny. Tu, w środku tego przedmiotu – błogosławieństwo.

Odczuwaj kosmos jako przeświecającą, zawsze żywą obecność.

Jedząc czy pijąc, stań się smakiem jadła lub napitku i bądź nasycona.

O lotosowooka, o aksamitnoskóra, śpiewając, patrząc, smakując, bądź świadoma, że jesteś i odkryj wieczne życie.

Ilekroć w czymkolwiek znajdziesz zadowolenie – przeżywaj to.

W momencie zasypiania, kiedy sen jeszcze nie nadszedł, a bodźce zewnętrzne zanikają, w tej chwili istota jest objawiona.

Latem, kiedy widzisz, że całe niebo jest bezchmurne, wkrocz w tę bezchmurność.

Ujrzyj jakby po raz pierwszy pięknego człowieka lub zwykły przedmiot.

Patrząc po prostu poza chmury na błękitne niebo – spokój.

Śakti, postrzegaj całą przestrzeń jako wchłoniętą już przez twoją głowę w jasności.

Czuwanie, spanie, śnienie znajdują cię jako światło.

W deszczową, czarną noc wkrocz w tę czerń jako w kształt kształtów.

Kiedy pojawia się jakieś pragnienie, weź je pod uwagę. A potem nagle porzuć je!

W prawdzie kształty są nierozdzielne. Nierozdzielne są istota wszechobecna i twa własna postać. Uświadom sobie każdą jako uczynioną z tej świadomości.

Ta świadomość istnieje jako każda istota i nie istnieje nic innego.

Ten tak zwany wszechświat jawi się jako sztuczka, przedstawienie. Żeby być szczęśliwą, patrz na niego właśnie tak.

Wierz we wszechwiedzę, wszechmoc – przenikanie.

Słuchaj, kiedy przekazywana jest ostateczna mistyczna nauka: oczy nieruchome, bez mrugnięcia, natychmiast stań się absolutnie wolna.

Na skraju głębokiej studni patrz stale w jej głębię – aż po cudowność.

Ilekroć twój umysł błąka się, wewnątrz czy zewnątrz, w tym właśnie miejscu, TO!

Poczuj przedmiot przed sobą. Poczuj brak wszystkich innych przedmiotów poza tym jednym. Potem odrzucając odczuwanie przedmiotu i odczuwanie braku, urzeczywistnij.

Przypuśćmy, że kontemplujesz coś, co jest niepoznawalne zmysłowo, czego nie sposób pojąć, poza nie-byciem – siebie.

Wkrocz w przestrzeń bez wsparcia, wieczna, spokojna.

Ilekroć budzi się twoja uwaga, w tej właśnie chwili – przeżywaj.

To właśnie istota zen – ilekroć budzi się Twoja uwaga, ilekroć czujesz ten-właśnie-moment, odczuwasz jego świeżość, niepowtarzalność, niemal dotykalność, tu-i-teraz jako tak żywe i dostępne, osadź się w tym doświadczeniu, i z niego spójrz na życie.

— Cytaty z: Zen z krwi i kości.  Zbiór pism zenistycznych i prezenistycznych, Wyboru dokonał Paul Reps, Zysk i S-ka, Poznań 1998.

Ps. Kolory użyte w tym tekście nie sprawą przypadku ani moich upodobań…Niedługo więcej o tej, niezwykle ważnej dla świadomości indyjskiej (i jogicznej!), koncepcji energii (śakti, kundalini). Parwati (Dewi), występująca w tej tantrycznej rozmowie, zawsze jest personifikacją śakti:

chakra4

Grafika czakr z: https://oracletarot.wordpress.com/chakra-cards/

Antardżjotis, czyli wewnętrzne światło w praktyce

rose5

 

Gdy kuszą bogowie zajmujący wysoką pozycję, to nie należy poddawać się ani pożądaniu (lgnięciu) [saga], ani popadać w pychę [smaya], aby ponownie nie nastąpiło niepożądane [aniṣṭa] przylgnięcie [prasaṅga] do świata.

– do Jogasutr III.51*

 

Wewnętrzne światło

W sanskrycie antardżjotis (antarjyotis, अन्तर्ज्योतिस्), to metafora, pojęcie na pograniczu potocznej metafizyki, spirytualizmu i starodawnych bajań czy może rzeczywisty obiekt doświadczenia medytacyjnego, a ostateczne życiowego? Joga indyjska, i jej młodsza siostra joga tybetańska, do wewnętrznego światła podchodzi zupełnie poważnie i całkiem praktycznie, uważając je za immanentny (wewnętrzny i wrodzony) składnik pogłębionej praktyki jogicznej oraz coś, czego można doświadczyć w codziennym życiu. Zanim odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego tak jest, to ugryziemy trochę teorii, chronologicznie: najpierw indyjskiej, potem tybetańskiej. Czym zatem jest to wewnętrzne (antar) światło (jyotis)?

Jogasutry, czyli praktyczny i syntetyczny podręcznik jogi klasycznej i… panowania nad umysłem

Chociaż w pierwszym podejściu Jogasutry są bardzo trudnym wykładem, to przy głębszej i bardziej upartej lekturze niosą w sobie niezwykle przydatną moc i zadziwiająco skuteczne wskazówki. Powstałe ok. II w. i przypisane  Patańdżalemu, Jogasutry są dziełem dotyczącym ośmiostopniowej ścieżki samokontroli (asztanga joga, aṣṭāṅga yoga अष्टाङ्ग योग), ale przedstawia także krótszą trzystopniową metodę dotarcia do wyznaczonego celu, czyli całkowitej kontroli nad myślami i emocjami. Wewnętrzne światło, które Patańdżali nazwał po prostu światłem (jyotis, ज्योतिस्), zajmuje jedynie kilka fragmentów (sutr) i czyli w skali całości dzieła bardzo niewiele, to sutry te wraz z komentarzem do nich (autorstwa niejakiego Wjasy) przekazują bardzo ważną  praktyczną treść, która nie wymaga dokonywania jakichś skomplikowanych ćwiczeń wstępnych.

Wzmianka o świetle, dżjotis, pojawia się u Patańdżalego przy okazji opisywania praktyki mentalnej, mającej na celu zahamowanie  wszystkiego tego, co dzieje się w umyśle, czitcie (citta चित्त), a co Jogasutry zwą zbiorczą nazwą writti (vṛtti वृत्ति). Writti są to tak zwane mentalne poruszenia, czyli emocje i myśli, a ogólnie – nieprzerwany dialog wewnętrzny, który bezustannie rozgrywa się w głowie (kiedyś napiszę o tym więcej, bo jest to bardzo złożona i ważna koncepcja).

W Jogasutrach I.33-39 ukryta jest skondensowana praktyka etyczna, o bardzo pięknym wydźwięku. Joga to nie tylko ćwiczenia oddechowe i cielesne, meritum i piękno jogi kryje się w jej propozycji etycznej – specyficznej postawie życiowej, która nastawiona jest na drugiego człowieka. Świadomości bowiem nie oczyszcza się jedynie poprzez kultywowanie serii wyrzeczeń (ahinsa, prawda, wstrzemięźliwość cielesna, zakaz kradzieży i skromne życie) oraz serii nakazów (zadowolenie, czystość cielesna i mentalna, asceza, czyli tapas, studia nad świętymi tekstami i czczenie-utwierdzenie w najwyższej rzeczywistości), lecz przede wszystkim przez życzliwą, pomocną i ciepłą postawę wobec drugiej istoty:

Traktat (śāstra) zaleca właśnie oczyszczenie owej stałej (avasthita) świadomości (citta). Oto jakim sposobem:

I.33 [F.r.]: Przez pielęgnowanie (wytwarzanie, wywoływanie, kontemplowanie, bhāva) życzliwości (maitrī) dla szczęścia (sukha), współczucia (karuṇā) dla nieszczęścia (duḥkha), zadowolenia (mudita) z dobra (apuṅya) i tolerancji (upekṣā) wobec zła (puṅya) ucisza się (oczyszcza się, prasādana) świadomość (citta).

Właściwa i przynosząca dobre efekty postawa mentalno-emocjonalna ma cztery cechy:

  • życzliwość-przyjacielskość (karuna) करुणा
  • współczucie (maitri) मैत्री
  • zadowolenie (mudita) मुदित
  • tolerancja (upeksza) उपेक्षा

Te cztery cechy stanowią doskonałą broń, ponieważ uspokajają umysł. Każda zła emocja zwrócona w kierunku drugiej osoby czy sytuacji (gniew, smutek, zazdrość, zawiść, skąpstwo, niezadowolenie, wstyd oraz całą seria innych itede) w gruncie rzeczy najbardziej negatywnie oddziałuje na umysł osoby, która te emocje kultywuje i wysyła. Jest niczym trucizna mącąca jasność widzenia, spokój oraz nawet zdrowie cielesne: układ nerwowy, w tym także mózg, również niezwykle cierpi. Życzliwość jako postawa przyjacielska, maitri, wobec każdego stworzenia, każdej istoty, gdy spotyka ją szczęście, współczucie, karuna dla cierpienia innych, zadowolenie, mudita, z tych, którzy są dobrzy, i tolerancja, upeksza, dla tych, którzy są źli (przy jednoczesnej trosce o zachowanie dobra i eliminację zła) – służą wytwarzaniu i wzmacnianiu indywidualnej doskonałości, czyli dharmy w sanskrycie, arete w starogrece. W ten sposób świadomość staje się utwierdzona i niewzruszona, a zarazem uciszone (prasanna प्रसन्न) i jednolita (ekāgra एकाग्र), a człowiek pozostaje sobą (nie traci kontroli nad sobą) wobec każdej okoliczności.

drzewo

I.34 [F.r.]: Również przez wydychanie (pracchardana) lub powściąganie (vidhāṇā) prany (energii życiowej, praṇa) [oczyszcza się świadomość].

I.35 [F.r.]: Także wywołanie przeżycia (pravṛtti) z [subtelnym] przedmiotem zmysłowym (wrażeniem) utrzymującego umysł (manas) w stałym (nieruchomym) stanie [ucisza (oczyszcza) świadomość].

I.36 [F.r.]: Również [przeżycie] beztroski (beztroskie) lub świetlistości (świetliste, jaśniejące, czystego “jestem”) [ucisza (oczyszcza) świadomość].

I to ten ostatni fragment interesuje nas najbardziej, a w oryginale brzmi:

विशोका वा ज्योतिष्मती   viśokā vā jyotiṣmatī   [wiśoka wa dżjotiszmati]

Te trzy słowa niosą w swojej skondensowanej formie bardzo ważny przekaz, można nawet powiedzieć, że kryją w sobie jedno z najważniejszych jogicznych narzędzi: utrzymanie uwagi na lotosie serca, co wywoła wrażenie błogiej świetlistości świadomości, jej czystości i wolności. Jak tłumaczy naszpikowany jogicznymi pojęciami (zaraz się z nimi rozprawimy)komentarz Wjasy:

U wykonującego dharanę na (przykuwającego uwagę do) lotosie serca wystąpi doświadczenie (saṃvid) intuicyjnej świadomości (buddhi). Sattwa bowiem intuicyjnej świadomości (buddhi) jest przejrzysta (klarowna) na podobieństwo przestrzeni (przestworu, ākāśa), więc […] przekształca się w postać jasności (promienności) słońca, księżyca, gwiazdy lub klejnotu. W ten sposób świadomość popada w stan “jestem”, staje się nieruchoma jak wielki ocean i jest samą tylko świadomością “jestem” (asmitā), cichą i bezkresną. […] Przeżycie to może być dwojakie: z przedmiotem świadomości, [które się nazywa] “beztroskie (viśoka)”, i z samą tylko świadomością “jestem”, nazywane jaśniejącym (jyotiṣmant). Oto [przeżycie], dzięki któremu świadomość jogina osiąga stopień stałego stanu (sthiti).

Idea psychologii jogi jest taka, że umysł (citta) składa się z trzech części:

  • manas (मनस्) – odpowiedzialny za kontakt z pięcioma zmysłami i jako taki zbierający materiał zmysłowy (empiryczny) i na jego podstawie działający w postaci myśli, emocji, chcenia lub niechcenia wątpliwości i niepewności
  • ahankara (ahaṃkāra अहंकार), zwana asmitą – poczucie ja indywidualnego
  • buddhi (बुद्धि) – intelekt bądź inteligencja, której główną funkcją jest decydowanie, a ostatecznie wyzwolenie

i może istnieć w trzech stanach, zwanych gunami (guṇa गुण):

  • tamas (tamas तमस्)– stupor, ciemność, bezruch, gnuśność, lenistwo, ospałość
  • radżas (rajas रजस्) – aktywność, namiętność, działanie, zazdrość
  • sattwa (sattva सत्त्व) – poznanie, świetlistość, dobro(stan) i błogość

zatem w momencie, gdy jogin wprowadzi swoją buddhi, inteligencję, najważniejszy mentalny organ w stan przejrzystości, uwolni go od namiętności (gniew, zawiść, gonitwa myśli) i gnuśności (lenistwa, głupoty, bezruchu), to pojawi się odczucie przejrzystości i błogości, dające wrażenie niczym nieograniczonej wolności, metaforycznie obrazowanej w postaci przestworu czy oceanu. Żaden przedmiot nie będzie przyciągał uwagi, spokój stanie się głównym odczuciem, a jedynym przedmiotem uwagi będzie poczucie “jestem”: jestem i doświadczam życia takim, jakie ono jest. A co za tym idzie – reaguję w taki sposób, w jaki należy, nie podlegam już bowiem zależności od zewnętrznych okoliczności oraz wewnętrznych uwarunkowań… do czasu oczywiście. Praktyka jogiczna (medytacja i koncentracja) musi wciąż być kultywowana.

Następnie Jogasutry I.37-39 podają jeszcze inne metody przeżycia oczyszczającego świadomość: świadomość (citta) mająca za przedmiot (ālambana) doświadczenia siebie wolną od pragnień, odtwarzanie stanu snu z marzeniami sennymi (svapna) i bez nich (nidrā) oraz kontemplację czegokolwiek zgodnie z upodobaniem (yathābhimata).

Wywołanie uciszenia zawieruchy mentalnej i rozbiegania myśli poprzez doprowadzenie umysłu (czitty) do stanu błogiej świetlistości jest bardzo ważnym narzędziem osiągniętym poprzez koncentrację (dhāraṇā) na lotosie serca (hṛdayapuṇḍarīka). A poza tym… sam purusza (puruṣa), można powiedzieć najwyższy poziom świadomości, do jakiego jogin dąży, jest światłem (komentarz [7] do II.27):

W tym stanie purusza, wyszedłszy ze związku z gunami, jest światłem (jyotis) w swojej właściwej naturze (svarūpa), jest jedyny (samotny, absolutnie wolny, kevalin), jest czysty (śuddha).

Nic więcej dodać, nic ująć, ale dodajmy jednak coś: gdy człowiek (purusza oznacza poza najwyższym poziomem świadomości także po prostu człowieka) uwolni siebie od ulegania i podlegania różnym emocjom, wyrażonym przez trzy guny, to ukryte gdzieś w zakamarkach świadomości światło staje się stanem błogości, spokoju i radości, a co za tym idzie realizacji. I nie jest to dalekosiężny cel, osiągany jedynie przez wyśmienitych joginów, ukrytych w himalajskich jaskiniach czy leśnych pustelniach, ale stan spełnienia i spokoju, do którego prowadzi systematyczna i pogłębiona medytacja.

A co nam mówi wewnętrznym o świetle tradycja tybetańska, w dużej mierze wyrosła na przekazie jogi indyjskiej? Ano mówi nam wiele, przejrzyste światło w tybetańskich praktykach stanowi ważny (jeśli nie najważniejszy) punkt, ale póki co nie o nim chciałam. Chciałam bowiem przypomnieć bliski związek łączący ciało energię i umysł, oraz rolę praktyk wizji światła, thogal w klasycznym języku tybetańskim.

Świetlista samoświadomość umysłu w tradycji tybetańskiej

Tybetańskie nauki o świetle są niezwykle piękną opowieścią, skrywającą w sobie duże pokłady energetycznej mądrości, a co najważniejsze obecnie stają się coraz bardziej i łatwiej dostępne. Wiele książek jest tłumaczonych na język polski, a jeszcze więcej dostępnych jest w języku angielskim. Podobnie jak w klasycznej jodze indyjskiej wolny umysł porównywany jest do błękitu nieba czy oceanu, tak i w pogłębionej jodze tybetańskiej, spokojna natura umysłu, matryca dla przejawiania się myśli i miejsce ich rozpuszczania, matryca-podstawa (dharma-kaja) sansary i nirwany, wszechobecna, wszechogarniająca i niezmienna, porównywana jest do nieskończonej przestrzeni i zwana kunszi**. Nie ma formy ani kształtu, dzięki czemu wszystko przenika i jest niczym bezkresne, nieskrępowane niebo istnienia, spokoju i naturalnej samoekspresji. Metaforycznie określana jest jako matka, ponieważ to z niej wszystko się dobywa: świat sansary oraz kraina nirwany. Z niej rodzi się także…

Światło, zwane z tego względu synem. Jest ono niczym słońce na niebie, które wszystko rozświetla. Właściwie – nie ma świadomości bez pustki bezkresu, jak i pustki bez świadomości. A ta świetlista samoświadomość zwana jest rigpa**, która z jednej strony wszystko rozświetla czystym światłem poznania, ale także jest stanem niczym niezagrożonej błogości (sambhoga-kaja). Nie chodzi tutaj oczywiście o fizyczne światło, które można rzeczywiście zobaczyć, lecz jest doświadczeniem przejrzystości, które przenika umysł. Jest niczym lustro, które swobodnie odbija w sobie rzeczy, ale bez krytyki i analizy.

Tyle obfitej teorii, teraz czas na jej praktyczne użycie

I nie chodzi tutaj bynajmniej o medytację czy koncentrację na lotosie serca, lecz realizację, aplikację, tych nauk w codziennym życiu. Jest to możliwe, ponieważ antardżjotis nie jest czymś zewnętrznym i odrębnym od umysłu, nie jest oderwaną od codziennego doświadczenia transcendentną rzeczywistością, którą osiąga się dopiero po wejściu w stan najwyższego skupienia, samadhi, czy też po dostąpieniu oświecenia. Bynajmniej. Antardżjotis to doskonały stan umysłu, który oznacza jednak coś więcej niż ten umysł, bo jest jego podstawą, matrycą dla całego doświadczenia (myśli i uczuć). David R. Hawkins, amerykański psychiatra, poczucie szczęścia i poziom zdrowia uzależnia przede wszystkim od poziomu świadomości***. I bynajmniej nie chodzi tutaj o wyższy poziom wiedzy, poznawania czy wyższy poziom inteligencji, lecz o umiejętne panowanie nad sobą poprzez panowanie przez to, co dzieje się w środku człowieka – w umyśle.

Wewnętrzne światło, antardżjotis, posiada pewne cechy, które można realnie odnieść do zwykłego życia, to znaczy jest takim stanem umysłu, który charakteryzuje się absolutnym spokojem, harmonią, spełnieniem, empatią, współ(od)czuciem, szczerością i dobrocią, a przy tej okazji niezwykle silną przenikliwością i celnością swoich intencji i siłą koncentracji oraz takiego wglądu w rzeczywistość, który pozwala właściwie ocenić sytuację i adekwatnie zareagować. Umysł bowiem jest tak silnie samo-zdyscyplinowany, że nie daje się ponieść truciznom mentalnym (gniew, smutek, wina, pożądanie, duma,strach, senność, głupota, lenistwo itp.), które wywołują zewnętrzne wydarzenia lub wewnętrzne zjawiska (wspomnienia, plany, wątpliwości, czyli dialogi wewnętrzne).

Tak rozumiane antardżjotis można w sobie pielęgnować i wzmagać poprzez kilka czynności:

brzeg

Podsycanie wewnętrznego ognia

Tak rozumiane antardżjotis warto w sobie pielęgnować i wzmagać kilkoma sposobami, które niekoniecznie muszą być medytacją czy praktyką koncentracji:

  • Szanuj cierpienie i wyciągaj naukę z bolesnych przeżyć: myśl indyjska (w tym także buddyzm) oraz doświadczenie jogiczne bazuje na bardzo prostej konstatacji – cierpienie jest immanentnie wpisane w strukturę życia, więc warto poświęcić mu więcej uwagi, przebadać jego naturę, wyciągnąć naukę z jego doświadczania oraz znaleźć środki zaradcze. Szanuj cierpienie, bo w nim kryje się drogocenna energia, wiedza i natchnienie, jeśli cierpienie jest dobrze wykorzystane, a nie jedynie biernie przeżywane.
  • Poszukuj mistrzów duchowych i mentorów w danej dziedzinie, która Cię interesuje, by dbać o rozwój etyczny i osobisty. Neurony kochają aktywność, a fundamentem zdrowia są aktywne połączenia synaptyczne.
  • Pielęgnuj dobre cechy, które dbają o umysł i o dobre samopoczucie, a co za tym idzie : mądrość, samo-kontrola, współczucie, życzliwość, otwartość, zadowolenie, upór w praktyce, dobre intencje, szczerość, prostolinijność, hojność, ahinsa, brak gniewu, nadmiernej pożądliwości i zawłaszczania, skąpstwa, zawłaszczania, determinacja. To one są energią, która napędza realizację obranych celów.
  • Działaj systematycznie i małymi kroczkami – japońska kultura wytworzyła metodę osiągania sukcesu zwaną kaizen, czyli teorię małych kroczków, które prowadzą do wielkiego celu. By osiągnąć coś wielkiego, nie rzucamy się od razu z motyką na słońce, ale logicznie i systematycznie podejmujemy drobne działania, by zrealizować wielki plan. A każdy wielki plan składa się w miliarda maleńkich czynności, całą sztuka polega zatem na ich przemyślnym uporządkowaniu i konsekutywnym realizowaniu.
  • Stwórz swoje prywatne miejsce mocy – żyjąc w jaskiniach czy w  leśnych chatynkach, jogini tworzyli w danym miejscu idealna atmosferę do praktyki i kontemplacji. Istnieje nawet cała lista zaleceń i rad, jak dane miejsce ma jogin dla siebie przysposabiać. Takie indywidualne miejsce mocy zawiera w sobie coś więcej niż tylko ładną dekorację  i ciekawy wystrój, jest ono bowiem takim przysposobieniem sobie przestrzeni, by czerpać z niej pozytywną moc do działania.
  • Poznaj i inkorporuj obce, czyli wartości innych kultur, ich myśli, sposoby realizacji siebie i projektów. Często to, co obce, nie-moje, pokazuje nowe możliwości i nowe odpowiedzi na stare pytanie.
  • Inwestuj w siebie – w zdobywanie wiedzy, w samorozwój, w podnoszenie kompetencji twardych i miękkich, w sport, podróże, w eksplorowanie nowych terenów (każdy nowy teren to także podróż w zakamarki własnej duszy i odkrywanie tam nowym pokładów piękna, motywacji i energii do działania), w dobrą lekturę, w relaks (inspiracja i kreatywność w relaksie znajdują swoje źródło) i… hojność, bo to ona jest inwestycją w dobroć, która pozwala wyjść poza ciasne ramy ego. By osiągnąć wiele, trzeba wiele od siebie wymagać i wiele dawać. Inwestuj w życzliwość, w uprzejmość, dobroczynność, bycie pomocnym, w dzielenie się swoim sukcesem z innymi.
  • Wejdź w swoją ciemność – gdy boisz się czegoś, zrób to! Strach często bowiem wskazuje na to miejsce, do którego warto się udać, bo tam kryją się jeszcze nieodkryte zasoby, doskonałe do dalszego rozwoju.
  • Panuj wysiłkiem swej woli nad porywami umysłu – gniewu, pośpiechu, zdenerwowania, smutku, melancholii, lgnięcia, lenistwa i rezygnacji, oraz buduj w sobie i pielęgnuj doskonałość duchowo-etyczną, czyli dharmę (a w grece arete).

A przede wszystkim żyj pięknie i harmonijnie. Jak najczęściej możesz, przyzwyczaj swój umysł do robienia niczego, to znaczy – hamowania i wyciszania chaosu mentalno-emocjonalnego. To spokój jest bramą do szczęścia, sukcesu i aktywnego przeżywania chwili.

Ludzkie doświadczenie to bogate i złożone zjawisko, a za sukces i powodzenie życiowe nie odpowiada tylko zbiór takich składowych jak: silna osobowość, pasja, szczęście, wiedza, ciężka praca, kreatywność, asertywność, zdolność szybkiej adaptacji do nowych warunków czy wyczucie rynku. Te właściwości są ważne, ale często niewystarczające. Brakuje im bowiem oparcia się na źródle ludzkiej energii – w samo-zdyscyplinowanym umyśle. To umysł jest motorem i gwarantem wszelkiego dobrego owocu, pozytywnego rezultatu (negatywnego zresztą też – gdy trwa w braku samokontroli). Pozostawiony sam sobie, umysł nie jest zdolny do doskonałości, dharmy. Doskonałość ta wyraża się w pielęgnowaniu tych właściwości (objętych zbiorczą nazwą wewnętrznego światła, antardżjotis), które podnoszą klarowność umysłu, dobroć etyczną i sprawiają, że ciało jest rozluźnione, gotowe do stania się harmonijnym elementem świata, a umysł wraca do swojego pierwotnego błogostanu i jaśnieje niczym sam bóg Surja, Słońce.

*************************

*Jogasutry przypisywane Patańdżalemu i Jogabhaszja, czyli komentarz do Jogasutr przypisany Wjasie. Klasyczna joga indyjska, z sanskrytu przełożył, przypisami opatrzył, wstępem poprzedził Leon Cyboran, PWN, Warszawa 2014 (wyd. pierwsze 1986).

** Tenzin Wangyal Rinpocze, Tybetańska joga ciała, mowy i umysłu, Rebis, Poznań 2013.

*** David R. Hawkins, Przekraczanie poziomów świadomości, Virgo, Warszawa 2012.

Zimne jesienne poranki i… jogini

These glimpses of the past, by some dimensionless link, also afforded me a glimpse of the future. – Paramahansa Yogananda “Autobiography of a Yogi”

Jesień nadciąga nieuchronnymi krokami: zimnymi porankami, obfitymi deszczami, zapachem wilgoci i niepewności, depresyjnymi, pożółkłymi liści, coraz bardziej obnażającymi niedawno jeszcze zielone drzewa… obfita poezja melancholii. Ten dziwny stan, kiedy czujemy, że coś nieuchronnej czasowości: co jeszcze chwilę temu było nami, teraz odeszło i zaczyna się okres mniej przyjemny: deszcze, czerwonawe liście i nagie drzewa, plucha, błoto i chłodny wiatr. Gdyby tak można było zatrzymać to jesienne przemijanie, wrócić do ciepła i tego wszystkiego, co dawało przyjemną błogość letniego słońca, ciepłych poranków i swoistego bezpieczeństwa, gdy chłód nie atakuje, nie straszy jakimś takim pierwotnym strachem, który przypomina nam o naszych przodkach, którzy chronili się przed zimnej w jaskiniach, w zwierzęce skóry okryci, szukali schronienia w cieple ognia. Gdyby tak…

Dlaczego drugi wpis jest poświęcony akurat  mentalnemu melancholijnemu zagubieniu spowodowanemu nadchodzącą jesienią? Przyczyną nie są pożółkło-czerwonawe liście i zapach wilgoci, ale fakt, że to doświadczenie wewnętrznej niewygody, spowodowanej chłodem i depresyjnymi liśćmi, można doskonale wykorzystać w praktyce jogicznej. Jednym z narzędzi jogi (jeśli nie głównym narzędziem) jest panowanie nad umysłem, jego wewnętrznymi dialogami, która oparte są na myślach, emocjach i impulsach, wywołanych kontaktem ze światem. A ten jesienny kontakt ze światem, zwłaszcza wczesnojesienny, na ogół nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń. Nasz umysł reaguje instynktownie na mniej przyjemną pogodę w sposób odruchowy – mniej przyjemna pogoda = mniej przyjemna sytuacja. Och, jak ja bardzo nie lubię takiej pluchy!

Jednak doświadczać mniej przyjemnych poranków jesiennych można na dwa sposoby. Pierwszy jest typową nostalgią i melancholią, a drugi to coś zgoła innego! To dosłownie jogiczne doświadczenie mentalnych transformacji jednych myśli w drugie, jednych emocji w drugie, jednej postawy w drugą. Jak łatwo się domyślić, jest to przejście ze  stanu niepożądanego w stan właściwy. A technika transformacyjna jest dość prosta, wymaga jednak wielokrotności powtarzania i dostrzegania przyjemności, którą w sobie kryje.

Wszystko zaczyna się od hamowania reakcji na nawykowe myśli zgodnie z ich pierwszą podpowiedzią: jest zimno = jest mi źle. Dobrze jest wtedy skontrować myślą przeciwną: jest zimno, pada, ale to nic, zimno pozwoli mi na większą odporność, deszcze mnie nie skrzywdzą, a chłodny zapach poranka i pożółkłe liście to nowy sposób postrzegania świata, równie przyjemny jak biel zimy, zieleń wiosny czy letni wietrzyk. Założenie jest bowiem takie, że każda sytuacja ma dwa bieguny: zła emocja czy wrażenie zmysłowe (zimno jest złe, bolesne, cierpię przez nie) oraz jej przeciwieństwo (zimno jest doskonałą okazją do nabywania coraz większej samokontroli). A ta moc przekształcenia jest niczym innym jak tantrą!

 

Tym, co skłoniło mnie dziś do takiego właśnie wpisu, były… opowieści  o specyficznych ludziach, którzy starają się jak najwięcej wyciągnąć z brzydkiej i uciążliwej pogody, nie poddawać się automatycznym reakcją mentalnym, wprost przeciwnie – wykorzystać taką pogodę (chłód, wiatr, niewygodę) do własnych celów, czyli do coraz bardziej utwierdzonej praktyki jogicznej kontroli nad ciałem i umysłem. Relacje o joginach mieszkających w jaskiniach himalajskich, w lasach, o guru, zwanych dispeller of darkness (Guru Gita 17, o czym wspomina w swojej autobiografii Paramahansa Jogananda), czyli tych, którzy rozwiewają ciemność, są inspirującym świadectwem praktyki samokontroli i dowodem na siłę transformującej mocy umysłu i silnej woli.

A jest to ciemność, którą zajmuje się jogin, jest ciemnością w każdym aspekcie i znaczeniu: ciemność jaskini, ciemność i chłód jesiennych poranków i wieczorów, ciemność myśli i smutków, jesiennych depresji. Wszystko bowiem zaczyna się od dobrze zdyscyplinowanej myśli, która pozwala sobie na doświadczanie danej emocji (np. smutku), ale nie podąża za nią, to znaczy, nie identyfikuje się z nią. “Jest zimno = jest mi zimno = cierpię” jest transformowane w “Jest zimno = jest mi zimno = przejdzie, skoncentruję myśl na czymś innym niż ten chłód, wytrenuję organizm tak, by mniej reagował na zimno”, co oczywiście może być praktykowane na każdym innym odczuciu zmysłowym, nie tylko odczuciu chłodu. A ponadto, zgodnie z tą tantryczną myślą, bo to jest właśnie tantra – przekształcenie i przemiana – każde doświadczenia można wykorzystać w celu osiągnięcia oświecenia, a przynajmniej spokoju umysłu. Warto zatem o tym pamiętać, gdy jesienna melancholia schwyci nas w swoje nawykowe interpretacje i emocje.

A o tantrycznych mistrzach-joginach napiszę co nieco więcej w następnym wpisie.

Pierwsze odsłony insightu, czyli wychodzenie poza własne ego

Niedawno usłyszałam – Świat jest taki, jakim o nim myślę, że jest. I to zdanie trafiło do mojej istoty. Zresztą już od dawna przebłyski zrozumienia podpowiadały mi, że buddyzm jogaczara (czittamatra, zwany także widżniaptiwadą) słusznie uczy, że świat jest wytworem umysłu. Nie o to chodzi, że umysł kreuje fizyczne przedmioty w świecie, jakby mocą jakiejś magicznej sztuczki, nie o to chodzi, że gdy umysł idzie spać, to świat fizyczny zanika. Czitta-matra oznacza “tylko umysł” (czitta), tylko myśl – myśl, jej treść, sprawia, że pojawia się taka, a nie inna emocja (reakcja fizyczna). Pojawia się ślad, impresja w umyśle, a zbiór tych śladów rodzi odpowiednią postawę mentalno-uczuciową, która staje się filtrem, pryzmatem, poprzez który patrzę na świat. Umysł nigdy nie widzi świata czystego, widzi swoje modele interpretacji, schematy mentalno-uczuciowe. Tyle że ten ciąg wydaje się nie mieć początku, jakby był od razu wpisany w naturę umysłu – w postaci skłonności ku pewnym postawom, modelom emocjonalno-mentalnym.

A te modele emocjonalno-mentalne to zestaw emocji, z którym istota czująca przychodzi na świat: strach, gniew, smutek, zachłanność, czyli nakierowanie na siebie i własną korzyść oraz głupota, czyli rozproszenie jako brak koncentracji uwagi. Tak, dokładnie, głupota jako emocjonalny stan, gdy przeróżne emocje i podniecenie jakąś rzeczą lub sytuacją nie pozwala zachować uwagi na tym, co się dzieje. Za tym idzie już konkretna myśl, nastawienie mentalne do danej sytuacji – “boję się, wstydzę się (bo coś oczernia moje ja), denerwuję się i stresuję, to jest złe i trzeba coś z tym zrobić”. A zrobić można wiele: uciec, walczyć, zrezygnować, podjąć wysiłek poprawy siebie i/lub sytuacji. A to wszystko jest już schematem mentalnym, a ściślej – emocjonalno-mentalnym, bo żadna myśl nie jest myślą wyzbytą uczuć.

Świat jest dokładnie taki, jakim go tworzę we własnych myślach, w jaki sposób go interpretuję, odczuwam, słyszę, dotykam i smakuję – czyli jakimi schematami emocjonalno-mentalnymi go doświadczam. A za doświadczeniem idzie odpowiednia reakcja, która również jest wyuczonym, latami ćwiczonym schematem działania: utrwalony zestaw schematów interpretujących doświadczenie oraz zestaw schematycznych reakcji somatycznych (spięcie, grymas, trzęsące się ręce, jąkanie, pąs na twarzy itp.) i emocjonalnych (stres, strach, wstyd, podekscytowanie, niecierpliwość itp.) na daną sytuację. Schematy emocjonalno-mentalne nie są wspólne istotom czującym. Są to indywidualne zbiory, skupiska interpretacji, reakcji i emocji, które tworzymy w ciągu życia. Do percepcji czystej świata raczej nigdy nie dochodzi, bo zawsze jakiś filtr jest nakładany na doświadczenie.

Raczej, ponieważ bywają ekstra-mentalne momenty czystego, niczym niezapośredniczonego doświadczenia, gdy uścisk ego się rozluźnia. Ten uniemożliwiający swobodne doświadczanie świata uścisk ego to interpretacja i wyćwiczona, zakodowana podprogowo (czyli pod poziomem uświadomienia) somatyczna i emocjonalno-mentalna reakcja. A wraz z tym poluzowanym ego słabnie zespół nabywanych, tworzonych i latami pielęgnowanych przekonań na swój własny temat i na temat świata, słabną schematy emocjonalno-mentalne. Głęboka medytacja jogiczna to insight w głębię rzeczywistości własnego wnętrza i w świat. Wgląd   rozświetla umysł i ukazuje nowe możliwości interpretacyjne i uczuciowe, na nowo definiuje to, za kogo się uważamy, pojawia się nowa podręczna definicja siebie. Można powiedzieć, że wychodzimy z domu i spoglądamy na przestwór oceanu. Co prawda, zaraz do domu wrócimy, ale być może zapach rześkości, wspomnienie morskiej bryzy i błękitu oceanu zlewającego się na horyzoncie z bielą chmur na równie niebieskim niebie, jest na tyle silny, by lekka świeżość emocjonalno-mentalna została na dłużej.

 atelier3

 

Praktycznie oznacza to wiele:

tasmān maitraṁ samāsthāya śīlam āpadya bhārata damas tyāgo ’pramādaś ca te trayo brahmaṇo hayāḥ (Mahābhārata XI.007.019)  

Dlatego, o Bharato, utwierdziwszy się w przyjaźni [do każdego stworzenia], działaj właściwie! Samoopanowanie, porzucenie i brak rozproszenia mentalnego – te trzy [są] rumakami brahmana.

  1. W momencie, kiedy chcę zmienić świat to zrobić mogę tylko jedno – zmienić siebie. Innymi słowy, każda gruntowna zmiana w życiu, wymaga zmiany przekonań na własny temat oraz na temat świata. W istocie, nie reagujemy na dane doświadczenie, ale na nasze myśli, odczucia – czyli wzorce interpretacyjne – które pojawiają się w nas, gdy wchodzimy z czymś w kontakt (z jakąś właśnie spotkaną osoba, wydarzenie, rzecz, wspomnienie). Zmiana świata wymaga zmodyfikowania własnej interpretacji tego, kim jestem, czyli: tego, co uważam, że mogę, co uważam, że oznaczam, jakie według mnie są moją zdolności, i mankamenty, kiedy czuję wstyd, a kiedy najbardziej się boję i stresuję, jak realizuję swój upór i determinację w osiąganiu marzeń, jak uważam, że mogę realizować siebie, jest to tzw. podręczna definicji siebie.
  2. Wewnętrzny Iśwara, czyli jasność i świetlistość obecna w sercu każdej świadomej istoty. O Iśwarze Indie wypowiadają się dość enigmatycznie (zwłaszcza w Jogasutrach Patańdżalego), a zarazem bardzo obszernie – całą mitologia i filozofia poświęcona jednemu z dwóch najważniejszych bogów hinduizmu – Śiwie. W Jogasutrach, czyli podstawowym traktacie jogicznym, czytamy, że Iśwara jest guru pradawnych guru, że jest tzw. purusza-wiśesza, czyli szczególnościa puruszy (najwyższej świadomości), że żaden karman (poprawna forma niepoprawnego karmy), żaden czyn i jego skutek, a także brud mentalny do niego nie przylega. Można zatem powiedzieć, że jest to wewnętrzny świetlisty przewodnik, który podpowiada ważne i ciekawe rady. A zarazem jest to zewnętrzna Istota, którą można wielbić, oddawać pudze (codzienne drobne ofiary z kwiatów, kadzidełek, jedzenia),prosić o pomoc, wsparcie i ochronę, a także o przewodnictwo. Innymi słowy, jest to wewnętrzne i doskonałe światło, obecne w sercu czującej istoty, a poprzez koncentrację na nim można dokonywać zdumiewających rzeczy w swoim życiu. Wewnętrzny Przewodnik, który dochodzi do głosu, gdy zawierucha mentalna zostaje uspokojona i wyciszona…
  3. Jak się powiedziało A, urodziło na tym świecie, to trzeba powiedzieć B i realizować siebie w świecie, w którym można siebie realizować… To kwestia pratjaji (sanskrycki i jogiczny termin) – umysł zawsze działa na bazie określonej myślo-emocji, zgodnie z którą buduje swój świat. Wystarczy więc jedną pratjaję podmienić na drugą. I to wcale nie jest tak skomplikowane, jakim się wydaje.  Czasem może jedynie wymagać więcej czasu i bardziej wytężonej praktyki. Za Twój sukces odpowiadasz tylko Ty, nikt inny. Prosty przykład, gdy pojawiają się porażki, to albo traktujesz je jako koniec, zaniechanie marzenia, albo jako cenną naukę i skuteczniejsze sposób osiągania celu. Jak ktoś mówi Ci, że jesteś głupi(a), biedna/y i brzydka/y , to albo to weźmiesz to do siebie i zamkniesz się w swojej jaskinie zakompleksionego i zlęknionego „ja”, albo nie wierzysz tym słowom i działasz dalej, a na kłodach (złych słowach, złych sytuacjach) budujesz mięśnie mentalno-cielesne. To proste, trudne, wymagające pracy nad sobą, ale proste, i koniec końców przyjemne, gdy po czasie spojrzymy na siebie z perspektywy i docenimy nasze starania. Zatem – tak, za swój sukces odpowiadasz jedynie Ty!
  4. Insighty emocjonalno-mentalne kuszą powiewem swej świeżości i są godne jak najczęstszego poszukiwania i utrwalania. A znajdować mogą się praktycznie wszędzie: w muzyce, w górach, nad morzem, w smaku nowej potrawy, w herbacie na patio – w tym wszystkim, co wydobywa nas z głębi przyzwyczajeń i zastałych, blokujących schematów emocjonalno-mentalnych.
  5. I chyba najważniejsze – pielęgnowanie, wykształcanie co raz to bardziej intensywnej i głębszej postawy jogicznej, czyli praktyka doskonałości emocjonalno-mentalnych: samokontrola (w sanskrycie: dama), która wyraża się w wachlarzu etycznych starań (absolutne niekrzywdzenie, czyli ahinsa, szczerość, szczodrość, gościnność, życzliwość, brak gniewu i ospałości, zadowolenie, satysfakcja itp.), uwaga jako brak rozproszenia mentalnego (apramada) i porzucenie (tjaga)  przywiązania do rezultatów naszych starań i do tego, co się dzieje zarówno w nas, jak i w świecie. Do tego dochodzą jeszcze dwie sine qua non cechy: przyjacielskość (maitri) i współczucie (karunja lub karuna), które wynikają z samokontroli, a dokładniej ahinsy. Gdy nie pragniemy kogoś krzywdzić, a ta intencja obejmuje sobą niekrzywdzenie w myśli, słowie i czynie, to zarazem wzrasta uczucie przyjacielskiej postawy wobec każdego stworzenia (maitri), jak i ciepła i łagodna troska o niego (karuna).
%d blogerów lubi to: