Praktyka jogi (abhjasa) i wewnętrzna wolność (wairagja)

20160918_091231

Kilkanaście dni temu miałam ogromną przyjemność uczestniczyć we wspaniałej konferencji filozoficznej w Międzygórzu zorganizowanej przez Mieszka Wandowicza (który na gruncie filozofii ukuł kilkanaście miesięcy temu pojęcie feugologii, co stało się dla niego tyleż wewnętrznym impulsem, co przejawioną w działaniu ochotą stworzenia konferencji pod takim szyldem) i Koło Naukowe Filozofii Religii przy Uniwersytecie Wrocławskim. Ćwiczenia z ucieczki, ćwiczenia z umierania – tak brzmiało motto przewodnie. Dawno nie brałam udziału w tak filozoficznych kolokwiach*, choć oczywiście bez egzaminacyjnego podtekstu, chyba że za sprawdzian potraktować wewnętrzny egzamin własnych umiejętności zw. z rozsądkiem (gr. fronesis**, łac. prudentia). Trzy dni i dwie noce spędzone na dosłownie nieschodzących na inne niż filozoficzne zagwozdki rozmowach. Niektórzy tak lubią… Uśmiech Mnie oczywiście najbardziej interesowała kwestia Indii… i kundalini. Pamiętam, że gdy będąc jeszcze w pięknej Indii, spędziłam dobrą chwilę na opracowaniu tematu mego referatu:  nad brzegiem Gangesu w Haridwarze około 6 rano, zanim jeszcze dzień na dobre powstał, naszedł mnie temat. I pokochałam ten widok:

DSCN1595

Praktyka jogi w drodze ku transcendencji – taki był ten temat. Transcendencję zostawmy jednak na boku, bo miałam tutaj na myśli jedynie koncentrację na Iśwarze, czyli boskim przewodniku obecnym we najskrytszej przestrzeni istoty świadomej – w sercu, i funkcjonującym jako wewnętrzny mistrz/guru, a zarazem personifikowany b/Bóg i pozaosobowy absolut (brahman)… tout court!  Jest to technika niezwykle zaawansowana i niekoniecznie niezbędna w (początkowym) jogicznym zmaganiu się z sobą: umysłem, ciałem i emocjami. Przez niekoniecznie niezbędna mam na myśli to, że Iśwara-pranidhana (tutaj kilka moich o niej słów na joga-abc) jest otoczona dość obszerną dyskusją o tym, czy jest to religijna praktyka, czy niezwykle zintensyfikowane oddanie mistrzowi i jego naukom, w końcu Iśwara może oznaczać mistrz/guru. Praktyka jogi… Nie myślę tutaj o dość rozpowszechnionych: Keep calm & do yoga czy Real men do yoga. A w każdym razie nie do końca… Dr Ganpati podczas rozmowy w National Institute of Yoga (Delhi) poradził mi wręcz w początkowych momentach przekazywania wiedzy o jodze słowem nie wspominać o Iśwarze – potrzeba transcendencji w takiej czy innej postaci pojawi się wraz z praktyką jogi  twierdził.

A praktyka jogi w sanskrycie opatrzona jest bardzo pięknym terminem: abhjasa (अभ्यास) i zawsze idzie w parze z wairagją (वैराग्य), czyli utrzymywaniem umysłu w stanie nie-pragnienia, nie-lgnięcia do rzeczy zewnętrznych – swoistej wolności od impulsów pobudzających świadomość. Rzeczy same w sobie nie są złe, nawet pragnienia same w sobie nie są złe – uzależnienie istoty świadomej od przedmiotu pragnienia jest złe. Złe oznacza jedynie tyle, że przeszkadza w szczęściu i osiągnięciu radości i niezależności. Bhagawadgita w tak wspaniałych i boskich (ustami personifikowanego w postaci Kriszny absolutu-brahmana) słowach mówi:

Chwiejny jest umysł, o Waleczny

i niewątpliwie trudno go poskromić.

Ale jednak daje się poskromić (…)

dzięki ćwiczeniu [abhjasie]

i dzięki oderwaniu (od spraw tego świata) [wairagji].  (BhG VI.35)

W ciszę [oświecenie i wyzwolenie] zagłębia się ten tylko,

kto porzuciwszy wszelkie pragnienia,

idzie przez życie

wolny od pożądania, egoizmu i pychy. (BhG II.71)

Jogasutry I.12 jedynie w ściślejszą szatę techniczną ubierają tę naukę: poprzez abhjasę i wairagję następuje powściągnięcie/zatrzymanie/poskromienie (nirodha) aktywności mentalnej, wskutek czego jogin osadza i następnie rozpuszcza swoją świadomość/tożsamość w przestrzeni szczęśliwości i prawdy (Jogasutry I.3)… A sam termin abhjasa utworzony jest na formie czasownikowej ās (आस्) – siedzieć… Siedzieć długo i wytrwale w danej pozycji, i to nie tylko siedzieć fizycznie, lecz także mentalnie – siedzieć w spokoju, wewnętrznej ciszy i refleksji, w powolnym zanurzaniu siebie w przestrzeni błogości i spełnienia.

20160918_101056

I tyle tytułem zachęty do codziennej i regularnej praktyki, abhjasy:  medytacji, jogi w salach ćwiczeń asan, pranajamy (jogicznego oddechu) i studiów nad własnym umysłem i jego aktywnością w postaci różnych mniej lub bardziej przyjemnych scenariuszy i dialogów wewnętrznych. Wairagja, nie-pragnienie lub nie-lgnięcie, jest także praktyką, która przychodzi i udoskonala się wraz z czasem, a jej rezultat okazuje się być bardzo przyjemny i obdarowujący istotę świadomą niezwykle ogromnym pokładem wolności.

 

*Kolokwium (łac. colloquium – rozmowa):  z def. ustny sprawdzian/egzamin wiedzy i umiejętności ucznia.

**Fronesis: termin oznaczający cnotę roztropności, zdolność praktycznego poznania lub rozumowania, umiejętność wglądu w naturę rzeczy, rozumienie, mądrość (zarówno praktyczną, jak i teoretyczną), wiedzę, całość czystej (teoretycznej) filozofii (cyt. za hasłem fronesis w PEF tutaj).

Ponad 100 sposobów koncentracji z nauk tantry i… indyjski czaj

DSCN2321

Istnieją różne sposoby na koncentrację, mniej lub bardziej zgodne z naukami jogi. Niektóre opierają się na praktyce medytacji, inne na bardziej codziennych sposobach radzenia sobie z mentalnym rozproszeniem, np. arabica czy robusta, yerba mate, zielona herbata (japońska, koreańska, chińska, indyjska, nepalska, Tuaregów itp.). Istnieje także indyjski czaj, czyli słodka herbata z przyprawami z dodatkiem mleka (nie ma co szczędzić procentów), mleko oczywiście może być roślinne (kokosowe, migdałowe itp.). Jeden jogin ze smakiem będzie kosztował czaj, czasem usuwając z niego mleko i przyprawy, inny – bardziej ortodoksyjny – odrzuci, ewentualnie pozostając przy gotowanej herbacie z cukrem i tulsi… A przyprawy wchodzące w skład czaju to:

20160828_154858

Czyli: kardamon, imbir, goździki, anyż, cynamon, gwiazdki anyżu, liście bazylii (jak się domyślam – tulsi [łac. ocimum tenuiflorum]) oraz cukier (lub miód, jeśli nie jest dodawany do wysokiej temperatury herbaty). Można dodać także pieprz, ale musi być to specjalny, niezwykle aromatyczny pieprz z południowoindyjskiej Kerali, np. karimunda lub thevan. A czaj robi się w taki oto sposób:

  • w garnku gotujemy czarną herbatę, najlepiej Assam (jest dość silna), ale Darjeeling też jest wyśmienity (lecz wtenczas otrzymujemy inny napar, delikatniejszy)
  • wrzucamy pokrojony imbir i cukier, gotujemy kilka minut
  • następnie dolewamy mleko
  • na koniec dosypujemy sproszkowane przyprawy (kupne), a jeśli przyprawy ścieramy w moździerzu, to wrzucamy je razem z imbirem do gotującej się wody
  • dobrze jest pogotować wszystko około 10 minut – ja wyznaję zasadę, że im dłużej, tym lepiej, choć oczywiście nie za długo, buddyjska i arystotelesowa droga środka i w kuchni jest wskazana
  • następnie przecedzamy i rozlewamy w mniejsze filiżanki, np. takie do (czasem miętowej) herbaty z Sahary (herbata Tuaregów, czyli attaï n Touareg)

esprit nomade

Przed zasmakowaniem dobrze jest powąchać tak przygotowaną miksturę… Jej zapach jest bowiem niezwykle aromatyczny.

czaj

Jak niedawno byłam uczona w Badrinath: najpierw spoglądamy na czaj, jego kolor i konsystencję, następnie wąchamy, czy aromat przypraw i herbaty właściwie się uwolnił, następnie w ustach smakujemy, czy czegoś nie brakuje, by w końcu powoli pić… W towarzystwie oczywiście najlepiej! Epiktet przypomina jednak, że człowiek nawet w pustym pokoju nigdy sam nie jest… (Diatryby)!

Istnieją jednak także mniej zewnętrzne sposoby wprowadzania umysłu (w jodze zwanego manasem) w stan koncentracji, czyli dharany (धरण). Tantra zwana Widżniana-Bhairawa (विज्ञानभैरवतन्त्र) podaje ich… ponad 100: począwszy od naturalnych, jak koncentracja na płomieniu świecy czy wizualizacja pustki we wnętrzu własnego ciała, po coraz bardziej wyszukane wewnętrzne wizualizacje, aż po sposoby wymagające inicjacji w daną tradycję tantryczną oraz pomocy guru. Zasiadłszy zatem w przyjemnej i stałej pozycji, skupiwszy się na oddechu, gdy myśli przestaną być już tak natarczywe, a w każdym razie uwaga nie podąża za nimi już tak kurczowo, można koncentrować uwagę na:

  • zewnętrznych elementach otoczenia lub na wybranej części własnego ciała
  • wybranym obiekcie świadomości, który jest wewnętrznie wizualizowany lub myślany (bez wizualizacji)
  • dwunastu zmysłach (tutaj trzeba by wejść w dość złożoną psychologię jogi, bo bynajmniej nie chodzi tutaj o 5 zmysłów i jakieś domniemany zdolności nadnaturalne), pierwszych 10 zmysłów można pominąć, wystarczy wspomnieć o dwóch: umyśle (manasie) i poczuciu indywidualnego ja (ahankarze), które można obejmować koncentracją uwagi
  • kosmicznej anihilacji wszechświata, czy też – jednostkowej znikomości
  • wizualizacji pustki wszystkiego, włącznie z własnym ciałem i umysłem (nie chodzi tutaj o to, jakoby joga zakładała pustkę rzeczywistości! – wizualizacja pustki to jedynie technika, nie aksjomat!) – w ten sposób umysł (gonitwa myśli) się rozpuszcza
  • utkwieniu wzroku na opustoszałej przestrzeni, np. góry, skały czy rzeki
  • utkwieniu wzroku na niebie
  • zatopieniu uwagi w ciemności nocy
  • rozmyślaniu nad wszechświatem jako postacią świadomości
  • szczęściu i błogości, które pojawiają się w trakcie medytacji

Oraz bardziej zaawansowane dharany na:

  • zjednoczeniu się dwóch głównych oddechów ciele: apany i prany, w ten sposób jogin doznaje uspokojenia, ujednolicenia (samatwy) świadomości (widżniany)
  • błogim stanie przejściowym między jawą a wejściem w stan snu, gdy świat zewnętrzny i aktywność umysłu blednie (pranaszte)
  • świetle (tedżasie) słońca czy świeczki/lampki, przenosząc następnie tę jasność w swoje wnętrze
  • ciemniej stronie boskości, na tytułowym Bhairawie (przydomek Śiwy, gdy przybiera on niszczycielską formę)…

DSCN1762 (2)

Amrita, czyli nieśmiertelność

linga

Może nie jest to temat ściśle jogiczny, a może właśnie dokładnie takim jest! Niedawno czytając świetne opracowanie profesora Patricka Olivelle’a pt. The Āśrama System. The History and Hermeneutics of a Religious Institution dotyczące czterech stadiów (aśramów) życia ortodoksyjnego hindusa, trafiłam na wyjaśnienie, dlaczego bogowie (dewowie) są bogami, a asurowie (istoty, powiedzmy, demoniczne) asurami. Mitologia indyjska nie wyznaje podziału świata na pierwiastek absolutnego dobra oraz pierwiastek absolutnego zła, nie ma tutaj także pojęcia grzechu, winy i pokuty (karman nie jest karą). Dewowie mogą zachowywać się niegodnie, a pośród asurów jest kilka dobrych istot. O co więc chodzi? Oczywiście o amritę!

Hindusi

Teatr indyjskiego świata jest bowiem bezustannym pasowaniem się sił porządku i świętości (dharmy) z siłami nieporządku i niesprawiedliwości (adharmy), a trofeum jest zdobycie amrity, nektaru nieśmiertelności. W tym nieprzerwanym sporze amrita błyszczy swoją czystością, już już prawie trafiając w asurowe ręce, lecz w krucjalnym momencie wracając do bogów. Zarówno bogowie, jak i asurowie, zostali stworzeni przez Pradżapatiego (Pana Stworzeń) w pierwotnym rytuale ofiarnym, jadżni. Lecz to bogowie jako pierwsi zdobyli świętą wiedzę (wedę) na temat właściwego sposobu odprawiania ofiary wedyjskiej, a przez to osiągnęli niebiosa i nieśmiertelność, a dokładniej – samą jej istotę, amritę. A gdyby tak te dwie siły przenieść do wnętrza istoty świadomej i umieścić je w samym sercu człowieka idealnego, czego by o nim nie mówić, to określanego w filozoficznej literaturze Indii joginem?

Varanasi5

Poruszenia mentalne (writti) są bowiem dwojakie: czyste i nieczyste, to znaczy – wiążące w świecie przemijalnym i uwalniającego istotę świadomą od łańcucha kołowrotu wcieleń… A nagrodą sama nieśmiertelność, chociaż oczywiście nie ta cielesna! To moksza, czyli wyzwolenie.

O ciszy i pranie trochę impresji… tak po platońsku

Najsłynniejszy indyjski filozof, który nigdy w Indiach (chyba!) nie był, Platon tak oto w Fedonie (69c) słowami swojego Mistrza i przewodnika, Sokratesa, mówi:

Jak widać, ludzie, którzy stworzyli nasze obrządki wtajemniczenia, nie byli głupcami, ale tak naprawdę już dawno powiedzieli w języku ukrytych znaczeń, iż kto wejdzie do Hadesu bez wtajemniczenia i bez święceń, ten będzie leżał w błocie, kto zaś przybędzie tam oczyszczony i ze święceniami, ten zamieszka wśród bogów (Fedon, przeł. R. Legutko, 1995, s. 77).

O jakich bogów, jakie wtajemniczenia, jakie ciemności i błota chodzi Mistrzowi? A nawet – jakie hieros logos, święty tekst, prawo, rozum, jakie wewnętrzne prawa i drogi nieśmiertelnej duszy-oddechu tutaj widzimy? Jesteśmy na sokratejskim terenie, czyli tam, gdzie dusza jest nieśmiertelna, gdzie w swej naturze jest czymś znacznie potężniejszym od jednostkowego, ograniczonego do materiału zmysłowego, wspomnień, mentalnych analiz i refleksji ja-indywidualnego. Dusza to logos, to święty logos – święty tekst, święte prawo, które obejmuje sobą cały kosmos, dusza to zatem – rozciągając tę pespektywę – nieskończona przestrzeń, w którą wkroczyć jednak nie jest łatwo. Jedynie czysta istota wstępuje w te idealne, niekończące się, wolne od wszelkiego cierpienia, niewiedzy i śmierci tereny. A czystość to – tak po Mistrzowsku – nic innego jak dobro (Dobro!). Czystym (katharos) człowiekiem jest ta istota, która jest dobra! A dobroć, chociaż stanowi jednoczesną jakość człowieka, to dobywa się z kilku składników, które w ludzkim działaniu znajdują swoje potwierdzenie.

cyt1

Dobroć to zachowanie, które oprócz swego etycznego fundamentu i kultywowaniu mądrości, jest także umiejętnością właściwego dbania o sferę cielesno-emocjonalno-mentalną, czyli o ciało-oddech-umysł. W platońskiej (i jogicznej) perspektywie dusza jako – powiedzmy – czysta świadomość przekracza tę sferę. Niemniej jednak by tej odrębności doświadczyć, dobra istota winna odpowiednio i dobrze posługiwać się otrzymanym od kosmosu pojazdem ciała-oddechu-umysłu. Takie są bowiem święte i niezmienne prawa kosmosu (dla Indii i Platona).

cyt3

Bogowie, wyższe istoty, nieśmiertelne siły rządzące wszechświatem nie są bytami tak absolutnie odrębnymi od człowieka. Na równi istnieją zewnątrz w swoich niebiańskich i infernalnych krainach, jak i wewnątrz istoty świadomej. To mądrość i głupota, to spokój i gniew, to dobroć i krzywda, to cierpliwość i pragnienie, to medytacja i lgnięcie, to śmierć i cisza. To świat przemijających manifestacji, które obejmują sobą rejony ziemskie, boskie i piekielne, to sfera transcendencji, która skrywa się w najsekretniejszym miejscu, w samej tajemnicy tajemnic – w sercu. Droga do niej wiodąca jest koncentracją umysłu, sztuką wyciszonego oddechu i wnikliwej uwagi, przenikającej przemijalne wizje.

cyt2

Atha joga-anuśasanam! – tak oto zaczyna się pouczenie jogi!

अथ योगानुशासनम्

Himalaje… góry jogi, dharmy, wyzwolenia i Boga

Najwyższe góry świata, leżące w obrębie Nepalu, Indii i Tybetu są nie tylko miejscem narodzin, rozwoju i pogłębionej praktyki jogicznej, która ponad wszystko pragnie wyzwolić człowieka od ułudy wyrażającej się w przemijalności, cierpieniu i śmierci tego, co ożywione, lecz są one także siedzibą Wielkiego Mistrza, Wielkiego Jogina, czyli Śiwy-Mahadewy.

Bajreshwari

Jogin nim przystąpi do pogłębionej medytacji, koncentracji – ogółem praktyki jogi – swoją uwagę i intencję wysyła i ogniskuje w guru-mistrzu. Stosuje tak zwaną Iśwara-pranidhanę, klasyczną technikę o starożytnym rodowodzie, która polega na całkowitym poddaniu woli Guru, ujednopunktowieniu umysłu i emocji na osobie mistrza, lecz nie na osobowym mistrzu, który opiekuje się adeptem, wyjawia mu święte mantry, pokazuje medytacyjne gesty (mudry), uczy jogicznego oddechu (pranajamy) czy też odpowiednich asan. Ten Guru to sam Śiwa – osobowy absolut, który zawsze pozostaje obecny przy joginie, a dokładnie – nigdy nie jest głuchy na medytacyjne intencje adepta jogi. A najdoskonalszym miejscem przebywania tego guru jest… serce człowieka, tak wewnętrza i czysta kraina poza czasem i przestrzenią.

Jogin trwać winien  stale w medytacji, przebywając, samotny, w odosobnieniu, panując nad swym ciałem i myślą, wolny od pragnień i majątku. W schludnym miejscu winien obrać swą stała siedzibę […] wewnętrznie cichy, wolny od leku, wierny ślubom czystości, panujący nad swoim umysłem, niech trwa pogrążony w jodze. (Bhagawadgita VI.10-11 i 14)

Takiego oto ślubu jogin przestrzega w Himalajach… w tym miejscu, gdzie w pradawnych czasach Najwyższy zszedł w podwójnej postaci Narajany (Boga osobowego) i Nary (Człowieka), by mocą swej ascezy i dobrej intencji utrzymywać dobro, harmonię i porządek świata, ogólnie zwany dharmą. Poprzez kultywowanie dharmy, czyli prawości i dobra, panuje się nad umysłem…

Starożytna nauka leśna i jaśminowa herbata

kwiat

Kilka dni temu ponownie wpadł w moje ręce, tym razem jednak w oryginale (w sanskrycie), bardzo krótki fragment pewnego starożytnego dzieła o tajemnych pouczeniach (upaniszadach), które uczeń otrzymywał od mistrza w leśnej pustelni, podczas leśnej praktyki. Dlaczego leśnej? – bo las w Indiach był doskonałym, naturalnym, pełnym duchowej obecności i uspokajającej energii miejscem medytacyjnej praktyki.

Wielkie Ja, złożone z umysłu, przebywa między oddechami.

Jest to fragment Brihadaranjaka Upaniszady, czyli Wielkiej Upaniszady Leśnej, który wyjaśnia, czym jest to <<ja>>, które przekracza ograniczenia cielesne i przestaje się być identyfikowane z tym, co czego doświadcza się poprzez zmysły. To <<ja>> jest niezwykle subtelnym poziomem świadomości (bo joga w wielkiej mierze to nauka o stopniach świadomości), w którym człowiek przestaje identyfikować siebie z ciałem, a staje się doświadczeniem czegoś znacznie szerszego, doskonalszego, naturalniejszego i bardziej spontanicznego, swobodniejszego, czegoś, co…. znajduje się między oddechami. To <<ja>> obecne jest w tej bez-czynności, bezruchu między jednym oddechem a drugim, w zatrzymaniu świadomości między wdechem a wydechem, w tej nieruchomej ciszy i błogim spokoju…

Pewien uczeń, a zarazem naukowiec, próbował zrozumieć kiedyś Naturę, zrozumieć świat, ale nawet herbaty nie umiał wypić w spokoju. Mistrz nalał mi jednak czarkę dobrej chińskiej zielonej herbaty, parzonej w długim rytuale, spowitym zapachem jaśminu. Jednak tak długo lał i lał, że herbata zaczęła się wylewać. Uczeń spytał, dlaczego mistrz tak robi, przecież to nie ma sensu?!

Aby umysł mógł poznać nowe, najpierw musi pozbyć się starych nawyków i przekonań.

Jaśminowa, długo parzona zielona herbata, w spokojnej i błogiej przestrzeni między oddechami spożywana… Może być też kawa… arabska, chai indyjski i sencha japońska… Najlepiej o poranku, przy śpiewie ptaków.

Wewnętrzna świątynia

kwiat

Od pewnego czasu, a ostatnimi miesiącami intensywniej, zastanawiam się, czym w swej istocie jest joga. Oczywiście za punkt wyjścia (i powrotu) biorę klasyczną definicję jogi jako zatrzymanie poruszeń mentalnych, czyli zatrzymani aktywności mentalnej, które w naturalny sposób pozwoli przejawić się subtelniejszym poziomom świadomości i głębszemu, szczęśliwszemu doświadczaniu rzeczywistości, a ostatecznie zaprowadzi do wyzwolenia (samadhi). Odkładając na bok rozważania o tym, czym jest to samadhi – trudno je zrozumieć z poziomu codziennego doświadczenia, na pewno nie jest ono zanikiem człowieka/duszy i rozpłynięciem się w jakimś bliżej nieokreślonym amalgamacie zwanym pustką, bogiem czy bóstwem. To wszystko są nazbyt rychłe stereotypy, który przylgnęły do jogi i jej celu.

Joga to nie technika panowania nad ciałem, oddechem i umysłem. Nad ciałem i oddechem, co prawda, zapanować można, ale gdy tylko chcemy wziąć w ryzy umysł, to on zaczyna się mocno buntować. Owszem, joga to umysł, który zagłębia się w coraz do głębsze swoje poziomy, by w lepszy, bardziej etyczny, szczęśliwy i spełniony sposób doświadczać świata. To budowanie harmonii wewnętrznej, ale także zewnętrznej z otoczeniem – to stawianie się lepszym, bardziej życzliwym, otwartym, pomocnym, współczującym, mniej oceniającym i krytykującym.

Joga to sztuka życia szczęśliwego i dobrego, jednak… jak to rozumieć, by nie popaść w pusty frazes? To sztuka naturalnego odczuwania, przebywania w świecie, bez stresu, gonitwy, pospiechu, to sztuka doświadczania tu-i-teraz w jego pełnym wymiarze i cudowne odnajdywanie siebie w tym głębszym wymiarze doświadczania.

Czy joga ma coś wspólnego z religią i Bogiem? Religia w swoim duchowym wymiarze jest ponownym złączeniem ze sferą ponad-codzienną, ponad-ziemską, ze sferą, która wykracza poza śmierć i przemijanie-cierpienie. A Bóg? – w jodze nie ma Stwórcy, nie ma modłów, nie ma rytuałów, nie ma świątyń. A dokładniej jest jedna jedyna świątynia – serce człowieka, w którym spoczywa dobro, nieskończoność, wieczność, prawda, piękno…

Powściągnięcie oddechu, czyli pranajama (klasyczna definicja z Jogasutr)

20170829_164107

Jogasutry (tutaj nowe polskie wydanie w prześwietnym tłumaczeniu śp. jogina i sanskrytologa Leona Cyborana), powstałe ok. II w. n.e., podają bardzo techniczne definicje pranajamy, uznając ją za wrota ku medytacji. Termin pranajama (prāṇāyāma, प्राणायाम) zawiera w sobie dwa człony: prana oraz ajama (w niektórych wyjaśnieniach tego terminu jako drugi człon błędnie pojawia się “jama”, ale złączenie prāṇa + yāma dałoby prāṇayāma, a nie prāṇāyāma):

  • prana (prāṇa, प्राण): wieloznaczne pojęcie pochodzące z ontologii indyjskiej – oznacza: 1. oddech, oddychanie i życie, 2. energię, siłę, dynamizm; jest to ta moc, która odpowiada we wszechświecie za wszelki ruch (morza, wiatru, gwiazd…): ruch życia (witalność, żywotność, rozmnażanie, odżywianie, trawienie, układ krążenia), ruch mentalno-emocjonalny (aktywność umysłu), a także wszelkie siły fizyczne (ruch przestrzenny); w istocie świadomej prana przejawia się na poziomie materialnym jako oddech, a na poziomie subtelnym jako aktywność mentalno-emocjonalna, która zgodne z literaturą hatha jogi przebiega przez tzw. subtelny system kanałów (sukszma nadi);
  • ajama (āyāma, आयाम): powściągniecie, opanowanie, kontrola i zatrzymanie; a także: rozprzestrzenienie, rozciągnięcie i rozszerzenie (uspokojenie, wyciszenie).

Pranajama jest więc zarazem powściągnięciem, czyli spowalnianiem oddechu,  oraz rozszerzaniem, czyli uspokajaniem umysłu poprzez oddech. Co ciekawe, to właśnie zatrzym(yw)anie oddechu – kumbhaka (कुम्भक) jest w pranajamie najważniejsze, a wydłużanie kumbhaki jest głównym zadaniem jogina powściągającego oddech. Ze względu na to, że oddech jest nierozerwalnie związany z umysłem, to kontrola procesu oddychania jest zarazem powściągnięcie aktywności mentalno-emocjonalnej.

Gdy kumbhaka jest realizowana, bardziej zaawansowane stopnie jogi są dostępne dla praktykującego: koncentracja (dharana,  धारणा) i medytacja (dhjana, ध्यान).

foxy

W swoim bardzo ciekawym i merytorycznym opracowaniu pranajamy (w formie pdf dostępnym darmowo tutaj) Maciek Wielobób tak określa pranajamę:

pranajama nie jest w swojej istocie ćwiczeniem oddechowym, lecz ćwiczeniem medytacyjnym. To miał na myśli Adi Śankara, podkreślając w Aparokśanubhuti, że manipulacja palcami przy nosie to pranajama dla głupich.

Przyjrzyjmy się zatem dokładnej treści Jogasutr:

Js. I.34 प्रच्छर्दनविधारणाभ्यं वा प्राणस्य

praććhardana-widharanabhjam wa pranasja

Również przez wydychanie lub powściągnięcie prany [oczyszcza się lub ucisza świadomość].

Począwszy od I.29 Jogasutry ukazują środki zaradcze przeciwko czynnikom rozproszenia  (wikszepa) umysłu-świadomości (ćitta), czyli przeszkodom (antaraja) w osiągnięciu oświecenia – absolutnego skupienia (samadhi). Te czynniki to: choroba, otępienie, niezdecydowanie (samśaja), nieskupianie się (pramada), brak energii (alasja), niepowściągliwość (awirati), błędne poznanie (bhranti-darśana), nieosiągnięcie stopnia, nieumocnienie się (Js. I.30). Jako symptomy (sahabhu) czynników rozproszenia pojawiają się (Js. I.31): cierpienie, złe samopoczucie, drżenie ciała, wdech (śwasa) i wydech (praśwasa)! Świadomość oczyszcza się poprzez (Js. I.33):

  • pielęgnowanie uczucia życzliwości (maitri)
  • współczucia (karuna)
  • zadowolenia (mudita)
  • i tolerancji (upeksza)

Wtenczas umysł-świadomość staje się czysty i uciszony, uwaga jest jednolita o bardzo wysokim stopniu stałości (czyli koncentracji). Także poprzez wydychanie powietrza pochodzącego z brzucha przy pomocy odpowiedniej praktyki pranajamy oraz wstrzymanie oddechu jogin osiąga stałość umysłu.

Js. II.49 तस्मिन्सति श्वासप्रश्वासयोर्गतिविच्छेदः प्राणायामः

tasmin sati śwasa-praśwasajor gati-viććhedah pranajamah

Gdy asana została opanowana, wtedy stosuje się przerywanie [wiććheda] wdechu [śwasa] i wydechu [praśwasa], czyli powściągnięcie prany.

W tym momencie pojawia się definicja pranajamy znajdując się w stabilnej postawie, (za)hamowanie śwasy, czyli wdechu (wchłaniania zewnętrznego wiatru),  oraz praśwasy, czyli wydechu (wypuszczania wewnętrznego, brzusznego [kausthja] wiatru).

Js. II.50 बाह्याभ्यन्तरस्तम्भवृत्तिर्देशकालसंख्याभिः परिदृष्टो दीर्घसूक्ष्मः

bahja-abhjantara-stambha-writtir deśa-kala-samkhjabhih paridriszto dirgha-sukszmah

Powściągnięcie prany ma stany [zjawiska]: zewnętrzny [bahja], wewnętrzny [abahjantara] i stłumiony [stambha]; ćwiczenie za pomocą miejsca [deśa], czasu [kala] o liczby [sankhja], powinno być długotrwałe i subtelne.

Z związku z powyższą definicją pranajama ma trzy postaci:

  • zewnętrzna: zahamowanie biegu prany po wydechu
  • wewnętrzna: zahamowanie prany po wdechu
  • będąca stłumieniem obu

Te trzy pranajamy ćwiczy się poprzez:

  • miejsce (deśa): przedmiot świadomości i uwagi (oddech, dźwięk, mantra, wizualizacja, intencja itp.), cokolwiek, co koncentruje, przykuwa uwagę do jednego miejsca/przedmiotu myśli
  • czas (kala): odpowiednie proporcje czasowe między częściami pranajamy, tj. między: wdechem (puraka), zatrzymaniem (wewnętrzna kumbhaka), wydechem (reczaka) i niekiedy powtórnym zatrzymaniem powietrza (zewnętrzna kumbhaka); przeważnie jest to sekwencja 1:4:2(:1), czyli np. dla 5 sekund: 5:20:10(:5).
  • liczbę (sankhja): ilość powtórzeń danej sekwencji/serii (wprawny jogin zgodnie z JogaTattwa Upaniszadą powtarza 80 razy 4 razy dziennie).

Js. II.51 बाह्याभ्यन्तरविषयाक्षेपी चतुर्थः

bahja-abahjantara-wiszaja-akszepi ćaturthah:

Czwarta [pranajama] przekracza [przenika, obala, rozprasza] przedmiot świadomościowy [wiszaja], który występuje przy zewnętrznym i wewnętrznym [stanie pranajamy].

Do trzech pranajam dochodzi jeszcze czwarta, która niszczy wszelki przedmiot świadomościowy. Następuje bezwysiłkowa koncentracja uwagi… Niezwykle ważny i wymykający się wszelkiej kategoryzacji mentalnej stan. Tutaj bowiem jogin przekracza zwykły poziom mentalny, który zawsze potrzebuje przedmiotu (zawsze myśli o czymś). Bieg prany zanika. Pojawia się stan zwany jedynie kumbhaką (kewala kumbhaka), cel praktyki pranajamy, a zarazem pranajama w pełni tego słowa znaczeniu.

Js. II.52 ततः क्षीयते प्रकाशावरणम्

tatah kszijate prakaśa-awaranam:

Dzięki tym [pranajamom] znika zasłona [awarana] przejrzystości [prakaśa].

Wtenczas opada zasłona niewiedzy, a jogin może dokonać najważniejszego aktu – rozpoznać naturę rzeczywistości, a co za tym idzie właściwie utożsamić siebie nie z ja-codziennym, lecz z ja, które przekracza świat sansary (przemijania, śmierci, rozproszenia mentalnego…). Takie rozpoznanie w jodze nosi nazwę wiweka – poznanie rozróżniające – i dokonywane jest mocą wiedzy-świadomości właściwej, zwanej dżnianą, która uaktywnia się mocą jogą, a przede wszystkim pranajamy! Ginie wielkie omamienie (moha), a karman gaśnie.

Nie ma wyższej ascezy [tapas] od pranajamy; za jej pomocą usuwa się całkowicie zanieczyszczenie i osiąga światło poznania.

Js. II.53 धारणासु च योग्यता मनसः

dharanasu ća jogjata manasah

Dzięki pranajamie osiąga się zdolność umysłu [manas] do dharan [aktów przykucia uwagi].

Poprzez doskonała pranajamę jogin może od razu wznieść się na poziom ujednopunktowionej uwagi, zwanej dharaną.

green

Klasyfikacja pranajam jest różnorodna i zależna od tradycji i jogicznej linii przekazu, ale wdech i wydech klasycznie odbywa się jedynie poprzez nozdrza (usta nie są angażowane). Bardzo często stosuje się też kontrolę nozdrzy. Rozpowszechniony podział pranajam jest taki (L = lewa nozdrze, P = prawe nozdrze, L+P = lewe i prawe nozdrze zarazem):

  • udżdżaji (उज्जायी): powietrze mocno i głośno przepływa przez krtań (zwężoną głośnię), przez co oddech jest słyszalny
      • bez kontroli nozdrzy
      • anuloma (अनुलोम): wdech udżdżaji L+P, wydech raz L, raz P
      • wiloma (विलोम): wdech raz L, raz P, wydech udżdżaji przez L+P
      • pratiloma (प्रतिलोम): wdech udżdżaji L+P, wydech L, wdech L, wydech udżdżaji L+P, wdech udżdżaji L+P, wydech P, wdech P, wydech udżdżaji L+P
  • ćandra bheda(na) (चन्द्रभेद(न)): wdech L, wydech P
  • surja bheda(na) (सूर्यभेद(न)): wdech P, wydech L
  • nadi śodhana (नाडिशोधन): wdech L, wydech P, wdech P, wydech L
  • kapalabhati (कपालभाति): bardzo silne wydechu brzuszne
  • bhastrika (भस्त्रिका): silne wdechy i wydechy
  • bhramari (भ्रामरी): wdech techniką udżdżiji, sanmukhi mudra (obie dłonie położone na twarzy: palce wskazujące zasłaniają oczy, kciuki zamykają dziurki uszne, a reszta palców spoczywa na policzkach), przy wydechu dźwięk przypominający pszczołę czy trzmiele
  • śitali (शीतली): cechą charakterystyczną jest tutaj wdech przez otwarte usta, gdzie zęby obejmują język, dżalandhara bandha, wydech udżdżaji raz L, raz P
  • sitkari (सीत्कारी): zrolowany język na wdechu, dżalandhara bandha, wydech udżdżaji raz L, raz P dziurką
  • murćcha (मूर्च्छा): wdech techniką udżdżaji, wydech również udżdżaji, ale wydłużany i spokojny; niekiedy dodawane bardzo długie wstrzymanie oddechu zdarza się, że prowadzące do omdlenia
  • plawini (प्लाविनी): oprócz oddechu jogicznego stosuje się także połykanie powietrza do brzucha, do tego stopnia, że jogin może unosić się (na wodzie)

Opieram się tutaj w większości na prześwietnej książce o pranajamie, dostępnej w języku polskim, Ranjit Sen Gupty Joga oddechu. Pranajama (recenzja tutaj). Pod tym linkiem można zobaczyć poszczególne pranajamy pokazane przez Babę Ramdeva. Wkrótce opiszę dokładniej każdą z technik.

Pranajama – klasyczna sekwencja z JogaTattwaUpaniszady

Marek Aureliusz, jeden z najsłynniejszych stoików, tak oto pisał w swoich Rozmyślaniach:

Wszystko jest nawzajem powiązane, a węzeł to święty.  A zgoła nic nie ma, co by nawzajem było sobie obce.  Ułożone to bowiem zostało we wspólny ład  i współtworzy porządek w porządku tego samego świata.  Jeden bowiem jest świat, a składa się nań wszystko,  i bóg jeden we wszystkim, i jedna istota, i jedno prawo,  jeden rozum wspólny wszystkich stworzeń rozumnych  i prawda jedna. I jeden wreszcie ideał doskonałości stworzeń  o wspólnym pochodzeniu i wspólnym rozumie. (Ks. VII, ak. 10).

Madzia

U stoików pojawiał się termin pneuma, by opisywać tchnienie życiowe czy też ogółem tchnienie przenikające cały świat i nadając jemu ruchliwość, żywotność i dynamizm. Pneuma jest wspólna wszystkiemu, co jest obecne we wszechświecie, to także rozumna zasada lub – inaczej – wszystko przenikający rozum, wszystkiemu nadający cel i prawo. Indie w bardzo podobnym znaczeniu używają słowo prana (प्राण). W sanskrycie, klasycznym języku Indii, a zarazem języku jogi, prana dosłownie znaczy: życie, oddech, energia, wigor, a nawet duch (w sensie – to, co jest żywe i – często – świadome).

Prana nie jest jednak oddechem – oddech jest jedynie jej grubomaterialnym przejawem, prana to sama zasada oddechu i życie, obecna w dynamice świata. Prana to powiem wiatru, to huragan, to ruch fali, to elektryczność, energia i wszelki inny ruch, który istnieje w świecie (zarówno tym makro- jak i mikroskopowym). A ruch, zwłaszcza u istot żywych, zawsze utożsamiany jest z życiem. W człowieku prana jest odpowiedzialna nie tylko za funkcje motoryczne i odżywcze organizmu, ale także za ruch mentalny, czyli aktywność neuronalną, a także jej świadomościowy (czy tez umysłowy) korelat – aktywność mentalną, ukazującą się w postaci: myśli, emocji, pragnień, strachów, woli itp. – tego wszystkiego, co dzieje się w ludzkiej głowie, i co często z powodu swojego nieuporządkowania i nadaktywności nie daje człowiekowi spokoju.

Pranajama (प्राणायाम) dosłownie oznacza: objęcie kontrolą prany, dyscyplina prany, kontrola prany, ale to trochę nazbyt skąpe tłumaczenie. Nie chcę w tym momencie analizować to, czym jest pranajama (o tym już bardzo wkrótce Uśmiech ), jedynie podkreślić, że pranajama to coś więcej niż technika oddechowa, która wpływa na dobre samopoczucie, czy jest jednym ze stopniu do osiągnięcia stanu jogicznego oświecenia czy też urzeczywistnienia (samadhi) lub wyzwolenia (moksza). Prana to zasada świadomości i oddechu, a mówiąc w skrócie – to sama świadomość w swoim czystym stanie, który ma swój aspekt fizyczny (biologiczny) jako oddech, subtelny jako wiatr przepływający poprzez subtelny system wielu tysięcy subtelnych kanałów (nadi) w ciele (o czakrach i subtelnych kanałach energii/prany także wkrótce). Z tego względu, joga indyjska twierdzi, że obejmując kontrolą oddech, to znaczy wyznaczając mu zharmonizowany i usystematyzowany ruch możemy ostatecznie z jednej strony kontrolować aktywność mentalną (świadomość/umysł), a z drugiej – oczyścić subtelne kanały w ciele.

Na sam początek pierwsza z serii kilku pranajam, które w najbliższych dniach opiszę. Jest to dość prosta technika, a zarazem klasyczna – zasadza się na podstawowej sekwencji:

  • oddech-wtrzymanie(kumbhaka)-wydech w proporcji 1:4:2
  • niekiedy dodawane jest także wstrzymanie po wydechu, wtenczas mamy 1:4:2:1

Naukę o tej pranajamie z ust samego Wisznu, jednego z 3 głównych bogów, tzw. trimurti, indyjskiego panteonu, zdobywa Brahma (drugi z bogów trimurti), który przychodzi do Wisznu celem zdobycia tajemnej wiedzy i umiejętności, które zapewniają wyzwolenie z cierpienia i braku satysfakcji. Wisznu ochoczo przystępuje do nauki, od razu zaznaczając, że joga bez właściwej wiedzy (dżniany) jest niczym, podobnie jak dżniana bez właściwej siły i praktyki, czyli jogi, jest bezużyteczna. Istnieją cztery rodzaje jogi, jedne bardziej doskonałe, drugie mniej, istnieją różne stopnie wiedzy, istnieją mniej lub bardziej skuteczne techniki panowania nad ciałem oraz umysłem – o tym wszystkim możemy przeczytać w jednej z tzw. Upaniszad Jogicznych, zwanej Joga-tattwa Upaniszadą, czyli Tajemnym pouczeniem o naturze jogi, tajemnym, ponieważ przekazywanym z ust mistrza do swojego ucznia (a niekiedy nawet dostępnej bezpośrednio z umysłu mistrza wprost w umysł ucznia). A naukę o pranajamie z fragmentów 36-67 można streścić w taki oto sposób:

Niech jogin:

  • siedzi w pozycji z wyprostowanym kręgosłupem
  • złoży hołd wybranemu bóstwu i obierze dobrą intencję
  • a następnie kciukiem prawej (P) ręki zatka prawe nozdrze
  • weźmie wdech lewym (L) nozdrzem
  • wstrzymuje wdech
  • potem spokojnie wydycha przez P nozdrze
  • następnie bierze wdech P nozdrzem
  • wstrzymuje oddech
  • potem spokojnie wydycha L nozdrzem
  • bierze wdech L nozdrzem…
  • i tak ciągle robi na przemian raz jedną dziurką, raz drugą
  • 4 razy dziennie, najlepiej po 80 powtórzeń
  • a jak już się dobrze wprawi w sekwencji 1:4:2 (choć w tekście mamy 16:64:32), to niech wstrzymuje oddech, jak najdłużej potrafi, wtedy osiągnie kewala kumbhakę  

Kewala kumbhaka zwana jest idealną pranajamą, jak i jej celem – całkowitym zatrzymaniem oddechu, a zarazem absolutną kontrolą nad umysłem i ciałem (tym grubomaterialnym, jak i subtelnym)…

IMG_20151215_0001

Wisznu jako Nathji (Udaipur), jedno z piękniejszych choć mniej popularnych wizerunków Wisznu

Yoga mate

yoga mate

Co ma wspólnego joga i yerba mate? – odpowiedź będzie oczywiście jak najbardziej subiektywna, wielokrotnie sprawdzona, a przez to indywidualnie skuteczna Smile

Jako wzorowy jogin nie jem, czego nie należy, nie pijam, czego wzorowy jogin pijać nie powinien, zdarza mi się nie robić tego, czego jogin robić nie powinien. Jogi się nie ćwiczy, joga to styl życia, to wręcz sztuka życia i stan bycia. Jednym z celów jogi jest panowanie nad myślami i emocjami, by… być sobą, autentycznym sobą. To naturalne, spontaniczne i autentyczne doświadczanie świata i siebie – bez strachu, ciągłej gonitwy za czymś-co-kusi-by-już-je-mieć, za dekoncentrującym dialogami wewnętrznymi. To niekiedy walka ze sobą, gdy medytacja i koncentracja nie chce przyjść naturalnie, przecież inne rzeczy w tym trakcie bardziej chciałoby się robić.

Wracam wieczorem, spać się chce, a joga snu tej nocy nie wyjdzie, bo jestem nazbyt nieprzytomna i nieobecna w obecnej chwili, ale… chciałoby się pomedytować, poćwiczyć oddech, chciałoby się potłumaczyć troszkę sanskryckich tekstów. Umysł jednak bardzo oponuje. Zielona pyszna herbata nie pomaga, kawa to samo zło… Yerba!

Starożytna nauka indyjska, w tym wypadku ta obecna w Mokszadharmie (kiedyś się rozpiszę), tak oto mówi o joginie:  wolny od pragnienia czegokolwiek, szczęśliwy, pełni wewnętrznej ciszy i spokoju, wolny od choroby, cierpliwy, szczery, otwarty, samoopanowany, zdyscyplinowany. Charakteryzuje go: wybaczenie, zadowolenie, niekrzywdzenie (ahinsa), bezstronność, prawdomówność, uczciwość i prostota, panowanie nad zmysłami, mądrość              i spryt, uprzejmość, skromność, stałość, siła woli, wolność od kurczowego trzymania czegokolwiek, nieprzywiązanie do niczego (poza dobrem), zadowolenie, miła mowa oraz brak zazdrości i złej woli. W trakcie praktyki samoopanowania należy unikać: pragnienia, gniewu, żądzy, dumy, arogancji, wychwalania siebie, zazdrości, pogardy i oszołomienia mentalnego (moha!). Innymi słowy są to cechy idealnego yogin mate Winking smile Bo co tak doskonale radzi sobie z oszołomieniem mentalnym, jak właśnie nie yerba mate?!