Bonjour, India!

20170206_012014

Ostatni mój zapis z notatek sporządzonych w Delhi brzmiał: „w istocie nie ma żadnego guru jako osobny byt, a tylko gurutattva – rzeczywistość/przestrzeń guru”. Nie były to moje słowa, ale Przyjaciela, z którym długie rozmowy w upalne dni w Indiach prowadziłam. O jodze, o tantrze, o Bogu, wyzwoleniu, mistrzach, a nawet życiu. Na kilka godzin przed wylotem do Indii ponownie patrzę w te niedokończone zapiski i zastanawiam się nadal, na ile prawdziwy guru jest realny. Kim on/a jest, jak go/ją rozpoznać?

20170206_004647

Ktoś ponownie gra na fortepianie na lotnisku Chopina. Melodia szybka i dynamiczna. A ja doceniam wartość przyjaźni, która jest jednym ze składników jogi. Dobrzy przyjaciel to skarb, a kilku dobrych przyjaciół to skarbiec, to ochrona (chociaż Przyjaciel powiedział, że jedynym Ochroniarzem jest Śiwa, mistrz jogi). Maitri (przyjacielskość), karuna-ahinsa (współczucie-niekrzywdzenie) i dżniana (mądrość) – trzy cechy jogi – trzy schronienia dobrego jogina. „Wszystko jest możliwe, ale serio!” – tak Przyjaciel zakończył rozmowę.

20170206_055810

Da się zapakować plecak do Indii w 9,5 kg. Da się dostać super t-shirt od kumpla, który próbuje dokonać czegoś wspaniałego. Da się ponownie szukać joginów. Tym razem Mumbai i bardziej południowe niż północne Indie, choć też nie do końca…

Ponad 100 sposobów koncentracji z nauk tantry i… indyjski czaj

DSCN2321

Istnieją różne sposoby na koncentrację, mniej lub bardziej zgodne z naukami jogi. Niektóre opierają się na praktyce medytacji, inne na bardziej codziennych sposobach radzenia sobie z mentalnym rozproszeniem, np. arabica czy robusta, yerba mate, zielona herbata (japońska, koreańska, chińska, indyjska, nepalska, Tuaregów itp.). Istnieje także indyjski czaj, czyli słodka herbata z przyprawami z dodatkiem mleka (nie ma co szczędzić procentów), mleko oczywiście może być roślinne (kokosowe, migdałowe itp.). Jeden jogin ze smakiem będzie kosztował czaj, czasem usuwając z niego mleko i przyprawy, inny – bardziej ortodoksyjny – odrzuci, ewentualnie pozostając przy gotowanej herbacie z cukrem i tulsi… A przyprawy wchodzące w skład czaju to:

20160828_154858

Czyli: kardamon, imbir, goździki, anyż, cynamon, gwiazdki anyżu, liście bazylii (jak się domyślam – tulsi [łac. ocimum tenuiflorum]) oraz cukier (lub miód, jeśli nie jest dodawany do wysokiej temperatury herbaty). Można dodać także pieprz, ale musi być to specjalny, niezwykle aromatyczny pieprz z południowoindyjskiej Kerali, np. karimunda lub thevan. A czaj robi się w taki oto sposób:

  • w garnku gotujemy czarną herbatę, najlepiej Assam (jest dość silna), ale Darjeeling też jest wyśmienity (lecz wtenczas otrzymujemy inny napar, delikatniejszy)
  • wrzucamy pokrojony imbir i cukier, gotujemy kilka minut
  • następnie dolewamy mleko
  • na koniec dosypujemy sproszkowane przyprawy (kupne), a jeśli przyprawy ścieramy w moździerzu, to wrzucamy je razem z imbirem do gotującej się wody
  • dobrze jest pogotować wszystko około 10 minut – ja wyznaję zasadę, że im dłużej, tym lepiej, choć oczywiście nie za długo, buddyjska i arystotelesowa droga środka i w kuchni jest wskazana
  • następnie przecedzamy i rozlewamy w mniejsze filiżanki, np. takie do (czasem miętowej) herbaty z Sahary (herbata Tuaregów, czyli attaï n Touareg)

esprit nomade

Przed zasmakowaniem dobrze jest powąchać tak przygotowaną miksturę… Jej zapach jest bowiem niezwykle aromatyczny.

czaj

Jak niedawno byłam uczona w Badrinath: najpierw spoglądamy na czaj, jego kolor i konsystencję, następnie wąchamy, czy aromat przypraw i herbaty właściwie się uwolnił, następnie w ustach smakujemy, czy czegoś nie brakuje, by w końcu powoli pić… W towarzystwie oczywiście najlepiej! Epiktet przypomina jednak, że człowiek nawet w pustym pokoju nigdy sam nie jest… (Diatryby)!

Istnieją jednak także mniej zewnętrzne sposoby wprowadzania umysłu (w jodze zwanego manasem) w stan koncentracji, czyli dharany (धरण). Tantra zwana Widżniana-Bhairawa (विज्ञानभैरवतन्त्र) podaje ich… ponad 100: począwszy od naturalnych, jak koncentracja na płomieniu świecy czy wizualizacja pustki we wnętrzu własnego ciała, po coraz bardziej wyszukane wewnętrzne wizualizacje, aż po sposoby wymagające inicjacji w daną tradycję tantryczną oraz pomocy guru. Zasiadłszy zatem w przyjemnej i stałej pozycji, skupiwszy się na oddechu, gdy myśli przestaną być już tak natarczywe, a w każdym razie uwaga nie podąża za nimi już tak kurczowo, można koncentrować uwagę na:

  • zewnętrznych elementach otoczenia lub na wybranej części własnego ciała
  • wybranym obiekcie świadomości, który jest wewnętrznie wizualizowany lub myślany (bez wizualizacji)
  • dwunastu zmysłach (tutaj trzeba by wejść w dość złożoną psychologię jogi, bo bynajmniej nie chodzi tutaj o 5 zmysłów i jakieś domniemany zdolności nadnaturalne), pierwszych 10 zmysłów można pominąć, wystarczy wspomnieć o dwóch: umyśle (manasie) i poczuciu indywidualnego ja (ahankarze), które można obejmować koncentracją uwagi
  • kosmicznej anihilacji wszechświata, czy też – jednostkowej znikomości
  • wizualizacji pustki wszystkiego, włącznie z własnym ciałem i umysłem (nie chodzi tutaj o to, jakoby joga zakładała pustkę rzeczywistości! – wizualizacja pustki to jedynie technika, nie aksjomat!) – w ten sposób umysł (gonitwa myśli) się rozpuszcza
  • utkwieniu wzroku na opustoszałej przestrzeni, np. góry, skały czy rzeki
  • utkwieniu wzroku na niebie
  • zatopieniu uwagi w ciemności nocy
  • rozmyślaniu nad wszechświatem jako postacią świadomości
  • szczęściu i błogości, które pojawiają się w trakcie medytacji

Oraz bardziej zaawansowane dharany na:

  • zjednoczeniu się dwóch głównych oddechów ciele: apany i prany, w ten sposób jogin doznaje uspokojenia, ujednolicenia (samatwy) świadomości (widżniany)
  • błogim stanie przejściowym między jawą a wejściem w stan snu, gdy świat zewnętrzny i aktywność umysłu blednie (pranaszte)
  • świetle (tedżasie) słońca czy świeczki/lampki, przenosząc następnie tę jasność w swoje wnętrze
  • ciemniej stronie boskości, na tytułowym Bhairawie (przydomek Śiwy, gdy przybiera on niszczycielską formę)…

DSCN1762 (2)

Niespodziewany i energetyczny impuls do zmiany

kwiatek1

W pewnym momencie swojego życia Siddhartha Gautama, później znany jako Buddha, odczuł, że coś z tym życiem jest nie tak. Sam jednak dobrze jeszcze nie wiedział, co dokładnie go męczy. Rozejrzał się wokół siebie, po swoim pięknym pałacu, z miłością spojrzał na ukochaną rodzinę… i nie mógł dłużej stać bezbronny i nie poszukać wyjścia z tego czegoś, co nie daje spokoju i sprawia, że życie traci sens. Wiedział, że wszystko, co pojawia się w tym świecie, ostatecznie prędzej czy później, zniknie, nieważne czy to mikroorganizm czy makrociało, a nawet sam kosmos kiedyś także ulegnie zniszczeniu (skolapsowaniu?)… tylko po to, aby po odpowiednim okresie czasu pojawić się na nowo, z tymi samymi nierozwiązanymi problemami (czyli z tak zwanym karmanem – zbiorem problemów, podświadomych blokad i niespełnionych pragnień, które wszechświat istot żywych przenosi w swoje kolejne wcielenia). Siddhartha odszedł więc na pewien czas z domu, by wyruszyć w świat w poszukiwaniu nauczyciela i tej wiedzy, która pozwoli wydobyć wszystkie istoty świadome (dżiwy) poza obręb świata niewygody, nieszczęścia oraz… śmierci, starości i choroby. I taką wiedzę Śakjamuni znalazł.

kwiatek2

Jednak to nie ta wiedza (zwana wyzwalającą) jest w moich teraźniejszych słowach najważniejsza, lecz impuls, który nie dawał Siddharcie Gautamie spokoju, impuls, który ostatecznie doprowadził go do staniu oświecenia – całkowitego spokoju mentalnego, absolutnej relaksacji i doskonałej medytacji, innymi słowy – do stanu ponad śmiercią-chorobą-starością. Oprócz tych trzech wizji Śakjamuni zobaczył i czwartą, którą zapisała się mocnym pragnieniem wyzwolenia i stała się ogromnym bodźcem do zmiany – dnia pewnego zobaczył bowiem… szczęśliwego, radosnego i spokojnego ascetę-mędrca, który błogo kontemplował świat i bez angażowania swoich uczuć brał w wydarzeniach tego świata udział.

kwiatek

Bliżej niesprecyzowany impuls do fundamentalnej zmiany w swoim życiu, które może przyczynić się do ważnych zmian w życiu innych osób – bo nie tylko profit w moim własnym (ego-centrycznym, skupionym na moim ego) życiu jest ważna, to jakby połowiczna zmiana. Dopiero taka zmiana nas samych i naszego życia, która wpływa na poprawę życia innych istot żywych ma wartość oraz daje ogromną siłę i energię do działania, nadaje sens temu wszystkiemu, co robimy. Warto więc niekiedy posłuchać pewnego niejasnego impulsu, który z jednej strony jest podszeptem naszego wewnętrznego guru-doradcy, a z drugiej strony, sprawia, że tzw. podręczna definicja siebie, którą przez całe życie o sobie tworzymy, ulega pozytywnej modyfikacji.

Chodzi o to, że przeżywając różne historie w naszym życiu, doznając radości, całe gro przeróżnych kłopotów, trosk i traum, sprawując odpowiedni zawód, mając dane wykształcenie budujemy o sobie pewien obraz, na podstawie którego uważamy o sobie, że jesteśmy tacy a tacy, że możemy to a to zrobić, że mamy takie a takie ograniczenia… I w gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że nie identyfikujemy się za mocno z tym obrazem. To jedynie obraz, nie rzeczywisty zbiór naszych możliwości. Problem pojawia się bowiem wtedy, gdy za bardzo bierzemy do siebie te wszystkie wady i blokady, jakie rzekomo w sobie posiadamy i poddajemy się im. Zamiast iść za marzeniami, z uporem, determinacją, wiarą, kreatywnością i otwartością na możliwości dawane przez świat, poddajemy się. Buddha nie posłuchał swojej słabości, że jest śmiertelny i pewnego dnia zestarzeje się na amen… Nie, uznał, że impuls, który nakłaniał go do czego więcej niż śmiertelność jest dużo potężniejszy niż strach przed tym, że się nie uda.

Warto także pójść o krok dalej i zastanowić się, co tak naprawdę leży u podnóża naszych problem(at)ów i przeżywanych trosk. Czy są rzeczywiście jedynie sytuacje, których codziennie doświadczamy, czy może jakaś głębsza potrzeba, o której zapomnieliśmy lub którą mniej lub bardziej nieświadomie zagłuszamy…

Współczucie i radość – natura czystego umysłu

To będzie krótki wpis, treściwie i na temat:

varanasi

Być może to lekko przereklamowany banał, który ostatnio staje się bardzo modny, zwłaszcza w kręgach samorozwojowych: zamiast koncentrować się na zdobywaniu pieniędzy i pozycji, skup się na rozwoju duchowym i pomocy innym (oczywiście jedno nie wyklucza drugiego). Co jednak sprawia, że ten banał mimo wszystko oddziałuje na podświadomość i kusi swoim przekazem, tym bardziej w ustach Dalai Lamy XIV?

Odpowiedź jest dość prosta – bo współczucie, radość z pomocy innym, dzielenie się swoimi dobrami, w tym także wiedzą, sprawia, że człowiek zaczyna czuć pewien rodzaj spełnienia życiowego. Tym samym znajduje wytchnienie i mentalną przystań w pogoni za dobrami materialnymi.

Niech umysł będzie przed myślą… kilka wersów indyjskiego zen

 

płomień

To nie są sztampowe i ortodoksyjne cytaty zen, bo nie pochodzą z kultury japońskiej, lecz z pustelni niejakiego Lakshmanjoo z okolic Śrinagaru w indyjskim Kaszmirze, Tym, co stanowi o ich specyfice, jest oparcie się na indyjskich tantrach, czyli metafizycznych i – powiedzmy – ezoterycznych, bo zarezerwowanych dla wąskiej (wtajemniczonej) grupy uczniów, tekstach, które mają na celu transformację świadomości. Jest w nich ukazana starożytna nauka zaczerpnięta z tantr: Bhairava (małymi kroczkami zabieram się za jej przekład), Sochanda i Malini Vijaya. Jak większość tekstów zen i tantr nauka przekazywana przez Lakshmanjoo zbudowana jest na  dialogu między mistrzem (guru) a uczniem, tutaj między bogiem Śiwą i jego żoną Dewi (Parwati).

Oto kilka bardziej interesujących fragmentów, które wprowadzają powiewy świeżości w umysł, a co za tym idzie, pozwalają oderwać się od zawieruchy dnia codziennego, by z innego punktu widzenia, odczuwania i poszukiwania rozwiązań spojrzeć na życie. Każdy z tych fragmentów może służyć za osobny i samodzielny przedmiot medytacji i refleksji:

Dewi, pomimo że oświecona, zadała te pytania po to, żeby wszyscy w całym wszechświecie mogli otrzymać pouczenie Śiwy.

Pierwsze otwierające słowa brzmią tak:

Promieniująca, to doznanie może pojawić się między jednym oddechem a drugim. Po wejściu powietrza do środka (w dół), a tuż przed zwrotem w górę (na zewnątrz) – dobroczynność.

Uwaga między łukami brwi’; niech umysł będzie przed myślą. Niech postać wypełni się esencją oddechu po czubek głowy, a tam lawina światła.

Z zamkniętymi oczami przyjrzyj się szczegółowo swojej wewnętrznej istocie. W ten sposób ujrzyj swoją prawdziwą naturę.

Łaskawa Dewi, wkrocz w eteryczną obecność przenikającą wysoko ponad i poniżej swojego kształtu. Umieść w niewyrażalnej doskonałości ponad, poniżej i w swym sercu.

Uważaj którąkolwiek część obecnej postaci za nieograniczoną przestrzennie.

Funkcjonując w świecie, bądź uważna pomiędzy dwoma oddechami i po kilkudniowej praktyce, naródź się na nowo.

Medytuj o świecie pozornym spalającym się na popiół i stań się istotą ponad człowieczeństwem.

Z nieuchwytnym oddechem pośrodku czoła, kiedy dociera on do serca w chwili snu, opanuj sny i samą śmierć.

Łaskawa, gra wszechświata jest pustą muszlą, w której twój umysł bezustannie baraszkuje.

Przebywaj w jakimś nieograniczonym przestrzennie miejscu, bez drzew, wzgórz, mieszkańców. Stamtąd pochodzi kres presji umysłu.

Ukochana, medytuj o wiedzy i niewiedzy, o istnieniu i nieistnieniu. Potem odłóż jedno i drugie na bok, żebyś mogła być.

Popatrz z miłością na jakiś przedmiot. Nie przenoś wzroku na inny. Tu, w środku tego przedmiotu – błogosławieństwo.

Odczuwaj kosmos jako przeświecającą, zawsze żywą obecność.

Jedząc czy pijąc, stań się smakiem jadła lub napitku i bądź nasycona.

O lotosowooka, o aksamitnoskóra, śpiewając, patrząc, smakując, bądź świadoma, że jesteś i odkryj wieczne życie.

Ilekroć w czymkolwiek znajdziesz zadowolenie – przeżywaj to.

W momencie zasypiania, kiedy sen jeszcze nie nadszedł, a bodźce zewnętrzne zanikają, w tej chwili istota jest objawiona.

Latem, kiedy widzisz, że całe niebo jest bezchmurne, wkrocz w tę bezchmurność.

Ujrzyj jakby po raz pierwszy pięknego człowieka lub zwykły przedmiot.

Patrząc po prostu poza chmury na błękitne niebo – spokój.

Śakti, postrzegaj całą przestrzeń jako wchłoniętą już przez twoją głowę w jasności.

Czuwanie, spanie, śnienie znajdują cię jako światło.

W deszczową, czarną noc wkrocz w tę czerń jako w kształt kształtów.

Kiedy pojawia się jakieś pragnienie, weź je pod uwagę. A potem nagle porzuć je!

W prawdzie kształty są nierozdzielne. Nierozdzielne są istota wszechobecna i twa własna postać. Uświadom sobie każdą jako uczynioną z tej świadomości.

Ta świadomość istnieje jako każda istota i nie istnieje nic innego.

Ten tak zwany wszechświat jawi się jako sztuczka, przedstawienie. Żeby być szczęśliwą, patrz na niego właśnie tak.

Wierz we wszechwiedzę, wszechmoc – przenikanie.

Słuchaj, kiedy przekazywana jest ostateczna mistyczna nauka: oczy nieruchome, bez mrugnięcia, natychmiast stań się absolutnie wolna.

Na skraju głębokiej studni patrz stale w jej głębię – aż po cudowność.

Ilekroć twój umysł błąka się, wewnątrz czy zewnątrz, w tym właśnie miejscu, TO!

Poczuj przedmiot przed sobą. Poczuj brak wszystkich innych przedmiotów poza tym jednym. Potem odrzucając odczuwanie przedmiotu i odczuwanie braku, urzeczywistnij.

Przypuśćmy, że kontemplujesz coś, co jest niepoznawalne zmysłowo, czego nie sposób pojąć, poza nie-byciem – siebie.

Wkrocz w przestrzeń bez wsparcia, wieczna, spokojna.

Ilekroć budzi się twoja uwaga, w tej właśnie chwili – przeżywaj.

To właśnie istota zen – ilekroć budzi się Twoja uwaga, ilekroć czujesz ten-właśnie-moment, odczuwasz jego świeżość, niepowtarzalność, niemal dotykalność, tu-i-teraz jako tak żywe i dostępne, osadź się w tym doświadczeniu, i z niego spójrz na życie.

— Cytaty z: Zen z krwi i kości.  Zbiór pism zenistycznych i prezenistycznych, Wyboru dokonał Paul Reps, Zysk i S-ka, Poznań 1998.

Ps. Kolory użyte w tym tekście nie sprawą przypadku ani moich upodobań…Niedługo więcej o tej, niezwykle ważnej dla świadomości indyjskiej (i jogicznej!), koncepcji energii (śakti, kundalini). Parwati (Dewi), występująca w tej tantrycznej rozmowie, zawsze jest personifikacją śakti:

chakra4

Grafika czakr z: https://oracletarot.wordpress.com/chakra-cards/

Zimne jesienne poranki i… jogini

These glimpses of the past, by some dimensionless link, also afforded me a glimpse of the future. – Paramahansa Yogananda “Autobiography of a Yogi”

Jesień nadciąga nieuchronnymi krokami: zimnymi porankami, obfitymi deszczami, zapachem wilgoci i niepewności, depresyjnymi, pożółkłymi liści, coraz bardziej obnażającymi niedawno jeszcze zielone drzewa… obfita poezja melancholii. Ten dziwny stan, kiedy czujemy, że coś nieuchronnej czasowości: co jeszcze chwilę temu było nami, teraz odeszło i zaczyna się okres mniej przyjemny: deszcze, czerwonawe liście i nagie drzewa, plucha, błoto i chłodny wiatr. Gdyby tak można było zatrzymać to jesienne przemijanie, wrócić do ciepła i tego wszystkiego, co dawało przyjemną błogość letniego słońca, ciepłych poranków i swoistego bezpieczeństwa, gdy chłód nie atakuje, nie straszy jakimś takim pierwotnym strachem, który przypomina nam o naszych przodkach, którzy chronili się przed zimnej w jaskiniach, w zwierzęce skóry okryci, szukali schronienia w cieple ognia. Gdyby tak…

Dlaczego drugi wpis jest poświęcony akurat  mentalnemu melancholijnemu zagubieniu spowodowanemu nadchodzącą jesienią? Przyczyną nie są pożółkło-czerwonawe liście i zapach wilgoci, ale fakt, że to doświadczenie wewnętrznej niewygody, spowodowanej chłodem i depresyjnymi liśćmi, można doskonale wykorzystać w praktyce jogicznej. Jednym z narzędzi jogi (jeśli nie głównym narzędziem) jest panowanie nad umysłem, jego wewnętrznymi dialogami, która oparte są na myślach, emocjach i impulsach, wywołanych kontaktem ze światem. A ten jesienny kontakt ze światem, zwłaszcza wczesnojesienny, na ogół nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń. Nasz umysł reaguje instynktownie na mniej przyjemną pogodę w sposób odruchowy – mniej przyjemna pogoda = mniej przyjemna sytuacja. Och, jak ja bardzo nie lubię takiej pluchy!

Jednak doświadczać mniej przyjemnych poranków jesiennych można na dwa sposoby. Pierwszy jest typową nostalgią i melancholią, a drugi to coś zgoła innego! To dosłownie jogiczne doświadczenie mentalnych transformacji jednych myśli w drugie, jednych emocji w drugie, jednej postawy w drugą. Jak łatwo się domyślić, jest to przejście ze  stanu niepożądanego w stan właściwy. A technika transformacyjna jest dość prosta, wymaga jednak wielokrotności powtarzania i dostrzegania przyjemności, którą w sobie kryje.

Wszystko zaczyna się od hamowania reakcji na nawykowe myśli zgodnie z ich pierwszą podpowiedzią: jest zimno = jest mi źle. Dobrze jest wtedy skontrować myślą przeciwną: jest zimno, pada, ale to nic, zimno pozwoli mi na większą odporność, deszcze mnie nie skrzywdzą, a chłodny zapach poranka i pożółkłe liście to nowy sposób postrzegania świata, równie przyjemny jak biel zimy, zieleń wiosny czy letni wietrzyk. Założenie jest bowiem takie, że każda sytuacja ma dwa bieguny: zła emocja czy wrażenie zmysłowe (zimno jest złe, bolesne, cierpię przez nie) oraz jej przeciwieństwo (zimno jest doskonałą okazją do nabywania coraz większej samokontroli). A ta moc przekształcenia jest niczym innym jak tantrą!

 

Tym, co skłoniło mnie dziś do takiego właśnie wpisu, były… opowieści  o specyficznych ludziach, którzy starają się jak najwięcej wyciągnąć z brzydkiej i uciążliwej pogody, nie poddawać się automatycznym reakcją mentalnym, wprost przeciwnie – wykorzystać taką pogodę (chłód, wiatr, niewygodę) do własnych celów, czyli do coraz bardziej utwierdzonej praktyki jogicznej kontroli nad ciałem i umysłem. Relacje o joginach mieszkających w jaskiniach himalajskich, w lasach, o guru, zwanych dispeller of darkness (Guru Gita 17, o czym wspomina w swojej autobiografii Paramahansa Jogananda), czyli tych, którzy rozwiewają ciemność, są inspirującym świadectwem praktyki samokontroli i dowodem na siłę transformującej mocy umysłu i silnej woli.

A jest to ciemność, którą zajmuje się jogin, jest ciemnością w każdym aspekcie i znaczeniu: ciemność jaskini, ciemność i chłód jesiennych poranków i wieczorów, ciemność myśli i smutków, jesiennych depresji. Wszystko bowiem zaczyna się od dobrze zdyscyplinowanej myśli, która pozwala sobie na doświadczanie danej emocji (np. smutku), ale nie podąża za nią, to znaczy, nie identyfikuje się z nią. “Jest zimno = jest mi zimno = cierpię” jest transformowane w “Jest zimno = jest mi zimno = przejdzie, skoncentruję myśl na czymś innym niż ten chłód, wytrenuję organizm tak, by mniej reagował na zimno”, co oczywiście może być praktykowane na każdym innym odczuciu zmysłowym, nie tylko odczuciu chłodu. A ponadto, zgodnie z tą tantryczną myślą, bo to jest właśnie tantra – przekształcenie i przemiana – każde doświadczenia można wykorzystać w celu osiągnięcia oświecenia, a przynajmniej spokoju umysłu. Warto zatem o tym pamiętać, gdy jesienna melancholia schwyci nas w swoje nawykowe interpretacje i emocje.

A o tantrycznych mistrzach-joginach napiszę co nieco więcej w następnym wpisie.