Studia Podyplomowe Jogi Klasycznej na Uniwersytecie Wrocławskim

5

 

Studia Podyplomowe Jogi Klasycznej przy Zakładzie Filologii Indyjskiej Instytutu Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych na Uniwersytecie Wrocławskim rozpoczęła uroczysta inauguracja w dniu 13 października 2018 roku w Oratorium Marianum. Podczas uroczystości porozumienie o współpracy między Uniwersytetem Wrocławskim a Indiami podpisane zostało przez Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego prof. dr. hab. Adama Jezierskiego, Ambasadora Indii w Polsce i na Litwie Pana Tsewanga Namgyala, Konsula Honorowego Pana Kartikeya Johri i kierownika studiów, czyli mnie.

Zrzut ekranu 2020-02-13 o 20.20.03

Podczas ceremonii otwarcia wypowiedziałam te słowa:

„Studia Podyplomowe Jogi Klasycznej stanowią wspólną inicjatywę Zakładu Filologii Indyjskiej (UWr) oraz Zakładu Technik Relaksacyjnych i Promocji Zdrowia (AWF we Wrocławiu). Tym samym Studia łączą dwa równorzędnie ważne aspekty SZTUKI ŻYCIA, JAKĄ JEST JOGA, a mianowicie: teoretyczną podstawę zawartą w filozofii i etyce jogi, wzbogaconą o naukę sanskrytu, oraz psychosomatyczny wymiar jogi, w którego obręb wchodzą praktyki: posturalne, oddechowe i medytacyjne. Z tego punktu widzenia, studia jogi klasycznej są unikatem w skali europejskiej, a być może nawet globalnej, jeśli mogę tak powiedzieć. Nigdzie bowiem nie są prowadzone badania akademickie nad jogą rozumianą całościowo, tj. jednym z sześciu systemów klasycznej myśli indyjskiej, połączone z praktyką i dydaktyką jogi wraz elementami wstępnymi ajurwedy i nauką sanskrytu, świętego języka Indii, nośnika jogicznego przekazu i mądrości.

8
Patańdźali, autor „Jogasutr” (ok. II w.)

W tym momencie warto zatem zapytać: czym jest joga? Odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest łatwa, namysł nad nią może zająć nawet całe życie. Indyjska literatura jogiczna przychodzi jednak w sukurs. II księga Bhagawadgity uczy: joga to samatwa (mentalno-emocjonalna stałość), joga to samadhi (najwyższe wchłonięcie medytacyjne). Jogiczna droga ku szczęściu (samadhi) wiedzie poprzez pięć szczebli: asany, dyscyplinę oddechową (pranajamę), wewnętrzne skupienie uwagi (pratjaharę), koncentrację (dharanę) i medytację (dhjanę). Nie byłoby jednak jogi, gdyby nie jej podstawa etyczna (jamy i nijamy), której kultywowanie staje się mocą wszelkiej praktyki jogicznej, nadając jej właściwy kierunek.

W ten sposób ujawnia się radźajoga, joga królewska, w której żaden ze składników nie może istnieć bez pozostałych. Joga ukazuje bowiem sposób, ścieżkę, na której umysł (manas lub szerzej ćitta) może być objęty kontrolą, co w ostateczności prowadzi do szczęścia. Sposób ów jest prosty, choć niełatwy, jak bowiem uczą Jogasutry, powstałe ok. II w., najważniejsza jest abhjasa, wytrwała i niezłomna praktyka, oraz wairagja, niewzruszona postawa etyczna, zakotwiczona w kontroli emocjonalnej. Joga to bowiem bala, siła, która daje potężną wiedzę, dźnianę. Gherandasanhita, XVI w., mówi nam: nie ma nad jogę wyższej siły, nie ma cenniejszego przyjaciela nad dżnianę. I jeszcze jedna cecha jogicznej dyscypliny – maitri. Przyjacielskość, współpraca, wzajemna pomoc i wsparcie…”

Specyfika studiów

Jak czytamy na stronie rejestracji na II edycję: Studia Podyplomowe Jogi Klasycznej stanowią wyjątkową ofertę kształcenia akademickiego, nieograniczoną do wybranej tradycji jogicznej, opartą na aktywnym czytaniu (razem ze Słuchaczami) klasycznych tekstów jogi (upaniszady, Bhagawadgita, Jogasutry, Hathapradipika i Gherandasanhita) oraz traktatów ajurwedy pod okiem kadry indologicznej. Praktyka jogi posturalnej, technik oddechowych oraz medytacyjnych odbywa się pod opieką kadry Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu oraz dyplomowanych instruktorów jogi (Iza Raczkowska z Jogi Gliwice oraz Adam Ślęczek z Jogi u Źródeł). Ponadto, Słuchacze poznają współczesne oblicza jogi zarówno w świecie zachodnim, jak i dalekowschodnim – poza tradycją indyjską Słuchacze zapoznawani są z tradycją jogiczną i medytacyjną wybranych krajów Azji (Tybet, Chiny, Japonia i Korea). W ten sposób studia dają szeroki pogląd na specyfikę współczesnej jogi, zarówno w zakresie jogi posturalnej, etyki, tradycji piśmienniczej oraz szeroko pojętej kultury jogicznej. Studia kończą się egzaminem na podstawie pracy dyplomowej napisanej przez Słuchaczy pod okiem opiekunów seminariów dyplomowych.

Otwarte konwersatoria I edycji Studiów Podyplomowych Jogi Klasycznej

Poza regularnymi zajęciami w ramach I edycji studiów odbyły się konwersatoria otwarte dla wszystkich chętnych słuchaczy zainteresowanych tematyką jogi we współczesnym świecie: prof. Marzenna Jakubczak przedstawiła wykład o Bogu (Iśwarze) w tradycji sankhji i jogi, prof. Krzysztof Kosior o wielowymiarowej postaci Buddy w tradycjach buddyjskich, prof. Lesław Kulmatycki animował spotkanie o problemach związanych ze współczesnym nauczaniem, prof. Robert Góra o tzw. (meta)fizyka kwantowa, dr Paweł Posłuszny prowadził warsztaty dot. anatomii jogi, Maciej Wielobób – warsztat z praktyk oddechowych hathajogi, oraz Han Dongkeun – warsztaty jogi koreańskiej, kouksundo. Ja natomiast opowiedziałam o mitologii asan. Ponadto w czerwcu 2019 odbywały się zajęcia otwarte ashtanga jogi prowadzone przez Martę Suchorończak.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

II edycja Studiów Podyplomowych Jogi Klasycznej – program

Zajęcia II edycji studiów jogi klasycznej rozpoczną się w marcu 2020 roku i odbywać się będą w trybie weekendowych (3 semestry po 7 zjazdów). Tematyka zajęć podzielona jest na dwa bloki – zajęcia o charakterze filologiczno-filozoficznym i kulturowym (Podstawy sanskrytu i terminologii jogi (3 semestry), Filozofia i etyka jogi, Joga w świecie współczesnym, Jogasutry i literatura hathajogi, Ajurweda i joga, Psychologia jogi) oraz zajęcia praktyczne (Anatomia jogi, Świadomość ciała – asany (2 semestry po 6 godzin wykładowych w każdym semestrze), Praktyki oddechowe w jodze, Metodyka prowadzenia zajęć jogi (2 semestry), Techniki wstępne koncentracji i medytacji, Praktyki relaksacji jogi) oraz seminarium dyplomowe.

W II edycji studiów poza programowymi zajęciami prowadzone będą warsztaty i konwersatoria otwarte Agnieszki Wielobób (podstawy pracy z powięziami w jodze),  Macieja Wieloboba (joga indyjskich sufich), Hana Dongkeuna (joga koreańska), dr Klaudii Bączyk (dydaktyka jogi) oraz Marty Monkiewicz (dźjotisza, czyli astrologia/astronomia w jodze).

Malownicza lokalizacja studiów

Zajęcia podczas II edycji studiów odbywają się w malowniczo położonym na Ostrowie Tumskim zabytkowym budynku Uniwersytetu Wrocławskiego w świeżo odremontowanej i wyposażonej w sprzęt jogiczny sali. Z okien sali ukazuje się przepiękny widok na Odrę: 

Zrzut ekranu 2020-02-13 o 20.20.18

Rekrutacja na II edycję Studiów Podyplomowych Jogi Klasycznej tutaj (do 21 lutego 2020).

Hatha joga, hatha-joga, hatha yoga i hata joga… czyli dlaczego jogin winien kochać sanskryt

Joga jest przede wszystkim filozofią, o wielowiekowej tradycji, przekazywaną w sanskrycie. Pierwsze jogiczne traktaty – upaniszady – dotyczące praktyki medytacyjnej skomponowane zostały w sanskrycie, tak samo Tajemne pouczenia wyśpiewane przez Czcigodnego (Bhagawadgitopaniszadah) oraz ogromny filozoficzny passus przedstawiający czynności wiodące do wyzwolenia (Mokszadharmaparwan), tak samo klasyczna nauka zawarta w Jogaśastrze Patańdźalego, późniejsza na pół magiczna i ezoteryczna tantra (tantrajana) oraz coraz popularniejsze podręczniki dotyczące fizycznej strony jogi – piśmiennictwo tradycji hathy są również świadectwem kunsztu sanskrytu. 
.
skr
.
Sanskryt
Sanskryt nie jest językiem prostym, ale nie jest także nielogiczny, mogę nawet powiedzieć, że jest bardzo intuicyjny, jeśli poświęcić mu trochę czasu i serca. Dla mnie sanskryt wyraża piękno matematyki – to matematyka w lingwistyce. Reguły są przejrzyste, ich zastosowanie klarownie wyjaśnione, transformacje składniowe, fleksyjne oraz morfologiczne z pieczołowitością opracowane. Zresztą to przecież „samskrytam”, czyli złączony razem, doskonale utworzony, idealnie skomponowany. Taki bowiem jest sanskryt.
skr
Sanskryt jest najstarszym przedstawicielem gałęzi indyjskich języków indoirańskich w rodzinie języków indoeuropejskich. Do niedawno uchodził za język matkę wszystkich języków świata, okazało się jednak, że jest najstarszą siostrą w gałęzi indoirańskiej. Sanskryt posiada w sobie pewną rzadko spotykaną właściwość – jakby tak się przyjrzeć, to każde słowo jest konstruktem, który można różnorodnie analizować (rozkładać i doszukiwać się związków semantyczno-morfologicznych) i interpretować. Nie ma jednej interpretacji danego słowa, a co za tym idzie – nie może być jednej interpretacji danego zdania, czyli śloki. Dla mnie sanskryt jest idealnym narzędziem do dharany, koncentracji uwagi. Nie dość, że musimy być niezwykle uważni przy rozbiorze gramatycznym zdania, to przekaz literacki (filozoficzny, narracyjny itp.) utworu również wymaga silnego skupienia, by niejako otworzyć się na przekaz tekstu. Przekaz dodatkowo wymaga zaznajamiania się z filozofią indyjską. Nie można wyrwać fragmentu z kontekstu, nie można wyrwać jogi z kontekstu – z sanskrytu oraz filozofii, darśany.
.
Darśana, tłumaczona przeważnie jako filozofia, pochodzi od pierwiastka czasownikowego paś/dryś, który oznacza: patrzyć, obserwować, doświadczać. Darśana nie jest bowiem jedynie chłodnym osądem, pozaosobową analizą danych, darśana to przede wszystkim aktywne uczestnictwo w świecie – tym, zewnętrznym podpadającym pod zmysły, i tym wewnętrznym, często równie wzburzonym i uspokajanym mocą medytacji. A sam świat – wielość terminów, ale weźmy np. termin prakryti – jeden z bliższych jodze. Pierwej uczyniona, stworzona na początku, początkowa / pierwotna matryca – natura tak zewnętrzna, jak wewnętrzna – całość nas, zarówno w sferze fizycznej, jak i mentalno-emocjonalnej. Inny termin – sansara – od sam√sry , co oznacza: wspólnie krążyć, obracać się, nawracać, wirować, orbitować – odchodzimy, przychodzimy, kręcimy się wokół osi własnego ego oraz ego innych. A ego – ahankara – czyli “czyńca ja” lub “ja czyniące” – jestem „ja”, kiedy czynię, sprawiam, kiedy uważam się za sprawcę; oraz ego jako asmita – jestem-ość – podmiotowość nabudowana na pierwotnym wyrażeniu „jestem”. Joga pochodzi od √judź – łączyć, jednoczyć, nakładać jarzmo na niesforne zwierzę (siebie?), a hatha to siła, przemoc, potęga, wysiłek. A przy okazji terminu „hatha” pojawia się od razu kłopot w zapisie.
.
divya
.
Hatha…
Literatura sanskrycka lubi samo „hatha”, jednak gdy chcemy złączyć to z „jogą”, to pojawia się problem: hatha joga, hatha-joga, hatha yoga, hata joga… które wybrać? Żadnego. Żadne bowiem zgodnie z gramatyką sanskrycką, dla Indii jedną z ważniejszych nauk, nie jest poprawne. Hathajoga – tak powinno być. Jest to bowiem pewna kategoria gramatyczna – złożenie typu tatpurusza, która łączy wyrazy w pewien konstrukt. „Hatha joga” nie może być, bo „hatha” nie ma końcówki fleksyjnej, „hatha yoga” także, bo kopiujemy zapis angielski w język polski i nadal nie stosujemy zasad fleksji, „hata joga” tym bardziej – „hata” oznacza bowiem zabity, zniszczony, bity… „Hatha-joga” ewentualnie, ale jedynie dla jasności zapisu. W dewanagari wygląda to tak: हठ, następnie transliterujemy na „haṭhayoga”, by spolszczyć, czyli dokonać transkrypcji na język polski, na „hathajoga”, i gotowe. Polski jogin ma zatem trochę trudniej, bo dodatkowo musi znać zapisu w języku polskim (link). To znaczy, oczywiście nie musi, ale jeśli chce wykazać się starannością nie tylko na macie czy w medytacji, jeśli chce dbać o piękno przekazu jogi i sanskrytu, to kunszt zasad gramatycznych nie może być obcy. Tak jak dbamy o nas na macie, w medytacji, w kontaktach z innymi, tak jak dbamy o Matkę Naturę, tak i dbałość o kulturę ludzką jest pięknem, które nas kształtuje. Zresztą sanskryt to dewa-bhasza, boska mowa, to… matryca lingwistyczna, w której biegłość sprawia, iż inne języki zdają się ot tak być przez nas zapamiętywane. Coś w tym bowiem jest, że sanskryt ułatwia naukę języków obcych…
.
Hathajoga lub… deklinacja
Jest i jeszcze inna możliwość łączenia „hatha” i „joga”, ale wymaga ona zastosowania reguł deklinacji oraz łączenia międzywyrazowego (zwanego sandhi). Poza złożeniem typu tatpurusza te dwa terminy można bowiem traktować jako 2 osoby wyrazy, a wtenczas (po spolszczeniu):
   mianownik: hathah + jogah → hatho jogah
   dopełniacz: hathasja jogasja (brak sandhi)
   celownik: hathaja jogaja (brak sandhi)
   i tak dalej…
Sanskryt ma 8 przypadków i 3 liczby (pojedyncza, dualna i mnoga), co dodatkowo urozmaica transformacje.
moi

Asany… kiedy pojawiły się w jodze

Asany nie od zawsze były w jodze praktykowane. Jeśli bliżej przyjrzeć się historii filozofii jogi, joga-darśanie, to asany początkowo nie były wzmiankowane. Ich różnorodność natomiast jest tworem późnym, bo pojawiającym się wraz z rozkwitem tradycji hathajogi*. Literatura starożytna powstająca u początku naszej ery wspomina asany, ale rozumie je jako pozycje siedzące, mające służyć medytacji, dhjanie. Zresztą termin „āsana” pochodzi o sanskryckiego pierwiastka czasownikowego „ās”, czyli siedzieć. Najstarsza (chyba) definicja jogi obecna w Maitrjupaniszadzie VI,18 asan w ogóle nie wymienia. 

tea-plantation

Zgodnie z Maitrjupaniszadą VI,18, datowaną na pierwsze wieki przed naszą erą, zasady jogi są następujące:
.
🔥dyscyplina oddechowa (prāṇāyāma),
🔥panowanie nad zmysłami (pratyāhāra),
🔥medytacja (dhyāna),
🔥koncentracja (dhāraṇā),
🔥właściwy pogląd (tarka),
🔥wchłonięcie medytacyjne (samādhi).
Oto jest sześć stopni zwanych jogą.
.
Jaką mądrość skrywają w sobie asany poza inteligencją ciała?

Nazwy nie pochodzą tylko od podobieństwa do zwierząt czy figur, często niosą w sobie jakiś przekaz mądrościowy, przywołując opowieść mitologiczną, co jest szczególnie widoczne w asanach mędrców (marići-asana, wasisztha-asana…) i stworów (garuda-asana, hanumana-asana…). By omawiać asany, najpierw trzeba dokonać wstępnego podziału na: asany współczesne (gimnastyczne) oraz asany historyczne (Patańdźali i hathajoga). Kiedyś bowiem asany były tym, czym są z nazwy – siedziskiem utworzonym z ciała i przeznaczonym do: medytacji, pranajamy, mantrowania, a od czasów hathajogi stały się narzędziem zmiany ciała, czasem o terapeutycznych właściwościach (James Mallinson, Roots of Yoga, 2017). Dopiero wiek XX przyniósł wzrost ich liczby… w wieku XXI obserwuje dalszy rozwój asan – albo powstają nowe, albo pojawiają się modyfikacje już obecnych. Daniel Lacerda w 2015 opublikował przewodnik 2,100 Asanas: The Complete Yoga Positions (gorąco polecam).

asanaAsany w literaturze jogicznej
Proces wyłaniania się asan z pozycji siedzących do coraz bardziej złożonych oraz, co jest istotne, układania ich w sekwencje, jest złożony, a badania nad manuskryptami hathajogi ciągle trwają. Tutaj ograniczam się jedynie do trzech przykładów zaczerpniętych – pierwszy z tradycji Patańdźalego (pierwsze wieki po naszej erze, przeważnie II w.) oraz dwa kolejne z hathajogi (około wieku XV):
.
🎋 Patańdźalijogaśastra 2,46
– sutra: asana [jest] stała i wygodna (sthīra-sukham-āsanam) – i tyle
– bhaszja (komentarz) podaje następujące asany:
padma, bhadra, wira, swastika, danda, sopaśraja, paryanka, krauńćaniszadana, hastiniszadana, usztraniszadana.
.
🎋 Hathajogapradipika 1,19-1,54
Pojawia się 15 asan, w tym 4 asany należą do Śiwy – tak są szlachetne:
swastika, gomukha, wira, kurma, kukkuta, uttanakurma, dhanu, matsjendra, paścimatana, majura; siddha, padma, sinha, bhadra
.
🎋 Gherandasanhita 2,3-2,32
W tym świecie istnieją 84 asany, ale 32 przeznaczonych zostało dla ludzi, a są to:
siddha, padma, bhadra, mukta, wadźra, swastika, sinha, gomukha, dhanu, wina, mryta, gupta, matsjendra, goraksza, paśćimottana, uttkata, sankata, majura, kukkuta, kurma, uttana-manduka, uttana-kurma, wriksza, sanduka, garuda, wrisza, salabha, makara, usztra, bhudźanga, joga.
.
Asana nie jest figurą gimnastyczną…
… nie służy sama sobie i nie jest celem jogi. Asana służy koncentracji, odblokowaniu napięć, wzmocnieniu siły ciała i ducha. Niekiedy staje się medytacją samą w sobie… Warto o tym pamiętać, gdy wchodzimy na matę, a gdy z niej schodzimy warto wnieść ten stan ducha – wzbudzony praktyką asan – w dalsze czynności dnia.

Literatura:
🎋J. BIRCH, Unpublished Manuscript Evidence for the Practice of Numerous Āsanas in the 17-18th Centuries, at the „Yoga in Transformation” International Conference, University of Vienna, 19-21/09/2013.
🎋J. BIRCH, „The Proliferation of the Āsanas’s n Late-Medieval Yoga Texts”, Yoga in Transformation. Historical and Contemporary Perspectives, Vienna University Press, 2018, pp. 103-179.
🎋N.E. SJOMAN, The Yoga Tradition of the Mysore Palace, Abhinav Publications, 1999.
🎋A. van der KOOIJ, A. KAIVALYA, Myths of the Asanas, Mandala Publishing, 2011.

* Zgodnie z zasadami gramatycznymi sanskrytu „hathajoga” piszemy łącznie – haṭhayoga (हठयोग). Czytamy razem z „h” w „tha”, bez tego „h” bowiem zamiast „jogi siły/mocy/potęgi/wysiłku”, mamy „zabitą/pobitą/umęczoną jogę”, a przecież nie o to chodzi. 🔥

 

Trening ciała i umysłu poprzez jogę

Każdy z nas oczywiście w mniejszym lub większym stopniu zgadza się ze zdaniem, że joga to nie tylko asany (ćwiczenia), ale także: 🔥 pranajama (dyscyplina oddechowa) 🔥 medytacja 🔥 specyficzna postawa życiowa (etyka, dieta, życzliwa obecność w świecie i wystrzeganie się wielu złych zachowań: kłamstwa, pozoranctwa, głupoty, wykorzystywania innych, złodziejstwa, negatywnych emocje i słów) – tout court joga to sztuka życia wyrażana od starożytności w filozoficznych pismach indyjskich. Dla mnie  joga jest joga-darśaną, czyli filozofią, do której kluczem jest sanskryt, ale… uwielbiam tę jej część, która dotyczy dbałości o nasze ciało pod względem jego sprawności: wytrzymałości, motoryki, siły i gibkości (fleksybilności). Nie nazwę jogi sportem (choć bardzo go szanuję), ale ćwiczenia asan (złączone z pranajamą) nazwę treningiem, a nawet neurotreningiem.

kailash

Neurotrening jogą w dwóch podejściach

Neurotrening jogą angażuje bowiem całość naszej struktury psycho-biologicznej: strukturę mięśniowo-powięziową oraz świadomość-uważność przy użyciu oddechu oraz medytacyjnego wyciszania. Możliwe są dwa podstawowe podejścia treningowe.

🔥 W pierwszym podejściu oddech angażujemy w trakcie praktyki na macie: odpowiednio kontrolując oddech (wdech-wydech), wchodzimy w asany, utrzymujemy je i przechodzimy do kolejnych, wszystko pod kontrolą uważności – świadomej kontroli ruchów i oddechu. Tu nie odbywa się nic z przymusu – ponieważ tak każe instruktor lub ponieważ osoby z boku „robią lepiej”. Tutaj jesteśmy tylko my: nasze ciało, mądrość, spokojne przechodzenie z jednego ruchu w drugi. Jeśli chodzi o mnie, to nie zawsze wykonuję dynamiczne układy (np. powitania słońca) w takim rytmie, jaki proponuje osoba prowadząca zajęcia, czasem wolniej, czasem szybciej „płynę”. I to właśnie o to chodzi – naturalne, swobodne, dbające o nasze ciało i poczucie swobody i satysfakcji płynięcie.

🔥 W drugim podejściu nie kończymy praktyki, schodząc z maty, lecz przenosimy trening w inną przestrzeń. W ten sposób mamy do czynienia z neurotreningiem: wyznaczamy czas na rano lub wieczór (czy jakąkolwiek dogodną dla nas porę), by zasiąść w wygodnej pozycji i pogrążyć się medytacji (dhjanie), połączonej z pranajamą. Technik pranajamy jest wiele i trudno zalecić jedną dobrą sekwencję.

lis

Moja pranajama otwierająca medytację – propozycja techniki

🔥 Zaczynam od naturalnego uspokojenia oddechu, przez ok. 2 minuty. Potem wykonuję intensywną nadi śodhanę – naprzemienne czyszczenie dziurek nosa poprzez zatkanie palcem przeciwnej dziurki do tej czyszczonej. 😃

🔥 Potem wykonuję sekwencję wdech-zatrzymanie-wydech-zatrzymanie w proporcji 1:4:2:1 (dla przykładu: 8 sekund wdech, 32 sekundy zatrzymanie, 16 sekund wydech, 8 sekund zatrzymanie; można tę proporcję zmniejszyć o połowę: 4 sekundy wdech – 16 sekund wstrzymanie – 8 sekund wydech – 4 sekundy zatrzymanie, itp.) powtarzane 18 razy (pomyślą indyjska liczba).

🔥 Następnie przechodzę czynności oczyszczającej umysł, czyli do (pranajamy) kapalabhati (50-100 razy), a potem do pranajamy bhastrika (8-18 razy).

🔥 I zatrzymuję się w stanie błogości, który naturalnie wyłonił się z meandrów świadomości… tutaj zaczyna się medytacja. Nie ma ustalonego czasu w niej trwania.

I teraz, naładowawszy baterię mego umysłu, mogę wracać do życia – pracy, siłowni i… 🥰

🔥 🔥 🔥  

Dzień z życia krowy w Haridwarze i kilka słów o asanie go-mukha (twarz krowy)

20170807_090304

Raczej każdy wie, że krowa w Indiach to istota święta. Z wielu powodów, choć nie łatwo je dokładnie filozoficznie określić. Krowa to matka, bo daje mleko, a z mleka można zrobić niemal wszystko, co do życia jest potrzebne: masło klarowane ghee (bardzo zdrowe, jajecznica na takim maśle jest cudem podniebienia, kocham!), różne kefiry i jogurty, które stanowią bazę dla innych produktów do picia (lassi) i jedzenia dodawane do sosów czy zapraw), a w końcu do różnych pudż (ofiar, które kilka razy dziennie odbywają się w tysiącach mniejszych i większych świątyń). Zresztą nie tylko mleko jest przez krowę produkowane, inną rzecz suszy się, by tu i tam wykorzystywać jako opał i materiał budulcowy. Krowa jest święta i tyle. Nie ma tu dyskusji! Atra na samśayah (jak w sanskrycie powiemy)!

20170807_103914-1

Święty główny ghat Har-ki Pauri, po którym chodzi każdy, kto tylko może i nie może (wtedy używa czegoś w rodzaju wózka), do przejazdu upoważniony jest tylko motor albo rower – policja strzeże wejść z kilku stron. A ten każdy to: sadhu (asceta żeński i męski) oddany bogu Śiwie (odróżniany po pomarańczowym kolorze szat), oddany bogu Wisznu (biało-szary kolor), Hinduski w kolorowych sari, często z jakimś pakunkiem na głowie, a często i nie, ubrane w sari, albo w jeansach i t-shircie (głównie młode), podobnie mężczyźni, choć również głównie młodzi, starsi noszą albo spodnie z materiału i koszule, albo długie koszule i spodnie uwiązane z kawałka materiału. Jak komu wygodnie. I turyści, w tym obecnie dwie Polki, często brane przez Hindusów za Rosjanki albo… Francuzki! Ja mam ubrane spodenki sportowe do kolan i t-shirt oraz japonki, nie lubię butów trekkingowych w miejscach, gdzie temperatura przekracza 30°, teraz jest ponad 40°. Owszem, jest błoto, czystości na chodniku nie ma, krowy zostawiają swoje ślady wszędzie, ale… cóż, trzeba uważać i dobrze będzie. I ta tytułowa krowa, która nadeszła ot tak, by ot tak pójść dalej, pewnie sama nie wie dokąd. To zresztą chyba nie ma żadnej różnicy.

20170807_112516-1

Weszła na plac, między jeden sklep z dewocjonaliami a drugi, więc ja będąc ulokowana na tarasie Café Coffee Day (rodzaj indyjskiego Starbucksu) patrzę, co się wydarzy. Wbrew pozorom, nie jest łatwo wypatrzyć krowę, czy nawet stado krów, w centrum miasta na środku placu, nie w Indii. Tu z każdej strony coś się dzieje, hałas będący kakofonią wszystkiego (klaksony, ogłoszenia modlitw, gwiazdki policji, piszczałki, rozmowy ludzi…) i upał, on też ogłusza! Krowa weszła zatem na środek placu, stanęła i… stoi. Patrzy w jedną stronę, ruszyła ogonem, gdy nagle podeszła do niej pewna pani i nakarmiła czymś, co wyjęła z torby. Potem podszedł chłopak, pogłaskał święte zwierzę i nakarmił kolbą kukurydzy. A potem nadeszła grupa sadhu, Hinduska i ich nakarmiła, wkładając bliżej mi nieznaną (siedzę przecież dość daleko) papkę do ich menażek (każdy sadhu takie naczynie ma, bo zdobywa takim czy innym sposobem w nie jedzenie). Krowa odwróciła się równie powolnym i przemyślanym ruchem. I wyszła z placu z gracją… podjadając resztki jedzenia ze śmietnika. Tak obserwując tę powolność, namysł, spokój i opanowanie krowy w samym środku gotującego się (dosłownie, upał leje się z nieba na przemian z deszczem) wszystkiego, teraz rozumiem, dlaczego jedna asana nosi nazwę „twarz krowy” (go-mukha). Niby jest to łatwa asana, ale wymaga właśnie takiej spokojnej precyzji, temperatura ciała u jogina znacznie wtenczas wzrasta.

20170807_090330-1

Czasem jednak w tłumie ulicy i krowa nie jest szanowana, zwłaszcza, gdy wchodzi na teren czyjegoś biznesu: sklep, restauracja itp. Nie chodzi o to, że krowa wchodzi dosłownie do środka, ale np. swoim powolnym i stosowanym ruchem, wypatrując, co może ewentualnie podebrać, podchodzi do czyjejś posesji. Zdarza się, że ktoś nazbyt mocno święte zwierzę przegoni, np. kijem, to już jest bezczelność i brak ahinsy! Ahinsa, postawa absolutego nie-krzywdzenia żadnej czującej istoty w myśli, mówie i czynie, ta fundament indyjskiej duchowości, a zarazem polityki Mahatmy Gandhiego (a obecnie Dalajlamy XIV), w ten sposób – takim kijem czy bijącą ręką – jest całkowicie łamana, a istota czująca jest krzywdzona. Tak czynić nie jest dozwolone w świętych zaleceniach hinduizmu!

20170807_112416

A co można zrobić, gdy krowa pojawi się na naszej drodze? Można pogłaskać. Krowy lubią jeść banany i kolby kukurydzy, głównie takie opalane na węglu. Problem w tym, że ja taką kukurydzę również uwielbiam, więc zdarza mi się uciekać przed krową, która stara się udowodnić mi, że ona bardziej uwielbia kukurydzę…

20170807_103854

Dżniana, czyli kilka słów o wiedzy jogicznej

Joga to nie tylko praktyka, to także pokaźna i pełna energii wiedza, dźniania. Jogin jest osobą, która poświęca ogromną część swojego życia na zaawansowane praktyki cielesno-oddechowe, ale także zdobywa i pogłębia wiedzę na temat funkcjonowania wszechświata, umysłu, ciała, oddechu jako połączenia między ciałem a umysłem, na temat wyższych poziomów świadomości (wychodzących poza świadomość-ja – ahankara lub asmita), tzw. ciała subtelnego (sukszma-śarira) i subtelnych kanałów energii (nadi). Jogin to osoba, która używając jogi, stara się wyjść poza własny umysł i jego cielesne uwarunkowania. W tym celu zdobywa wiedzę z bardzo ważnych dzieł jogicznej literatury Indii, a wśród nich: Upaniszady, Bhagawadgita, Jogasutry, Hathajoga-pradipika, moja ulubiona Mokszadharma (prawdopodobnie najdłuższy wykład o jodze, w którym nie znajdziemy pouczeń o asanach ani o poszczególnych stopniach jogi, ale rozczytamy się w mentalno-emocjonalnym aspekcie praktyki jogicznej).

Lecz ta wiedza, dżniana, nie jest jedynie znajomością ważnych jogicznych tekstów, stworzonych przez indyjską umysłowość i jogiczną praktykę. Jest to także wiedza czy też przekaz przechodzący z umysłu guru do umysłu (i serca) ucznia. To jednak także za mało.

Dżniana to także świadomość, ale nie taka zwykła świadomość, którą mamy na co dzień, związana z pracą pięciu zmysłów i “ja”. Dżniana to tak zwana świadomość wyzwalająca, czyli ta która obudzona i wzmożona, wykształcona, mocą i wysiłkiem jogicznym, pozwala na właściwą identyfikację jogina. To bowiem dżniana odpowiada za wyzwolenie, którego dokonuje jogin w momencie, gdy uświadamia sobie swoją rzeczywistą tożsamość, wolną od codziennej, pełnej mentalnych i emocjonalnych fluktuacji aktywności umysłu. W momencie wyzwolenia dokonywanym mocą dżniany jogin przestaje utożsamiać się z ahankarą/asmitą a identyfikuje się z atmanem, czystą świadomością, wolną od wszelkiej skazy, cierpienia, przemijania, czystą błogością, poznaniem, dobrocią i radością, będącą także świadomością-źródłem dla każdej innej świadomości codziennie doświadczanej przez człowieka. Jednak taka świadomość i ten aspekt jogi jest już wyższą szkołą jazdy i wymaga poznania i zgłębienia filozofii indyjskiej, joga to przecież jeden z sześciu klasycznych systemów myśli indyjskiej, wpisanych w tradycję wedyjską… Oto powód, dla którego jogin studiuje święte i pełne filozoficznej (metafizycznej można nawet tak powiedzieć) wiedzy teksty indyjskie. To dzięki dżnianie jogin z buddhjamany (z będącego w procesie przebudzania czy też nabywającego świadomość) staje się buddhą, czyli o przebudzonej świadomości (buddha jest terminem nie tylko buddyjskim…)

To dzięki nim i dzięki interpretacji zasłyszanej od swojego guru jogin zaczyna rozumieć, co dzieje się w nim samym, a zarazem do czego i w jaki sposób dąży. Co prawda, w tych tekstach niewiele możemy znaleźć dokładnych opisów atmana czy też samadhi albo wyzwolenia (moksza, kaiwalja), to subtelny a zarazem drogocenny przekaz jogiczny o silnie etycznym walorze, można odnaleźć, a potem w życie wcielać. Joga to bowiem sztuka życia, dobrego, szczęśliwego i wartościowego, gdzie holistyczne dbanie o siebie połączone z silną samodyscypliną staje się sensem życia.

W Mokszadharmie czytamy, że joga to siła (wysiłek), a sankhja (teoretyczna wykładnia jogi) to dżniana – wspólnie obie prowadzą do wyzwolenia. W Joga-tattwa Upaniszadzie znajduje się pouczenie, według którego jogin nie może osiągnąć samadhi bez dżniany, a znawcza czy też posiadacz dżniany nie może dokonać aktu wyzwolenia bez jogi. Obie są niezbędne, by znaleźć się w stanie stałego i nieuwarunkowanego samadhi

W jodze nie tylko sama joga – starożytny system samo-dyscypliny cielesno-oddecho-mentalnej, jest ważna, ale także zgłębianie wiedzy, i to nie byle jakiej wiedzy, bo wiedzy w najwyższym stopniu, jakby to Arystoteles powiedział – wiedzy o zasadach boskich, o niezmiennych, warunkujących świat i nadających mu taki a nie inny wygląd prawidłach. W Indiach, podobnie jak i w starożytnej Grecji, ta boska wiedza obejmuje zarówno pytania o wszechświat, o człowieka, a w szczególności jego boską cząstkę, czyli umysł, a także tę sferę, która przekracza zwyczajne doświadczenie zmysłowe, tak zwaną sferę ekstra-zmysłową (ponadzmysłową), bo dostępną jedynie w oglądzie wewnętrznym – intelektualnym, intuicyjnym, głęboko medytacyjnym… Taka wiedza, w sanskrycie zwana dżniana lub widja, niesie w sobie jeszcze jeden walor – ma status wiedzy/świadomości wyzwalającej z przemijalnego, podległego śmierci i cierpieniu świata ku… wyższej, najsubtelniejszej sferze doświadczenia. Jakiej? – znakomita badaczka myśli indyjskiej prof. Madeleine Biardeau tak oto powiedziała: by zrozumieć etapy mentalne, poprzez jakie w czasie swej wytężonej praktyki przechodzi jogin, trzeba stać się joginem i poddać się tej praktyce. Inaczej będzie to tylko opisem słownym, za którym nie idzie rzeczywista treść i doświadczenie rzeczywistości (tak zewnętrznej, jak i wewnętrznej).

Wszystkie jogiczne ćwiczenia cielesno-oddechowo mają bowiem tylko jeden cel, nie jest nim gibkość czy też tężyzna fizyczna, właściwe dotlenienie mózgu, w jodze nie chodzi o ciało, lecz o czystość umysłu

Antardżjotis, czyli wewnętrzne światło w praktyce

rose5

 

Gdy kuszą bogowie zajmujący wysoką pozycję, to nie należy poddawać się ani pożądaniu (lgnięciu) [saga], ani popadać w pychę [smaya], aby ponownie nie nastąpiło niepożądane [aniṣṭa] przylgnięcie [prasaṅga] do świata.

– do Jogasutr III.51*

 

Wewnętrzne światło

W sanskrycie antardżjotis (antarjyotis, अन्तर्ज्योतिस्), to metafora, pojęcie na pograniczu potocznej metafizyki, spirytualizmu i starodawnych bajań czy może rzeczywisty obiekt doświadczenia medytacyjnego, a ostateczne życiowego? Joga indyjska, i jej młodsza siostra joga tybetańska, do wewnętrznego światła podchodzi zupełnie poważnie i całkiem praktycznie, uważając je za immanentny (wewnętrzny i wrodzony) składnik pogłębionej praktyki jogicznej oraz coś, czego można doświadczyć w codziennym życiu. Zanim odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego tak jest, to ugryziemy trochę teorii, chronologicznie: najpierw indyjskiej, potem tybetańskiej. Czym zatem jest to wewnętrzne (antar) światło (jyotis)?

Jogasutry, czyli praktyczny i syntetyczny podręcznik jogi klasycznej i… panowania nad umysłem

Chociaż w pierwszym podejściu Jogasutry są bardzo trudnym wykładem, to przy głębszej i bardziej upartej lekturze niosą w sobie niezwykle przydatną moc i zadziwiająco skuteczne wskazówki. Powstałe ok. II w. i przypisane  Patańdżalemu, Jogasutry są dziełem dotyczącym ośmiostopniowej ścieżki samokontroli (asztanga joga, aṣṭāṅga yoga अष्टाङ्ग योग), ale przedstawia także krótszą trzystopniową metodę dotarcia do wyznaczonego celu, czyli całkowitej kontroli nad myślami i emocjami. Wewnętrzne światło, które Patańdżali nazwał po prostu światłem (jyotis, ज्योतिस्), zajmuje jedynie kilka fragmentów (sutr) i czyli w skali całości dzieła bardzo niewiele, to sutry te wraz z komentarzem do nich (autorstwa niejakiego Wjasy) przekazują bardzo ważną  praktyczną treść, która nie wymaga dokonywania jakichś skomplikowanych ćwiczeń wstępnych.

Wzmianka o świetle, dżjotis, pojawia się u Patańdżalego przy okazji opisywania praktyki mentalnej, mającej na celu zahamowanie  wszystkiego tego, co dzieje się w umyśle, czitcie (citta चित्त), a co Jogasutry zwą zbiorczą nazwą writti (vṛtti वृत्ति). Writti są to tak zwane mentalne poruszenia, czyli emocje i myśli, a ogólnie – nieprzerwany dialog wewnętrzny, który bezustannie rozgrywa się w głowie (kiedyś napiszę o tym więcej, bo jest to bardzo złożona i ważna koncepcja).

W Jogasutrach I.33-39 ukryta jest skondensowana praktyka etyczna, o bardzo pięknym wydźwięku. Joga to nie tylko ćwiczenia oddechowe i cielesne, meritum i piękno jogi kryje się w jej propozycji etycznej – specyficznej postawie życiowej, która nastawiona jest na drugiego człowieka. Świadomości bowiem nie oczyszcza się jedynie poprzez kultywowanie serii wyrzeczeń (ahinsa, prawda, wstrzemięźliwość cielesna, zakaz kradzieży i skromne życie) oraz serii nakazów (zadowolenie, czystość cielesna i mentalna, asceza, czyli tapas, studia nad świętymi tekstami i czczenie-utwierdzenie w najwyższej rzeczywistości), lecz przede wszystkim przez życzliwą, pomocną i ciepłą postawę wobec drugiej istoty:

Traktat (śāstra) zaleca właśnie oczyszczenie owej stałej (avasthita) świadomości (citta). Oto jakim sposobem:

I.33 [F.r.]: Przez pielęgnowanie (wytwarzanie, wywoływanie, kontemplowanie, bhāva) życzliwości (maitrī) dla szczęścia (sukha), współczucia (karuṇā) dla nieszczęścia (duḥkha), zadowolenia (mudita) z dobra (apuṅya) i tolerancji (upekṣā) wobec zła (puṅya) ucisza się (oczyszcza się, prasādana) świadomość (citta).

Właściwa i przynosząca dobre efekty postawa mentalno-emocjonalna ma cztery cechy:

  • życzliwość-przyjacielskość (karuna) करुणा
  • współczucie (maitri) मैत्री
  • zadowolenie (mudita) मुदित
  • tolerancja (upeksza) उपेक्षा

Te cztery cechy stanowią doskonałą broń, ponieważ uspokajają umysł. Każda zła emocja zwrócona w kierunku drugiej osoby czy sytuacji (gniew, smutek, zazdrość, zawiść, skąpstwo, niezadowolenie, wstyd oraz całą seria innych itede) w gruncie rzeczy najbardziej negatywnie oddziałuje na umysł osoby, która te emocje kultywuje i wysyła. Jest niczym trucizna mącąca jasność widzenia, spokój oraz nawet zdrowie cielesne: układ nerwowy, w tym także mózg, również niezwykle cierpi. Życzliwość jako postawa przyjacielska, maitri, wobec każdego stworzenia, każdej istoty, gdy spotyka ją szczęście, współczucie, karuna dla cierpienia innych, zadowolenie, mudita, z tych, którzy są dobrzy, i tolerancja, upeksza, dla tych, którzy są źli (przy jednoczesnej trosce o zachowanie dobra i eliminację zła) – służą wytwarzaniu i wzmacnianiu indywidualnej doskonałości, czyli dharmy w sanskrycie, arete w starogrece. W ten sposób świadomość staje się utwierdzona i niewzruszona, a zarazem uciszone (prasanna प्रसन्न) i jednolita (ekāgra एकाग्र), a człowiek pozostaje sobą (nie traci kontroli nad sobą) wobec każdej okoliczności.

drzewo

I.34 [F.r.]: Również przez wydychanie (pracchardana) lub powściąganie (vidhāṇā) prany (energii życiowej, praṇa) [oczyszcza się świadomość].

I.35 [F.r.]: Także wywołanie przeżycia (pravṛtti) z [subtelnym] przedmiotem zmysłowym (wrażeniem) utrzymującego umysł (manas) w stałym (nieruchomym) stanie [ucisza (oczyszcza) świadomość].

I.36 [F.r.]: Również [przeżycie] beztroski (beztroskie) lub świetlistości (świetliste, jaśniejące, czystego “jestem”) [ucisza (oczyszcza) świadomość].

I to ten ostatni fragment interesuje nas najbardziej, a w oryginale brzmi:

विशोका वा ज्योतिष्मती   viśokā vā jyotiṣmatī   [wiśoka wa dżjotiszmati]

Te trzy słowa niosą w swojej skondensowanej formie bardzo ważny przekaz, można nawet powiedzieć, że kryją w sobie jedno z najważniejszych jogicznych narzędzi: utrzymanie uwagi na lotosie serca, co wywoła wrażenie błogiej świetlistości świadomości, jej czystości i wolności. Jak tłumaczy naszpikowany jogicznymi pojęciami (zaraz się z nimi rozprawimy)komentarz Wjasy:

U wykonującego dharanę na (przykuwającego uwagę do) lotosie serca wystąpi doświadczenie (saṃvid) intuicyjnej świadomości (buddhi). Sattwa bowiem intuicyjnej świadomości (buddhi) jest przejrzysta (klarowna) na podobieństwo przestrzeni (przestworu, ākāśa), więc […] przekształca się w postać jasności (promienności) słońca, księżyca, gwiazdy lub klejnotu. W ten sposób świadomość popada w stan “jestem”, staje się nieruchoma jak wielki ocean i jest samą tylko świadomością “jestem” (asmitā), cichą i bezkresną. […] Przeżycie to może być dwojakie: z przedmiotem świadomości, [które się nazywa] “beztroskie (viśoka)”, i z samą tylko świadomością “jestem”, nazywane jaśniejącym (jyotiṣmant). Oto [przeżycie], dzięki któremu świadomość jogina osiąga stopień stałego stanu (sthiti).

Idea psychologii jogi jest taka, że umysł (citta) składa się z trzech części:

  • manas (मनस्) – odpowiedzialny za kontakt z pięcioma zmysłami i jako taki zbierający materiał zmysłowy (empiryczny) i na jego podstawie działający w postaci myśli, emocji, chcenia lub niechcenia wątpliwości i niepewności
  • ahankara (ahaṃkāra अहंकार), zwana asmitą – poczucie ja indywidualnego
  • buddhi (बुद्धि) – intelekt bądź inteligencja, której główną funkcją jest decydowanie, a ostatecznie wyzwolenie

i może istnieć w trzech stanach, zwanych gunami (guṇa गुण):

  • tamas (tamas तमस्)– stupor, ciemność, bezruch, gnuśność, lenistwo, ospałość
  • radżas (rajas रजस्) – aktywność, namiętność, działanie, zazdrość
  • sattwa (sattva सत्त्व) – poznanie, świetlistość, dobro(stan) i błogość

zatem w momencie, gdy jogin wprowadzi swoją buddhi, inteligencję, najważniejszy mentalny organ w stan przejrzystości, uwolni go od namiętności (gniew, zawiść, gonitwa myśli) i gnuśności (lenistwa, głupoty, bezruchu), to pojawi się odczucie przejrzystości i błogości, dające wrażenie niczym nieograniczonej wolności, metaforycznie obrazowanej w postaci przestworu czy oceanu. Żaden przedmiot nie będzie przyciągał uwagi, spokój stanie się głównym odczuciem, a jedynym przedmiotem uwagi będzie poczucie “jestem”: jestem i doświadczam życia takim, jakie ono jest. A co za tym idzie – reaguję w taki sposób, w jaki należy, nie podlegam już bowiem zależności od zewnętrznych okoliczności oraz wewnętrznych uwarunkowań… do czasu oczywiście. Praktyka jogiczna (medytacja i koncentracja) musi wciąż być kultywowana.

Następnie Jogasutry I.37-39 podają jeszcze inne metody przeżycia oczyszczającego świadomość: świadomość (citta) mająca za przedmiot (ālambana) doświadczenia siebie wolną od pragnień, odtwarzanie stanu snu z marzeniami sennymi (svapna) i bez nich (nidrā) oraz kontemplację czegokolwiek zgodnie z upodobaniem (yathābhimata).

Wywołanie uciszenia zawieruchy mentalnej i rozbiegania myśli poprzez doprowadzenie umysłu (czitty) do stanu błogiej świetlistości jest bardzo ważnym narzędziem osiągniętym poprzez koncentrację (dhāraṇā) na lotosie serca (hṛdayapuṇḍarīka). A poza tym… sam purusza (puruṣa), można powiedzieć najwyższy poziom świadomości, do jakiego jogin dąży, jest światłem (komentarz [7] do II.27):

W tym stanie purusza, wyszedłszy ze związku z gunami, jest światłem (jyotis) w swojej właściwej naturze (svarūpa), jest jedyny (samotny, absolutnie wolny, kevalin), jest czysty (śuddha).

Nic więcej dodać, nic ująć, ale dodajmy jednak coś: gdy człowiek (purusza oznacza poza najwyższym poziomem świadomości także po prostu człowieka) uwolni siebie od ulegania i podlegania różnym emocjom, wyrażonym przez trzy guny, to ukryte gdzieś w zakamarkach świadomości światło staje się stanem błogości, spokoju i radości, a co za tym idzie realizacji. I nie jest to dalekosiężny cel, osiągany jedynie przez wyśmienitych joginów, ukrytych w himalajskich jaskiniach czy leśnych pustelniach, ale stan spełnienia i spokoju, do którego prowadzi systematyczna i pogłębiona medytacja.

A co nam mówi wewnętrznym o świetle tradycja tybetańska, w dużej mierze wyrosła na przekazie jogi indyjskiej? Ano mówi nam wiele, przejrzyste światło w tybetańskich praktykach stanowi ważny (jeśli nie najważniejszy) punkt, ale póki co nie o nim chciałam. Chciałam bowiem przypomnieć bliski związek łączący ciało energię i umysł, oraz rolę praktyk wizji światła, thogal w klasycznym języku tybetańskim.

Świetlista samoświadomość umysłu w tradycji tybetańskiej

Tybetańskie nauki o świetle są niezwykle piękną opowieścią, skrywającą w sobie duże pokłady energetycznej mądrości, a co najważniejsze obecnie stają się coraz bardziej i łatwiej dostępne. Wiele książek jest tłumaczonych na język polski, a jeszcze więcej dostępnych jest w języku angielskim. Podobnie jak w klasycznej jodze indyjskiej wolny umysł porównywany jest do błękitu nieba czy oceanu, tak i w pogłębionej jodze tybetańskiej, spokojna natura umysłu, matryca dla przejawiania się myśli i miejsce ich rozpuszczania, matryca-podstawa (dharma-kaja) sansary i nirwany, wszechobecna, wszechogarniająca i niezmienna, porównywana jest do nieskończonej przestrzeni i zwana kunszi**. Nie ma formy ani kształtu, dzięki czemu wszystko przenika i jest niczym bezkresne, nieskrępowane niebo istnienia, spokoju i naturalnej samoekspresji. Metaforycznie określana jest jako matka, ponieważ to z niej wszystko się dobywa: świat sansary oraz kraina nirwany. Z niej rodzi się także…

Światło, zwane z tego względu synem. Jest ono niczym słońce na niebie, które wszystko rozświetla. Właściwie – nie ma świadomości bez pustki bezkresu, jak i pustki bez świadomości. A ta świetlista samoświadomość zwana jest rigpa**, która z jednej strony wszystko rozświetla czystym światłem poznania, ale także jest stanem niczym niezagrożonej błogości (sambhoga-kaja). Nie chodzi tutaj oczywiście o fizyczne światło, które można rzeczywiście zobaczyć, lecz jest doświadczeniem przejrzystości, które przenika umysł. Jest niczym lustro, które swobodnie odbija w sobie rzeczy, ale bez krytyki i analizy.

Tyle obfitej teorii, teraz czas na jej praktyczne użycie

I nie chodzi tutaj bynajmniej o medytację czy koncentrację na lotosie serca, lecz realizację, aplikację, tych nauk w codziennym życiu. Jest to możliwe, ponieważ antardżjotis nie jest czymś zewnętrznym i odrębnym od umysłu, nie jest oderwaną od codziennego doświadczenia transcendentną rzeczywistością, którą osiąga się dopiero po wejściu w stan najwyższego skupienia, samadhi, czy też po dostąpieniu oświecenia. Bynajmniej. Antardżjotis to doskonały stan umysłu, który oznacza jednak coś więcej niż ten umysł, bo jest jego podstawą, matrycą dla całego doświadczenia (myśli i uczuć). David R. Hawkins, amerykański psychiatra, poczucie szczęścia i poziom zdrowia uzależnia przede wszystkim od poziomu świadomości***. I bynajmniej nie chodzi tutaj o wyższy poziom wiedzy, poznawania czy wyższy poziom inteligencji, lecz o umiejętne panowanie nad sobą poprzez panowanie przez to, co dzieje się w środku człowieka – w umyśle.

Wewnętrzne światło, antardżjotis, posiada pewne cechy, które można realnie odnieść do zwykłego życia, to znaczy jest takim stanem umysłu, który charakteryzuje się absolutnym spokojem, harmonią, spełnieniem, empatią, współ(od)czuciem, szczerością i dobrocią, a przy tej okazji niezwykle silną przenikliwością i celnością swoich intencji i siłą koncentracji oraz takiego wglądu w rzeczywistość, który pozwala właściwie ocenić sytuację i adekwatnie zareagować. Umysł bowiem jest tak silnie samo-zdyscyplinowany, że nie daje się ponieść truciznom mentalnym (gniew, smutek, wina, pożądanie, duma,strach, senność, głupota, lenistwo itp.), które wywołują zewnętrzne wydarzenia lub wewnętrzne zjawiska (wspomnienia, plany, wątpliwości, czyli dialogi wewnętrzne).

Tak rozumiane antardżjotis można w sobie pielęgnować i wzmagać poprzez kilka czynności:

brzeg

Podsycanie wewnętrznego ognia

Tak rozumiane antardżjotis warto w sobie pielęgnować i wzmagać kilkoma sposobami, które niekoniecznie muszą być medytacją czy praktyką koncentracji:

  • Szanuj cierpienie i wyciągaj naukę z bolesnych przeżyć: myśl indyjska (w tym także buddyzm) oraz doświadczenie jogiczne bazuje na bardzo prostej konstatacji – cierpienie jest immanentnie wpisane w strukturę życia, więc warto poświęcić mu więcej uwagi, przebadać jego naturę, wyciągnąć naukę z jego doświadczania oraz znaleźć środki zaradcze. Szanuj cierpienie, bo w nim kryje się drogocenna energia, wiedza i natchnienie, jeśli cierpienie jest dobrze wykorzystane, a nie jedynie biernie przeżywane.
  • Poszukuj mistrzów duchowych i mentorów w danej dziedzinie, która Cię interesuje, by dbać o rozwój etyczny i osobisty. Neurony kochają aktywność, a fundamentem zdrowia są aktywne połączenia synaptyczne.
  • Pielęgnuj dobre cechy, które dbają o umysł i o dobre samopoczucie, a co za tym idzie : mądrość, samo-kontrola, współczucie, życzliwość, otwartość, zadowolenie, upór w praktyce, dobre intencje, szczerość, prostolinijność, hojność, ahinsa, brak gniewu, nadmiernej pożądliwości i zawłaszczania, skąpstwa, zawłaszczania, determinacja. To one są energią, która napędza realizację obranych celów.
  • Działaj systematycznie i małymi kroczkami – japońska kultura wytworzyła metodę osiągania sukcesu zwaną kaizen, czyli teorię małych kroczków, które prowadzą do wielkiego celu. By osiągnąć coś wielkiego, nie rzucamy się od razu z motyką na słońce, ale logicznie i systematycznie podejmujemy drobne działania, by zrealizować wielki plan. A każdy wielki plan składa się w miliarda maleńkich czynności, całą sztuka polega zatem na ich przemyślnym uporządkowaniu i konsekutywnym realizowaniu.
  • Stwórz swoje prywatne miejsce mocy – żyjąc w jaskiniach czy w  leśnych chatynkach, jogini tworzyli w danym miejscu idealna atmosferę do praktyki i kontemplacji. Istnieje nawet cała lista zaleceń i rad, jak dane miejsce ma jogin dla siebie przysposabiać. Takie indywidualne miejsce mocy zawiera w sobie coś więcej niż tylko ładną dekorację  i ciekawy wystrój, jest ono bowiem takim przysposobieniem sobie przestrzeni, by czerpać z niej pozytywną moc do działania.
  • Poznaj i inkorporuj obce, czyli wartości innych kultur, ich myśli, sposoby realizacji siebie i projektów. Często to, co obce, nie-moje, pokazuje nowe możliwości i nowe odpowiedzi na stare pytanie.
  • Inwestuj w siebie – w zdobywanie wiedzy, w samorozwój, w podnoszenie kompetencji twardych i miękkich, w sport, podróże, w eksplorowanie nowych terenów (każdy nowy teren to także podróż w zakamarki własnej duszy i odkrywanie tam nowym pokładów piękna, motywacji i energii do działania), w dobrą lekturę, w relaks (inspiracja i kreatywność w relaksie znajdują swoje źródło) i… hojność, bo to ona jest inwestycją w dobroć, która pozwala wyjść poza ciasne ramy ego. By osiągnąć wiele, trzeba wiele od siebie wymagać i wiele dawać. Inwestuj w życzliwość, w uprzejmość, dobroczynność, bycie pomocnym, w dzielenie się swoim sukcesem z innymi.
  • Wejdź w swoją ciemność – gdy boisz się czegoś, zrób to! Strach często bowiem wskazuje na to miejsce, do którego warto się udać, bo tam kryją się jeszcze nieodkryte zasoby, doskonałe do dalszego rozwoju.
  • Panuj wysiłkiem swej woli nad porywami umysłu – gniewu, pośpiechu, zdenerwowania, smutku, melancholii, lgnięcia, lenistwa i rezygnacji, oraz buduj w sobie i pielęgnuj doskonałość duchowo-etyczną, czyli dharmę (a w grece arete).

A przede wszystkim żyj pięknie i harmonijnie. Jak najczęściej możesz, przyzwyczaj swój umysł do robienia niczego, to znaczy – hamowania i wyciszania chaosu mentalno-emocjonalnego. To spokój jest bramą do szczęścia, sukcesu i aktywnego przeżywania chwili.

Ludzkie doświadczenie to bogate i złożone zjawisko, a za sukces i powodzenie życiowe nie odpowiada tylko zbiór takich składowych jak: silna osobowość, pasja, szczęście, wiedza, ciężka praca, kreatywność, asertywność, zdolność szybkiej adaptacji do nowych warunków czy wyczucie rynku. Te właściwości są ważne, ale często niewystarczające. Brakuje im bowiem oparcia się na źródle ludzkiej energii – w samo-zdyscyplinowanym umyśle. To umysł jest motorem i gwarantem wszelkiego dobrego owocu, pozytywnego rezultatu (negatywnego zresztą też – gdy trwa w braku samokontroli). Pozostawiony sam sobie, umysł nie jest zdolny do doskonałości, dharmy. Doskonałość ta wyraża się w pielęgnowaniu tych właściwości (objętych zbiorczą nazwą wewnętrznego światła, antardżjotis), które podnoszą klarowność umysłu, dobroć etyczną i sprawiają, że ciało jest rozluźnione, gotowe do stania się harmonijnym elementem świata, a umysł wraca do swojego pierwotnego błogostanu i jaśnieje niczym sam bóg Surja, Słońce.

*************************

*Jogasutry przypisywane Patańdżalemu i Jogabhaszja, czyli komentarz do Jogasutr przypisany Wjasie. Klasyczna joga indyjska, z sanskrytu przełożył, przypisami opatrzył, wstępem poprzedził Leon Cyboran, PWN, Warszawa 2014 (wyd. pierwsze 1986).

** Tenzin Wangyal Rinpocze, Tybetańska joga ciała, mowy i umysłu, Rebis, Poznań 2013.

*** David R. Hawkins, Przekraczanie poziomów świadomości, Virgo, Warszawa 2012.

%d blogerów lubi to: