Pranajama w ciemnej nocy duszy

Ciemne noce duszy – znacie je doskonale, prawda? Czy są złe? – to zależy od naszego podejścia i siły, która albo nas pokona, albo pobudzi do nieustraszoności. Simon Haas w swej książce pt. Joga z ciemność duszy. Podróż duchowa ku świętej miłości (Wyd. Manendra, 2021) sugeruje, by ciemną noc duszy potraktować jako rytuał inicjacji, nie tyle niebezpieczne doświadczenie, które chce zniszczyć człowieka, lecz naturalny proces, niejako konieczny, bo dokonała się wewnętrzna przemiana. „Wejdź w samo centrum trudności!”, niczym Ardźuna na rydwanie kierowanym przez swego czcigodnego mistrza i przyjaciela Krysznę, wjechał w samo epicentrum walki (książka odwołuje się do Bhagawadgity). Praktyka oddechowa, pranajama jest tutaj wspaniałym narzędziem.

Joga uczy nas, jak cierpliwie znosić dyskomfort, bez podejmowania działania czy reagowania wynikającego z naszych ludzkich historii. Pozostając na polu bitwy, Ardźuna rezygnuje z potrzeby kontrolowania życia. Poddaje swoją rozbitą tożsamość, której tak kurczowo się trzymał, i przyjmuje schronienie w naukach jogi otrzymanych od swego drogiego przyjaciela Kryszny. (s. 73)

Klasyczna pranajama – kumbhaka

Podobnie oddech – jako naturalny proces jest świetnym materiałem do praktyki. Joga indyjska zna wiele praktyk oddechowych (wiele pranajam), stosowanych w celu uspokajania umysłu, koncentracji, pogłębienia praktyki asanicznej, wprowadzenia w medytację, czy też – mówiąc ogólnie – oczyszczenia ciała i sfery mentalno-emocjonalnej. Dziś proponuję Wam najbardziej klasyczną pranajamę, często zwaną kumkbhakę (dosł. garnek w sanskrycie), polegającą na dostosowaniu fazy wdech-zatrzymanie-wydech-zatrzymanie do proporcji 1-4-2-1, czyli jeśli bierzemy wdech na 4 sekundy, to zatrzymujemy oddech na 16 sekund, robimy wydech na 8 sekund i zatrzymanie po wydechu na 4 sekundy. Serię powtarzamy np. 18 razy lub przez dowolnie wybrane przez nas minuty. Jeśli wdech bierzemy na 3 sekundy, to proporcja wynosi: wdech 3 sekundy – zatrzymanie 12 sekund – wydech 6 sekund – zatrzymanie 3 sekundy. Jeśli bierzemy wdech na 6 sekund, to proporcja wynosi: wdech 6 sekund – zatrzymanie 24 sekundy – wydech 12 sekund – zatrzymanie 6 sekund.

Cały proces winien przebiegać spokojnie, z uważnością nakierowaną na oddech i jego rozprzestrzenianie się w naszym ciele, bez reagowania na myśli i impulsy wynurzające się z meandrów świadomości.

Tapas – żar jogicznej ascezy

Zastanawialiście się, dlaczego podniesiona temperatura ciała podczas praktyki jogi (asanicznej i pranajamy) jest tak ważna? Nie ulega bowiem wątpliwości, że jest istotna. W komentarzu do Jogasutr czytamy:

Kto nie uprawia ascezy (tapas), nie osiąga jogi. Zanieczyszczenia (aśuddhi), pstre od wasan [podświadomościowych treści], karmana i uciążliwości (kleśa), które nie mają początku i zastawiają sieć przedmiotów świadomościowych, bez ascezy nie ulegają rozbiciu – oto pożytek ascezy. Ostrzega się również, że należy ją stosować na tyle, na ile nie zakłóca uciszenia świadomości (citta). –Jogabhaszja 2.1 (tłum. Leon Cyboran)

Tapas ma jednak wiele znaczeń, a pośród nich najważniejszym pozostaje – żar, ciepło, rozgrzanie, w domyśle rozgrzanie cielesne. Ów wewnętrzne ogień, wzniecany praktyką asan oraz silniejszymi pranajamami (np. bhastrika), ma silnie oczyszczającą moc, a w konsekwencji transformującą – nie tylko ciało. Chociaż podniesiona temperatura ciała wpływa dobroczynnie na układ powięziowy, to na meta-fizycznym planie niejako spala uciążliwości mentalno-emocjonalne. Ciepłota ciała dobywa się bowiem nie tylko ze wzmożonej inhalacji (przyspieszenia oddechu), lecz także z pracy mentalnej wynikającej z prób koncentracji – jakby z wewnętrznej walki z samym sobą, by nie poddać się przeróżnym poruszeniom świadomościowym (w tym także emocjonalnym wirom). Jednak praktyka tapasu wymaga czegoś więcej aniżeli tylko podniesienia ciepłoty cielesnej.

Tapas oznacza również ascezę, czyli całościową aktywność zajmujący określony czas. Zakłada posty, regularną praktykę (asanicznp-medytacyjną) oraz silnie etyczny sposób życia. Bez etycznej postawy nie ma jogi – a tapas jest jogą:

Człowiek mądry dąży do panowania nad sobą, wykazuje się cierpliwością, tapasem, skromnością, szczerością, prostolijnością, spokojem, trwa w dharmie (prawości), uważny, wyzbyty obezwładniającego pragnienia, nadmiernej egzaltacji, strachu i gniewu, pochłonięty studiowaniem świętych nauk. Poprzez owe cnoty wzrasta jego tedźas, wewnętrzny blask, spalający wszelkie nieczystości. Ów mędrzec winien być wstrzemięźliwy w jedzeniu, o powściągniętych zmysłach, unikać wszelkiego rodzaju złej mowy i adharmicznych zachowań, o zdyscyplinowanym sercu i czysty, oddając się poszukiwaniom dźniany, najwyższej tajemnej wiedzy. Nigdy [ale to nigdy!] nie poddaje się niewłaściwym uczuciom: pragnienia, gniewu, zazdrości, smutku i strachu – te bowiem są najgorszymi truciznami i pętami w świecie cierpienia. –Mokszadharma-parwan 227.007-030 (moje tłumaczenie)

Lecz pamiętajmy – wszystko z moderacją, także asceza. Warto wykorzystać oczyszczającą moc poszczenia i potliwość cielesną, jednak tapas nie może niszczyć ciała i życia. Owszem, istnieje tak zwany surowy tapas, praktykowany w ekstremalnych warunkach, ale on odbywa się po odpowiednich preparacjach, w czasowym odcięciu od spraw świata i ma ściśle określony przebieg (mistrz jest tutaj niezbędny).

Trening ciała i umysłu poprzez jogę

Każdy z nas oczywiście w mniejszym lub większym stopniu zgadza się ze zdaniem, że joga to nie tylko asany (ćwiczenia), ale także: 🔥 pranajama (dyscyplina oddechowa) 🔥 medytacja 🔥 specyficzna postawa życiowa (etyka, dieta, życzliwa obecność w świecie i wystrzeganie się wielu złych zachowań: kłamstwa, pozoranctwa, głupoty, wykorzystywania innych, złodziejstwa, negatywnych emocje i słów) – tout court joga to sztuka życia wyrażana od starożytności w filozoficznych pismach indyjskich. Dla mnie  joga jest joga-darśaną, czyli filozofią, do której kluczem jest sanskryt, ale… uwielbiam tę jej część, która dotyczy dbałości o nasze ciało pod względem jego sprawności: wytrzymałości, motoryki, siły i gibkości (fleksybilności). Nie nazwę jogi sportem (choć bardzo go szanuję), ale ćwiczenia asan (złączone z pranajamą) nazwę treningiem, a nawet neurotreningiem.

kailash

Neurotrening jogą w dwóch podejściach

Neurotrening jogą angażuje bowiem całość naszej struktury psycho-biologicznej: strukturę mięśniowo-powięziową oraz świadomość-uważność przy użyciu oddechu oraz medytacyjnego wyciszania. Możliwe są dwa podstawowe podejścia treningowe.

🔥 W pierwszym podejściu oddech angażujemy w trakcie praktyki na macie: odpowiednio kontrolując oddech (wdech-wydech), wchodzimy w asany, utrzymujemy je i przechodzimy do kolejnych, wszystko pod kontrolą uważności – świadomej kontroli ruchów i oddechu. Tu nie odbywa się nic z przymusu – ponieważ tak każe instruktor lub ponieważ osoby z boku „robią lepiej”. Tutaj jesteśmy tylko my: nasze ciało, mądrość, spokojne przechodzenie z jednego ruchu w drugi. Jeśli chodzi o mnie, to nie zawsze wykonuję dynamiczne układy (np. powitania słońca) w takim rytmie, jaki proponuje osoba prowadząca zajęcia, czasem wolniej, czasem szybciej „płynę”. I to właśnie o to chodzi – naturalne, swobodne, dbające o nasze ciało i poczucie swobody i satysfakcji płynięcie.

🔥 W drugim podejściu nie kończymy praktyki, schodząc z maty, lecz przenosimy trening w inną przestrzeń. W ten sposób mamy do czynienia z neurotreningiem: wyznaczamy czas na rano lub wieczór (czy jakąkolwiek dogodną dla nas porę), by zasiąść w wygodnej pozycji i pogrążyć się medytacji (dhjanie), połączonej z pranajamą. Technik pranajamy jest wiele i trudno zalecić jedną dobrą sekwencję.

lis

Moja pranajama otwierająca medytację – propozycja techniki

🔥 Zaczynam od naturalnego uspokojenia oddechu, przez ok. 2 minuty. Potem wykonuję intensywną nadi śodhanę – naprzemienne czyszczenie dziurek nosa poprzez zatkanie palcem przeciwnej dziurki do tej czyszczonej. 😃

🔥 Potem wykonuję sekwencję wdech-zatrzymanie-wydech-zatrzymanie w proporcji 1:4:2:1 (dla przykładu: 8 sekund wdech, 32 sekundy zatrzymanie, 16 sekund wydech, 8 sekund zatrzymanie; można tę proporcję zmniejszyć o połowę: 4 sekundy wdech – 16 sekund wstrzymanie – 8 sekund wydech – 4 sekundy zatrzymanie, itp.) powtarzane 18 razy (pomyślą indyjska liczba).

🔥 Następnie przechodzę czynności oczyszczającej umysł, czyli do (pranajamy) kapalabhati (50-100 razy), a potem do pranajamy bhastrika (8-18 razy).

🔥 I zatrzymuję się w stanie błogości, który naturalnie wyłonił się z meandrów świadomości… tutaj zaczyna się medytacja. Nie ma ustalonego czasu w niej trwania.

I teraz, naładowawszy baterię mego umysłu, mogę wracać do życia – pracy, siłowni i… 🥰

🔥 🔥 🔥  

Taniec smoka (yin joga)

To nie jest taniec godowy ani religijny. To taniec bitewny. Postaci są dwie: wojownik i smok, a impulsem – ogromne pragnienie panowania, kontroli, stawką – życie.

Taniec smoka
Jest piękny, lecz ta sekwencja ruchów w tradycji yin jogi wymaga harmonii i spokoju w oddechu i ruchu. Smok to spokojny przepływ energii qi. Nie ma reguły, że ruch ma być szybki czy wolny. Ważne, by był płynny, harmonijny, naturalny. Istotne jest, by uspokajał umysł, i odwrotnie, by oddech i umysł uspokajały ruch. Tu nie ma miejsca na niepokój, forsowanie czegoś, walkę z naturą, łamanie siebie, swego ciała (mięśni), tu nie ma żadnej innej walki niż… poddanie się. Wojownik w końcu podda się pięknu smoka, potędze bestii, mocy lotu i wolności. Tak, na początku to trudne, na początku nic nie będzie płynne ani naturalne.

Pragnienie contra dyscyplina

Bo wojownik chce – chce zwyciężyć, chce stać się sławny, bogaty, chce być panem. Pragnie, pragnie bardzo. A bestia nie pozwala, ogranicza. Wojownik to zgodnie z indyjskim światopoglądem kama – pożądanie i pragnienie, to artha – żądza bogactwa. A smok to dharma – powinność, obowiązek, reguła (społeczna, prawna, religijna), to dyscyplina, samokontrola. Wojownik nie chce poddać się temu, co trzeba. On jedynie chce, byle szybciej, nawet jeśli jest to wbrew regułom. Jest silny i sprytny, „na co więc reguły?” – myśli sobie. Może zabić przecież smoka. Może tak łatwo złamać reguły. Zbliża się więc. Smok wyczuwa przeciwnika, prostuje skrzydło, wznosi ogon, zieje ogniem. Wojownik jest zwinny, wślizguje się pod brzuch bestii, wyciąga sztylet, celuje w odsłonięte serce bestii. Serce pulsuje, bestia jest bezbronna, w istocie zawsze taka była. Wojownik nie umie… Nie jest w stanie przebić serce bestii. Zastyga, bo w tym momencie rozumie. Rozumie wszytko. Odkrywa Prawdę.

Zrozumienie praw Natury

Odkrywa, w czym leży piękno, majestat i moc bestii. Rozumie, że dobro i zło zawsze zależy od niego, to on decyduje, co wybierze i do jakich celów wykorzysta swoje popędy i powinności. Wypuszcza sztylet. Chwyta mocno za brzuch bestii. Nie chce puścić, już nigdy. To jego smok. Bestia zieje raz jeszcze ogniem. Prostuje ogon i wzlatuje razem z wojownikiem. Bohater i smok są jednym. Lot oznacza mokszę, wyzwolenie, uwolnienie się.

Yin joga
Taniec smoka wpisany jest w tradycję yin jogi, wyniku fuzji kung fu i przejść jogi, połączenie pozycji statycznych kontroli oddechu i… archetypu walki wewnętrznej rozumianej jako okiełznanie pragnienia i głupoty w pogoni za ideałem wyzwolenia, transcendencji. Na poziomie anatomii taniec smoka, jak i cała yin joga, oddziałuje na powięzi, dzięki czemu mięśnie dostają jakby wewnętrzny masaż. Z pozycji można przebywać od 3 do 20 minut, spokojnie i naturalnie poddając się sile grawitacji, pogłębiając pozycję wejściową. Jednak taniec smoka to coś więcej.

Przykład sekwencji latającego smoka:

Przykłady tańca smoka:

Chodzi tu o ruch, swobodny przepływ oddechu, przejść, myśli, delikatność i swoistą bierność, wsłuch(iw)anie się w swój naturalny rytm, dźwięk…

1

2

3

Poranna pranajama zamiast kawy – wywiad z Tomkiem Sobotko ze Szkoły Jogi Tapas

Jadłem kromkę chleba z masłem i jabłko przez pół roku, ćwiczyłem proste pranajamy i czułem przechodzące przez moje ciało jakby promienie słońca, to było wspaniałe uczucie. Tym razem wywiad wyjątkowy, ponieważ joga opisywana jest poprzez jej pranajamiczny pryzmat – dyscyplinę oddechową i to, jak bardzo pranajama może zmienić nasze ciało, umysł i życie. Moim rozmówcą jest Tomek Sobotko ze Szkoły Jogi Tapas.

4

Zaczynamy tendencyjnie… czym jest dla Ciebie joga?

Joga jest dla mnie… wszystkim, stylem życia, określa większość dnia. Jest moją pracą, narzędziem do odkrywania rzeczywistości, do rozszerzania świadomości. Jamy i nijamy [wskazówki etyczne] przekładają się na wegański tryb życia. Do tego dochodzi moja praktyka własna – poranek zaczynam od pranajamy, i jeśli się spieszę, to jest to tylko 15 minut, a normalnie pół godziny. Pranajamę dodaję także do zajęć. Ćwiczenia oddechowe traktuję jako oczyszczenie organizmu, stosuję podstawowe pranajamy: kapalabhati, nadi śodhana, surja bhedana, bhastrika.

Gdy potrzebuję przebicia, pobudzenia ciała, to zamiast dobrej kawy, wolę pranajamę, bo otwiera umysł. Pranajama stosowana przeze mnie na pobudzenie jest bardzo prosta: 10 mocnych oddechów wraz udźdźaji bandhą przez minimum 3 minuty. Żadna kawa nie może się z tym równać!

Oddech udźdźaji jest bardzo ważny. Gdy nie założymy tej blokady, bandhy, na gardło, to nie wyjdzie nam świadome kontrolowanie wdechu i wydechu. Delikatnie zaciskamy gardło, aż pojawi się dźwięk przypominający „ha”, dodatkowo zaciskamy mięśnie u dołu brzucha i próbujemy… Jak zaczęła się Twoja przygoda z jogą? Jakie były powody i okoliczności?

W wieku 14 czy 15 zetknąłem się z małą książeczką dotyczącą jogi oraz z praktyką ruchu Świadomości Kriszny. Co tu kryć? – zawsze fascynowały mnie moce jogi, przede wszystkim zatrzymywanie oddechu na długi czas. Potem poszedłem w kierunku sztuk walki – aikido u Jurka Sapieli. A tak naprawdę przygoda z jogą zaczęła się, gdy byłem w wojsku, a ciało i psychika szwankowały: kręgosłup i mięśnie, dodatkowo pojawiły się stany lękowe po chronicznym stresie. Chciałem odnaleźć drogę, by zrozumieć, co się dzieje we mnie – poszedłem więc do Tomka Lisa, w tradycji jogi Iyengara. Czułem odprężenie mięśni, mogłem już spać. Napięcie mięśniowe coraz bardziej schodziło, co odprężało układ nerwowy. Praktykowałem 3 lata 4 razy w tygodniu, do tego dochodziła praktyka własna, bo dawało mi to ukojenie. A wracając jeszcze do mocy: jadłem kromkę chleba z masłem i jabłko przez pół roku, ćwiczyłem proste pranajamy i czułem przechodzące przez moje ciało jakby promienie słońca, to było wspaniałe, bardzo energetyczne uczucie, ale zaczęło się wojsko i nie mogłem już tak często praktykować ani tak mało jeść.

Co joga zmieniła w Twoim życiu?

Po pierwsze, stałem się wegetarianinem, bardziej otwartym dla przyrody. Co jest dla mnie bardzo ważne – joga poszerzyła sposobu widzenia i odczuwania. Chodzi nie tylko o asany, ale przede wszystkim praktykę uważności w medytacji i pranajamie. Po drugie, przywróciła mi  zdrowie i sprawność. A po trzecie… zakochałem się w jodze i… na jodze (wywiad z Dorotą, żoną Tomka).

2

Który styl jogi jest w Twoim życiu najważniejszy? I dlaczego właśnie ten?

Styl Iyengara – bardzo lubię tę technikę, która uważam, że jest bardzo nam potrzebna w  obecnych czasach. Uczy precyzji i koncentracji, a poza tym nie pozwala zrobić sobie krzywdy, może być stosowana w celach rehabilitacyjnych.

Doświadczenia własne i lata praktyki mistrza B.K.S. Iyengara oraz jego chęć stworzenia metody jogi, która pomoże przywrócić zdrowie, sprawiły, że jest to bardzo staranna i drobiazgowa technika. Powiedz mi, czym się inspirujesz w swoich poszukiwaniach jogicznych? Czy masz jakiegoś mistrza, osobę, które nauczyła Cię wiele i nadal inspiruje do działania i bycia dobrym człowiekiem i joginem…?

Inspirację czerpię z każdej spotkanej osoby, która wpłynęła na jakość mej praktyki. Tomek Lis pokazał mi, że joga jest dla zdrowia oraz skierował mnie ku wegetarianizmowi. Ewa Moroch zainspirowała mnie do winjasy. Patrycja Jarosz podobnie – winjasa. Aikido – to technika intuicyjna, w której nie używając siły, można obrócić siłę przeciwnika przeciw niemu.

Skąd czerpiesz swoją wiedzę o jodze?

Tak zwana „czarną książeczką” Iyengara, czyli „Joga” B.K.S. Iyengara, ja to kiedyś mówiono o niej, była moim pierwszym źródłem inspiracji, a ponadto szukam wiedzy w innych publikacjach książkowych. Teraz jest inaczej niż te kilka czy kilkanaście lat temu, gdy dobra książka o jodze była ciężko dostępna.  Moja praktyka własna uczy mnie wiele, podobnie jak praca z osobami nie w pełni sprawnymi. Muszę nawet powiedzieć, że im ktoś ma większą dysfunkcję, tym lepiej wchodzę z nią lub nim w dialog. Lubię wspólnie praktykować i wspólnie naprawiać zdrowie.

Dla kogo zatem według Ciebie joga jest specjalnie użyteczna?

Według mnie joga może być najbardziej pomocna dla osób starszych, z urazami, z dysfunkcjami, jakąś niesprawnością fizyczną, bo daje więcej wolności w ciele. Usuwa część cielesnych blokad, człowiek odkrywa nagle, że… może się sprawniej ruszać i czuje się bardziej swobodny.

Jakie wartości wnosi joga do współczesnego świata?

Ludzie stają się bardziej obecni, świadomi swego ciała, a przez to podnosi się świadomość międzyludzka, wzrasta wnikliwość i obserwację w myśl zasady „od ciała poprzez oddech do umysłu”.

Czy jest w jodze coś, co Tobie nie odpowiada? Czy masz z czymś trudności (i nie mam tu na myśli trudności związanych z asanami)?

Joga jest tak ogromna, to tak stara tradycja o ogromnej literaturze, i mam problem z ujęciem jej całościowego kształtu… Dlatego poszedłem na studia jogi na Uniwersytet Wrocławski.

Często stojąc na macie, często nie zdajemy sobie sprawy, z czym mamy do czynienia. Początki jogi nikną w starożytności Indii, może to być VIII w. p.n.e., może to być IV w. p.n.e., a może być okres między III a II tys. p.n.e., gdy Cywilizacja Doliny Indusu przeżywała swój rozkwit. Upaniszady (VIII w. p.n.e. do początków naszej ery) są najwcześniejszym świadectwem jogi, potem pojawia się obszerna w treści i przesłanie jogiczne Mahabharata (IV w. p.n.e. – IV w. n.e.) następnie Jogasutry (II w.) z komentarzami, by w końcu światło dzienne ujrzała obszerna literatura hathajogi (od mniej więcej XV w.). To jest rzeczywiście c-o-ś! Joga nie jest nowym wynalazkiem – to precyzyjnie opracowywana filozofia życia tworzona w introspekcji poprzez medium ciała i oddechu. Jak nam mówią pisma mądrościowe jogi – słowa i wyjaśnienia są dla umysłu, praktyka jest sednem.

1

A gdybyś miał przekazać jedną wskazówkę dla osób zaczynających praktykę jogi, co by to było?

Skup się na technice, nie rób niczego byle jak, nie spiesz się. I znajdź dobrego nauczyciela.

To może zabrać trochę czasu, ale warto.

A dodatkowo: Nie patrz na innych. Jesteś tylko Ty i Twoja praktyka. Poznaj podstawy ośmiostopniowej jogi, by zrozumieć, że joga znaczy więcej niż ćwiczenia. To sposób życia w dbałości o całą naturę.

To ważne, bo joga to nie tylko asany na macie, to życie w całości jego wymiarów – także etycznym i społecznym. Dziękuję za rozmowę.

5


Tomasz Sobotko jest certyfikowanym instruktorem hatha jogi, praktykuje od  10 lat. Najbliższa jest mu joga Iyengara, ale stale włącza w swoje zajęcia elementy różnych nurtów – od vinyasy po rehabilitację w ruchu. Razem z żoną Dorotą współtworzy jeleniogórską Szkołę Jogi Tapas.  Obecnie studiuje Jogę Klasyczną na Uniwersytecie Wrocławskim i pracuje nad stworzeniem przyjemnego miejsca do praktyki jogi w Karkonoszach. Indie mają bowiem Himalaje, a Polska ma Karkonosze – trzeba więc korzystać! 

karkonosze

Praktykuj. Praktykuj. Praktykuj…

boy-1822614_640

W dzień narodzin Kriszny, czyli dziś, przyszło mi na myśl, by zebrać w jednym miejscu etyczne, czy też ogółem życiowe, zalecenia jogi. Jednak jak w kilku słowach streścić Bhagawadgitę, w której każda śloka (dwuwers) jest wypełniony tak ogromną wiedzą, że dzieło to nadal jest duchem jogi?

Jak streścić obszerną, pełną filozoficznej i jogicznej wiedzy Mokszadharmę (część XII. ks. Mahabharaty) i trochę krótszą, lecz nadal etycznie doniosłą Anugitę (część XIV. ks. Mahabharaty)? Jak streścić patańdźalową Jogaśastrę (Jogasutry z komentarzem), skoro każda sutra jest maleńkim nasionkiem, które jogin zasiewa w swoim sercu i codziennie o nie dba, by wyrosło jako piękne drzewo bodhi – drzewo oświecenie?

Jak w końcu streścić literaturę hatha jogi (z naczelną jej trójcą: Hathajogapradipikę, Gherandasanhitę i Śiwasanhitę)? – tutaj nie tylko pojawiają się powtórzenia poprzednich nauk jogi, ale i rozległe, wypełnione praktyczną wiedzą passusy o pranajamie, koncentracji, oczyszczaniu ciała, asanach, innej perspektywie samadhi niż ta patańdźalowa.

man-489744_640

A jednak jest pewne maleńko dzieło Indii, Sanatsudźatija (część V ks. Mahabharaty), które streścić można. I choć jego przesłanie obecne jest w innych dziełach literatury jogicznej, tutaj jednak zajmuje jedną ślokę i nie jest otoczone puszczą innych przecennych nauk (MBh V.043.035):

Poprzez wytężoną praktykę w ciszy, a nie przebywanie w lesie,
[on/a] staje się mędrcem.
Najznakomitszym mędrcem zwany zaś jest ten,
kto [roz]poznał owo niezniszczalne.*

I tutaj przypominają mi się słowa mego mistrza z Haridwaru (tutaj), który w trzech słowach podsumował swoje zalecenia:

Praktykuj! Praktykuj! Praktykuj!
A wtedy, powoli, bardzo powoli, powolutku…

Dla ciekawskich: więcej o cechach jogina z Mokszadharmy pisałam na portalu joga-abc w Przeklasycznym joginie i etyce jogi.


Więcej: Nina Budziszewska, „Muni – asceta i mędrzec, którego milczenie jest poznaniem Najwyższego. Sanatsudżatija (Sanatsujātīya) i Brihadaranjaka Upaniszada (Bṛhadāraṇyaka Upaniṣad) o milczeniu (mauna)”, Studia Indologiczne 2012 (tutaj).

Lewitacja i inne nadnaturalne moce w jodze (proste ćwiczenie)

DSCN1615

Pewnego dnia nadszedł ten moment, że przestałam pytać o zwykłe zagadnienia jogiczne (wyzwolenie, ścieżka, esencja jogi, Iśwara itp.), a postanowiłam dowiedzieć się o jogiczne nadnaturalne zdolności, siddhi, o których w literaturze tematu pisze się wiele. Nawet klasyczny wykład jogi w Jogasutrach Patańdżalego poświęca siddhi niemałą partię swojego wykładu zasad jogi królewskiej (radża jogi), wspominając o lewitacji, jasnowidzeniu, zdolności do przybrania niezwykle małych rozmiarów, do przybrania rozmiarów wielkości kosmosu, do zamiany swego ciała w światło, do materializacji (tworzenia) różnych przedmiotów mocą swej woli, a w końcu do pokonania śmierci…

Bardzo dobry film Yogis of Tibet (tutaj) o ginącej tradycji jogicznej w Tybecie, tak oto definiuje jogina: jogin jest osobą, która latami przebywa w odosobnionym miejscu, by tam praktykować transformujące cielesno-mentalne ćwiczenia, i poprzez te techniki rozwija nadnaturalną kontrolę nad ciałem i umysłem. Tak, to jeden z wymiarów jogina, jeszcze ten związany z materialnością. Nadchodzi moment, że i ponad ten poziom jogin musi się wznieść.

Podobnie w książce Elżbiety Sęczykowskiej Tybet. W drodze do Kumbum pojawiają się treści:

Wszystkie kolejne etapy nabywania umiejętności i wtajemniczenia polegają na koncentracji myśli i odpowiednich ćwiczeniach oddechowych. Dzięki ich opanowaniu można dokonywać doprawdy niezwykłych rzeczy. Znane są opisy tak zwanych biegaczy, mistrzów nadzwyczaj szybkiego poruszania się, pokonujących ogromne odległości jakby w transie, w dziwnym uniesieniu, na skrzydłach lekkości. I mimo włożonego wysiłku nie odczuwają zmęczenia. Biegną bez zatrzymania się, odpoczynku, bez jedzenia, nawet przez kilka dni i nocy. Są nimi zazwyczaj specjalnie wyćwiczeni lamowie, którzy podczas takiego nieprawdopodobnego wysiłku medytują. Bo właśnie medytacja jest kluczem do wejścia w świat wiedzy tajemnej. (…)

Inną umiejętnością, która zdobyła sobie wielką popularność w Tybecie, są ćwiczenia oddechowe, które doprowadzają lamów do unoszenia się w powietrzu w pozycji lotosu. Aby to było możliwe, mnisi musieli całymi miesiącami, nawet latami, ćwiczyć wytrwałość w nauce sposobu oddychania (…).

Oprócz biegaczy (…) istnieją inne, niemniej cenne w życiu codziennym tajemne umiejętności, takie jak na przykład pogłębione zjawisko telepatii. (…) Aby jednak osiągnąć taki efekt, należy całkowicie oczyścić umysł, tak by zapanowała w nim jedynie spokój i cisza.

Razu pewnego na satsangu zapytałam więc swamiego Nirardżan Dewa, nie do końca zresztą będąc pewna powagi postawionego przeze mnie pytania – jak to jest z tymi siddhi? Odpowiedź padła, że są. Dość zwięzła. Kontynuowałam zatem – jak można osiągnąć np. moc lewitacji? Właśnie praktykowaliśmy pewne ćwiczenie z tantry, a pamięć czytanych tekstów tradycji hatha-jogi (i upaniszad jogicznych) podpowiadała mi, że ma ono coś wspólnego z ćwiczeniem lewitacji.

DSCN1619

Swami odparł:

Tak. Siedź w asanie(1), w której siedzisz, zatkaj lewą piętą dwa otwory (rozrodczy i wydalniczy), prawą stopę połóż przy wgłębieniu lewej. Trzymaj kręgosłup bardzo wyprostowany. I praktykuj pranajamę(2) na przemian z medytacją(3) przez minimum półtora godziny. W trakcie coraz bardziej wydłużaj kręgosłup(4). A jeśli chcesz pobudzić energię pierwotną, to musisz co innego robić. I pamiętaj: praktykuj praktykuj praktykuj! Codziennie i wytrwale!

1. Asana: jest to jedna z odmian siddhasany, w której pięta lewej stopy u kobiet zamyka zarazem otwór rozrodczy i wydalniczy, u mężczyzn wydalniczy (tutaj wideo, zwłaszcza 2:39 – 3:04) – chodzi o to, by zamknąć przepływ prany przy muladharze, czyli czakrze podstawy.

2. Pranajama (kilka informacji tutaj i tutaj): u nas była to sekwencja: kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy – kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy (kapalabhati opisana tutaj, a nadi śodhana tutaj), potem zastąpiłam na: bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut – bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut (bhastrika tutaj, udżdżaji tutaj), i:

3. Medytacja trwająca około 30 minut, potem ponowne powtórzenie pranajamy.

4. W trakcie trwania medytacji, gdy kręgosłup trzymany jest w bardzo prostej pozycji, a oddech przepływa świadomie dochodzi do samoczynnego delikatnego wydłużenie kręgosłupa… pojawia się uczucie lekkości, ponoć nie jedynie na planie mentalnym (nie jest ono tylko wyobrażeniem).

W doborze pranajamy chodzi o dobranie sobie właściwej. Tenzin Wangjal Rinpocze w Przebudzaniu świętego ciała – tybetańska joga oddechu i ruchu pisze, że należy słuchać własnego ciała, zwłaszcza kiedy któraś z technik bardzo nam nie odpowiada. Ciało samo wie, czego w danej chwili mu potrzeba, zwłaszcza przy praktyce jogicznego oddechu wsłuchanie się w mądrość ciała jest niezwykle ważna.

DSCN1756

Praktykuj, praktykuj, praktykuj! Codziennie i wytrwale. A wtedy nie jedynie siddhi zaczną się ujawniać! Zresztą prawdziwy jogin nie ujawnia swoich nadnaturalnych zdolności… A w siddhi w gruncie rzeczy nie ma nic niezwykłego, ciało przecież nie jest niczym stałym, to złączenie pięciu elementów (przestrzeń, powietrze, ogień, woda i ziemia), ożywianych przez energię oddechu (pranę). Cóż więc za problem przemieć te pięć grubo-materialnych elementów w ich subtelne (sukszma) postaci, z których się pochodzą? – tak oto swami podsumował lewitację. Pranajama i medytacja są doskonałymi narzędziami wysubtelniania, a klucz stanowi nieprzerwana praktyka (abhjasa).

Wybaczenie (kszama) i szczęście (ananda), czyli dzień jak codzień w aśramie

2016-08-03 10.28.28

Wczoraj był międzynarodowy dzień wybaczenia (kszama) i wyciszenia (śanti), połączony z odpowiednią pudżą w Gangesie… A dziś przy porannej medytacji intencją nabieraną wraz z każdym oddechem było szczęście (ananda), nie przemijająca radość czy przyjemność (kama, raga), ale stałość umysłu w ciągłym zadowoleniu (santosza). Hmmm, bo nie jest tak, że jogin ot tak staje się radosny, pełen spokoju, wybaczenia, wyzbyty niepokoju i cierpliwy. Długi okres czasu te wszystkie cechy są ćwiczone, aż umysł wpadnie w nawyk, podobnie jak ciało wpada w nawyk asany i odpowiedniej pranajamy (jogicznego oddechu).

20160803_094109-1

7:30 asany, medytacja i kapalabhati oraz nadi śodhana pranajamy (opisane wcześniej na blogu, piszę z telefonu, więc nie zrobię hiperłącza 😦 ) po półtora godziny skończone. 8:30 rozmowa z moją ulubioną tutaj guru odbyta (i nagrana). Czas więc na śniadanie, ale tak już się nie chce jeść wciąż tego samego (tosty, dżem, płatki kukurydziane, jakiś naan czy chapatti itp.), ale mężnie idę wziąć to na brzuch. Niespiesznie wchodzę do kantyny, bo i gdzie tu się spieszyć? Patrzę, co na tacach, a tam pyszne rzeczy, w tym biryani (ryż z warzywami), problem(at) jednak w tym, że nie jest to podawane razem – trzeba wybrać. Pytam jednak bossa kuchni, bardzo uprzejmy chłopak, czy mogę wszystkiego po trochę – „pewnie, dla przyjaciół wszystko”. Miło się człowiekowi i jego brzuchowi zrobiło.

20160803_090718

Wniebowzięta jadłam prawie godzinę, bo… i gdzie się spieszyć? Tutaj życie po prostu sobie płynie, coś można zaplanować, ale spadnie ulewa, prąd nagle wyłącza, pokaźna mrówka gryzie, autobus się popsuje i wszystkie plany w łeb idą. Nie ma jednak sensu się denerwować, tak czy inaczej jakoś to będzie, co i tak miało być. A jeśli będzie co innego, to właśnie to miało być! W trakcie śniadania dostałam jeszcze owoce i kefir.

20160803_093148

Godzina niemal 10:00 i co tu robić (na pewno nie pograć w krykieta jak chłopcy tutaj mieszkający i uczący się różnej wedyjskiej teorii)? Upał okropny, pranie na chybił trafił powieszone (kto by tam przestrzegał zasad sznurka do prania – moje miejsce na pranie jest naprzeciw mego okna?), i nadal nie wiem, co dalej robić. Let it flow (niech samo idzie dalej), let it go (odpuść), jak się wczoraj dowiedziałam – jest istotą wybaczenia i… jogi. Puść to usilne i kurczowe trzymanie się własnych myśli.

20160803_092922

Niczym reszta Hindusek-sąsiadek wyszłam więc na patio, wzięłam się pod boki i patrzę, co tam w świecie słychać. A tam coś słychać, coś się dzieje, wszyscy gdzieś idą, to też pójdę, let it flow. Pobyć sobie przed wielkim namiotem w sumie niczego (póki co, może potem coś tu będzie).

20160803_120954

Przed wyjazdem w Indie dość często słyszałyśmy komentarze, że dwie samotne kobiety w Indiach to szaleństwo, głupota. Przecież nas Hindusi zabiją, zjedzą, porwą, okradną, i jeszcze inne gorsze wydarzenia. Podobnie z moim wyjazdem na rok do Algierii – ci muzułmanie przecież absolutnie kobiet nie szanują, terroryzm i zło. Przeżyłam, nikt mnie nie okradł, nie zabił, złego słowa nie powiedział, a wprost przeciwnie. Nigdzie takiej gościnności i ludzkiego ciepła nie doświadczyłam. Oczywiście trzeba przestrzegać zasad bezpieczeństwa (jak wszędzie zresztą), ale ogółem czuję się jak w domu.

20160802_134703

Po obiedzie wracam więc do lektury na moim ulubionym łożu z kamienia.

20160803_150155

O 18:00 zajęcia z akupresury. Kazano nam zabrać zeszyty i długopisy, więc czekajcie na wpis…

O ciszy i pranie trochę impresji… tak po platońsku

Najsłynniejszy indyjski filozof, który nigdy w Indiach (chyba!) nie był, Platon tak oto w Fedonie (69c) słowami swojego Mistrza i przewodnika, Sokratesa, mówi:

Jak widać, ludzie, którzy stworzyli nasze obrządki wtajemniczenia, nie byli głupcami, ale tak naprawdę już dawno powiedzieli w języku ukrytych znaczeń, iż kto wejdzie do Hadesu bez wtajemniczenia i bez święceń, ten będzie leżał w błocie, kto zaś przybędzie tam oczyszczony i ze święceniami, ten zamieszka wśród bogów (Fedon, przeł. R. Legutko, 1995, s. 77).

O jakich bogów, jakie wtajemniczenia, jakie ciemności i błota chodzi Mistrzowi? A nawet – jakie hieros logos, święty tekst, prawo, rozum, jakie wewnętrzne prawa i drogi nieśmiertelnej duszy-oddechu tutaj widzimy? Jesteśmy na sokratejskim terenie, czyli tam, gdzie dusza jest nieśmiertelna, gdzie w swej naturze jest czymś znacznie potężniejszym od jednostkowego, ograniczonego do materiału zmysłowego, wspomnień, mentalnych analiz i refleksji ja-indywidualnego. Dusza to logos, to święty logos – święty tekst, święte prawo, które obejmuje sobą cały kosmos, dusza to zatem – rozciągając tę pespektywę – nieskończona przestrzeń, w którą wkroczyć jednak nie jest łatwo. Jedynie czysta istota wstępuje w te idealne, niekończące się, wolne od wszelkiego cierpienia, niewiedzy i śmierci tereny. A czystość to – tak po Mistrzowsku – nic innego jak dobro (Dobro!). Czystym (katharos) człowiekiem jest ta istota, która jest dobra! A dobroć, chociaż stanowi jednoczesną jakość człowieka, to dobywa się z kilku składników, które w ludzkim działaniu znajdują swoje potwierdzenie.

cyt1

Dobroć to zachowanie, które oprócz swego etycznego fundamentu i kultywowaniu mądrości, jest także umiejętnością właściwego dbania o sferę cielesno-emocjonalno-mentalną, czyli o ciało-oddech-umysł. W platońskiej (i jogicznej) perspektywie dusza jako – powiedzmy – czysta świadomość przekracza tę sferę. Niemniej jednak by tej odrębności doświadczyć, dobra istota winna odpowiednio i dobrze posługiwać się otrzymanym od kosmosu pojazdem ciała-oddechu-umysłu. Takie są bowiem święte i niezmienne prawa kosmosu (dla Indii i Platona).

cyt3

Bogowie, wyższe istoty, nieśmiertelne siły rządzące wszechświatem nie są bytami tak absolutnie odrębnymi od człowieka. Na równi istnieją zewnątrz w swoich niebiańskich i infernalnych krainach, jak i wewnątrz istoty świadomej. To mądrość i głupota, to spokój i gniew, to dobroć i krzywda, to cierpliwość i pragnienie, to medytacja i lgnięcie, to śmierć i cisza. To świat przemijających manifestacji, które obejmują sobą rejony ziemskie, boskie i piekielne, to sfera transcendencji, która skrywa się w najsekretniejszym miejscu, w samej tajemnicy tajemnic – w sercu. Droga do niej wiodąca jest koncentracją umysłu, sztuką wyciszonego oddechu i wnikliwej uwagi, przenikającej przemijalne wizje.

cyt2

Atha joga-anuśasanam! – tak oto zaczyna się pouczenie jogi!

अथ योगानुशासनम्

Pranajama (jogiczny oddech)

Tipaza3

Nie jest to nowy wpis, ale w jedynym miejscu chciałam zebrać najważniejsze informacje na temat pranajamy, jogicznego oddechu, które dotychczas pojawiły się na stronie. Tak może będzie łatwiej rozeznać się w różnych pranajamach.

Najpierw krótkie wprowadzenie, czym jest pranajama, czyli jogiczny oddech. Nie jest to ani technika, ani ćwiczenia, ani kontrola oddechu, jak przyjęło się niekiedy pranajamę określać. Podobnie jak joga nie jest ani ćwiczeniem, ani techniką… Pranajama to droga, to wejście w spokój umysłu, pozostanie w tym stanie i dojrzenie-doświadczenie tego, co kryje się za zasłoną myśli, emocji, interpretacji i nawykowego doświadczania świata i siebie. Wstąp na drogę jogi, jak to Kriszna w Bhagawadgicie mówi.

W dodatku na drogę poczwórnej jogi, a nawet sześcio-aspektowej jednakowości (samatwa) – utrzymywania umysłu w stanie równowagi i harmonii wobec wszelkiej dwójni, czyli w świecie sansary (dobro-zło, cierpienie-radość, dzień-noc, zimno-ciepło…), i wchłonięcia medytacyjnego (samadhi). Jest bowiem joga czynu (karma joga), czyli joga czynu właściwego, takiego, który jest podejmowany jedynie ze względu na dobro samego działania, a nie owoc-rezultat, jaki z tego czynu wypłynie; u podstawy jogi czynu leży buddhi joga, czyli joga oświeconego, uspokojonego i pełnego pozytywnych jakości etycznych rozumu; z karma jogi wypływa z kolei dżniana joga, czyli joga wiedzy, lecz nie byle jakiej wiedzy – a wiedzy wyzwalającej, która jest zarazem sannjasa jogą, czyli drogą wyrzeczenia się (czynienia zła, pragnienia, przywiązania, lgnięcia, niszczenia, nienawiści, gniewu…), następnie pojawia się dhjana joga, joga medytacji… by z niej wypłynęła bhakti joga, joga miłości, joga absolutnego uwielbienia i jedności ze sferą boską. Lecz nie jest to ot miłość, lecz taka miłość, która jest jednością dwóch natur, natury boskiej i ludzkiej. Jest zjednoczeniem-unią boskiego i ludzkiego, czyli samym sednem terminu joga, który właśnie oznacza zjednoczenie. Natura tego zjednoczenia boskiego z ludzkim nie podlega kategoriom zwykłego umysłu, zanurzonego w dwójni, jej istota jest samym sercem jogi i jogicznego wznoszenia się świadomości na wyższe poziomy rozumienia i doświadczania.

A tutaj różne mniej lub bardziej zaawansowane pranajamy: moja ulubiona bhastrika, udżdżaji, kapalabhati i bhramari, słoneczna (surja) i księżycowa (czandra), nadi śodhana oraz murććha i plawini.

%d blogerów lubi to: