Dzień z życia krowy w Haridwarze i kilka słów o asanie go-mukha (twarz krowy)

20170807_090304

Raczej każdy wie, że krowa w Indiach to istota święta. Z wielu powodów, choć nie łatwo je dokładnie filozoficznie określić. Krowa to matka, bo daje mleko, a z mleka można zrobić niemal wszystko, co do życia jest potrzebne: masło klarowane ghee (bardzo zdrowe, jajecznica na takim maśle jest cudem podniebienia, kocham!), różne kefiry i jogurty, które stanowią bazę dla innych produktów do picia (lassi) i jedzenia dodawane do sosów czy zapraw), a w końcu do różnych pudż (ofiar, które kilka razy dziennie odbywają się w tysiącach mniejszych i większych świątyń). Zresztą nie tylko mleko jest przez krowę produkowane, inną rzecz suszy się, by tu i tam wykorzystywać jako opał i materiał budulcowy. Krowa jest święta i tyle. Nie ma tu dyskusji! Atra na samśayah (jak w sanskrycie powiemy)!

20170807_103914-1

Święty główny ghat Har-ki Pauri, po którym chodzi każdy, kto tylko może i nie może (wtedy używa czegoś w rodzaju wózka), do przejazdu upoważniony jest tylko motor albo rower – policja strzeże wejść z kilku stron. A ten każdy to: sadhu (asceta żeński i męski) oddany bogu Śiwie (odróżniany po pomarańczowym kolorze szat), oddany bogu Wisznu (biało-szary kolor), Hinduski w kolorowych sari, często z jakimś pakunkiem na głowie, a często i nie, ubrane w sari, albo w jeansach i t-shircie (głównie młode), podobnie mężczyźni, choć również głównie młodzi, starsi noszą albo spodnie z materiału i koszule, albo długie koszule i spodnie uwiązane z kawałka materiału. Jak komu wygodnie. I turyści, w tym obecnie dwie Polki, często brane przez Hindusów za Rosjanki albo… Francuzki! Ja mam ubrane spodenki sportowe do kolan i t-shirt oraz japonki, nie lubię butów trekkingowych w miejscach, gdzie temperatura przekracza 30°, teraz jest ponad 40°. Owszem, jest błoto, czystości na chodniku nie ma, krowy zostawiają swoje ślady wszędzie, ale… cóż, trzeba uważać i dobrze będzie. I ta tytułowa krowa, która nadeszła ot tak, by ot tak pójść dalej, pewnie sama nie wie dokąd. To zresztą chyba nie ma żadnej różnicy.

20170807_112516-1

Weszła na plac, między jeden sklep z dewocjonaliami a drugi, więc ja będąc ulokowana na tarasie Café Coffee Day (rodzaj indyjskiego Starbucksu) patrzę, co się wydarzy. Wbrew pozorom, nie jest łatwo wypatrzyć krowę, czy nawet stado krów, w centrum miasta na środku placu, nie w Indii. Tu z każdej strony coś się dzieje, hałas będący kakofonią wszystkiego (klaksony, ogłoszenia modlitw, gwiazdki policji, piszczałki, rozmowy ludzi…) i upał, on też ogłusza! Krowa weszła zatem na środek placu, stanęła i… stoi. Patrzy w jedną stronę, ruszyła ogonem, gdy nagle podeszła do niej pewna pani i nakarmiła czymś, co wyjęła z torby. Potem podszedł chłopak, pogłaskał święte zwierzę i nakarmił kolbą kukurydzy. A potem nadeszła grupa sadhu, Hinduska i ich nakarmiła, wkładając bliżej mi nieznaną (siedzę przecież dość daleko) papkę do ich menażek (każdy sadhu takie naczynie ma, bo zdobywa takim czy innym sposobem w nie jedzenie). Krowa odwróciła się równie powolnym i przemyślanym ruchem. I wyszła z placu z gracją… podjadając resztki jedzenia ze śmietnika. Tak obserwując tę powolność, namysł, spokój i opanowanie krowy w samym środku gotującego się (dosłownie, upał leje się z nieba na przemian z deszczem) wszystkiego, teraz rozumiem, dlaczego jedna asana nosi nazwę „twarz krowy” (go-mukha). Niby jest to łatwa asana, ale wymaga właśnie takiej spokojnej precyzji, temperatura ciała u jogina znacznie wtenczas wzrasta.

20170807_090330-1

Czasem jednak w tłumie ulicy i krowa nie jest szanowana, zwłaszcza, gdy wchodzi na teren czyjegoś biznesu: sklep, restauracja itp. Nie chodzi o to, że krowa wchodzi dosłownie do środka, ale np. swoim powolnym i stosowanym ruchem, wypatrując, co może ewentualnie podebrać, podchodzi do czyjejś posesji. Zdarza się, że ktoś nazbyt mocno święte zwierzę przegoni, np. kijem, to już jest bezczelność i brak ahinsy! Ahinsa, postawa absolutego nie-krzywdzenia żadnej czującej istoty w myśli, mówie i czynie, ta fundament indyjskiej duchowości, a zarazem polityki Mahatmy Gandhiego (a obecnie Dalajlamy XIV), w ten sposób – takim kijem czy bijącą ręką – jest całkowicie łamana, a istota czująca jest krzywdzona. Tak czynić nie jest dozwolone w świętych zaleceniach hinduizmu!

20170807_112416

A co można zrobić, gdy krowa pojawi się na naszej drodze? Można pogłaskać. Krowy lubią jeść banany i kolby kukurydzy, głównie takie opalane na węglu. Problem w tym, że ja taką kukurydzę również uwielbiam, więc zdarza mi się uciekać przed krową, która stara się udowodnić mi, że ona bardziej uwielbia kukurydzę…

20170807_103854

RISHIKESH_2 i Parmarth Niketan aśram

DSCN0402

Miasto Rishikesh uchodzi za światową stolicę jogi. Co roku w określonym terminie (głównie w lutym) adepci i miłośnicy jogi z całego świata przybywają tutaj tłumnie, by wspólnie celebrować światowy dzień jogi. Wspólne medytacje, praktyka jogiczna na macie (setkach mat!), prelekcje i wykłady odbywają się w głównie w aśramie Parmarth Niketan, położonym między dwoma głównymi mostami Rishikeshu – Ram Jhula i Lakshman Jhula, w malowniczym terenie niskich himalajskich wysokości, nad brzegiem świętego Gangesu.

DSCN0367

Parmarth Niketan jest największym aśramem w Indiach. Jest to miejsce, w którym nie tylko można zaznać jogi, ale głównie – odpocząć, zrelaksować się, pobyć chwilę w wyciszeniu i oddaleniu od naglących spraw i zgiełku. Noc w pokoju (o bardzo dobrym standardzie) kosztuje 600 rupii (niezależnie od tego, czy jest to pokój jedno- czy dwuosobowy).

DSCN0329DSCN0330DSCN0333DSCN0339DSCN0351DSCN0353DSCN0355DSCN0362DSCN0368DSCN0370DSCN0403DSCN0404DSCN0407DSCN0418

Widok na Himalaje, cisza i śpiew ptaków jest chyba tym, co najbardziej mnie urzekło w tym miejscu. Choć, nie powiem, nie jest to aśram, który stroni od cywilizacji, i sprawia, że człowiek ma wrażenie przebywania gdzieś na peryferiach życia. Nie ma tutaj mowy o ządnej ascezie czy wycofaniu. Wprost przeciwnie. Rishikesh, ogólnie, jest miastem bardzo nowoczesnym – można tak powiedzieć. Jeśli człowiek rzeczywiście chce zaznać ciszy i oddalenia od cywilizacji, to powinien udać się dalej, wyżej, np. do Badrinath.

DSCN0332DSCN0343DSCN0345DSCN0348

DSCN0365

Joga… jest sztuką

IMG_2743_1

Nie jest wielką tajemnicą, że od ponad miesiąca cztery razy w tygodniu chodzimy z Kinią na zajęcia z jogi (świetna szkoła we Wrocławiu: http://manomani.pl/). Początkowo nie byłyśmy pewne, czy joga cztery razy w tygodniu jest w ogóle możliwa. W Indiach, co prawda, joga i kilka razy na dzień jest wykonywana, ale tutaj nie Indie – inny klimat, inna świadomość, inny rozkład dnia. Niemniej jednak ciało i umysł w człowieku ten sam, silna wola tak samo, więc dlaczego by nie spróbować? Czasem mięśnie bolą, czasem motywacja opada, jednak wraz z wejściem do szkoły (naszego aśramu!) dzieje się coś cudownego. I człowiek nie chce już zawracać tym bardziej, że wątpliwości znikają.

IMG_2423

Częścią naszego rytuału staje się kolacja-przekąska w samoobsługowym sieciowym barze-restauracji, gdzie nabieramy sałatek, ile ich tylko talerz pomieści, zapijamy świeżo wyciskanym sokiem z warzyw/owoców i… rozmawiamy o tym, co właśnie wydarzyło się w naszych ciałach i głowach podczas jogi i medytacji (w śawa-asanie wieńczącej każde zajęcia). Kinię niedawno tak piękna myśl o jodze naszła:

Joga:

Jest bóstwem w każdym wykonaniu, o ile zaangażowana jest nie tylko chęć do fizycznego osiągnięcia punktu kulminacyjnego, ale i spokój umysłu w całej podróży. Joga jest sztuką, a trwanie w pozycji – arcydziełem. Ale piękno dostrzegane jest nie w wizualnym obrazie pozycji – idealna jest każda pozycja, czy robię ją ja, Ty czy on. Joga to kwitnący kwiat, rozwijający się bez końca, a jednak – z każdym ruchem tej planety – coraz potężniejszy, intensywniejszy i nabierający energii życia. Jogą szlifujemy wartość naszego życia, poznając i doświadczając tego, co nieuchwytne, a jednak najpiękniejsze. To piękno zawarte samo w sobie, wewnątrz i na zewnątrz.

Podobno rodzimy się raz. Ale to joga daje narodziny nowemu życiu, dzięki niej poznajemy nowy świat. Ale nie, nie, świat był zawsze taki sam, jest taki sam i będzie taki sam. My tylko dostrzegamy więcej, zauważamy to, co znajduję się za wrotami, do których kluczem jest joga. To ona daje Ci wybór. Joga daje i akceptuje. Uczy kochać, być i czuć.

Joga ma wiele definicji, na tysiące sposobów można ją opisywać i rozumieć, lecz tak cudownego spojrzenia na jogę jeszcze ani razu nie spotkałam! Od siebie mogę jedynie nieśmiało dodać, na razie biorąc w nawias wszystkie klasyczne definicje jogi, że joga jest doskonałą auto-psychologią, w którą całość człowieka jest zaangażowana. Zresztą dla Indii człowiek rozumiany jest holistycznie – jako jedność ciała, oddechu i umysłu, i nie można pracować z jedną częścią, zapominając o dwóch pozostałych: emocje zakodowane są w ciele, a umysł poprzez oddech i siłę swej woli wpływa na ciało (i powiązania neuronalne). Joga najlepiej pokazuje neuroplastyczność (neuroplasticity) umysłu. Neurofeedback  (odpowiedź ze strony mózgu-umysłu) jest zawsze obecny! Poprzez skanowanie swojego ciała, jego reakcji na różne asany, i tego, co dzieje się w umyśle, człowiek dowiaduje się wiele rzeczy o sobie samym, nawet tych, o których nie miał pojęcia, że w ogóle istnieją.

IMG_1411_1

Poza tym nagle w człowieku pojawiają się: silna wola, koncentracja, poczucie absolutnej akceptacji siebie i innych, otwartość, wdzięczność i taki zwykły, przyjemny spokój – spowolnienie gonitwy myśli i pośpiechu, który ponagla donikąd…

Marianna, Natalia – dziękuję/dziękujemy za tak wspaniałe zajęcia!

IMG_1392_1

Bonjour, India!

20170206_012014

Ostatni mój zapis z notatek sporządzonych w Delhi brzmiał: „w istocie nie ma żadnego guru jako osobny byt, a tylko gurutattva – rzeczywistość/przestrzeń guru”. Nie były to moje słowa, ale Przyjaciela, z którym długie rozmowy w upalne dni w Indiach prowadziłam. O jodze, o tantrze, o Bogu, wyzwoleniu, mistrzach, a nawet życiu. Na kilka godzin przed wylotem do Indii ponownie patrzę w te niedokończone zapiski i zastanawiam się nadal, na ile prawdziwy guru jest realny. Kim on/a jest, jak go/ją rozpoznać?

20170206_004647

Ktoś ponownie gra na fortepianie na lotnisku Chopina. Melodia szybka i dynamiczna. A ja doceniam wartość przyjaźni, która jest jednym ze składników jogi. Dobrzy przyjaciel to skarb, a kilku dobrych przyjaciół to skarbiec, to ochrona (chociaż Przyjaciel powiedział, że jedynym Ochroniarzem jest Śiwa, mistrz jogi). Maitri (przyjacielskość), karuna-ahinsa (współczucie-niekrzywdzenie) i dżniana (mądrość) – trzy cechy jogi – trzy schronienia dobrego jogina. „Wszystko jest możliwe, ale serio!” – tak Przyjaciel zakończył rozmowę.

20170206_055810

Da się zapakować plecak do Indii w 9,5 kg. Da się dostać super t-shirt od kumpla, który próbuje dokonać czegoś wspaniałego. Da się ponownie szukać joginów. Tym razem Mumbai i bardziej południowe niż północne Indie, choć też nie do końca…

Impresje około-jogiczne w Barcelonie

img_5630

Barcelona… istota czująca i tętniąca życiem jak każda inna, a przez to pełna kontrastów, niedomówień, kolorytu i swoistego piękna, które nie realizuje się tylko w budynkach, zabytkach i tradycji. Barcelona to pyszna kuchnia, tak vegetariana, jak i con carne (con jamón y chorizo). To szerokie ulice, pełne przestrzeni i słońca. To palmy, parki i szybki hiszpański, który im dłużej przebywać w stolica Katalonii, spowalnia, bo umysł przywyka. I ludzie. Bardzo lubię Hiszpanię i to właśnie tutaj odczuwam, jak bardzo przyjemnie jest (jak bardzo przyjemnie byłoby) znać choć dwa języki romańskie i umieć je w jakiś sposób odnieść do łaciny,  nie mówiąc już o sanskrycie, który należy do rodziny języków indoeuropejskich. Umysł myśli wtedy jakby w więcej niż trójwymiarze – interpretacje i analizy dotyczące rzeczywistości, uczuć i tego, co się dzieje w duszy, są zupełnie inne.

img_5525

Chociaż może nie do końca inne, bo w końcu człowiek mimo wszystko pozostaje sobą, tylko granice „ja” przesuwają się w delikatnie szersze granice, czy też głębsze przestrzenie. Człowiek czuje pewną świeżość, nowość, wolność, spokój… gdy minie już pierwsze odczucie inności. Dla medytacji jogicznej nie jest to niespodzianką.

img_5512

Do Barcelony przyleciałam nocą, a do mieszkania na Avinduga del Paral.lel, położonej w centrum przy Plaça d’Espanya (tak, tutaj głównym językiem jest kataloński, nie kastylijski, ale i tak w „klasycznym hiszpańskim” człowiek spokojnie się dogada), w prostej drodze todo recto do Barrio Góticoi do La Rambla (muy muy cara – mocno droga… i przereklamowana), dotarłam wczesnej rankiem. U wejścia przywitała mnie poza czekoladowymi truflami gazeta, a w niej cross joga. Chyba znak, choć numer sprzed 2 miesięcy!

img_5682

Niewiele nowości w artykule, poza oczywistościami: obecnie joga staje się coraz bardziej popularna, jest specyficzną techniką dbającą o harmonię emocjonalno-cielesną, bazującą na praktyce oddechowej (pranajamie) i asanach. A poza tym jest filozofią! I seria powitań słońca, surja namaskar, jest idealna w utrzymaniu harmonii…:

img_5681

Mimo wszystko… to kuchnia española jest tym, co w Hiszpanii najbardziej mnie pociąga. Obok muzyki y el amor español.

Joga jako siła determinacji

DSCN0891

Joga może mieć wiele mniej lub bardziej skomplikowanych i filozoficznych definicji, wymagających często kolejnych komentarzy, by zrozumieć przekaz autora danej definicji. Ostatnio coraz intensywniej zaczyna do mnie przemawiać nazywanie jogi siłą (bala w sanskrycie), w tym także siłą woli, rodzajem nieprzejednanej determinacji, która kształtuje się i wzmacnia zwłaszcza w czasie narzucania na siebie rygoru regularności praktyki, w tym także codziennej medytacji. Drugim jej źródłem jest praktyka asan i koncentracja w trakcie wchodzenia w daną asanę, a następnie wytrwanie w niej. To przecież dzięki sile koncentracji dana asana może być zrealizowana i utrzymana. A oto piękny cytat z Gheranda Sanhity I.4:

Nie ma większych więzów od niewiedzy,

nie ma potężniejszej siły od jogi,

nie ma większego przyjaciela od dżniany [poznanania] i

groźniejszego wroga od egoizmu.

DSCN0804

W ten sposób w jodze generowane są ogromne pokłady subtelnej siły fizycznej: łączącej w sobie zarówno siły cielesnej, jak i siły woli, która idealnie sprawdza się w koncentracji umysłu.

Yerba mate, zielona herbata i indyjski czaj

DSCN2341

Niedawno w konkursie Chatka z yerba mate wygrałam ziołową yerbę, czym moje serce starego pijca yerby niebywale się rozradowało. I nadal raduje, bo zaraz listki yerby doświadczą dna mej tykwy, a co za tym idzie rozsmakuję się w ich pełni. Konkurs trudny nie był, wystarczyło wkleić zdjęcie z własnoręcznie przygotowanego tereré, czyli yerby na zimno (tutaj przepis, bardzo łatwy zresztą). Moją mate udoskonaliłam kawałkami pomarańczy:

DSCN2369

Jednak nie samą yerbą człowiek żyje. A w każdym razie nie jedynie. Przykładny jogin pija także herbatę… zwykłą najlepiej. Do ascetów śiwaizmu dżhuna weszłam w mieścince Sonprayag na dzień przed wyruszeniem do Kedarnath. Marta uciekła, a dokładniej – mnie zachęciła, bym poszła do sadhu, a sama wymknęła się zwiedzać Sonprayag. Długo nie zastanawiałam się i śmiało weszłam do bazy ascetów, czym wzbudziłam nie tylko ich zainteresowanie – co biała kobieta chce od ascetów? – ale także miejscowych policjantów, stacjonujących naprzeciw sadhu. Domyślam się, że mniej więcej to samo pytanie sobie stawiali. A czego ja mogłam chcieć od ascetów w samym środku Himalajów, na wysokości 1800 m. n.p.m.? Poza rozmową, czyli rozpytywaniem o te i inne jogiczne sprawy, poza bananem i posiłkiem z soczewicy, które asceci ochoczo mi zaserwowali, przede wszystkim chciałam herbaty! Z cukrem i chyba tulsi:

DSCN1301

Pośród sześciu rodzajów herbat (czarnej, zielonej, czerwonej, oolong, niebieskiej i białej) można bez końca przebierać w ich podrodzajach. Ja kocham herbatę zieloną. W Indiach kupiłam zielonego Darjeelinga, który smakuje wyśmienicie:

 DSCN2393

DSCN2396

Po zaparzeniu wygląda tak (oczywiście przeparzyłam go, gdy ponad 2 nakazane minuty parzenia robiłam zdjęcia):

DSCN2427

Czarnego Darjeelinga też kupiłam, podobnie jak Assam (na zdjęciu):

DSCN2388

Oba idealnie nadają się na indyjski czaj (tutaj mój niedawny wpis i przepis na czaj wraz z wideo). Tyle że czaj, którego bazę stanowi Darjeeling, dobrze jest jeszcze czymś wzmocnić (nie jest to jednak konieczne) – poniżej w nepalskiej restauracji w Delhi mistrz kuchni dodał dla wzmocnienia koloru saszetkę herbaty jaśminowej:

DSCN2165

Czaj pijało się jednak także i w himalajskich centrach restauracyjnych…:

DSCN0941

a także wraz z prasadem, czyli darmowym świątynnym posiłkiem, na przykład w gurudwarach, sikhijskich świątyniach. Prasad przeznaczony jest bardziej dla Boga niż człowieka, ale to człowiek go spożywa – nadal nie rozwiązałam tej aporii/sprzeczności. Poniższy prasad był wprost przesmaczny!

DSCN2207

Niemniej jednak to yerba mate pozostaje moim głównym napojem dnia. Kiedyś nie bardzo radziłam sobie z jej dymnym posmakiem. Wtedy postanowiłam spróbować kilku jej ziołowych odmian (Pajarito, Campesino itp.), których miętowy posmak skutecznie niweluje dymną siłę.

DSCN2361

Na zdrowie zatem!