Oddech a spontanicznie radosne tu-i-teraz

psycho3

Oddech to nie tylko oddech, i to nie jest trywialne zdanie. Oddech daje spokój, oddech sprawia, że mózg jest dotleniony, a przez co głowa nie boli, oddech daje natchnienie, gdy mózg dobrze pracuje, a serce jest szczęśliwe.  Spokojny i kontrolowany oddech osadza umysł w jego naturze i pozwala przejawić się niezwykle użytecznym i pełnym kreatywnej mocy zasobom umysłu. Można nawet powiedzieć, że oddech i umysł to dwie strony tego samego – niespokojny oddech, to niespokojny umysł, opanowany oddech to opanowany umysł, i vice versa.

Za przemęczenie, brak motywacji do działania oraz brak wytrwałości w osiągnięciu celu odpowiada często niewłaściwa gospodarka tzw. wewnętrznymi zasobami energii. A ten wewnętrzny potencjał energetyczny to nic innego, jak panowanie nad wzburzeniami umysłu, czyli:

  • stresem przejawiającym się w uczuciu niepokoju, w rozwydrzonej wyobraźni, niekiedy nadaktywnie podsuwającej różne złe scenariusze (a im bardziej czarne, tym bardziej atrakcyjne dla wyobraźni), w poczuciu niepokoju i braku koncentracji, czyli rozkojarzeniu i czarnej pustce w głowie oraz zdenerwowaniu;
  • niemożnością osadzenia umysłu w obecnej sytuacji, która się właśnie dzieje, nieważne, czy to spokojna lektura w domu z herbatką w ręce, czy czekanie na przystanku na autobus, czy rozmowa biznesowa, wystąpienie publiczne, rozmowa o pracę, rozmowa z kontrahentem, rozmowa z partnerem, rozmowa z przyjacielem – myśli zawsze są gdzieś tam, gdzieś lecą, a im bardziej sytuacja jest stresogenna, tym mocniej umysł traci ugruntowanie w swojej pierwotnej naturze;
  • chronicznym zmęczeniem psychicznym i fizycznym, które jest niczym innym niż złą gospodarką zasobami energii mentalnej: zmuszaniem siebie, działaniem wbrew sobie, negatywnymi myślami… (o tym niedługo).

A czym jest ta pierwotna natura umysłu? Nie chodzi tutaj o przybliżanie tajników jogi tybetańskiej czy indyjskiej, lecz o pewne cechy i właściwości umysłu, które świetnie sprawdzają się w codziennych sytuacjach, tym profesjonalnych, jak i intymnych. Naturą umysłu jest:

  • spokój, świetlista przejrzystość i spontaniczna radość, która nie potrzebuje żadnego ugruntowania z zewnątrz, by być obecną
  • przenikliwość i wgląd w naturę rzeczywistości, czyli tego wszystkiego, co się dzieje, ale bynajmniej nie chodzi tu o doznanie mistyczne, które odkrywa przed nami tajemnice wszechświata, ludzkiej duszy i boskiego plany stworzenia Smile ! – tak daleko nie ma potrzeby się zapuszczać (chyba, że filozofia jest sensem naszego życia)
  • absolutna koncentracja i skupienie umysłu na tym, co się dzieje tu-i-teraz, bez zbędnego nurzania się w tworach wyobraźni; dla przykładu mamy wygłosić przemówienie, a w głowie rozgrywa się niezwykle obfity w szczegóły, zwłaszcza te nie za bardzo pozytywne, pokaz tego, jak będzie źle, jak nas widownia oceni, jaki gafy strzelę itp. – spektakl, czyli twór wyobraźni, który z obecnym momentem wyjścia na scenę i przemawiania nie ma nic wspólnego; prawdą jest bowiem to, że stroję i mówię… tylko i aż to, i albo pokocham ten moment-tu-i-teraz, albo pozwolę wyobraźni pętać mnie potęgą czarnych myśli
  • skuteczne i pełne błogostanu wykorzystywanie momentu-tu-i-teraz, bo – w gruncie rzeczy – innego momentu nie mamy, a niezwykle twórcze, pełne energii i mocy jest osadzenie siebie w momencie-tu-i-teraz, a nie w scenariuszach mentalnych, które niemal zawsze przejmują kontrolę nad czystym doświadczaniem świata

A tym, co pomaga utrzymywać umysł w stanie koncentracji i w błogostanie momentu-tu-i-teraz jest np. oddech. A oto prosta technika: sekwencja oddechów.

psycho5

Niedawno dodałam do niej coś jeszcze. Jest zima, więc korzystam z dobrodziejstwa zimna i wychodzę w krótkim rękawku na patio, by zmusić umysł do odcięcia się o impulsywnego reagowania, w tym wypadku oczywiście na mróz. Dzięki temu powoli, ale niezwykle szybko, obejmuję umysł kontrolą. Umysł bowiem bardzo szybko musi zareagować na brak ucieczki z mrozu: najpierw nawykowo wysyła rozkazy do ogrzania się w pomieszczeniu, ale w momencie, gdy nie dostaje pozytywnego feedbacku ze strony mojej woli, to… szuka innego wyjścia ratowania mnie z tej niezwykle nieprzyjemnej sytuacji, a mianowicie… reaguje mniej na nią negatywnie. A to jest bardzo cenna rzecz. Spróbujcie Smile Z początku może być boleśnie nieprzyjemnie, ale chusta na szyję (żadne choroba Was nie złapie) i walczymy z umysłem, bo znamy to słynne buddyjskie powiedzenie, że zwycięzcą nie jest ten, który pokonał tysiące wrogów w czasie tysięcy wojen, lecz ten, kto pokonał samego siebie!

Zmagania umysłu z medytacją

jesień4

Po co medytować, kiedy nie ma się czasu, a spokojny umysł wydaje się celem nie do osiągnięcia? Nie mówiąc już o radosnej obojętności na przeciwności losu… A czy próbowałaś/łeś dwa razy dziennie po 20 minut medytować wraz z ćwiczeniem regulacji oddechu? Jeśli nie, to spróbuj, chociaż na 5 dni, bo w zamian dostaniesz:

1. Siłę woli: nieważne co, ale nie przerwę mojej dziennej praktyki ani danej sesji medytacyjnej – nieważne, co będzie się działo w głowie i jak namawiało, by urwać, to… nie dasz się.

2. Koncentrację: nieważno co, ale nie pozwolę mojemu umysłowi być skoncentrowanym na czymkolwiek innym poza oddechem i przedmiotem koncentracji (intencja, myśl, życzenie, dźwięk itp.).

3. Ugruntowany i ustabilizowany umysł w tym teraz oto momencie i w tej tutaj sytuacji, bez uciekania we wspomnienia (obawy i nostalgie) i plany (nadzieje i… obawy).

4. Inspirację i kreatywność czystego umysłu (i serca: dobroć, czystość intencji, uczynność, brak obmowy i zawiści itp.), bo czysty umysł to naturalny umysł, spontaniczny, dobry i twórczy sam z siebie.

Nie wierzysz? Spróbuj! Ale nie wcześniej niż dopiero po 5 dniach 2 razy dziennie odbywanej praktyki daj odpowiedź.

Poza tym stare powiedzenie zen mówi, że jeśli nie masz 20 minut na medytację, to oznacza, że masz medytować godzinę!

Dlaczego oddech jest tak ważny?

jesień2

Oddech jest czymś więcej niż tylko automatyczną czynnością. Oddech to przede wszystkim nośnik świadomości-umysłu, nośnik emocji, ich regulator i kontroler. Nauki indyjskie i tybetański poświęcają oddechowi wiele uwagi, ponieważ znają jego nieprzecenioną w medytacji, jodze i spokojnym życiu rolę. Sanskrycka prana, tybetański lung, chińskie chi (qi) to nic innego jak wewnętrzny wiatr, zewnętrznie doświadczany jako powietrze. Wewnątrz ciała oddech niesie nie tylko życie, ale także umysł, metaforycznie mówiąc – jest rumakiem, na którym po ciele porusza się umysł. Jak mówi znakomity tybetański mistrz pracy z oddechem i świadomym snem Tenzin Wangjal Rinpocze:

Dzięki pracy z wewnętrznym “wiatrem” możemy poprawić dobrostan naszego ciała i umysłu oraz dokonać zmian w życiu prywatnym i społecznym, a ostatecznie wyzwalając się z cierpienia cyklicznej egzystencji, czyli samsary.

I nie ma tutaj żadnej głębokiej tajemnicy, a jedynie silne, wielowiekowe, otoczone długotrwałą praktyką przekonanie, że umysł w swej naturze jest zawsze czysty, niezmącony, szczęśliwy i zawsze w takim stanie znajduje się u podstawy zwykłego umysłu codziennie doświadczanego w postaci miliona niepokojów mentalnych: myśli, emocji, wątpliwości, pragnień, niechęci… Jeden i drugi poziom umysłu związany jest z oddechem, tyle że w przypadku umysłu zmąconego oddech pozostaje poza kontrolą jogina, a powściągnięty (kontrolowany) oddech jest idealnym rumakiem panowania nad umysłem.

jesień

Dochodzi tutaj kolejne starożytne jogiczne przekonanie: każdą zła emocję można przekształcić w dobrą. Gniew, smutek, żal, strach… to zawsze pewien nośnik energii, pewne natężenie wiatru, które pozostawione samemu sobie roztapia się w czystej naturze umysłu. Pozostawienie samych sobie przeszkadzających emocji oznacza, że nie przywiązujemy do nich naszej uwagi, nie podążamy za nimi, nie lgniemy do ich nawykowych reakcji: gdy się złoszczę, to nie idę za naturalna ekspresją tej złości, gdy ogarnia mnie smutek, to nie daję mu upustowi itp. Oczywiście, odwracanie nawykowych reakcji najlepiej wzmacniać i praktykować w trakcie medytacji, w czasie której trenuje się także kontrolę oddechu.

jesień3

Oto jedno z dość prostych ćwiczeń, które najlepiej starać się wykonywać dwa razy dziennie, rano i wieczorem, w ustronnym miejscu, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał:

  • siadamy po arabsku (skrzyżowane kolana), prostujemy plecy, zamykamy oczy i chwilę po prostu oddychamy, bez wysiłku, bez specjalnie przygotowanych myśli i intencji;
  • potem przez 15 minut wykonujemy prostą sekwencję oddechową wdech-wstrzymanie-wydech-wstrzymanie –  1:2:2:1  liczone w sekundach, dla 5 sekund będzie to sekwencja: 5 sekund wdech – 10 sekund wstrzymanie – 5 wydech – 10 wstrzymanie;
  • po tej krótkiej pranajamie (kontroli oddechu) kilka minut spoczywamy w spokojnej medytacji.

Myśli i wrażenia mogą i będą się pojawiać, ważne, by nie podążać za nimi…A najistotniejsza w tej krótkiej i łatwej technice oddechowej połączonej z medytacją rozluźniającą są te momenty, kiedy oddech jest wstrzymany, bo to one są luką, spoczynkiem, zwolnieniem tempa myśli. To one – koniec końców – odpowiadają za coraz lepszą kontrolę oddechu. Są lejcami w dłoniach wytrawnego jeźdźca.

Kiedy dobro jest fundamentem świata…

k10

Czy duchowość może być fundamentem i główną zasadą funkcjonowania wszechświata? Oczywiście! I to nawet nie tyle może, ile jest.  Umysł kreuje ludzkie życie: to, w jaki sposób postrzegamy świat, jak na niego reagujemy, jak go interpretujemy i jak w nim działamy, jest bowiem ufundowane na umyśle i jego działaniach. A umysł dąży do jednego – do poczucia szczęścia, wolności, spełnienia oraz radosnej i naturalnej ekspresji siebie. Działa poprzez zasadę czynienia dobra – sobie oraz innym.

k1

Platon, najbardziej indyjski z nieindyjskich mędrców, na piedestał ludzkich doskonałości wyciągnął Prawdę i Piękno, a Dobro uczynił doskonałością najwyższą. Nie inaczej i w Indiach, w praktyce jogicznej. Nic lepiej nie przejmuje skutecznie kontroli nad umysłem, jak dobra motywacja, dobre zachowanie, dobre dążenie, dobry cel i dobre wykorzystanie każdej sytuacji. Sytuacja jest zawsze,jaka jest, ani dobra, ani zła, sztuka panowania nad umysłem i sytuacją polega właśnie na dobrym i energetycznym przekształcaniu każdej sytuacji, tak zewnętrznej, jak i wewnętrznej, w wymarzony efekt. Warto jednak pamiętać, że choć ten efekt jest wymarzony, to nie zawsze dokładnie w takim wyglądzie, w jakim go pierwotnie umyśleliśmy. Ważne, by doraźny efekt był właściwą cegiełką w pokaźnym efekcie końcowym.

Podstawą sukcesu, powodzenia i biznesu jest inteligentny, cwany, zdeterminowany, logiczny i kreatywny, otwarty umysł. Ale patrząc na to poprzez platoński pryzmat, energią, która zasila aktywność mentalną, jest dobro. Dlaczego? Ponieważ to ono, jak nic innego, odkaża umysł, przegania złe, ponieważ niszczące i dobijające, podcinające skrzydła, emocje i myśli. Kiedy nie myślimy źle o sobie, nie interpretujemy w czarnych zarysach sytuacji, nie wychodzimy z negatywna i roszczeniową postawą do rzeczywistości, to otwiera się przed nami przeogromna przestrzeń doraźnych możliwości, spośród których możemy wybrać te adekwatne do naszego zamiaru-marzenia.

A ponadto, hołdując postawie życzliwej, otwartej, pomocnej, hojnej i przyjacielskiej postawie w stosunku do drugiego człowieka (stworzenia), usprawniamy aktywność umysłu. Pozwalamy mu bowiem działać swobodnie – bez utraty drogocennej energii na różne zbędne czynności, przejawiającej się w postaci negatywnych emocji, w jodze zwanych mentalnymi truciznami (zawiść, strach, gniew, rozproszenie uwagi, smutek itp.). Kontrola nad umysłem to nic innego jak:

  • trzymanie umysłu w ryzach uwagi, która zapewnia pełną obecność w danej sytuacji życiowej, co skutkuje przejęciem kontroli nad wydarzeniami i przekształceniem ich zgodnie z naszym marzeniem; zasada jest prosta – nierozproszony umysł jest w pełni obecny w tu-i-teraz, dzięki czemu adekwatnie reaguje na bodźce, a zarazem spokojnie wprowadza w życie swoje intencje i nie poddaje się wewnętrznemu dialogowi dekoncentrujących myśli i emocji
  • spokojny błogostan, bo umysł objęty kontrolą, to spokojny umysł, którego nie gnębi żadna zła (bo rozpraszająca) myśl, to umysł w pełni radosny w każdej sytuacji – bo czym człowiek ma się martwić, denerwować i przejmować, jak coś z zewnątrz może go rozpraszać, skoro jego umysł jest ufundowany w sile dobra?

Czystość myśli, i intencji, szczerość, upór i delikatność w sile, życzliwość i hojność (ta to dopiero rozbija ego, które w nawykowym działaniu chce dla siebie jak najwięcej zagarnąć i zatrzymać) – oto poszczególne cechy składowe Dobra, tak po platońsku i po indyjsku. Bo przecież Platon wielkim nieindyjskim joginem był, podobnie jak i Adam Mickiewicz, ale o tym kiedy indziej.

k9

Walcz, walcz aż do skutku

k2

Nadchodzi w końcu taki dzień, czy moment, że życie staje twarzą w twarz ze ścianą. Ścianą niemożliwości, rezygnacji, niepowodzeń, ścianą, której nie można przejść. I… to dobrze! Bo to bardzo ważny moment, przełomowy. Każda sytuacja kryzysowa jest doskonałą szansą, by przewartościować, przemyśleć, od nowa opracować i wdrożyć w życie nowe scenariusze życia. Kryzys to nic innego jak bycie na rozstaju: między tym, co było i nadal wydaje się aktualne, a tym, co może być, ale jeszcze nie dostrzegamy atrakcyjności tej nowinki.

rose3

Nie wpadaj w depresję czy czarnowidztwo, nie rezygnuj z tej nowości, która nieśmiało wkrada się w życie, ale jeszcze nie umie przybrać określonej formy. Często ta nowość przybiera barwy strachu, niepewności, niechęci, wymówek, wyszukiwania wszelkich powodów na “nie”. To nic. Nie przejmuj się. Każda nowość wzbudza tyle samo ekscytacji, co niepewności i strachu. Usiądź spokojnie po turecku (lub po Buddowemu) w zacisznym i odizolowanym miejscu, zamknij oczy i oddychaj. Oddychaj spokojnie przez jakiś czas. Skup się na tym oddechu. I spędź w ten sposób kilka(naście) minut ze sobą, ze swoim wnętrzem i tą nowością, którą się stajesz. Nie spiesz się, nie analizuj, nie interpretuj, nie wartościuj. Bądź ze sobą: wdech – zatrzymanie powietrza w sobie – wydech – zatrzymanie oddechu – wdech… Poczekaj aż poczujesz, że już.

k3

I walcz, walcz aż do skutku, kiedy zobaczysz,  że w gruncie rzeczy… nie ma z czym walczyć, bo ta ściana jest tylko… znakiem, że nadszedł właściwy moment, by opuścić tak usilne i uparcie pielęgnowane starania, angażujące całe jestestwo, ale koniec końców nic nowego nie przynoszące. Droga, którą się przeszło, dostarczyła drogocennej nauki, przetransformowała umysł, a w ten sposób to, kim kiedyś byliśmy, zmieniło swoją treść. Tak więc teraz cel, którego tak usilnie chcemy, jest już nieaktualny. I to jest przyczyną faktu, że ściana, którą tak usilnie chcemy sforsować, stała się jeszcze twardsza, bo nie jest już nasza – coś przestało być naszym celem, zdezaktualizowało się. Więc albo robimy podkop, albo uczymy się latać i przeskakujemy ponad ścianą, albo przenikamy ją, albo… zwyczajnie odchodzimy w nowe przestrzenie, które bardziej odpowiadają naszym nowym zdolnością i treścią tego, kim się staliśmy…

Antardżjotis, czyli wewnętrzne światło w praktyce

rose5

 

Gdy kuszą bogowie zajmujący wysoką pozycję, to nie należy poddawać się ani pożądaniu (lgnięciu) [saga], ani popadać w pychę [smaya], aby ponownie nie nastąpiło niepożądane [aniṣṭa] przylgnięcie [prasaṅga] do świata.

– do Jogasutr III.51*

 

Wewnętrzne światło

W sanskrycie antardżjotis (antarjyotis, अन्तर्ज्योतिस्), to metafora, pojęcie na pograniczu potocznej metafizyki, spirytualizmu i starodawnych bajań czy może rzeczywisty obiekt doświadczenia medytacyjnego, a ostateczne życiowego? Joga indyjska, i jej młodsza siostra joga tybetańska, do wewnętrznego światła podchodzi zupełnie poważnie i całkiem praktycznie, uważając je za immanentny (wewnętrzny i wrodzony) składnik pogłębionej praktyki jogicznej oraz coś, czego można doświadczyć w codziennym życiu. Zanim odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego tak jest, to ugryziemy trochę teorii, chronologicznie: najpierw indyjskiej, potem tybetańskiej. Czym zatem jest to wewnętrzne (antar) światło (jyotis)?

Jogasutry, czyli praktyczny i syntetyczny podręcznik jogi klasycznej i… panowania nad umysłem

Chociaż w pierwszym podejściu Jogasutry są bardzo trudnym wykładem, to przy głębszej i bardziej upartej lekturze niosą w sobie niezwykle przydatną moc i zadziwiająco skuteczne wskazówki. Powstałe ok. II w. i przypisane  Patańdżalemu, Jogasutry są dziełem dotyczącym ośmiostopniowej ścieżki samokontroli (asztanga joga, aṣṭāṅga yoga अष्टाङ्ग योग), ale przedstawia także krótszą trzystopniową metodę dotarcia do wyznaczonego celu, czyli całkowitej kontroli nad myślami i emocjami. Wewnętrzne światło, które Patańdżali nazwał po prostu światłem (jyotis, ज्योतिस्), zajmuje jedynie kilka fragmentów (sutr) i czyli w skali całości dzieła bardzo niewiele, to sutry te wraz z komentarzem do nich (autorstwa niejakiego Wjasy) przekazują bardzo ważną  praktyczną treść, która nie wymaga dokonywania jakichś skomplikowanych ćwiczeń wstępnych.

Wzmianka o świetle, dżjotis, pojawia się u Patańdżalego przy okazji opisywania praktyki mentalnej, mającej na celu zahamowanie  wszystkiego tego, co dzieje się w umyśle, czitcie (citta चित्त), a co Jogasutry zwą zbiorczą nazwą writti (vṛtti वृत्ति). Writti są to tak zwane mentalne poruszenia, czyli emocje i myśli, a ogólnie – nieprzerwany dialog wewnętrzny, który bezustannie rozgrywa się w głowie (kiedyś napiszę o tym więcej, bo jest to bardzo złożona i ważna koncepcja).

W Jogasutrach I.33-39 ukryta jest skondensowana praktyka etyczna, o bardzo pięknym wydźwięku. Joga to nie tylko ćwiczenia oddechowe i cielesne, meritum i piękno jogi kryje się w jej propozycji etycznej – specyficznej postawie życiowej, która nastawiona jest na drugiego człowieka. Świadomości bowiem nie oczyszcza się jedynie poprzez kultywowanie serii wyrzeczeń (ahinsa, prawda, wstrzemięźliwość cielesna, zakaz kradzieży i skromne życie) oraz serii nakazów (zadowolenie, czystość cielesna i mentalna, asceza, czyli tapas, studia nad świętymi tekstami i czczenie-utwierdzenie w najwyższej rzeczywistości), lecz przede wszystkim przez życzliwą, pomocną i ciepłą postawę wobec drugiej istoty:

Traktat (śāstra) zaleca właśnie oczyszczenie owej stałej (avasthita) świadomości (citta). Oto jakim sposobem:

I.33 [F.r.]: Przez pielęgnowanie (wytwarzanie, wywoływanie, kontemplowanie, bhāva) życzliwości (maitrī) dla szczęścia (sukha), współczucia (karuṇā) dla nieszczęścia (duḥkha), zadowolenia (mudita) z dobra (apuṅya) i tolerancji (upekṣā) wobec zła (puṅya) ucisza się (oczyszcza się, prasādana) świadomość (citta).

Właściwa i przynosząca dobre efekty postawa mentalno-emocjonalna ma cztery cechy:

  • życzliwość-przyjacielskość (karuna) करुणा
  • współczucie (maitri) मैत्री
  • zadowolenie (mudita) मुदित
  • tolerancja (upeksza) उपेक्षा

Te cztery cechy stanowią doskonałą broń, ponieważ uspokajają umysł. Każda zła emocja zwrócona w kierunku drugiej osoby czy sytuacji (gniew, smutek, zazdrość, zawiść, skąpstwo, niezadowolenie, wstyd oraz całą seria innych itede) w gruncie rzeczy najbardziej negatywnie oddziałuje na umysł osoby, która te emocje kultywuje i wysyła. Jest niczym trucizna mącąca jasność widzenia, spokój oraz nawet zdrowie cielesne: układ nerwowy, w tym także mózg, również niezwykle cierpi. Życzliwość jako postawa przyjacielska, maitri, wobec każdego stworzenia, każdej istoty, gdy spotyka ją szczęście, współczucie, karuna dla cierpienia innych, zadowolenie, mudita, z tych, którzy są dobrzy, i tolerancja, upeksza, dla tych, którzy są źli (przy jednoczesnej trosce o zachowanie dobra i eliminację zła) – służą wytwarzaniu i wzmacnianiu indywidualnej doskonałości, czyli dharmy w sanskrycie, arete w starogrece. W ten sposób świadomość staje się utwierdzona i niewzruszona, a zarazem uciszone (prasanna प्रसन्न) i jednolita (ekāgra एकाग्र), a człowiek pozostaje sobą (nie traci kontroli nad sobą) wobec każdej okoliczności.

drzewo

I.34 [F.r.]: Również przez wydychanie (pracchardana) lub powściąganie (vidhāṇā) prany (energii życiowej, praṇa) [oczyszcza się świadomość].

I.35 [F.r.]: Także wywołanie przeżycia (pravṛtti) z [subtelnym] przedmiotem zmysłowym (wrażeniem) utrzymującego umysł (manas) w stałym (nieruchomym) stanie [ucisza (oczyszcza) świadomość].

I.36 [F.r.]: Również [przeżycie] beztroski (beztroskie) lub świetlistości (świetliste, jaśniejące, czystego “jestem”) [ucisza (oczyszcza) świadomość].

I to ten ostatni fragment interesuje nas najbardziej, a w oryginale brzmi:

विशोका वा ज्योतिष्मती   viśokā vā jyotiṣmatī   [wiśoka wa dżjotiszmati]

Te trzy słowa niosą w swojej skondensowanej formie bardzo ważny przekaz, można nawet powiedzieć, że kryją w sobie jedno z najważniejszych jogicznych narzędzi: utrzymanie uwagi na lotosie serca, co wywoła wrażenie błogiej świetlistości świadomości, jej czystości i wolności. Jak tłumaczy naszpikowany jogicznymi pojęciami (zaraz się z nimi rozprawimy)komentarz Wjasy:

U wykonującego dharanę na (przykuwającego uwagę do) lotosie serca wystąpi doświadczenie (saṃvid) intuicyjnej świadomości (buddhi). Sattwa bowiem intuicyjnej świadomości (buddhi) jest przejrzysta (klarowna) na podobieństwo przestrzeni (przestworu, ākāśa), więc […] przekształca się w postać jasności (promienności) słońca, księżyca, gwiazdy lub klejnotu. W ten sposób świadomość popada w stan “jestem”, staje się nieruchoma jak wielki ocean i jest samą tylko świadomością “jestem” (asmitā), cichą i bezkresną. […] Przeżycie to może być dwojakie: z przedmiotem świadomości, [które się nazywa] “beztroskie (viśoka)”, i z samą tylko świadomością “jestem”, nazywane jaśniejącym (jyotiṣmant). Oto [przeżycie], dzięki któremu świadomość jogina osiąga stopień stałego stanu (sthiti).

Idea psychologii jogi jest taka, że umysł (citta) składa się z trzech części:

  • manas (मनस्) – odpowiedzialny za kontakt z pięcioma zmysłami i jako taki zbierający materiał zmysłowy (empiryczny) i na jego podstawie działający w postaci myśli, emocji, chcenia lub niechcenia wątpliwości i niepewności
  • ahankara (ahaṃkāra अहंकार), zwana asmitą – poczucie ja indywidualnego
  • buddhi (बुद्धि) – intelekt bądź inteligencja, której główną funkcją jest decydowanie, a ostatecznie wyzwolenie

i może istnieć w trzech stanach, zwanych gunami (guṇa गुण):

  • tamas (tamas तमस्)– stupor, ciemność, bezruch, gnuśność, lenistwo, ospałość
  • radżas (rajas रजस्) – aktywność, namiętność, działanie, zazdrość
  • sattwa (sattva सत्त्व) – poznanie, świetlistość, dobro(stan) i błogość

zatem w momencie, gdy jogin wprowadzi swoją buddhi, inteligencję, najważniejszy mentalny organ w stan przejrzystości, uwolni go od namiętności (gniew, zawiść, gonitwa myśli) i gnuśności (lenistwa, głupoty, bezruchu), to pojawi się odczucie przejrzystości i błogości, dające wrażenie niczym nieograniczonej wolności, metaforycznie obrazowanej w postaci przestworu czy oceanu. Żaden przedmiot nie będzie przyciągał uwagi, spokój stanie się głównym odczuciem, a jedynym przedmiotem uwagi będzie poczucie “jestem”: jestem i doświadczam życia takim, jakie ono jest. A co za tym idzie – reaguję w taki sposób, w jaki należy, nie podlegam już bowiem zależności od zewnętrznych okoliczności oraz wewnętrznych uwarunkowań… do czasu oczywiście. Praktyka jogiczna (medytacja i koncentracja) musi wciąż być kultywowana.

Następnie Jogasutry I.37-39 podają jeszcze inne metody przeżycia oczyszczającego świadomość: świadomość (citta) mająca za przedmiot (ālambana) doświadczenia siebie wolną od pragnień, odtwarzanie stanu snu z marzeniami sennymi (svapna) i bez nich (nidrā) oraz kontemplację czegokolwiek zgodnie z upodobaniem (yathābhimata).

Wywołanie uciszenia zawieruchy mentalnej i rozbiegania myśli poprzez doprowadzenie umysłu (czitty) do stanu błogiej świetlistości jest bardzo ważnym narzędziem osiągniętym poprzez koncentrację (dhāraṇā) na lotosie serca (hṛdayapuṇḍarīka). A poza tym… sam purusza (puruṣa), można powiedzieć najwyższy poziom świadomości, do jakiego jogin dąży, jest światłem (komentarz [7] do II.27):

W tym stanie purusza, wyszedłszy ze związku z gunami, jest światłem (jyotis) w swojej właściwej naturze (svarūpa), jest jedyny (samotny, absolutnie wolny, kevalin), jest czysty (śuddha).

Nic więcej dodać, nic ująć, ale dodajmy jednak coś: gdy człowiek (purusza oznacza poza najwyższym poziomem świadomości także po prostu człowieka) uwolni siebie od ulegania i podlegania różnym emocjom, wyrażonym przez trzy guny, to ukryte gdzieś w zakamarkach świadomości światło staje się stanem błogości, spokoju i radości, a co za tym idzie realizacji. I nie jest to dalekosiężny cel, osiągany jedynie przez wyśmienitych joginów, ukrytych w himalajskich jaskiniach czy leśnych pustelniach, ale stan spełnienia i spokoju, do którego prowadzi systematyczna i pogłębiona medytacja.

A co nam mówi wewnętrznym o świetle tradycja tybetańska, w dużej mierze wyrosła na przekazie jogi indyjskiej? Ano mówi nam wiele, przejrzyste światło w tybetańskich praktykach stanowi ważny (jeśli nie najważniejszy) punkt, ale póki co nie o nim chciałam. Chciałam bowiem przypomnieć bliski związek łączący ciało energię i umysł, oraz rolę praktyk wizji światła, thogal w klasycznym języku tybetańskim.

Świetlista samoświadomość umysłu w tradycji tybetańskiej

Tybetańskie nauki o świetle są niezwykle piękną opowieścią, skrywającą w sobie duże pokłady energetycznej mądrości, a co najważniejsze obecnie stają się coraz bardziej i łatwiej dostępne. Wiele książek jest tłumaczonych na język polski, a jeszcze więcej dostępnych jest w języku angielskim. Podobnie jak w klasycznej jodze indyjskiej wolny umysł porównywany jest do błękitu nieba czy oceanu, tak i w pogłębionej jodze tybetańskiej, spokojna natura umysłu, matryca dla przejawiania się myśli i miejsce ich rozpuszczania, matryca-podstawa (dharma-kaja) sansary i nirwany, wszechobecna, wszechogarniająca i niezmienna, porównywana jest do nieskończonej przestrzeni i zwana kunszi**. Nie ma formy ani kształtu, dzięki czemu wszystko przenika i jest niczym bezkresne, nieskrępowane niebo istnienia, spokoju i naturalnej samoekspresji. Metaforycznie określana jest jako matka, ponieważ to z niej wszystko się dobywa: świat sansary oraz kraina nirwany. Z niej rodzi się także…

Światło, zwane z tego względu synem. Jest ono niczym słońce na niebie, które wszystko rozświetla. Właściwie – nie ma świadomości bez pustki bezkresu, jak i pustki bez świadomości. A ta świetlista samoświadomość zwana jest rigpa**, która z jednej strony wszystko rozświetla czystym światłem poznania, ale także jest stanem niczym niezagrożonej błogości (sambhoga-kaja). Nie chodzi tutaj oczywiście o fizyczne światło, które można rzeczywiście zobaczyć, lecz jest doświadczeniem przejrzystości, które przenika umysł. Jest niczym lustro, które swobodnie odbija w sobie rzeczy, ale bez krytyki i analizy.

Tyle obfitej teorii, teraz czas na jej praktyczne użycie

I nie chodzi tutaj bynajmniej o medytację czy koncentrację na lotosie serca, lecz realizację, aplikację, tych nauk w codziennym życiu. Jest to możliwe, ponieważ antardżjotis nie jest czymś zewnętrznym i odrębnym od umysłu, nie jest oderwaną od codziennego doświadczenia transcendentną rzeczywistością, którą osiąga się dopiero po wejściu w stan najwyższego skupienia, samadhi, czy też po dostąpieniu oświecenia. Bynajmniej. Antardżjotis to doskonały stan umysłu, który oznacza jednak coś więcej niż ten umysł, bo jest jego podstawą, matrycą dla całego doświadczenia (myśli i uczuć). David R. Hawkins, amerykański psychiatra, poczucie szczęścia i poziom zdrowia uzależnia przede wszystkim od poziomu świadomości***. I bynajmniej nie chodzi tutaj o wyższy poziom wiedzy, poznawania czy wyższy poziom inteligencji, lecz o umiejętne panowanie nad sobą poprzez panowanie przez to, co dzieje się w środku człowieka – w umyśle.

Wewnętrzne światło, antardżjotis, posiada pewne cechy, które można realnie odnieść do zwykłego życia, to znaczy jest takim stanem umysłu, który charakteryzuje się absolutnym spokojem, harmonią, spełnieniem, empatią, współ(od)czuciem, szczerością i dobrocią, a przy tej okazji niezwykle silną przenikliwością i celnością swoich intencji i siłą koncentracji oraz takiego wglądu w rzeczywistość, który pozwala właściwie ocenić sytuację i adekwatnie zareagować. Umysł bowiem jest tak silnie samo-zdyscyplinowany, że nie daje się ponieść truciznom mentalnym (gniew, smutek, wina, pożądanie, duma,strach, senność, głupota, lenistwo itp.), które wywołują zewnętrzne wydarzenia lub wewnętrzne zjawiska (wspomnienia, plany, wątpliwości, czyli dialogi wewnętrzne).

Tak rozumiane antardżjotis można w sobie pielęgnować i wzmagać poprzez kilka czynności:

brzeg

Podsycanie wewnętrznego ognia

Tak rozumiane antardżjotis warto w sobie pielęgnować i wzmagać kilkoma sposobami, które niekoniecznie muszą być medytacją czy praktyką koncentracji:

  • Szanuj cierpienie i wyciągaj naukę z bolesnych przeżyć: myśl indyjska (w tym także buddyzm) oraz doświadczenie jogiczne bazuje na bardzo prostej konstatacji – cierpienie jest immanentnie wpisane w strukturę życia, więc warto poświęcić mu więcej uwagi, przebadać jego naturę, wyciągnąć naukę z jego doświadczania oraz znaleźć środki zaradcze. Szanuj cierpienie, bo w nim kryje się drogocenna energia, wiedza i natchnienie, jeśli cierpienie jest dobrze wykorzystane, a nie jedynie biernie przeżywane.
  • Poszukuj mistrzów duchowych i mentorów w danej dziedzinie, która Cię interesuje, by dbać o rozwój etyczny i osobisty. Neurony kochają aktywność, a fundamentem zdrowia są aktywne połączenia synaptyczne.
  • Pielęgnuj dobre cechy, które dbają o umysł i o dobre samopoczucie, a co za tym idzie : mądrość, samo-kontrola, współczucie, życzliwość, otwartość, zadowolenie, upór w praktyce, dobre intencje, szczerość, prostolinijność, hojność, ahinsa, brak gniewu, nadmiernej pożądliwości i zawłaszczania, skąpstwa, zawłaszczania, determinacja. To one są energią, która napędza realizację obranych celów.
  • Działaj systematycznie i małymi kroczkami – japońska kultura wytworzyła metodę osiągania sukcesu zwaną kaizen, czyli teorię małych kroczków, które prowadzą do wielkiego celu. By osiągnąć coś wielkiego, nie rzucamy się od razu z motyką na słońce, ale logicznie i systematycznie podejmujemy drobne działania, by zrealizować wielki plan. A każdy wielki plan składa się w miliarda maleńkich czynności, całą sztuka polega zatem na ich przemyślnym uporządkowaniu i konsekutywnym realizowaniu.
  • Stwórz swoje prywatne miejsce mocy – żyjąc w jaskiniach czy w  leśnych chatynkach, jogini tworzyli w danym miejscu idealna atmosferę do praktyki i kontemplacji. Istnieje nawet cała lista zaleceń i rad, jak dane miejsce ma jogin dla siebie przysposabiać. Takie indywidualne miejsce mocy zawiera w sobie coś więcej niż tylko ładną dekorację  i ciekawy wystrój, jest ono bowiem takim przysposobieniem sobie przestrzeni, by czerpać z niej pozytywną moc do działania.
  • Poznaj i inkorporuj obce, czyli wartości innych kultur, ich myśli, sposoby realizacji siebie i projektów. Często to, co obce, nie-moje, pokazuje nowe możliwości i nowe odpowiedzi na stare pytanie.
  • Inwestuj w siebie – w zdobywanie wiedzy, w samorozwój, w podnoszenie kompetencji twardych i miękkich, w sport, podróże, w eksplorowanie nowych terenów (każdy nowy teren to także podróż w zakamarki własnej duszy i odkrywanie tam nowym pokładów piękna, motywacji i energii do działania), w dobrą lekturę, w relaks (inspiracja i kreatywność w relaksie znajdują swoje źródło) i… hojność, bo to ona jest inwestycją w dobroć, która pozwala wyjść poza ciasne ramy ego. By osiągnąć wiele, trzeba wiele od siebie wymagać i wiele dawać. Inwestuj w życzliwość, w uprzejmość, dobroczynność, bycie pomocnym, w dzielenie się swoim sukcesem z innymi.
  • Wejdź w swoją ciemność – gdy boisz się czegoś, zrób to! Strach często bowiem wskazuje na to miejsce, do którego warto się udać, bo tam kryją się jeszcze nieodkryte zasoby, doskonałe do dalszego rozwoju.
  • Panuj wysiłkiem swej woli nad porywami umysłu – gniewu, pośpiechu, zdenerwowania, smutku, melancholii, lgnięcia, lenistwa i rezygnacji, oraz buduj w sobie i pielęgnuj doskonałość duchowo-etyczną, czyli dharmę (a w grece arete).

A przede wszystkim żyj pięknie i harmonijnie. Jak najczęściej możesz, przyzwyczaj swój umysł do robienia niczego, to znaczy – hamowania i wyciszania chaosu mentalno-emocjonalnego. To spokój jest bramą do szczęścia, sukcesu i aktywnego przeżywania chwili.

Ludzkie doświadczenie to bogate i złożone zjawisko, a za sukces i powodzenie życiowe nie odpowiada tylko zbiór takich składowych jak: silna osobowość, pasja, szczęście, wiedza, ciężka praca, kreatywność, asertywność, zdolność szybkiej adaptacji do nowych warunków czy wyczucie rynku. Te właściwości są ważne, ale często niewystarczające. Brakuje im bowiem oparcia się na źródle ludzkiej energii – w samo-zdyscyplinowanym umyśle. To umysł jest motorem i gwarantem wszelkiego dobrego owocu, pozytywnego rezultatu (negatywnego zresztą też – gdy trwa w braku samokontroli). Pozostawiony sam sobie, umysł nie jest zdolny do doskonałości, dharmy. Doskonałość ta wyraża się w pielęgnowaniu tych właściwości (objętych zbiorczą nazwą wewnętrznego światła, antardżjotis), które podnoszą klarowność umysłu, dobroć etyczną i sprawiają, że ciało jest rozluźnione, gotowe do stania się harmonijnym elementem świata, a umysł wraca do swojego pierwotnego błogostanu i jaśnieje niczym sam bóg Surja, Słońce.

*************************

*Jogasutry przypisywane Patańdżalemu i Jogabhaszja, czyli komentarz do Jogasutr przypisany Wjasie. Klasyczna joga indyjska, z sanskrytu przełożył, przypisami opatrzył, wstępem poprzedził Leon Cyboran, PWN, Warszawa 2014 (wyd. pierwsze 1986).

** Tenzin Wangyal Rinpocze, Tybetańska joga ciała, mowy i umysłu, Rebis, Poznań 2013.

*** David R. Hawkins, Przekraczanie poziomów świadomości, Virgo, Warszawa 2012.

Zimne jesienne poranki i… jogini

These glimpses of the past, by some dimensionless link, also afforded me a glimpse of the future. – Paramahansa Yogananda “Autobiography of a Yogi”

Jesień nadciąga nieuchronnymi krokami: zimnymi porankami, obfitymi deszczami, zapachem wilgoci i niepewności, depresyjnymi, pożółkłymi liści, coraz bardziej obnażającymi niedawno jeszcze zielone drzewa… obfita poezja melancholii. Ten dziwny stan, kiedy czujemy, że coś nieuchronnej czasowości: co jeszcze chwilę temu było nami, teraz odeszło i zaczyna się okres mniej przyjemny: deszcze, czerwonawe liście i nagie drzewa, plucha, błoto i chłodny wiatr. Gdyby tak można było zatrzymać to jesienne przemijanie, wrócić do ciepła i tego wszystkiego, co dawało przyjemną błogość letniego słońca, ciepłych poranków i swoistego bezpieczeństwa, gdy chłód nie atakuje, nie straszy jakimś takim pierwotnym strachem, który przypomina nam o naszych przodkach, którzy chronili się przed zimnej w jaskiniach, w zwierzęce skóry okryci, szukali schronienia w cieple ognia. Gdyby tak…

Dlaczego drugi wpis jest poświęcony akurat  mentalnemu melancholijnemu zagubieniu spowodowanemu nadchodzącą jesienią? Przyczyną nie są pożółkło-czerwonawe liście i zapach wilgoci, ale fakt, że to doświadczenie wewnętrznej niewygody, spowodowanej chłodem i depresyjnymi liśćmi, można doskonale wykorzystać w praktyce jogicznej. Jednym z narzędzi jogi (jeśli nie głównym narzędziem) jest panowanie nad umysłem, jego wewnętrznymi dialogami, która oparte są na myślach, emocjach i impulsach, wywołanych kontaktem ze światem. A ten jesienny kontakt ze światem, zwłaszcza wczesnojesienny, na ogół nie należy do najprzyjemniejszych doświadczeń. Nasz umysł reaguje instynktownie na mniej przyjemną pogodę w sposób odruchowy – mniej przyjemna pogoda = mniej przyjemna sytuacja. Och, jak ja bardzo nie lubię takiej pluchy!

Jednak doświadczać mniej przyjemnych poranków jesiennych można na dwa sposoby. Pierwszy jest typową nostalgią i melancholią, a drugi to coś zgoła innego! To dosłownie jogiczne doświadczenie mentalnych transformacji jednych myśli w drugie, jednych emocji w drugie, jednej postawy w drugą. Jak łatwo się domyślić, jest to przejście ze  stanu niepożądanego w stan właściwy. A technika transformacyjna jest dość prosta, wymaga jednak wielokrotności powtarzania i dostrzegania przyjemności, którą w sobie kryje.

Wszystko zaczyna się od hamowania reakcji na nawykowe myśli zgodnie z ich pierwszą podpowiedzią: jest zimno = jest mi źle. Dobrze jest wtedy skontrować myślą przeciwną: jest zimno, pada, ale to nic, zimno pozwoli mi na większą odporność, deszcze mnie nie skrzywdzą, a chłodny zapach poranka i pożółkłe liście to nowy sposób postrzegania świata, równie przyjemny jak biel zimy, zieleń wiosny czy letni wietrzyk. Założenie jest bowiem takie, że każda sytuacja ma dwa bieguny: zła emocja czy wrażenie zmysłowe (zimno jest złe, bolesne, cierpię przez nie) oraz jej przeciwieństwo (zimno jest doskonałą okazją do nabywania coraz większej samokontroli). A ta moc przekształcenia jest niczym innym jak tantrą!

 

Tym, co skłoniło mnie dziś do takiego właśnie wpisu, były… opowieści  o specyficznych ludziach, którzy starają się jak najwięcej wyciągnąć z brzydkiej i uciążliwej pogody, nie poddawać się automatycznym reakcją mentalnym, wprost przeciwnie – wykorzystać taką pogodę (chłód, wiatr, niewygodę) do własnych celów, czyli do coraz bardziej utwierdzonej praktyki jogicznej kontroli nad ciałem i umysłem. Relacje o joginach mieszkających w jaskiniach himalajskich, w lasach, o guru, zwanych dispeller of darkness (Guru Gita 17, o czym wspomina w swojej autobiografii Paramahansa Jogananda), czyli tych, którzy rozwiewają ciemność, są inspirującym świadectwem praktyki samokontroli i dowodem na siłę transformującej mocy umysłu i silnej woli.

A jest to ciemność, którą zajmuje się jogin, jest ciemnością w każdym aspekcie i znaczeniu: ciemność jaskini, ciemność i chłód jesiennych poranków i wieczorów, ciemność myśli i smutków, jesiennych depresji. Wszystko bowiem zaczyna się od dobrze zdyscyplinowanej myśli, która pozwala sobie na doświadczanie danej emocji (np. smutku), ale nie podąża za nią, to znaczy, nie identyfikuje się z nią. “Jest zimno = jest mi zimno = cierpię” jest transformowane w “Jest zimno = jest mi zimno = przejdzie, skoncentruję myśl na czymś innym niż ten chłód, wytrenuję organizm tak, by mniej reagował na zimno”, co oczywiście może być praktykowane na każdym innym odczuciu zmysłowym, nie tylko odczuciu chłodu. A ponadto, zgodnie z tą tantryczną myślą, bo to jest właśnie tantra – przekształcenie i przemiana – każde doświadczenia można wykorzystać w celu osiągnięcia oświecenia, a przynajmniej spokoju umysłu. Warto zatem o tym pamiętać, gdy jesienna melancholia schwyci nas w swoje nawykowe interpretacje i emocje.

A o tantrycznych mistrzach-joginach napiszę co nieco więcej w następnym wpisie.