Dharamsala… raj dla miłośników jogi, kuchni tybetańskiej, buddyzmu i Himalajów

20170814_091236

Trudno mi napisać cokolwiek o Dharamsali. Czuję w sobie ogromny opór… absolutną przeciwność niechęci czy zmęczenia hałasem i bombardowaniem pięciu zmysłów synchroniczną wszystkościa w Indiach. To moje ulubione miasto, miejsce… przestrzeń Indii, które uwielbiam za niemal wszystko. Oczywiście mówię o Upper Dharamsali, zwanej McLeod Ganj, siedzibie Rządu tybetańskiego na uchodźstwie, czyli miejscu stałego zamieszkania Jego Świątobliści XIV Dalajlamy, który z uwagi na to, że często podróżuje, nie zawsze jest obecny w swoim domu. Gdy przybywa w Dharamsali, turyści i mieszkańcy mogą starać się oficjalną drogą o audiencję z duchowym przywódcą Tybetu.

20170814_155319-1

Dharamsala urzekła mnie swoją atmosferą i pięknem od pierwszego spojrzenia na jej jeszcze śpiące, ciche, wolne od tłumów ulice – przyjechałyśmy 6:00 rano do McLeod Ganj, pod samo wejście stojącego przy głównej ulicy Chortenu (święta budowla buddyzmu ze stupą wewnątrz).

20170812_144205

Za dnia i wieczorem Dharamsala tętni życiem, samochody wciskają się w wąskie uliczki… chodników tutaj nie ma, więc samochód, motor, człowiek czy pies i krowa wspólnie muszą przebijać się przez tłum, który sami tworzą. Ścisk prowadzi we wszystkie możliwe strony: do Chortenu, do głównej świątyni Tsuglagkhang (na zdjęciach powyżej), czy nawet do świątyni Bhagsu Nag w oddalonej od 2 km od świątyni malutkiej mieścinie o nazwie właśnie Bhagsu, zamieszkałej przez plemię. Uliczki są raczej wąskie, pełne kramów z mniej lub bardziej autentyczną biżuterią, jedzeniem, ubraniami rodem z Nepalu i Tybetu.

Dharamsala otoczona jest cudownym widokiem gór, czasem ukazujących swoje szczyty, jeśli chmury nie ukrywają Himalajów w sobie – chmury potrafią być bardzo nisko, tak nisko, że wpływają na balkon, na którym człowiek właśnie pije herbatę, kawę czy po prostu czyta lub pogrążony w kontemplacji patrzy na góry. To jest dopiero wrażenie!

Dharamsala jest miejscem, które na pewno warto, a nawet trzeba, zobaczyć, bo choć króluje tutaj tłum i niemiłosierny ścisk, to jest to inne doświadczenie tłumu. Inne, bo gro ludności stanowią Tybetańczycy i kultura buddyjska, a nawet bardziej – obecność duchowego przywódcy Tybetu Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy. Tybetańczycy są bardziej życzliwi, mniej napastliwi w handlu, a jeśli człowiek choć trochę wychodzi ze swojej skorupy turysty, uśmiechnie się, rozmawia, spróbuje momosów (pierożki gotowane na parze lub smażone w głębokim oleju) czy pyta o te i inne sprawy, wchodzi w malutkie przyuliczne wnęki z jedzeniem, by spróbować kuchni spod ręki domorosłego kucharza, gotującego na naszych oczach, to doświadcza bardzo przyjemnej sfery serdeczności i otwartości Tybetańczyków.

20170812_164502

Dziś kupiłam malę (różaniec modlitewny używany w hinduizmu i buddyzmie) z drzewa sandałowego i nie wiedziałam, jak doczepić do niej specyficzny „brelok” złożony z wadżry (symbol mądrości) oraz dzwonka, ma to z jednej strony służyć lepszemu wyliczaniu omówionych mantr, a z drugiej odpędzić złe moce… Podeszłam więc do pewniej pani z prośbą o właściwie doczepienie  „breloka”, a przy tej okazji dostałam do poczytania książkę o różnych symbolach buddyzmu tybetańskiego, ale to już na innym stoisku.

20170813_121045

W Dharamsali na pewno warto spróbować kuchni tybetańskiej, jest wersja wege i mięsna, na przykład zup thugpa lub thenthuk, różnych herbat: słynną tybetańską herbatę z masłem i mlekiem kocham, ale należę do nielicznych ;), czy khendra (rodzaj herbaty w smaku przypominającej assam z delikatną nutą ziołową), różnych wypieków z sera jaka, momosów…

20170814_164733

Do Tibetan Tea House, znajdującego się delikatnie poniżej głównej ulicy, koniecznie trzeba zajść: przytulne wnętrze, właścicielka jest cudownie serdeczna, opowiada o swoim śnie odwiedzenia za kilka lat Grecji, a herbata, wypieki i lekki posiłki są wyśmienite.

FB_IMG_1502724769804-1

Dla miłośników jogi, medytacji czy różnych kursów ajurwedy czy leczenia czakr itp. Dharamsala oferuje bardzo duży pakiet propozycji w różnych tradycjach.

20170814_094910-1

Reklamy

RISHIKESH_1, czyli stolica jogi tout court

20160804_143023

Pamiętam jeden poranek w aśramie Paramarth Niketan w Rishikeshu. Bardzo wyraźnie. A nawet dwa poranki, bo podobne były do siebie. Pewnie zdarzyło się ich i więcej, ale nie zwróciłam na nie uwagi – było za wcześnie, a Indie były jeszcze nazbyt głośne i nękające mój spokój. Nazbyt obce, mówiąc krótko. Drugi tydzień pobytu, czego więc się spodziewać? – tym bardziej, że ciało jeszcze nie słuchało woli, a zajęcia jogi o 6:00 rano dopiero się zaczynały.

20160729_15460420160729_15461620160729_15480620160729_15482220160730_08005320160730_11362020160730_12000020160730_13032820160803_150155

6:00 rano jest idealną porą na jogę, bo wszystko dopiero budzi się do życia, jest rześkie, ciche, świat jeszcze nie zaczął swojej gonitwy, a żołądek jest na czczo – taka delikatna asceza jest energetyczna.

20160803_183148

A potem człowiek z radością biegnie do aśramowej stołówki, by jeść śniadanie i pić czaj (10 rupii, czyli jakieś 60 gr), co u mnie oznaczało – zagryzać czaj gulab jamunem (10 rupii), kocham! Niczego nie kocham po jodze (i nie po jodze) tak mocno jak jedzenie – gotowanie i konsumowanie! No dobra, kocham jeszcze filozofię (w tym muzykę) i sanskryt (hiszpański i francuski też).

20160731_075025

20160803_090718

20160804_155403

20160803_133712

Przed świtem wszystko jest lepsze! Warto więc czasem zerwać się skoro przed-świt i spojrzeć na świat i siebie z innej perspektywy. Powąchać świat o poranku, to inny zapach. Posłuchać jego odgłosów, które za dnia nie są już obecne. Pójść na jogę na czczo. Pomedytować, patrząc w głębię swojego serca i dostrzegając, co w danej chwili tam się wydarza, bo wydarza się co innego niż za dnia się objawia.

20160804_131301

20160804_150432

20160731_111719

Krowy są cudowne, trochę jak psy. Lubią być głaskane i ogólnie – traktowane z czułością.

20160802_114439

Śri Ganga-ji

Joga… jest sztuką

IMG_2743_1

Nie jest wielką tajemnicą, że od ponad miesiąca cztery razy w tygodniu chodzimy z Kinią na zajęcia z jogi (świetna szkoła we Wrocławiu: http://manomani.pl/). Początkowo nie byłyśmy pewne, czy joga cztery razy w tygodniu jest w ogóle możliwa. W Indiach, co prawda, joga i kilka razy na dzień jest wykonywana, ale tutaj nie Indie – inny klimat, inna świadomość, inny rozkład dnia. Niemniej jednak ciało i umysł w człowieku ten sam, silna wola tak samo, więc dlaczego by nie spróbować? Czasem mięśnie bolą, czasem motywacja opada, jednak wraz z wejściem do szkoły (naszego aśramu!) dzieje się coś cudownego. I człowiek nie chce już zawracać tym bardziej, że wątpliwości znikają.

IMG_2423

Częścią naszego rytuału staje się kolacja-przekąska w samoobsługowym sieciowym barze-restauracji, gdzie nabieramy sałatek, ile ich tylko talerz pomieści, zapijamy świeżo wyciskanym sokiem z warzyw/owoców i… rozmawiamy o tym, co właśnie wydarzyło się w naszych ciałach i głowach podczas jogi i medytacji (w śawa-asanie wieńczącej każde zajęcia). Kinię niedawno tak piękna myśl o jodze naszła:

Joga:

Jest bóstwem w każdym wykonaniu, o ile zaangażowana jest nie tylko chęć do fizycznego osiągnięcia punktu kulminacyjnego, ale i spokój umysłu w całej podróży. Joga jest sztuką, a trwanie w pozycji – arcydziełem. Ale piękno dostrzegane jest nie w wizualnym obrazie pozycji – idealna jest każda pozycja, czy robię ją ja, Ty czy on. Joga to kwitnący kwiat, rozwijający się bez końca, a jednak – z każdym ruchem tej planety – coraz potężniejszy, intensywniejszy i nabierający energii życia. Jogą szlifujemy wartość naszego życia, poznając i doświadczając tego, co nieuchwytne, a jednak najpiękniejsze. To piękno zawarte samo w sobie, wewnątrz i na zewnątrz.

Podobno rodzimy się raz. Ale to joga daje narodziny nowemu życiu, dzięki niej poznajemy nowy świat. Ale nie, nie, świat był zawsze taki sam, jest taki sam i będzie taki sam. My tylko dostrzegamy więcej, zauważamy to, co znajduję się za wrotami, do których kluczem jest joga. To ona daje Ci wybór. Joga daje i akceptuje. Uczy kochać, być i czuć.

Joga ma wiele definicji, na tysiące sposobów można ją opisywać i rozumieć, lecz tak cudownego spojrzenia na jogę jeszcze ani razu nie spotkałam! Od siebie mogę jedynie nieśmiało dodać, na razie biorąc w nawias wszystkie klasyczne definicje jogi, że joga jest doskonałą auto-psychologią, w którą całość człowieka jest zaangażowana. Zresztą dla Indii człowiek rozumiany jest holistycznie – jako jedność ciała, oddechu i umysłu, i nie można pracować z jedną częścią, zapominając o dwóch pozostałych: emocje zakodowane są w ciele, a umysł poprzez oddech i siłę swej woli wpływa na ciało (i powiązania neuronalne). Joga najlepiej pokazuje neuroplastyczność (neuroplasticity) umysłu. Neurofeedback  (odpowiedź ze strony mózgu-umysłu) jest zawsze obecny! Poprzez skanowanie swojego ciała, jego reakcji na różne asany, i tego, co dzieje się w umyśle, człowiek dowiaduje się wiele rzeczy o sobie samym, nawet tych, o których nie miał pojęcia, że w ogóle istnieją.

IMG_1411_1

Poza tym nagle w człowieku pojawiają się: silna wola, koncentracja, poczucie absolutnej akceptacji siebie i innych, otwartość, wdzięczność i taki zwykły, przyjemny spokój – spowolnienie gonitwy myśli i pośpiechu, który ponagla donikąd…

Marianna, Natalia – dziękuję/dziękujemy za tak wspaniałe zajęcia!

IMG_1392_1

Są takie miejsca…

NB

IMG_5432

IMG_5461

… do których chociaż nie planujemy w najbliższej przyszłości wrócić (co nie znaczy, że nie wrócimy), to w pewien – dość wyraźny – sposób rezonują w zakamarkach pamięci. Coś jest w nich tak niezwykłego, specyficznego, że nie można przestać o nich myśleć, nawet gdy poznaje się inne – niekiedy całkowicie odmienne – światy i ich życie. Specyficzna atmosfera restauracji/barów, specyficzny posmak kuchni, specyficzna architektura, specyficzny moment niegdyś, w którym człowiek zdecydował się do nich pojechać. Moment lub Przyczyna… Dla mnie takim miejscem jest Barcelona – impresja jakby już na wpół niewyraźna.

IMG_5531

IMG_5525

IMG_5523

Co ja poradzę? – uwielbiam kuchnię hiszpańską, indyjską też (zresztą i polską, pierogi wielbię miłością niezachwianą!) Szeroki uśmiech W kuchni ukrywa się aż nadto dotykalne piękno danej rzeczywistości, które niemal wszystkimi zmysłami dociera do serca (i duszy). Zagnieżdża się w pamięci – to przecież zapach jest najsilniejszym bodźcem. On utrwala wydarzenia. Potem słuch i wzrok stają się bastionem bezczasu…

IMG_5479

IMG_5784

I Indie, jedno z ostatnich zdjęć, jakie wracając teraz do Mumbaju zrobiłam. Słońce wschodziło, kolejny czaj wypiłam, kilkaset słów w zeszycie się pojawiło (nadal toczy się we mnie ta odwieczna walka, czy impresje lepiej zapisywać piórem w zeszycie, czy na klawiaturze netbooka). Po kawie (i czaju) jakoś mi to wszystko lepiej wychodzi:

DSCN3279

Pociągi też uwielbiam. I te słowa: Strać siebie i odnajdź siebie! Bo to właśnie, gdy jesteśmy najdalej od siebie, najbardziej stajemy się sobą. To właśnie tutaj odkrywamy nowe rzeczy, dorastamy, dzielimy się i jednoczymy z Drugim.

Mysore

Nie, ja nie palę, to tylko biri/bidi. I Mysore pewnego upalnego popołudnia, gdy nic się nie działo, a ja to nic chciałam poobserwować z okna dość obskurnego hotelu.

C’était une nuit comme un état d’âme…

herbata

C’était une nuit.

20150314_151236

Plus sombre qu’un normal manque d’une lumière révélatrice d’une Lune trop pâle et sans un pouvoir. Et pourtant, une couleur qui tirait sur le noir plutôt cachant un mystère qu’un vide d’âme dangereux et sans aucun espoir d’en sortir. Un lieu peu élairé, néanmoins avec une luminosité intérieure qui ne se permettait de s’orienter que par un souvenir trop caché, trop étouffé, quasi un secret sauf qu’il eut été partagé un jour dans le passé plus-qu’imparfait. Une perfection de mots, de gestes, de sentiments, de… tous les non-dits bien révélés par des regards, durant un « aujourd’hui » qui changea en une nuit infinie d’une sombre inertie, une non-action, une stupeur tapageuse d’envie. Hors du temps présent et futur, d’un espace bien placé dans de courtes et étroites ruelles éphémères comme des affections touchées du bout des doigts, un secret flâna, inexistant, bien sûr banalement, pour les mots et noir de sa nature sonore sauf à ce que, dans une autre dimension, il se fût apparu dans des conditions bien différentes d’une clarté aphatique et lache par suite de sa peur.

20141004_141838

20141003_180231

20141004_141759

Empreinte de tristesse et d’inquiétude, une crainte, presque une douleur, égarée parmi les ruelles et les ombres des bâtiments et des réverbères piqués comme des mementos d’une réalité tellement oubliée que presque jamais existante, et pourtant d’une illusion réelle des phénomènes manifestés quelque part ailleurs, et dorénavant vivant d’une façon à mi-fictive et misant en oeuvre son apparence. Dans la noirceur de cette Lune quasi absente, une faible pensée de voir leurs inapriopriété, être sans raison et déplacés ranima l’esprit d’un vagabond « des réverbères d’absurde et inutilement coupant le noirceur ». Et pourtant, cette nuit-là, ils indiquèrent le sens des pas de cet esprit plus fantôme que respirant dans le corps encore vivant, d’une mémoire formée de souvenirs encore pertinants.

20141004_151807

Et puis, soudain, une brume éparpillée ensommeilla la ville dans un état à mi-réel. Dans le temps plus-que-présent, élargie par le brouillard dans des dimensions trop vastes pour se limiter aux exigences de l’espace physique, la ville samblait être dépourvue de contingentement.

20141004_144155

Un bâtiment, des cheminées, des fenêtres avec la lumière allumée, les gens commencèrent leurs réalités. Des consciences invisibles pour le passant mis à part de leurs vies. La brume d’une histoire quasi oubliée qui eut fait du présent un endroit suspendu et inconcrétisé là-bas-et-ici, le temps et l’espace…. le brouillard tout encombrant sans aucun zeste d’une nuit inachevée par des révélations non dites. Rien n’eut été dit mais tout eut été écrit, toute réponse eut été propulsée, et pourtant, la noirceur entre deux espaces s’eut instalée du jour infini dans la nuit du passé. Maintenant, en tant que pont, cette brume-ci ravegea la noirceur d’une nuit secrète…

20141004_143610

20141004_142958

Une personne se fut manifestée en face du vagabond noctambule. Deux enfants de la brume au bout d’un recoin de la rue, sans un chat ni rien de vivant, un calme absolu, et voilà ! Un mot comme un lever (un éveil !) du Soleil encore très délicat de révélation et rougâtre d’existence mais, cette fois-ci, déjà audace d’un dévoilement.

20141004_151839

20141006_111802

Patańdżali – mit czy historia

Wczoraj szkoła jogi Manomani. Joga i pilates (Pałacyk, Wrocław) obchodziła swoje szóste urodziny, z tego względu Mariannie i całej ekipie należą się ogromne gratulacje. Oby Śiwa-Nataradża czuwam równie mocno, a nawet jeszcze bardziej.

m2

Z tej okazji przygotowałam trochę słów, które Marianna odczytała:

m1

JOGA…

Mahariszi Patańdżali, Wielki Mędrzec Patańdżali, zwany także Bhagawan Patańdżali, Czcigodny Patańdżali, uchodzi za autora Jogasutr, klasycznego, podstawowego i można powiedzieć konstytutywnego podręcznika-wykładu o jodze, w najbardziej skompilowanej, jak to tylko możliwe, postaci. Jednak w momencie, gdy pojawia się potrzeba przebadania historyczności dzieła, jego autora i jednorodności tekstu, od razu rozbijamy się jedynie o domniemywania. Tekst datowany jest na mniej więcej II w. n.e. (z widełkami rozbieżności: II w. p.n.e. – V w. n.e.), a badacze nie jest zgodni nawet w kwestii jego jednorodności – czy mamy do czynienia z jednolitością czy raczej złożonością wykładu, kiedy to kilku autorów-redaktorów z biegiem czasu i przekazu wiedzy jogicznej miałoby dodawać własne instrukcje jogiczne.

Jak podaje Leon Cyboran (1928-1977), badacz filozofii indyjskiej, wybitny sanskrytolog i silnie praktykujący jogin, we wstępie do własnego tłumaczenia Jogasutr (wyd. 1986 i wznowienie 2014 – tutaj nowa edycja), w moim odczuciu najdoskonalszego:

„Jest też możliwe, że te bądź inne sutry mógł ktoś dodać z takich czy innych względów. Pobożny bhakta (czciciel Boga osobowego) mógł wpleść sutry o Iśwarze [z tą jednak uwagą, że Iśwara nie jest Bogiem osobowym w rozumienie religii monoteistycznych!]. Ktoś ascetycznie usposobiony mógł dodać jamy (zasady moralne) i nijamy (praktyki ascetyczno-mistyczne) do pierwotnie sześciostopniowej jogangi [sześciostopniowej jogi]. Ktoś inny mógł wstawić sutrę polemizującą z buddystami.” (Cyboran 2014: 15)

Niemniej jednak dr Cyboran nie znalazł żadnej pewnej przesłanki w tekście, która wskazywałaby na jego niejednorodność, i tego się trzymajmy. Bo i dla hindusa, czy też jogina, w gruncie rzeczy nie chodzi o filologiczną doskonałość tekstu, lecz o moc przekazu, czyli to, z jaką siłą instrukcja jogiczna przekształca świadomość-umysł, uwalniając człowieka od cierpienia tak fizycznego, jak i duchowego/mentalnego. A ostatnie – czy przekaz skutecznie wyzwala świadomość z przywiązania do przemijalnego świata, naznaczonego śmiercią – czy doprowadza do wyzwolenia, mokszy, czyli do stanu samadhi.

Joga to bowiem (Cyboran 2014: 9-11):

– osiągnięcie stopnia doskonałości duchowej w postaci najwyższego stopnia świadomości, czy też jakiegoś innego stanu ponad-świadomości; w takim ujęciu joga rozumiana jest jako ujarzmienie zmiennych, a przez to rodzących cierpienie, zjawisk mentalno-emocjonalnych i osiągnięcie jedności z rzeczywistością od nich całkowicie wolną, czyli wolną od cierpienia, przemijania… i śmierci; joga to wyzwolenie, samadhi, moksza, kaiwalja itp.

– wszelka praktyka duchowa, czy też wszelka forma doskonalenia duchowego, zmierzająca do urzeczywistnienia ideałów etyczno-mentalnych

– joga-darśana, czyli jeden z sześciu klasycznych systemów myśli indyjskiej, sparowany z sankhją (sankhja-darśaną)

Kim jest zatem kodyfikator jogi, twórca jogi klasycznej, ów owiany legendami, otoczony największym jogicznym szacunkiem i uznawany za boską inkarnację Patańdżali?

MAHARISZI BHAGAWAN PATAŃDŻALI – ZNACZENIE IMIENIA

Jedna z możliwych etymologii imienia Patańdżalego to:

पतञ्जलि [czyt. patańdżali] = पत् [pat] + अञ्जलि [añjali]

tj. pat + ańdżali, czyli upaść w [gest dłoni zwany] ańdżali

Ańdżali to jeden z najważniejszych gestów dla Indii, w którym dłonie – choć złożone – to górna ich partia pozostaje delikatnie otwarta w geście jakby żebrania, pozdrowienia i szacunku. Jedna z opowieści o narodzinach kodyfikatora jogi, Patańdżalego, jest bowiem taka, iż spadł on w dłonie matki złożone w geście ańdżali…

A był to pewien naga, istota obdarzona ogromną mądrością i siłą, boska istota, która w swej najwyższej widzialnej postaci przejawia się w formie ogromnego kosmicznego węża (skr. naga), zwanego Ananta, czyli Nieskończoność, oraz Śesza, czyli Reszta. I jako taki stanowi on siedzisko-posłanie dla drugiego obok Śiwy najwyższego boga jogi, zwanego również Wielkim Joginem (Maha-Joginem, Mahāyogi) – dla Wisznu. Gdy w momencie wchłonięcia wszechświata, tzw. pralaji (porównywanej do pratjahary, wyciągnięcia uwagi ze zmysłów, czyli 5-tego stopnia klasycznej jogasutrowej jogi), Wisznu w stanie jogicznego snu, w samadhi, unosi się na pierwotnym oceanie, poprzedzającym nowe stworzenie wszechświata, ciało Ananty-Śeszy zwinięte w tysiące zwojów stanowi jego posłanie. Stworzenie i anihilacja wszechświata są cykliczne i gdy doszło do nowego, obecnego, wyjawienia z Wisznu świata, to wąż Śesza-Ananta wcielił się w postać czcigodnego Patańdżalego, a Wisznu, nie wychodząc ze stanu samadhi, inkarnował w postać drugiego równie istotnego dla jogi mędrca i jogina – w osobę Kapili, propagatora teoretycznej podstawy dla jogi, zwanej sankhją. O Kapili wiadomo tyle samo, a może nawet mniej, co o Patańdżalim.

Tyle mitologii, która dla Indii zawsze znaczyła i nadal znaczy dużo więcej niż zbiór legend i opowieści z dawnych czasów. Mitologia jest itihasa – tak zaiste było – i tak zawsze będzie: chociaż boskie historie wydarzyły się w pradawnych czasach, to bogowie nadal obecni są na ziemi w takiej czy innej postaci, a jedną z nich jest np. boski przekaz jogi zawarty w Jogasutrach. Boskość obecna jest także w postaci guru-mistrza i każdej wykonanej z pełnym zaangażowaniem praktyce jogicznej…

A historycznie, indyjska literatura zna trzech Patańdżalich i trzy dzieła z nimi związane:

– Wielki komentarz, czyli Maha-bhaszja, dla fundamentalnego podręcznika indyjskiej gramatyki sanskrytu autorstwa Paniniego,

Traktat medyczny, czyli Patańdżala-tantra,

– oraz Jogasutry.

W kwestii tego, czy ów Patańdżali to jedna i ta sama postać, czy raczej pewnego rodzaju tytuł grzecznościowy – zdania są podzielone. Mimo tego przekaz jego nauki jest konstytutywny dla tradycji jogicznej.

Oczywiście wykładnia Patańdżalego nie stanowi historycznie pierwszego etapu rozwoju indyjskiego ascetyzmu i opisu dróg osiągnięcia wyzwolenia. Joga swoje początki znajduje już w VIII w. p.n.e., a być może i wcześniej, gdyby tak pokusić się o domniemywania jej obecności na podstawie glinianych pieczęci z Cywilizacji Doliny Indusu (rozkwit: 2500 p.n.e. – 1900 p.n.e.). Jednakże traktaty filozoficzno-ascetyczne, zwane Upaniszadami (przekład na język polski: prof. Marta Kudelska, Upaniszady, Kraków 2001), powstające między VIII w. p.n.e. a przełomem naszej ery, nie zawierają w sobie kompletnego, usystematyzowanego i w opatrzonego instrukcjami wykładu sankhji-jogi. Podobnie największy epos świata, Mahabharata (IV w. p.n.e. – IV w. n.e.), z jej słynnymi jogiczno-sankhjanistycznymi ekskursami – słynną Bhagawadgitą oraz niewspółmiernie dłuższą Mokszadharmą, zajmują się bardziej mistycznym i duchowym wymiarem jogi niż jej ludzką stroną, tj. praktyką cielesno-oddechową i ścisłym opisem tego, co dzieje się w psychice-umyśle jogina. I tak oto, ok. II w. pojawia się słynna postać Patańdżalego, który kompilując starożytne nauki Upaniszad i Mahabharaty, wkłada w ręce joginów kompletny podręcznik jogi, który wsparty jest na wizji świata i opisie człowieka, jego mentalno-cielesnej struktury, przedstawianych w szkole sankhji, która swój klasyczny traktat wyda spod ręki Iśwarakriszny – Sankhja-karika, czyli Strofy o sankhji (ok. IV w.). Iśwarakriszna w sankhji jednak nie cieszy się tak wielkim poważaniem jak Patańdżali, w sankhji odpowiednikiem Maha-risziego Patańdżalego pozostaje Kapila.

ZŁĄCZENIE SANKHJI (ŚWIADOMOŚCI WYZWALAJĄCEJ) Z JOGĄ (SIŁĄ WYZWOLENIA)

Gheranda-sanhita, hathajogiczny wykład z XV-wieku, tak oto mówi:

n’asti maja-samah paśo n’asti jogat-param balam |

n’asti dżnianat-paro bandhur n’ahankarat paro ripuh ||

Nie ma więzów większych od maji [iluzji],

nie ma potężniejszej siły od jogi.

Nie ma większego przyjaciela od dżniany [wiedzy wyzwalającej = sankhji],

nie ma gorszego wroga od egoizmu.

Wielki mędrzec, Mahariszi muni, czcigodny Patańdżali, Bhagawan Patańdżali jest najznakomitszym głosicielem jogi, czyli siły wyzwolenia i determinacji w dążeniu do nirwany-mokszy-samadhi, która przyjmuje wieloraką postać. Począwszy od silnej woli, która wyraża się w codziennej i nieugiętej praktyce jogicznej: asany i pranajama, poprzez postanowienie etycznego życia zgodnie z jogicznymi jamami i nijamami poprzez – w końcu – uczynienie całego swojego życia jogą, która dosł. oznacza złączenie i jedność – z najwyższą sferą świadomości, czyli wydostanie się poza obręb egoizmu. Patańdżali stanowi rewers absolutu-wyzwolenia, którego awers stanowi, zgodnie z indyjskim światopoglądem jogicznym – wielki mędrzec Kapila, poruszyciel i głosiciel sankhji, zajmującej się opisem wiedzy wyzwalającej, dżniany. Dżniana spoczywa w umyśle każdej świadomej istoty, lecz droga do niej wiedzie poprzez siłę (bala) jogi. Dżniana jest bowiem oczyszczoną świadomością, a tę pielęgnuje i wysubtelnia się jedynie poprzez jogę.

A TAK PO INDYJSKU…

Jakkolwiek może wydać się to dziwne, to w gruncie rzeczy nie ma różnicy, czy Patańdżali był realną osobą, w Indiach bowiem – zwłaszcza w odniesieniu do jogi – najważniejszy pozostaje przekaz, a nie jego autor. Autor, można powiedzieć, jest raczej ucieleśnieniem ideału przekazu i jego mocy wyzwoleńczej:

„[…] wykład ontologii [nauki o bycie] oraz gnoseologii [nauki o poznaniu świata] jest tu [w Jogasutrach] silnie powiązany z praktyką przekształcania świadomości […]. A przecież cechą charakterystyczną filozofii indyjskiej jest cel praktyczny i drogą do tego celu jest właśnie przekształcenie świadomości [poprzez jogę rozumianą w szerokim kontekście].” (Cyboran 2014: 6)

Prezentacja do pobrania: patanjali-prezentacja

Joga jako siła determinacji

DSCN0891

Joga może mieć wiele mniej lub bardziej skomplikowanych i filozoficznych definicji, wymagających często kolejnych komentarzy, by zrozumieć przekaz autora danej definicji. Ostatnio coraz intensywniej zaczyna do mnie przemawiać nazywanie jogi siłą (bala w sanskrycie), w tym także siłą woli, rodzajem nieprzejednanej determinacji, która kształtuje się i wzmacnia zwłaszcza w czasie narzucania na siebie rygoru regularności praktyki, w tym także codziennej medytacji. Drugim jej źródłem jest praktyka asan i koncentracja w trakcie wchodzenia w daną asanę, a następnie wytrwanie w niej. To przecież dzięki sile koncentracji dana asana może być zrealizowana i utrzymana. A oto piękny cytat z Gheranda Sanhity I.4:

Nie ma większych więzów od niewiedzy,

nie ma potężniejszej siły od jogi,

nie ma większego przyjaciela od dżniany [poznanania] i

groźniejszego wroga od egoizmu.

DSCN0804

W ten sposób w jodze generowane są ogromne pokłady subtelnej siły fizycznej: łączącej w sobie zarówno siły cielesnej, jak i siły woli, która idealnie sprawdza się w koncentracji umysłu.