Bonjour, India!

20170206_012014

Ostatni mój zapis z notatek sporządzonych w Delhi brzmiał: „w istocie nie ma żadnego guru jako osobny byt, a tylko gurutattva – rzeczywistość/przestrzeń guru”. Nie były to moje słowa, ale Przyjaciela, z którym długie rozmowy w upalne dni w Indiach prowadziłam. O jodze, o tantrze, o Bogu, wyzwoleniu, mistrzach, a nawet życiu. Na kilka godzin przed wylotem do Indii ponownie patrzę w te niedokończone zapiski i zastanawiam się nadal, na ile prawdziwy guru jest realny. Kim on/a jest, jak go/ją rozpoznać?

20170206_004647

Ktoś ponownie gra na fortepianie na lotnisku Chopina. Melodia szybka i dynamiczna. A ja doceniam wartość przyjaźni, która jest jednym ze składników jogi. Dobrzy przyjaciel to skarb, a kilku dobrych przyjaciół to skarbiec, to ochrona (chociaż Przyjaciel powiedział, że jedynym Ochroniarzem jest Śiwa, mistrz jogi). Maitri (przyjacielskość), karuna-ahinsa (współczucie-niekrzywdzenie) i dżniana (mądrość) – trzy cechy jogi – trzy schronienia dobrego jogina. „Wszystko jest możliwe, ale serio!” – tak Przyjaciel zakończył rozmowę.

20170206_055810

Da się zapakować plecak do Indii w 9,5 kg. Da się dostać super t-shirt od kumpla, który próbuje dokonać czegoś wspaniałego. Da się ponownie szukać joginów. Tym razem Mumbai i bardziej południowe niż północne Indie, choć też nie do końca…

Impresje około-jogiczne w Barcelonie

img_5630

Barcelona… istota czująca i tętniąca życiem jak każda inna, a przez to pełna kontrastów, niedomówień, kolorytu i swoistego piękna, które nie realizuje się tylko w budynkach, zabytkach i tradycji. Barcelona to pyszna kuchnia, tak vegetariana, jak i con carne (con jamón y chorizo). To szerokie ulice, pełne przestrzeni i słońca. To palmy, parki i szybki hiszpański, który im dłużej przebywać w stolica Katalonii, spowalnia, bo umysł przywyka. I ludzie. Bardzo lubię Hiszpanię i to właśnie tutaj odczuwam, jak bardzo przyjemnie jest (jak bardzo przyjemnie byłoby) znać choć dwa języki romańskie i umieć je w jakiś sposób odnieść do łaciny,  nie mówiąc już o sanskrycie, który należy do rodziny języków indoeuropejskich. Umysł myśli wtedy jakby w więcej niż trójwymiarze – interpretacje i analizy dotyczące rzeczywistości, uczuć i tego, co się dzieje w duszy, są zupełnie inne.

img_5525

Chociaż może nie do końca inne, bo w końcu człowiek mimo wszystko pozostaje sobą, tylko granice „ja” przesuwają się w delikatnie szersze granice, czy też głębsze przestrzenie. Człowiek czuje pewną świeżość, nowość, wolność, spokój… gdy minie już pierwsze odczucie inności. Dla medytacji jogicznej nie jest to niespodzianką.

img_5512

Do Barcelony przyleciałam nocą, a do mieszkania na Avinduga del Paral.lel, położonej w centrum przy Plaça d’Espanya (tak, tutaj głównym językiem jest kataloński, nie kastylijski, ale i tak w „klasycznym hiszpańskim” człowiek spokojnie się dogada), w prostej drodze todo recto do Barrio Góticoi do La Rambla (muy muy cara – mocno droga… i przereklamowana), dotarłam wczesnej rankiem. U wejścia przywitała mnie poza czekoladowymi truflami gazeta, a w niej cross joga. Chyba znak, choć numer sprzed 2 miesięcy!

img_5682

Niewiele nowości w artykule, poza oczywistościami: obecnie joga staje się coraz bardziej popularna, jest specyficzną techniką dbającą o harmonię emocjonalno-cielesną, bazującą na praktyce oddechowej (pranajamie) i asanach. A poza tym jest filozofią! I seria powitań słońca, surja namaskar, jest idealna w utrzymaniu harmonii…:

img_5681

Mimo wszystko… to kuchnia española jest tym, co w Hiszpanii najbardziej mnie pociąga. Obok muzyki y el amor español.

Joga jako siła determinacji

DSCN0891

Joga może mieć wiele mniej lub bardziej skomplikowanych i filozoficznych definicji, wymagających często kolejnych komentarzy, by zrozumieć przekaz autora danej definicji. Ostatnio coraz intensywniej zaczyna do mnie przemawiać nazywanie jogi siłą (bala w sanskrycie), w tym także siłą woli, rodzajem nieprzejednanej determinacji, która kształtuje się i wzmacnia zwłaszcza w czasie narzucania na siebie rygoru regularności praktyki, w tym także codziennej medytacji. Drugim jej źródłem jest praktyka asan i koncentracja w trakcie wchodzenia w daną asanę, a następnie wytrwanie w niej. To przecież dzięki sile koncentracji dana asana może być zrealizowana i utrzymana. A oto piękny cytat z Gheranda Sanhity I.4:

Nie ma większych więzów od niewiedzy,

nie ma potężniejszej siły od jogi,

nie ma większego przyjaciela od dżniany [poznanania] i

groźniejszego wroga od egoizmu.

DSCN0804

W ten sposób w jodze generowane są ogromne pokłady subtelnej siły fizycznej: łączącej w sobie zarówno siły cielesnej, jak i siły woli, która idealnie sprawdza się w koncentracji umysłu.

Yerba mate, zielona herbata i indyjski czaj

DSCN2341

Niedawno w konkursie Chatka z yerba mate wygrałam ziołową yerbę, czym moje serce starego pijca yerby niebywale się rozradowało. I nadal raduje, bo zaraz listki yerby doświadczą dna mej tykwy, a co za tym idzie rozsmakuję się w ich pełni. Konkurs trudny nie był, wystarczyło wkleić zdjęcie z własnoręcznie przygotowanego tereré, czyli yerby na zimno (tutaj przepis, bardzo łatwy zresztą). Moją mate udoskonaliłam kawałkami pomarańczy:

DSCN2369

Jednak nie samą yerbą człowiek żyje. A w każdym razie nie jedynie. Przykładny jogin pija także herbatę… zwykłą najlepiej. Do ascetów śiwaizmu dżhuna weszłam w mieścince Sonprayag na dzień przed wyruszeniem do Kedarnath. Marta uciekła, a dokładniej – mnie zachęciła, bym poszła do sadhu, a sama wymknęła się zwiedzać Sonprayag. Długo nie zastanawiałam się i śmiało weszłam do bazy ascetów, czym wzbudziłam nie tylko ich zainteresowanie – co biała kobieta chce od ascetów? – ale także miejscowych policjantów, stacjonujących naprzeciw sadhu. Domyślam się, że mniej więcej to samo pytanie sobie stawiali. A czego ja mogłam chcieć od ascetów w samym środku Himalajów, na wysokości 1800 m. n.p.m.? Poza rozmową, czyli rozpytywaniem o te i inne jogiczne sprawy, poza bananem i posiłkiem z soczewicy, które asceci ochoczo mi zaserwowali, przede wszystkim chciałam herbaty! Z cukrem i chyba tulsi:

DSCN1301

Pośród sześciu rodzajów herbat (czarnej, zielonej, czerwonej, oolong, niebieskiej i białej) można bez końca przebierać w ich podrodzajach. Ja kocham herbatę zieloną. W Indiach kupiłam zielonego Darjeelinga, który smakuje wyśmienicie:

 DSCN2393

DSCN2396

Po zaparzeniu wygląda tak (oczywiście przeparzyłam go, gdy ponad 2 nakazane minuty parzenia robiłam zdjęcia):

DSCN2427

Czarnego Darjeelinga też kupiłam, podobnie jak Assam (na zdjęciu):

DSCN2388

Oba idealnie nadają się na indyjski czaj (tutaj mój niedawny wpis i przepis na czaj wraz z wideo). Tyle że czaj, którego bazę stanowi Darjeeling, dobrze jest jeszcze czymś wzmocnić (nie jest to jednak konieczne) – poniżej w nepalskiej restauracji w Delhi mistrz kuchni dodał dla wzmocnienia koloru saszetkę herbaty jaśminowej:

DSCN2165

Czaj pijało się jednak także i w himalajskich centrach restauracyjnych…:

DSCN0941

a także wraz z prasadem, czyli darmowym świątynnym posiłkiem, na przykład w gurudwarach, sikhijskich świątyniach. Prasad przeznaczony jest bardziej dla Boga niż człowieka, ale to człowiek go spożywa – nadal nie rozwiązałam tej aporii/sprzeczności. Poniższy prasad był wprost przesmaczny!

DSCN2207

Niemniej jednak to yerba mate pozostaje moim głównym napojem dnia. Kiedyś nie bardzo radziłam sobie z jej dymnym posmakiem. Wtedy postanowiłam spróbować kilku jej ziołowych odmian (Pajarito, Campesino itp.), których miętowy posmak skutecznie niweluje dymną siłę.

DSCN2361

Na zdrowie zatem!

Lewitacja i inne nadnaturalne moce w jodze (proste ćwiczenie)

DSCN1615

Pewnego dnia nadszedł ten moment, że przestałam pytać o zwykłe zagadnienia jogiczne (wyzwolenie, ścieżka, esencja jogi, Iśwara itp.), a postanowiłam dowiedzieć się o jogiczne nadnaturalne zdolności, siddhi, o których w literaturze tematu pisze się wiele. Nawet klasyczny wykład jogi w Jogasutrach Patańdżalego poświęca siddhi niemałą partię swojego wykładu zasad jogi królewskiej (radża jogi), wspominając o lewitacji, jasnowidzeniu, zdolności do przybrania niezwykle małych rozmiarów, do przybrania rozmiarów wielkości kosmosu, do zamiany swego ciała w światło, do materializacji (tworzenia) różnych przedmiotów mocą swej woli, a w końcu do pokonania śmierci…

Bardzo dobry film Yogis of Tibet (tutaj) o ginącej tradycji jogicznej w Tybecie, tak oto definiuje jogina:

yogi of Tibet

Podobnie w książce Elżbiety Sęczykowskiej Tybet. W drodze do Kumbum pojawiają się treści:

Wszystkie kolejne etapy nabywania umiejętności i wtajemniczenia polegają na koncentracji myśli i odpowiednich ćwiczeniach oddechowych. Dzięki ich opanowaniu można dokonywać doprawdy niezwykłych rzeczy. Znane są opisy tak zwanych biegaczy, mistrzów nadzwyczaj szybkiego poruszania się, pokonujących ogromne odległości jakby w transie, w dziwnym uniesieniu, na skrzydłach lekkości. I mimo włożonego wysiłku nie odczuwają zmęczenia. Biegną bez zatrzymania się, odpoczynku, bez jedzenia, nawet przez kilka dni i nocy. Są nimi zazwyczaj specjalnie wyćwiczeni lamowie, którzy podczas takiego nieprawdopodobnego wysiłku medytują. Bo właśnie medytacja jest kluczem do wejścia w świat wiedzy tajemnej. (…)

Inną umiejętnością, która zdobyła sobie wielką popularność w Tybecie, są ćwiczenia oddechowe, które doprowadzają lamów do unoszenia się w powietrzu w pozycji lotosu. Aby to było możliwe, mnisi musieli całymi miesiącami, nawet latami, ćwiczyć wytrwałość w nauce sposobu oddychania (…).

Oprócz biegaczy (…) istnieją inne, niemniej cenne w życiu codziennym tajemne umiejętności, takie jak na przykład pogłębione zjawisko telepatii. (…) Aby jednak osiągnąć taki efekt, należy całkowicie oczyścić umysł, tak by zapanowała w nim jedynie spokój i cisza.

Razu pewnego na satsangu zapytałam więc swamiego Nirardżan Dewa, nie do końca zresztą będąc pewna powagi postawionego przeze mnie pytania – jak to jest z tymi siddhi? Odpowiedź padła, że są. Dość zwięzła. Kontynuowałam zatem – jak można osiągnąć np. moc lewitacji? Właśnie praktykowaliśmy pewne ćwiczenie z tantry, a pamięć czytanych tekstów tradycji hatha-jogi (i upaniszad jogicznych) podpowiadała mi, że ma ono coś wspólnego z ćwiczeniem lewitacji.

DSCN1619

Swami odparł:

Tak. Siedź w asanie(1), w której siedzisz, zatkaj lewą piętą dwa otwory (rozrodczy i wydalniczy), prawą stopę połóż przy wgłębieniu lewej. Trzymaj kręgosłup bardzo wyprostowany. I praktykuj pranajamę(2) na przemian z medytacją(3) przez minimum półtora godziny. W trakcie coraz bardziej wydłużaj kręgosłup(4). A jeśli chcesz pobudzić energię pierwotną, to musisz co innego robić. I pamiętaj: praktykuj praktykuj praktykuj! Codziennie i wytrwale!

1. Asana: jest to jedna z odmian siddhasany, w której pięta lewej stopy u kobiet zamyka zarazem otwór rozrodczy i wydalniczy, u mężczyzn wydalniczy (tutaj wideo, zwłaszcza 2:39 – 3:04) – chodzi o to, by zamknąć przepływ prany przy muladharze, czyli czakrze podstawy.

2. Pranajama (kilka informacji tutaj i tutaj): u nas była to sekwencja: kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy – kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy (kapalabhati opisana tutaj, a nadi śodhana tutaj), potem zastąpiłam na: bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut – bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut (bhastrika tutaj, udżdżaji tutaj), i:

3. Medytacja trwająca około 30 minut, potem ponowne powtórzenie pranajamy.

4. W trakcie trwania medytacji, gdy kręgosłup trzymany jest w bardzo prostej pozycji, a oddech przepływa świadomie dochodzi do samoczynnego delikatnego wydłużenie kręgosłupa… pojawia się uczucie lekkości, ponoć nie jedynie na planie mentalnym (nie jest ono tylko wyobrażeniem).

W doborze pranajamy chodzi o dobranie sobie właściwej. Tenzin Wangjal Rinpocze w Przebudzaniu świętego ciała – tybetańska joga oddechu i ruchu pisze, że należy słuchać własnego ciała, zwłaszcza kiedy któraś z technik bardzo nam nie odpowiada. Ciało samo wie, czego w danej chwili mu potrzeba, zwłaszcza przy praktyce jogicznego oddechu wsłuchanie się w mądrość ciała jest niezwykle ważna.

DSCN1756

Praktykuj, praktykuj, praktykuj! Codziennie i wytrwale. A wtedy nie jedynie siddhi zaczną się ujawniać! Zresztą prawdziwy jogin nie ujawnia swoich nadnaturalnych zdolności… A w siddhi w gruncie rzeczy nie ma nic niezwykłego, ciało przecież nie jest niczym stałym, to złączenie pięciu elementów (przestrzeń, powietrze, ogień, woda i ziemia), ożywianych przez energię oddechu (pranę). Cóż więc za problem przemieć te pięć grubo-materialnych elementów w ich subtelne (sukszma) postaci, z których się pochodzą? – tak oto swami podsumował lewitację. Pranajama i medytacja są doskonałymi narzędziami wysubtelniania, a klucz stanowi nieprzerwana praktyka (abhjasa).

Wybaczenie (kszama) i szczęście (ananda), czyli dzień jak codzień w aśramie

2016-08-03 10.28.28

Wczoraj był międzynarodowy dzień wybaczenia (kszama) i wyciszenia (śanti), połączony z odpowiednią pudżą w Gangesie… A dziś przy porannej medytacji intencją nabieraną wraz z każdym oddechem było szczęście (ananda), nie przemijająca radość czy przyjemność (kama, raga), ale stałość umysłu w ciągłym zadowoleniu (santosza). Hmmm, bo nie jest tak, że jogin ot tak staje się radosny, pełen spokoju, wybaczenia, wyzbyty niepokoju i cierpliwy. Długi okres czasu te wszystkie cechy są ćwiczone, aż umysł wpadnie w nawyk, podobnie jak ciało wpada w nawyk asany i odpowiedniej pranajamy (jogicznego oddechu).

20160803_094109-1

7:30 asany, medytacja i kapalabhati oraz nadi śodhana pranajamy (opisane wcześniej na blogu, piszę z telefonu, więc nie zrobię hiperłącza 😦 ) po półtora godziny skończone. 8:30 rozmowa z moją ulubioną tutaj guru odbyta (i nagrana). Czas więc na śniadanie, ale tak już się nie chce jeść wciąż tego samego (tosty, dżem, płatki kukurydziane, jakiś naan czy chapatti itp.), ale mężnie idę wziąć to na brzuch. Niespiesznie wchodzę do kantyny, bo i gdzie tu się spieszyć? Patrzę, co na tacach, a tam pyszne rzeczy, w tym biryani (ryż z warzywami), problem(at) jednak w tym, że nie jest to podawane razem – trzeba wybrać. Pytam jednak bossa kuchni, bardzo uprzejmy chłopak, czy mogę wszystkiego po trochę – „pewnie, dla przyjaciół wszystko”. Miło się człowiekowi i jego brzuchowi zrobiło.

20160803_090718

Wniebowzięta jadłam prawie godzinę, bo… i gdzie się spieszyć? Tutaj życie po prostu sobie płynie, coś można zaplanować, ale spadnie ulewa, prąd nagle wyłącza, pokaźna mrówka gryzie, autobus się popsuje i wszystkie plany w łeb idą. Nie ma jednak sensu się denerwować, tak czy inaczej jakoś to będzie, co i tak miało być. A jeśli będzie co innego, to właśnie to miało być! W trakcie śniadania dostałam jeszcze owoce i kefir.

20160803_093148

Godzina niemal 10:00 i co tu robić (na pewno nie pograć w krykieta jak chłopcy tutaj mieszkający i uczący się różnej wedyjskiej teorii)? Upał okropny, pranie na chybił trafił powieszone (kto by tam przestrzegał zasad sznurka do prania – moje miejsce na pranie jest naprzeciw mego okna?), i nadal nie wiem, co dalej robić. Let it flow (niech samo idzie dalej), let it go (odpuść), jak się wczoraj dowiedziałam – jest istotą wybaczenia i… jogi. Puść to usilne i kurczowe trzymanie się własnych myśli.

20160803_092922

Niczym reszta Hindusek-sąsiadek wyszłam więc na patio, wzięłam się pod boki i patrzę, co tam w świecie słychać. A tam coś słychać, coś się dzieje, wszyscy gdzieś idą, to też pójdę, let it flow. Pobyć sobie przed wielkim namiotem w sumie niczego (póki co, może potem coś tu będzie).

20160803_120954

Przed wyjazdem w Indie dość często słyszałyśmy komentarze, że dwie samotne kobiety w Indiach to szaleństwo, głupota. Przecież nas Hindusi zabiją, zjedzą, porwą, okradną, i jeszcze inne gorsze wydarzenia. Podobnie z moim wyjazdem na rok do Algierii – ci muzułmanie przecież absolutnie kobiet nie szanują, terroryzm i zło. Przeżyłam, nikt mnie nie okradł, nie zabił, złego słowa nie powiedział, a wprost przeciwnie. Nigdzie takiej gościnności i ludzkiego ciepła nie doświadczyłam. Oczywiście trzeba przestrzegać zasad bezpieczeństwa (jak wszędzie zresztą), ale ogółem czuję się jak w domu.

20160802_134703

Po obiedzie wracam więc do lektury na moim ulubionym łożu z kamienia.

20160803_150155

O 18:00 zajęcia z akupresury. Kazano nam zabrać zeszyty i długopisy, więc czekajcie na wpis…

Jogiczne impresje 1, czyli czitta-writti w postaci odrazy

loga

Czitta-writti w klasycznej jodze definiowane są jako poruszenia mentalne (i emocjonalne), podzielone na 5 grup, które w drodze wzmożonej praktyki jogi należy ni mniej ni więcej, jak zatrzymać. Są to: poznanie właściwe, błąd poznawczy, fantazjowanie, sen i pamięć. Oczywiście są to jedynie ogólne kategorie, które następnie dzielą się na bardziej uszczegółowione. Obrzydzenie, czy też delikatniej – odraza, oczywiście podpada pod drugą kategorię, czyli błąd poznawczy.

DSCN0289

Odraza wydaje się być niezwykle cielesnym doznaniem, bo np. taki strach jest już bardziej mentalno-emocjonalny niż somatyczny, a jeśli już, to objawy cielesne są rezultatem myśli-emocji. Odraza-obrzydzenie (nie tylko z powodu choroby) dopadła nas niedawno w postaci bardzo mocnej aklimatyzacji do tutejszej flory bakteryjnej, ale i także do otoczenia: kadzidła o zapachu czegoś bardzo podrażniającego drogi oddechowe, błoto, w którym wszystko płynie (dosłownie wszystko!) i nasze stopy w nim zamoczone, jedzenie, które choć pyszne, to obecnie jest za bardzo smażone i nazbyt spicy (przyprawione i pikantne), i ludzie, którzy bezustannie czegoś od nas chcą: dzieci proszące o kilka rupii, chłopcy robiący nam zdjęcia i inni zagadujący do nas („Hello, hi, how are you?”). Co jest najlepszym lekarstwem na natłok czitta-writti oraz zewnętrznych zdarzeń? – oczywiście niepodleganie im. Czasem, rzecz jasna, potrzebny jest jakiś radykalny środek zaradczy w postaci kszuriki (ostrza), czyli ostre „nie” odnośnie otoczenia lub wzmożona medytacja odnośnie wewnętrznych wydarzeń.

Oto, co nam względnie i paradoksalnie pomogło w aklimatyzacji – przepalone maślane torty (butter toast), których spalony zapach ledwo wynegocjował warunki spożywalności z naszym organizmem:

20160727_184700

Wszyscy nam mówią, że droga/pielgrzymka (jatra) przez Himalaje jest trudna, ale oto przecież chodzi.