Lewitacja i inne nadnaturalne moce w jodze (proste ćwiczenie)

DSCN1615

Pewnego dnia nadszedł ten moment, że przestałam pytać o zwykłe zagadnienia jogiczne (wyzwolenie, ścieżka, esencja jogi, Iśwara itp.), a postanowiłam dowiedzieć się o jogiczne nadnaturalne zdolności, siddhi, o których w literaturze tematu pisze się wiele. Nawet klasyczny wykład jogi w Jogasutrach Patańdżalego poświęca siddhi niemałą partię swojego wykładu zasad jogi królewskiej (radża jogi), wspominając o lewitacji, jasnowidzeniu, zdolności do przybrania niezwykle małych rozmiarów, do przybrania rozmiarów wielkości kosmosu, do zamiany swego ciała w światło, do materializacji (tworzenia) różnych przedmiotów mocą swej woli, a w końcu do pokonania śmierci…

Bardzo dobry film Yogis of Tibet (tutaj) o ginącej tradycji jogicznej w Tybecie, tak oto definiuje jogina: jogin jest osobą, która latami przebywa w odosobnionym miejscu, by tam praktykować transformujące cielesno-mentalne ćwiczenia, i poprzez te techniki rozwija nadnaturalną kontrolę nad ciałem i umysłem. Tak, to jeden z wymiarów jogina, jeszcze ten związany z materialnością. Nadchodzi moment, że i ponad ten poziom jogin musi się wznieść.

Podobnie w książce Elżbiety Sęczykowskiej Tybet. W drodze do Kumbum pojawiają się treści:

Wszystkie kolejne etapy nabywania umiejętności i wtajemniczenia polegają na koncentracji myśli i odpowiednich ćwiczeniach oddechowych. Dzięki ich opanowaniu można dokonywać doprawdy niezwykłych rzeczy. Znane są opisy tak zwanych biegaczy, mistrzów nadzwyczaj szybkiego poruszania się, pokonujących ogromne odległości jakby w transie, w dziwnym uniesieniu, na skrzydłach lekkości. I mimo włożonego wysiłku nie odczuwają zmęczenia. Biegną bez zatrzymania się, odpoczynku, bez jedzenia, nawet przez kilka dni i nocy. Są nimi zazwyczaj specjalnie wyćwiczeni lamowie, którzy podczas takiego nieprawdopodobnego wysiłku medytują. Bo właśnie medytacja jest kluczem do wejścia w świat wiedzy tajemnej. (…)

Inną umiejętnością, która zdobyła sobie wielką popularność w Tybecie, są ćwiczenia oddechowe, które doprowadzają lamów do unoszenia się w powietrzu w pozycji lotosu. Aby to było możliwe, mnisi musieli całymi miesiącami, nawet latami, ćwiczyć wytrwałość w nauce sposobu oddychania (…).

Oprócz biegaczy (…) istnieją inne, niemniej cenne w życiu codziennym tajemne umiejętności, takie jak na przykład pogłębione zjawisko telepatii. (…) Aby jednak osiągnąć taki efekt, należy całkowicie oczyścić umysł, tak by zapanowała w nim jedynie spokój i cisza.

Razu pewnego na satsangu zapytałam więc swamiego Nirardżan Dewa, nie do końca zresztą będąc pewna powagi postawionego przeze mnie pytania – jak to jest z tymi siddhi? Odpowiedź padła, że są. Dość zwięzła. Kontynuowałam zatem – jak można osiągnąć np. moc lewitacji? Właśnie praktykowaliśmy pewne ćwiczenie z tantry, a pamięć czytanych tekstów tradycji hatha-jogi (i upaniszad jogicznych) podpowiadała mi, że ma ono coś wspólnego z ćwiczeniem lewitacji.

DSCN1619

Swami odparł:

Tak. Siedź w asanie(1), w której siedzisz, zatkaj lewą piętą dwa otwory (rozrodczy i wydalniczy), prawą stopę połóż przy wgłębieniu lewej. Trzymaj kręgosłup bardzo wyprostowany. I praktykuj pranajamę(2) na przemian z medytacją(3) przez minimum półtora godziny. W trakcie coraz bardziej wydłużaj kręgosłup(4). A jeśli chcesz pobudzić energię pierwotną, to musisz co innego robić. I pamiętaj: praktykuj praktykuj praktykuj! Codziennie i wytrwale!

1. Asana: jest to jedna z odmian siddhasany, w której pięta lewej stopy u kobiet zamyka zarazem otwór rozrodczy i wydalniczy, u mężczyzn wydalniczy (tutaj wideo, zwłaszcza 2:39 – 3:04) – chodzi o to, by zamknąć przepływ prany przy muladharze, czyli czakrze podstawy.

2. Pranajama (kilka informacji tutaj i tutaj): u nas była to sekwencja: kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy – kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy (kapalabhati opisana tutaj, a nadi śodhana tutaj), potem zastąpiłam na: bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut – bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut (bhastrika tutaj, udżdżaji tutaj), i:

3. Medytacja trwająca około 30 minut, potem ponowne powtórzenie pranajamy.

4. W trakcie trwania medytacji, gdy kręgosłup trzymany jest w bardzo prostej pozycji, a oddech przepływa świadomie dochodzi do samoczynnego delikatnego wydłużenie kręgosłupa… pojawia się uczucie lekkości, ponoć nie jedynie na planie mentalnym (nie jest ono tylko wyobrażeniem).

W doborze pranajamy chodzi o dobranie sobie właściwej. Tenzin Wangjal Rinpocze w Przebudzaniu świętego ciała – tybetańska joga oddechu i ruchu pisze, że należy słuchać własnego ciała, zwłaszcza kiedy któraś z technik bardzo nam nie odpowiada. Ciało samo wie, czego w danej chwili mu potrzeba, zwłaszcza przy praktyce jogicznego oddechu wsłuchanie się w mądrość ciała jest niezwykle ważna.

DSCN1756

Praktykuj, praktykuj, praktykuj! Codziennie i wytrwale. A wtedy nie jedynie siddhi zaczną się ujawniać! Zresztą prawdziwy jogin nie ujawnia swoich nadnaturalnych zdolności… A w siddhi w gruncie rzeczy nie ma nic niezwykłego, ciało przecież nie jest niczym stałym, to złączenie pięciu elementów (przestrzeń, powietrze, ogień, woda i ziemia), ożywianych przez energię oddechu (pranę). Cóż więc za problem przemieć te pięć grubo-materialnych elementów w ich subtelne (sukszma) postaci, z których się pochodzą? – tak oto swami podsumował lewitację. Pranajama i medytacja są doskonałymi narzędziami wysubtelniania, a klucz stanowi nieprzerwana praktyka (abhjasa).

Reklamy

Wybaczenie (kszama) i szczęście (ananda), czyli dzień jak codzień w aśramie

2016-08-03 10.28.28

Wczoraj był międzynarodowy dzień wybaczenia (kszama) i wyciszenia (śanti), połączony z odpowiednią pudżą w Gangesie… A dziś przy porannej medytacji intencją nabieraną wraz z każdym oddechem było szczęście (ananda), nie przemijająca radość czy przyjemność (kama, raga), ale stałość umysłu w ciągłym zadowoleniu (santosza). Hmmm, bo nie jest tak, że jogin ot tak staje się radosny, pełen spokoju, wybaczenia, wyzbyty niepokoju i cierpliwy. Długi okres czasu te wszystkie cechy są ćwiczone, aż umysł wpadnie w nawyk, podobnie jak ciało wpada w nawyk asany i odpowiedniej pranajamy (jogicznego oddechu).

20160803_094109-1

7:30 asany, medytacja i kapalabhati oraz nadi śodhana pranajamy (opisane wcześniej na blogu, piszę z telefonu, więc nie zrobię hiperłącza 😦 ) po półtora godziny skończone. 8:30 rozmowa z moją ulubioną tutaj guru odbyta (i nagrana). Czas więc na śniadanie, ale tak już się nie chce jeść wciąż tego samego (tosty, dżem, płatki kukurydziane, jakiś naan czy chapatti itp.), ale mężnie idę wziąć to na brzuch. Niespiesznie wchodzę do kantyny, bo i gdzie tu się spieszyć? Patrzę, co na tacach, a tam pyszne rzeczy, w tym biryani (ryż z warzywami), problem(at) jednak w tym, że nie jest to podawane razem – trzeba wybrać. Pytam jednak bossa kuchni, bardzo uprzejmy chłopak, czy mogę wszystkiego po trochę – „pewnie, dla przyjaciół wszystko”. Miło się człowiekowi i jego brzuchowi zrobiło.

20160803_090718

Wniebowzięta jadłam prawie godzinę, bo… i gdzie się spieszyć? Tutaj życie po prostu sobie płynie, coś można zaplanować, ale spadnie ulewa, prąd nagle wyłącza, pokaźna mrówka gryzie, autobus się popsuje i wszystkie plany w łeb idą. Nie ma jednak sensu się denerwować, tak czy inaczej jakoś to będzie, co i tak miało być. A jeśli będzie co innego, to właśnie to miało być! W trakcie śniadania dostałam jeszcze owoce i kefir.

20160803_093148

Godzina niemal 10:00 i co tu robić (na pewno nie pograć w krykieta jak chłopcy tutaj mieszkający i uczący się różnej wedyjskiej teorii)? Upał okropny, pranie na chybił trafił powieszone (kto by tam przestrzegał zasad sznurka do prania – moje miejsce na pranie jest naprzeciw mego okna?), i nadal nie wiem, co dalej robić. Let it flow (niech samo idzie dalej), let it go (odpuść), jak się wczoraj dowiedziałam – jest istotą wybaczenia i… jogi. Puść to usilne i kurczowe trzymanie się własnych myśli.

20160803_092922

Niczym reszta Hindusek-sąsiadek wyszłam więc na patio, wzięłam się pod boki i patrzę, co tam w świecie słychać. A tam coś słychać, coś się dzieje, wszyscy gdzieś idą, to też pójdę, let it flow. Pobyć sobie przed wielkim namiotem w sumie niczego (póki co, może potem coś tu będzie).

20160803_120954

Przed wyjazdem w Indie dość często słyszałyśmy komentarze, że dwie samotne kobiety w Indiach to szaleństwo, głupota. Przecież nas Hindusi zabiją, zjedzą, porwą, okradną, i jeszcze inne gorsze wydarzenia. Podobnie z moim wyjazdem na rok do Algierii – ci muzułmanie przecież absolutnie kobiet nie szanują, terroryzm i zło. Przeżyłam, nikt mnie nie okradł, nie zabił, złego słowa nie powiedział, a wprost przeciwnie. Nigdzie takiej gościnności i ludzkiego ciepła nie doświadczyłam. Oczywiście trzeba przestrzegać zasad bezpieczeństwa (jak wszędzie zresztą), ale ogółem czuję się jak w domu.

20160802_134703

Po obiedzie wracam więc do lektury na moim ulubionym łożu z kamienia.

20160803_150155

O 18:00 zajęcia z akupresury. Kazano nam zabrać zeszyty i długopisy, więc czekajcie na wpis…

O ciszy i pranie trochę impresji… tak po platońsku

Najsłynniejszy indyjski filozof, który nigdy w Indiach (chyba!) nie był, Platon tak oto w Fedonie (69c) słowami swojego Mistrza i przewodnika, Sokratesa, mówi:

Jak widać, ludzie, którzy stworzyli nasze obrządki wtajemniczenia, nie byli głupcami, ale tak naprawdę już dawno powiedzieli w języku ukrytych znaczeń, iż kto wejdzie do Hadesu bez wtajemniczenia i bez święceń, ten będzie leżał w błocie, kto zaś przybędzie tam oczyszczony i ze święceniami, ten zamieszka wśród bogów (Fedon, przeł. R. Legutko, 1995, s. 77).

O jakich bogów, jakie wtajemniczenia, jakie ciemności i błota chodzi Mistrzowi? A nawet – jakie hieros logos, święty tekst, prawo, rozum, jakie wewnętrzne prawa i drogi nieśmiertelnej duszy-oddechu tutaj widzimy? Jesteśmy na sokratejskim terenie, czyli tam, gdzie dusza jest nieśmiertelna, gdzie w swej naturze jest czymś znacznie potężniejszym od jednostkowego, ograniczonego do materiału zmysłowego, wspomnień, mentalnych analiz i refleksji ja-indywidualnego. Dusza to logos, to święty logos – święty tekst, święte prawo, które obejmuje sobą cały kosmos, dusza to zatem – rozciągając tę pespektywę – nieskończona przestrzeń, w którą wkroczyć jednak nie jest łatwo. Jedynie czysta istota wstępuje w te idealne, niekończące się, wolne od wszelkiego cierpienia, niewiedzy i śmierci tereny. A czystość to – tak po Mistrzowsku – nic innego jak dobro (Dobro!). Czystym (katharos) człowiekiem jest ta istota, która jest dobra! A dobroć, chociaż stanowi jednoczesną jakość człowieka, to dobywa się z kilku składników, które w ludzkim działaniu znajdują swoje potwierdzenie.

cyt1

Dobroć to zachowanie, które oprócz swego etycznego fundamentu i kultywowaniu mądrości, jest także umiejętnością właściwego dbania o sferę cielesno-emocjonalno-mentalną, czyli o ciało-oddech-umysł. W platońskiej (i jogicznej) perspektywie dusza jako – powiedzmy – czysta świadomość przekracza tę sferę. Niemniej jednak by tej odrębności doświadczyć, dobra istota winna odpowiednio i dobrze posługiwać się otrzymanym od kosmosu pojazdem ciała-oddechu-umysłu. Takie są bowiem święte i niezmienne prawa kosmosu (dla Indii i Platona).

cyt3

Bogowie, wyższe istoty, nieśmiertelne siły rządzące wszechświatem nie są bytami tak absolutnie odrębnymi od człowieka. Na równi istnieją zewnątrz w swoich niebiańskich i infernalnych krainach, jak i wewnątrz istoty świadomej. To mądrość i głupota, to spokój i gniew, to dobroć i krzywda, to cierpliwość i pragnienie, to medytacja i lgnięcie, to śmierć i cisza. To świat przemijających manifestacji, które obejmują sobą rejony ziemskie, boskie i piekielne, to sfera transcendencji, która skrywa się w najsekretniejszym miejscu, w samej tajemnicy tajemnic – w sercu. Droga do niej wiodąca jest koncentracją umysłu, sztuką wyciszonego oddechu i wnikliwej uwagi, przenikającej przemijalne wizje.

cyt2

Atha joga-anuśasanam! – tak oto zaczyna się pouczenie jogi!

अथ योगानुशासनम्

Pranajama (jogiczny oddech)

Tipaza3

Nie jest to nowy wpis, ale w jedynym miejscu chciałam zebrać najważniejsze informacje na temat pranajamy, jogicznego oddechu, które dotychczas pojawiły się na stronie. Tak może będzie łatwiej rozeznać się w różnych pranajamach.

Najpierw krótkie wprowadzenie, czym jest pranajama, czyli jogiczny oddech. Nie jest to ani technika, ani ćwiczenia, ani kontrola oddechu, jak przyjęło się niekiedy pranajamę określać. Podobnie jak joga nie jest ani ćwiczeniem, ani techniką… Pranajama to droga, to wejście w spokój umysłu, pozostanie w tym stanie i dojrzenie-doświadczenie tego, co kryje się za zasłoną myśli, emocji, interpretacji i nawykowego doświadczania świata i siebie. Wstąp na drogę jogi, jak to Kriszna w Bhagawadgicie mówi.

W dodatku na drogę poczwórnej jogi, a nawet sześcio-aspektowej jednakowości (samatwa) – utrzymywania umysłu w stanie równowagi i harmonii wobec wszelkiej dwójni, czyli w świecie sansary (dobro-zło, cierpienie-radość, dzień-noc, zimno-ciepło…), i wchłonięcia medytacyjnego (samadhi). Jest bowiem joga czynu (karma joga), czyli joga czynu właściwego, takiego, który jest podejmowany jedynie ze względu na dobro samego działania, a nie owoc-rezultat, jaki z tego czynu wypłynie; u podstawy jogi czynu leży buddhi joga, czyli joga oświeconego, uspokojonego i pełnego pozytywnych jakości etycznych rozumu; z karma jogi wypływa z kolei dżniana joga, czyli joga wiedzy, lecz nie byle jakiej wiedzy – a wiedzy wyzwalającej, która jest zarazem sannjasa jogą, czyli drogą wyrzeczenia się (czynienia zła, pragnienia, przywiązania, lgnięcia, niszczenia, nienawiści, gniewu…), następnie pojawia się dhjana joga, joga medytacji… by z niej wypłynęła bhakti joga, joga miłości, joga absolutnego uwielbienia i jedności ze sferą boską. Lecz nie jest to ot miłość, lecz taka miłość, która jest jednością dwóch natur, natury boskiej i ludzkiej. Jest zjednoczeniem-unią boskiego i ludzkiego, czyli samym sednem terminu joga, który właśnie oznacza zjednoczenie. Natura tego zjednoczenia boskiego z ludzkim nie podlega kategoriom zwykłego umysłu, zanurzonego w dwójni, jej istota jest samym sercem jogi i jogicznego wznoszenia się świadomości na wyższe poziomy rozumienia i doświadczania.

A tutaj różne mniej lub bardziej zaawansowane pranajamy: moja ulubiona bhastrika, udżdżaji, kapalabhati i bhramari, słoneczna (surja) i księżycowa (czandra), nadi śodhana oraz murććha i plawini.

Starożytna nauka leśna i jaśminowa herbata

kwiat

Kilka dni temu ponownie wpadł w moje ręce, tym razem jednak w oryginale (w sanskrycie), bardzo krótki fragment pewnego starożytnego dzieła o tajemnych pouczeniach (upaniszadach), które uczeń otrzymywał od mistrza w leśnej pustelni, podczas leśnej praktyki. Dlaczego leśnej? – bo las w Indiach był doskonałym, naturalnym, pełnym duchowej obecności i uspokajającej energii miejscem medytacyjnej praktyki.

Wielkie Ja, złożone z umysłu, przebywa między oddechami.

Jest to fragment Brihadaranjaka Upaniszady, czyli Wielkiej Upaniszady Leśnej, który wyjaśnia, czym jest to <<ja>>, które przekracza ograniczenia cielesne i przestaje się być identyfikowane z tym, co czego doświadcza się poprzez zmysły. To <<ja>> jest niezwykle subtelnym poziomem świadomości (bo joga w wielkiej mierze to nauka o stopniach świadomości), w którym człowiek przestaje identyfikować siebie z ciałem, a staje się doświadczeniem czegoś znacznie szerszego, doskonalszego, naturalniejszego i bardziej spontanicznego, swobodniejszego, czegoś, co…. znajduje się między oddechami. To <<ja>> obecne jest w tej bez-czynności, bezruchu między jednym oddechem a drugim, w zatrzymaniu świadomości między wdechem a wydechem, w tej nieruchomej ciszy i błogim spokoju…

Pewien uczeń, a zarazem naukowiec, próbował zrozumieć kiedyś Naturę, zrozumieć świat, ale nawet herbaty nie umiał wypić w spokoju. Mistrz nalał mi jednak czarkę dobrej chińskiej zielonej herbaty, parzonej w długim rytuale, spowitym zapachem jaśminu. Jednak tak długo lał i lał, że herbata zaczęła się wylewać. Uczeń spytał, dlaczego mistrz tak robi, przecież to nie ma sensu?!

Aby umysł mógł poznać nowe, najpierw musi pozbyć się starych nawyków i przekonań.

Jaśminowa, długo parzona zielona herbata, w spokojnej i błogiej przestrzeni między oddechami spożywana… Może być też kawa… arabska, chai indyjski i sencha japońska… Najlepiej o poranku, przy śpiewie ptaków.

Udżdżaji pranajama, czyli oddech zwycięzcy

linga

Każda z pranajam ma jakąś sobie właściwą cechę, która sprawia, że pranajama jest unikatowa i daje inne cielesne doświadczenie. Duchowe na pewno też. Nazwa tej pranajamy wzięła się z faktu, że podczas jej wykonywania niczym u zwycięskiego wojownika wnosi się i napina klatka piersiowa. Jednak to nie wszystko, ponieważ jej praktyka wymaga specyficznego ułożenia głośni – lekkiego jej zwężenia – podczas wdechu i wydechu, bo skutecznie pozwala kontrolować powietrze napływające przez nozdrza oraz wypływające z brzucha (przepony). Poza oczyszczającym zatoki, dotleniających mózg oraz uspokajającym umysł (serce) wpływem udżdżaji pranajama poprawia zdolności foniczne (głosowe), jest zatem doskonała dla wszelkiej maści mówców, którzy chcą panować nad siłą, głośnością oraz natężeniem głosu.

Oddech udżdżaji jest charakterystycznym ustawieniem krtani: delikatnie ściśnij krtań, tak by powietrze mogło przepływać, ale w lekko utrudniony sposób – wdech i wydech są słyszalne. Takie ustawienie krtani, lekko zaciśniętej, używane jest we wszystkich typach udżdżaji pranajamy. Kontrola powietrza poprzez zwężenie krtani pozwala na wydłużenie wdechu oraz wydechu, ponieważ powietrze nie dostaje się i nie ulatuje z płuc w sposób niekontrolowany i nazbyt szybki.

Ranjit Sen Gupta udżdżaji pranajamę dzieli na 5 grup: bez kontroli nozdrzy, oddech naprzemienny, anuloma, pratiloma oraz wiloma. W skrótowy sposób można przedstawić jest tak, że:

anuloma: wdech udżdżaji, wydech naprzemiennie lewym lub prawym nozdrzem

wiloma: wdech naprzemiennie lewym lub prawym nozdrzem, wydech udżdżaji

pratiloma: wdech udżdżaji – lewy wydech – lewy wdech – wydech udżdżaji – wdech udżdżaji – prawy wydech – prawy wdech – wydech udżdżaji (może wydawać się to skomplikowane, ale przetestowanie na własnym nosi pokazuje, że jest zupełnie proste: przeplatania oddechu lewym i prawym nozdrzem przez oddech udżdżaji)

Tutaj opisane są udżdżaji pranajamy wszystkie poza wiloma pranajamą:

Udżdżaji pranajama bez kontroli nozdrzy

W tej odmianie oddechu zwycięzcy wdychane i wydychane powietrze przechodzi przez oba nozdrza bez potrzeby zatykanie palcami (głównie prana mudra) lewego lub prawego nozdrza. Tę pranajamę można stosować ze wstrzymaniem oddechu, kumbhaką, lub bez niego.

Bez kumbhaki:

Przybierz wygodną pozycję siedzącą ze skrzyżowanymi nogami i wyprostowanym kręgosłupem. Przez chwilę oddychaj spokojnie, wyciszając powoli umysł, skupiając się na oddechu oraz po prostu byciu tu i teraz. Zastosuj prana mudrę (palec serdeczny i wskazujący kładziemy na czole, kciuk przy prawym nozdrzu, a palec serdeczny i mały na lewym). Zrób spokojny wydłużony wydech oraz ustaw krtań do oddechu udżdżaji. Nabieraj spokojnie powietrze poprzez oba nozdrza aż do maksimum, a następnie wypuść powietrze lewym nozdrzem.

Z kumbhaką

Podobnie jak powyżej, tyle że po wdechu zatrzymaj oddech na tak długo, jak umiesz, następnie wypuść powietrze lewym nozdrzem.

Oddech naprzemienny

Nazwa oddechu pochodzi z naprzemiennych różnych form oddechu, i dzieli się ta technika na 3 rodzaje wszystkie przy prana mudrze:

– sekwencja lewy wdech (6 sek.) – lewy wydech (12 sek.) wykonywana 15 razy, a następnie sekwencja prawy wdech – prawy wydech wykonywana również 15 razy

– lewy wdech (6 sek.) – prawy wydech (12 sek.) – prawy wdech (6 sek.) – lewy wydech (12 sek.) – 15 powtórzeń

– lewy wdech (6 sek.) – wstrzymanie oddechu (12 sek.) – prawy wydech (12 sek.) – prawy wdech (6 sek.) – wstrzymanie oddechu (12 sek.) – lewy wydech (12 sek.) – 15 powtórzeń

Anuloma pranajama

Anuloma charakteryzuje się wdechem udżdżaji oraz wydechem naprzemiennie przez lewe lub prawe nozdrze. Tutaj opisane są dwa rodzaje anulomy:

– wdech i wydech: wydech udżdżaji przez oba nozdrza (12 sek.), wdech przez oba nozdrza (6 sek.) i rozpoczęcie anulomy – lewy wydech (12 sek.), wdech udżdżaji (6 sek.), prawy wydech (12 sek.) – 15 powtórzeń

– ze wstrzymaniem oddechu: głęboki wydech oraz głęboki wdech (6 sek.), wstrzymanie oddechu (12 sek.), wydech (12 sek.), wdech (6 sek.), wstrzymanie oddechu (12 sek.), lewy wydech (12 sek.), wstrzymanie oddechu (6 sek.), wdech przez oba nozdrza (6 sek.), wstrzymanie oddechu (12 sek.), prawy wydech (12 sek.), wstrzymanie oddechu (6 sek.)

Pratiloma pranajama

Można powiedzieć, że pratiloma jest odwrotnością anulomy, poniżej opisane są 3 jej rodzaje:

– bez wstrzymania oddechu: – wdech LP (12 sek.) – wydech LP (6 sek.)  – wdech P (12 sek.)  – wydech LP (6 sek.)  – wdech L (12 sek.) – wydech LP (6 sek.)  -> 5 cykli

– ze wstrzymaniem oddechu po wdechu (wewnętrzna kumbhaka): wdech LP (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wdech P (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wdech L (12 sek.)  – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) –> 5 cykli

– ze wstrzymaniem oddechu po wdechu i po wydechu (zewnętrzna kumbhaka): – wdech LP (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wstrzymanie (6 sek.) – wdech P (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wstrzymanie (6 sek.) – wdech L (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wstrzymanie (6 sek.) –> 5 cykli

Pranajama to największy sekret jogi.

Kapalabhati i bhramari pranajama

udaipur

Oddech blasku głowy (kapalabhati, कपालभाती) oraz pszczoły (bharamari, भ्रमरी) są kolejnymi dwiema pranajamami przeznaczonymi dla bardziej zaawansowanych joginów, ale także u początkujących adeptów pranajamy mogą one spowodować bardzo przyjemne i niecodzienne doświadczenie czystości i jasności umysłu, a nawet błogości na poziomie czoła (adźnia czakra). Ich trudność nie polega na technice wykonywania poszczególnych sekwencji, ale wytrzymałości organizmu, którą trzeba stopniowo wykształcać. Niemniej jednak należy pamiętać, że jeśli w trakcie ich wykonywania, głównie przy kapalabhati, pojawią się nieprzyjemny wrażenia fizyczne, pranajamę należy od razu przerwać.

Kapalabhati, czyli blask i jasność głowy

Kapalabhati w HathaJogaPradipice (HJP), klasycznym podręczniku praktyki jogicznej, zaliczana jest do 6 oczyszczających sekretnych czynności (szatkarma), z tego względu istnieją zdania, że nie jest ona pranajamą. Jednak nic przecież nie stoi na przeszkodzie temu, by pranajamę uznać ze technikę oczyszczającą, czym w swej istocie przecież jest… W skutek pranajamy oczyszczeniu ulegają przecież drogi oddechowe, nozdrza, a przede wszystkim umysł. Pozostałymi 5 oczyszczającymi technikami są (HJP 2.23-2.35): neti (नेटी fizyczne oczyszczanie nosa specjalnie przygotowaną słona wodą lub innymi sposobami), dhauti (धौती oczyszczanie ciała, głównie przewodu pokarmowego), nauli (नौली oczyszczanie jelit itp.), basti (बस्ति oczyszczenie okrężnicy) i trataka (त्राटक skoncentrowane spojrzenie/wzrok na jednym przedmiocie, np. blasku świecy). Kapalabhati nieco przypomina bhastrika pranajamę (zarówno wydechy, jak i wdechy są bardzo energiczne). Według Ranjita Sen Gupty kapalabhati stanowi przygotowanie do bhastriki.

HJP 2.35 stwierdza, że wdech i wydech w kapalabhati należy wykonywać szybko i energicznie niczym kowal, który nabiera i wydmuchuje powietrze poprzez miech. W ten sposób wszelka wydzielina w płucach i nozdrzach ulega usunięciu. Gheranda Sanhita, drugi niezwykle ważny jogiczny podręcznik, razem z HJP oraz Śiwa Sanhitą stanowiący trójcę dzieł hatha jogi, dzieli kapalabhati na 3 rodzaje:

  • watakrama: aktywny wydech dolną partią brzucha i raczej pasywny wdech
  • wjutkrama: nabieranie wody nozdrzami i wyrzucanie jej ustami
  • śitkrama: nabieranie wody ustami i wyrzucanie jej nosem

Kapalabhati wpływa korzystnie na drożność dróg oddechowych, wzmacnia mięśnie przepony (jest więc doskonała dla mówców i tych osób, które pracują z głosem), pobudza narządy brzuszne, a także umożliwia swobodny przepływ prany… Wzmacnia energię splotu słonecznego (manipura czakra).

Metoda wykonywania kapalabhati nie jest skomplikowana i stanowi doskonałe przygotowanie płuc i nozdrzy do bardziej zaawansowanych pranajam. Aktywną rolę odgrywa energiczny wydech (reczaka) poprzez oba nozdrza, wykonywany dolną partią brzucha przez gwałtowne skurczenie jego mięśni; wdech (puraka) jest pasywny, długi i powolny, służy do poluzowania mięśni brzucha (Swami Siwananda). W każdej z 3 serii wykonuje się 10-15 wyrzutów. Z biegiem praktyki zwiększa się liczbę serii (do 10) i wyrzutów (nawet do 100).

Bhramari, czyli bzyczenie pszczoły

Swami Siwananda zapewnia, że sumienne wykonywanie tej pranajamy zapewnia osiągnięcie samadhi w dość szybkim tempie. Jest to spowodowane tym, że wstrzymanie oddechu (kumbhaka) po wdechu (a niektórzy zalecają po wydechu) w bhramari nie jest regulowana czasem, a zależy od możliwości jogina. Długość kumbhaki jest właśnie tym, co zbliża jogina do samadhi: im dłuższa kumbhaka, tym lepsze panowanie nad oddechem, a co za tym idzie…

Wdech dokonywany jest metodą udżdżaji, czyli przy zwężonej krtani, a przy wydechu jogin wydobywa z siebie dźwięk przypominający brzęczenie pszczoły, najlepiej zbliżony do świętej sylaby OM, czyli pranawy. Szanmukhi mudra jest tutaj zalecana: 6-cio twarzowa mudra ma na celu zamknięcie palcami 6 otworów głowy: kciukami – zatkanie uszu, palcami serdecznymi – przymknięcie nozdrzy, wskazującymi i środkowymi palcami – zakrycie oczu oraz małymi palcami – zakrycie ust. Ważne jest tutaj, by nie dociskać palców na oczach czy nozdrzach.

Technika bhramari jest bardzo łatwa. Należy usiąść w wygodnej (i stałej) asanie i wykonać szanmukhi mudrę. Następnie zrobić głęboki i spokojny wdech (puraka) przez oba nozdrza, trwający 6-10 sekund, oraz wydech (reczaka) także przez oba nozdrza, trwający 12-20 sekund, wydając zarazem dźwięk przypominający brzęczenie lub OM. Powtarzamy 10-15 serii.

W bhramari pranajamie najważniejsza jest koncentracja uwagi na wydawanym dźwięku oraz możliwych efektach świetlnych, które mogą pojawić się wskutek delikatnego ucisku palcami wskazującymi i środkowymi na oczy. To odcięcie uwagi z zewnętrznych zmysłów jest w stanie wprowadzić bardzo szybko w stan medytacji.