Trening ciała i umysłu poprzez jogę

Każdy z nas oczywiście w mniejszym lub większym stopniu zgadza się ze zdaniem, że joga to nie tylko asany (ćwiczenia), ale także: 🔥 pranajama (dyscyplina oddechowa) 🔥 medytacja 🔥 specyficzna postawa życiowa (etyka, dieta, życzliwa obecność w świecie i wystrzeganie się wielu złych zachowań: kłamstwa, pozoranctwa, głupoty, wykorzystywania innych, złodziejstwa, negatywnych emocje i słów) – tout court joga to sztuka życia wyrażana od starożytności w filozoficznych pismach indyjskich. Dla mnie  joga jest joga-darśaną, czyli filozofią, do której kluczem jest sanskryt, ale… uwielbiam tę jej część, która dotyczy dbałości o nasze ciało pod względem jego sprawności: wytrzymałości, motoryki, siły i gibkości (fleksybilności). Nie nazwę jogi sportem (choć bardzo go szanuję), ale ćwiczenia asan (złączone z pranajamą) nazwę treningiem, a nawet neurotreningiem.

kailash

Neurotrening jogą w dwóch podejściach

Neurotrening jogą angażuje bowiem całość naszej struktury psycho-biologicznej: strukturę mięśniowo-powięziową oraz świadomość-uważność przy użyciu oddechu oraz medytacyjnego wyciszania. Możliwe są dwa podstawowe podejścia treningowe.

🔥 W pierwszym podejściu oddech angażujemy w trakcie praktyki na macie: odpowiednio kontrolując oddech (wdech-wydech), wchodzimy w asany, utrzymujemy je i przechodzimy do kolejnych, wszystko pod kontrolą uważności – świadomej kontroli ruchów i oddechu. Tu nie odbywa się nic z przymusu – ponieważ tak każe instruktor lub ponieważ osoby z boku „robią lepiej”. Tutaj jesteśmy tylko my: nasze ciało, mądrość, spokojne przechodzenie z jednego ruchu w drugi. Jeśli chodzi o mnie, to nie zawsze wykonuję dynamiczne układy (np. powitania słońca) w takim rytmie, jaki proponuje osoba prowadząca zajęcia, czasem wolniej, czasem szybciej „płynę”. I to właśnie o to chodzi – naturalne, swobodne, dbające o nasze ciało i poczucie swobody i satysfakcji płynięcie.

🔥 W drugim podejściu nie kończymy praktyki, schodząc z maty, lecz przenosimy trening w inną przestrzeń. W ten sposób mamy do czynienia z neurotreningiem: wyznaczamy czas na rano lub wieczór (czy jakąkolwiek dogodną dla nas porę), by zasiąść w wygodnej pozycji i pogrążyć się medytacji (dhjanie), połączonej z pranajamą. Technik pranajamy jest wiele i trudno zalecić jedną dobrą sekwencję.

lis

Moja pranajama otwierająca medytację – propozycja techniki

🔥 Zaczynam od naturalnego uspokojenia oddechu, przez ok. 2 minuty. Potem wykonuję intensywną nadi śodhanę – naprzemienne czyszczenie dziurek nosa poprzez zatkanie palcem przeciwnej dziurki do tej czyszczonej. 😃

🔥 Potem wykonuję sekwencję wdech-zatrzymanie-wydech-zatrzymanie w proporcji 1:4:2:1 (dla przykładu: 8 sekund wdech, 32 sekundy zatrzymanie, 16 sekund wydech, 8 sekund zatrzymanie; można tę proporcję zmniejszyć o połowę: 4 sekundy wdech – 16 sekund wstrzymanie – 8 sekund wydech – 4 sekundy zatrzymanie, itp.) powtarzane 18 razy (pomyślą indyjska liczba).

🔥 Następnie przechodzę czynności oczyszczającej umysł, czyli do (pranajamy) kapalabhati (50-100 razy), a potem do pranajamy bhastrika (8-18 razy).

🔥 I zatrzymuję się w stanie błogości, który naturalnie wyłonił się z meandrów świadomości… tutaj zaczyna się medytacja. Nie ma ustalonego czasu w niej trwania.

I teraz, naładowawszy baterię mego umysłu, mogę wracać do życia – pracy, siłowni i… 🥰

🔥 🔥 🔥  

Medytacja w czystej świadomości

ocean

Czasem zastanawiam się, co jeśli nasze życie, nasz stan świadomości, jest czymś jakby treningiem, czymś w rodzaju czasowego wchodzenia na matę? Odcinamy się od nieskończoności, od naszej – powiedzmy – esencji (czystej świadomości), i wchodzimy na pewien czas na ograniczony przestrzennie teren. Nie myślimy już o tym, co jest poza nim. Działamy zgodnie z tym, co aktualnie mamy do zrobienia. Wykonujemy z pozoru bezsensowne ruchy (asany i przejścia między nimi), świadomie odcinając świadomość od dnia codziennego, pracy, obowiązków i marzeń. Godzina mija, a my wracamy do życia, ale jacyś tacy inni…

Efemeryczność świadomości

Podobnie rzecz wygląda z naszym życiem – na pewien okres czasu (ok. 100 lat), na określonej przestrzeni (Ziemia, szerzej Droga Mleczna, jeszcze szerzej czasoprzestrzeń postrzegana zmysłowo), zapominając o potencjalnym źródle naszego pochodzenia, wypełniamy zadania z punktu widzenia wieczności zbyteczne. W oczach wieczności konsumpcjonizm jest nieważny, nasze codzienne walki w pracy również zdają się nieistotne. To, co teraz robimy, zaraz przestanie istnieć, podobnie przyjemności, radości i smutki. A jednak do czegoś ta efemeryczność naszego istnienia jest potrzebna… na macie.

Uświadamiająca moc efemeryczności (na macie)

Doznanie przyjemności wywołane pięknym zapachem, Matka Natura, spacer w parku malowanym kolorami jesieni, zapach liści, promienie słońca przebijające się przez chmury, smak jedzenia, film, katharsis wywołane muzyką, magiczne rozmowy, pisanie, malowanie, taniec, dzieci, miłość, filozofia… z punktu widzenia wieczności są nicością. Ale wieczność nie jest odizolowanym bytem, nicość (pustość) w medytacji jest ważna, nasza wieczność przejawia się poprzez przemijalność ulotnych, efemerycznych momentów zanurzonych w czasoprzestrzeni wyboru. Nie nazwę tego świata terenem walki dobra ze złem, terenem przyjemności i cierpienia, depresji i satysfakcji. Postrzegam nasz wszechświat jako czasoprzestrzeń wyborów, czasoprzestrzeń fenomenalizacji wieczności w efemerycznych momentach, takich jak: myśli, oddechy, doznania, ruchy ciała, uderzenia serca – czynności podlegające naszej kontroli, jak i te, które wymykają się jej, tak w naszym intymnym świecie wewnętrznym (naszej psychice), jak i otoczeniu (ciało, natura, społeczeństwo, a szerzej: kultura i cywilizacja).

Droga Mleczna i góry

To jest jak przechodzenie z pozycji do pozycji na macie, wdech-wydech lub wdech-zatrzymanie-wydech(-zatrzymanie), czasem wysiłek walki z oporem cielesnym, czasem przyjemność trwania w asanę i przebywania w niej… Za chwilę to i tak nie będzie mieć znaczenia, ale w tym teraz momencie jest bardzo ważne. I czy rzeczywiście to znaczenie zaraz utraci? Nie… Bez tego nas nie ma, nie takich, jakimi się czujemy – na macie tworzymy siebie poprzez całościowy proces autoanalizy i doświadczania siebie takimi, jakimi jesteśmy na danym etapie naszego życia. Doświadczamy naszych blokad (anatomicznych i emocjonalnych), wprowadzamy w nie oddech (dajemy przestrzeń), uwalniamy ich zablokowaną energię, doświadczamy tego, co kryło się „za” blokadą. Wydarzenia może i są nieważne, ale proces doświadczania jest konstytutywny.

Jak trafnie zauważył Tomasz Stawiszyński (Nauka o nieistnieniu ja):

Medytacja, a zarazem w każdym razie regularna, uważna obserwacja wszystkich myśli, emocji i postrzeżeń, które pojawiają się w umyśle, prędzej czy później pozwala takiej świadomości bezpośrednio doświadczyć.

Medytacja w czystej świadomości

Efemeryczność naszego istnienia może wydawać się czymś przygnębiającym, ale jeśli poddać ją głębszemu namysłowi, to ukazuje nam swoje drugie oblicze. Częste są przecież doświadczenia medytacyjne, gdy czujemy się – w pewien sposób – wolni od naszego „ja”, czujemy się kimś jakby-z-boku, obserwatorem, czystym doznaniem, które nie identyfikuje się już z wydarzeniami codzienności. I sam powrót z medytacji do codzienności jest niejako doznaniem przebudzenia, olśnienia. Wracamy inny, szczęśliwsi, naładowani nową mocą i energią do życia. Wracając do artykułu Tomasza Stawiszyńskiego czytamy, iż:

nasze osobowe „ja” jest swoistym… złudzeniem. Czy raczej – jak mówił mi rok temu wybitny amerykański filozof Daniel Dennett w wywiadzie opublikowanym na stronie internetowej „Przekroju” – czymś na kształt komputerowego interfejsu użytkownika. Na ekranach laptopów widzimy wprawdzie rozmaite ikony i narzędzia, ale wiemy zarazem, że jest to wyłącznie produkt aktywności różnych podzespołów. I że tak naprawdę żaden folder – w takiej postaci, w jakiej się nam jawi, nie istnieje. 

Otóż podobnie rzecz się ma z naszym indywidualnym „ja”, które choć wydaje się czymś najintymniejszym i najbardziej realnym spośród tego, co nam dostępne – w gruncie rzeczy jest tylko wypadkową bardzo wielu procesów rozgrywających się w różnych obszarach mózgu. Tłem, na którym i dzięki któremu może pojawić się ono jako osobna struktura, jest czysta, niedualna, czyli pozbawiona podziału na podmiot i przedmiot, obserwatora i obserwującego, świadomość. (…) 

Coś w tym jest – nasza czysta świadomość, czyli doświadczenie bliżej niedefiniowanej metafizycznej wolności i szczęścia, wyłania się, przebija przez luki kurczowego trzymaniu się swoich pragnień, utożsamień, smutków, dążeń. Warto na chwilę puścić siebie i zanurzyć się w doświadczeniu medytacyjnym. Już 30 minut rano i 30 minut medytacji wystarcza. Medytacja nie tylko nas oczyszcza, ale i naładowuje energetycznie. 

Praktykuj. Praktykuj. Praktykuj…

boy-1822614_640

W dzień narodzin Kriszny, czyli dziś, przyszło mi na myśl, by zebrać w jednym miejscu etyczne, czy też ogółem życiowe, zalecenia jogi. Jednak jak w kilku słowach streścić Bhagawadgitę, w której każda śloka (dwuwers) jest wypełniony tak ogromną wiedzą, że dzieło to nadal jest duchem jogi?

Jak streścić obszerną, pełną filozoficznej i jogicznej wiedzy Mokszadharmę (część XII. ks. Mahabharaty) i trochę krótszą, lecz nadal etycznie doniosłą Anugitę (część XIV. ks. Mahabharaty)? Jak streścić patańdźalową Jogaśastrę (Jogasutry z komentarzem), skoro każda sutra jest maleńkim nasionkiem, które jogin zasiewa w swoim sercu i codziennie o nie dba, by wyrosło jako piękne drzewo bodhi – drzewo oświecenie?

Jak w końcu streścić literaturę hatha jogi (z naczelną jej trójcą: Hathajogapradipikę, Gherandasanhitę i Śiwasanhitę)? – tutaj nie tylko pojawiają się powtórzenia poprzednich nauk jogi, ale i rozległe, wypełnione praktyczną wiedzą passusy o pranajamie, koncentracji, oczyszczaniu ciała, asanach, innej perspektywie samadhi niż ta patańdźalowa.

man-489744_640

A jednak jest pewne maleńko dzieło Indii, Sanatsudźatija (część V ks. Mahabharaty), które streścić można. I choć jego przesłanie obecne jest w innych dziełach literatury jogicznej, tutaj jednak zajmuje jedną ślokę i nie jest otoczone puszczą innych przecennych nauk (MBh V.043.035):

Poprzez wytężoną praktykę w ciszy, a nie przebywanie w lesie,
[on/a] staje się mędrcem.
Najznakomitszym mędrcem zwany zaś jest ten,
kto [roz]poznał owo niezniszczalne.*

I tutaj przypominają mi się słowa mego mistrza z Haridwaru (tutaj), który w trzech słowach podsumował swoje zalecenia:

Praktykuj! Praktykuj! Praktykuj!
A wtedy, powoli, bardzo powoli, powolutku…

Dla ciekawskich: więcej o cechach jogina z Mokszadharmy pisałam na portalu joga-abc w Przeklasycznym joginie i etyce jogi.


Więcej: Nina Budziszewska, „Muni – asceta i mędrzec, którego milczenie jest poznaniem Najwyższego. Sanatsudżatija (Sanatsujātīya) i Brihadaranjaka Upaniszada (Bṛhadāraṇyaka Upaniṣad) o milczeniu (mauna)”, Studia Indologiczne 2012 (tutaj).

Joga terapeutyczna o profilu medycznym (MTY)

Tak bowiem można spróbować przetłumaczyć metodę Medical Therapeutic Yoga (MTY), w której joga traktowana jest jako środek leczniczy przeciwko chorobom cywilizacyjnym, ze szczególnym terapeutycznym naciskiem położonym na skutki długotrwałego stresu. W połączeniu z nauką medyczną prozdrowotne właściwości jogi stają się bowiem jeszcze bardziej widoczne. Ponadto taka forma leczenia wpisana została przez Światową Organizację Zdrowia w kontekst bio-psycho-społecznego modelu terapii prozdrowotnych.

brain VSRao

Joga terapeutycznie

Joga terapeutyczna o profilu medycznym (ang. MTY) bazuje na medycznych badaniach prowadzonych nad jej zdrowotnymi właściwościami na polu psycho-cielesnym, by następnie wykorzystywać je w celu optymalizacji klinicznego leczenia w szerszym kontekście biologiczno-psychologiczno-społecznym. Została ona opisana przez dr Ginger Garner w wydanej w 2016 roku książce Medical Therapeutic Yoga: Biopsychosocial Rehabilitation and Wellness Care (Handspring Publishing) [1] [2].

Dr Ginger Garner ukończyła fizjoterapię (Uniwersytet Północnej Karoliny), swoje zainteresowania koncentruje na klinicznym zastosowaniu jogi w opiece zdrowotnej, zapobieganiu urazom oraz praktyce własnej, jest założycielką The Professional Yoga Therapy Institute (PYTI®), nastawionego na interdyscyplinarność medycznej terapii jogą [3]. Dr Garner jogę rozumie przede wszystkim jako starożytną mądrość, która podarowała ludzkości metodę mentalno-emocjonalnej transformacji poprzez poddanie świadomej kontroli aktywności umysłu, opartą na współczuciu skierowanym do czujących istot. [4]

yoga2 AndiP

Wiek XIX i XX docenił relaksacyjne właściwości jogi [5], wpływ brytyjskiego kolonializmu, angielskiej kulturystyki oraz połączenie z pewnymi sztukami walki [6] z biegiem czasu poskutkowały powstaniem w ramach tak zwanej „jogi współczesnej” pojęcia „joga posturalna”. [7] Terminu „terapia jogiczna” (ang. Yogic therapy) po raz pierwszy użył w 1927 K.V. Iyer. [8] Krishnamacharya uznał trzy właściwości jogi [9]:

  • śiksza: joga dla osób zdrowych;
  • ćikitsa: joga jako terapia;
  • upasana: joga jako duchowa transformacja

przy założeniu, iż joga powinna być zindywidualizowana i nauczana zgodnie z potrzebami ucznia. [10]

MTY w 2015 roku została uznana za terapię komplementarną przez NCCIM (National Center for Complementary and Alternative Medicine, poprzednio NCCAM). Stało się to możliwe, ponieważ joga – mimo swej bliskości z religią (buddyzm, hinduizm, dżinizm), została w swoim terapeutycznym zastosowaniu od niej odcięta [11]:

  • Brak wyznawanej boskości.
  • Brak potrzeby służby w imię kultu.
  • Brak rytuałów.
  • Brak instytucji religijnej
  • Brak wyznania wiary.
  • Brak stanu kapłańskiego.
  • Brak świątyń czy innych budynków sakralnych.

office2 StartupStockPhotos

10 reguł jogi terapeutycznej o profilu medycznym

Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji zdrowia (2002 rok) [12] joga terapeutyczna o profilu medycznym opiera się na dziesięciu zasadach:

  • w kontekście biopsychospołecznego rozumienia etiologii redukcja skutków długotrwałego stresu, który dotyka zarówno sferę emocjonalną, jak i mięśniowo-sercową
  • utworzenie interdyscyplinarnej edukacji jogicznej
  • nadrzędna pozycja pracy z oddechem nad innymi technikami jogi
  • stabilność biopsychospołeczna postawiona przed mobilnością i elastycznością (zgodnie z neurofizjologią oraz biomechaniką)
  • oprócz stabilności ćwiczeń stosowanie dynamiki ruchu i oddechu, także w codziennych aktywnościach niż tylko tych dotyczących praktyki jogi
  • połączenie ajurwedy z terapią jogą
  • stosowanie terapii dźwiękiem i muzyką
  • szczególna uwaga nakierowana na bezpieczeństwo w staniu na głowie (śirsza-asana) oraz świecy (salamba-sarwanga-asana)
  • brak dogmatyki i poszanowanie dla duchowości
  • uczenie studentów życia zgodnego z dharmą, indywidualną misją i powinnością w kontekście społecznym
Model biopsychospołeczny
PYT
Źródło: http://www.pinterest.es/pin/96264510757520991/?lp=true by Ginger Garner

Model bio-psycho-społeczny [13] [14] zawiera 5 części ściśle ze sobą współgrających, a równowaga między nimi zapewnia dobre samopoczucie, uczucie spełnienia i szczęścia oraz wysoki poziom zdrowia. Są to przestrzenie: psycho-emocjonalno-społeczna, energetyczna, duchowa, intelektualna i fizyczna. W jodze te pięć rejonów dodatkowo złączonych jest w upaniszadową (Taittrija Upaniszada) teorią pięciu powłok cielesnych:

  • anna-majakośa: powłoka pokarmowa, aktywna wskutek dostarczania jej zewnętrznego pokarmu, rozpościerająca się na całość biologiczną człowieka

magazine Steve Buissinne

  • prana-majakośa: powłoka oddechowa, energetyczna i witalna, aktywna wskutek oddechu i jego właściwej regulacji
  • mano-majakośa: powłoka mentalno-emocjonalna, żywiąca się pokarmem zmysłowym (danymi z pięciu zmysłów) oraz interpretacjami, czynnościami mentalnymi
  • widźniana-majakośa: powłoka inteligencji i właściwego rozpoznawania rzeczywistości, tak wewnętrznej (samopoznanie), jak i zewnętrznej, życie w zgodzie z prawdą oraz wyższymi wartościami etyczno-estetycznymi, które stanowią jej pokarm
  • ananada-majakośa: powłoka szczęścia i spełnienia, doświadczana w głębokich stanach medytacyjnych (fale: delta, theta, gamma, oraz hiper-gamma i lambda?), wrażenie jedności i spójności

budda2 truthseeker08

Pięć wymiarów modelu BPS modelu kontinuum, które winno być synchronicznie realizowane. Pojęcie zostało po raz pierwszy użyte przez George’a Engela w 1977 roku i miało na celu zwrócić uwagę na fakt, iż medyczne leczenie nie może odbywać się w wąskim kontekście hospitalizacji i farmakologii, lecz ważne jest osadzenie terapii w szerszym kontekście całości życiowej aktywności pacjenta. Bio- odnosi się do poziomu dysfunkcji biologicznej, psycho- do rzeczywistości emocjonalnej (strach, przekonania itp.), a wymiar społeczny do całości środowiska (prywatnego, zawodowego, koleżeńskiego, a także kulturowego i cywilizacyjnego).

Ahinsa

W terapii jogą nie można jednak zapominać o czynniku, zdaje się, najważniejszym. Zgodnie ze staroindyjskim nakazem filozoficznym jogi ahinsa (nie-krzywdzenie) [20] żadnej czującej istoty jest podporą i tłem wszelkiej praktyki jogicznej, zarówno w jej etycznym wymiarze, jak i cielesno(asany)-oddechowo(pranajama)-mentalnym(pratjaha/dhjana). Niekrzywdzenie nie opiera się jedynie na niezadawaniu cierpienia w działaniu, tutaj podkreślanie roli wegetarianizmu w życiu jogina, lecz także w daleko idącej postawie życiowej, charakteryzującej się absolutnym poszanowaniem dla każdej czującej istoty, co w porządku społecznym czy intersubiektywnym wyraża się poprzez takie wartości jako szczerość, hojność, wrażliwość, dyscyplina, kontrola zmysłowa, życzliwość itp. Dodatkowo okazuje się, że ahinsa dotycząc nas samych, wpływa na brak otyłości, właściwy wybór pożywienia (także na poziomie emocjonalnym) oraz aktywność fizyczną. [15]

Oddychanie

sunbathing Patrick Marty

Właściwe, skoordynowane oddychanie [16] odpowiada za neuroendoktrynną regulację, zdrowie psychiczne, ma korzystny wpływ na zdolności poznawcze, silną uwagę, czynności sercowo-płucne i układ krążenia, zarządzanie bólem oraz hemodynamiczne funkcje.

Medytacja

Regularna praktyka medytacji [17] znacząco wpływa na obniżenie reaktywności na stres, odpowiada za rezyliencję i regulację neuroendoktynną (psychoneuroendokrynologia, psychoneuroimmunologia). Stymuluje regulacje hormonów steroidowych, np. kortyzolu, co wpływa na obniżenie pobudzenia stresu. Wskutek tego wzmacnia się rezyliencja, pozwalająca tworzyć zdrowe strategie radzenia sobie z problemami – tutaj stres może nawet okazać się przyjacielem, a na pewno nauczycielem. Medytacja jest potężnym narzędziem wpływu na zdrowie na poziomie psychoemocjonalnym, jak i społecznym, na podniesienie poziomu neuroprzekaźnika GABA. Usprawnia samodyscyplinę poprzez wzmocnienie połączeń między przedczołowymi rejonami a ciałem migdałowatym.


Przypisy:

  1. Informacje dot. publikacji ze strony Autorki: Medical Therapeutic Yoga (MTY) offers an innovative methodology which changes both the practice of yoga and rehabilitative science by combining them, making MTY a distinct and separate practice from, but yet a complementary arm to, yoga and yoga therapy. This book introduces the healthcare professional in use and application of physical yoga practice in a biopsychosocial model of assessment for any practice setting and patient or wellness population, and also provides the yoga instructor and yoga therapist the knowledge-base and opportunity to establish a healthy dialogue and partnership-based relationship with healthcare providers who practice medical therapeutic yoga. Tutaj
  2. Medical Therapeutic Yoga by Ginger Garner: tutaj.
  1. www.proyogatherapy.org
  2. Ginger Garner, Medical Therapeutic Yoga, s. 2-3.
  3. M. Singleton, „Salvation through relaxation: proprioceptive therapy and its relationship to yoga”, Journal of Contemporary Religion, 2005.
  4. M. Singleton, Yoga Body: The Origin of Modern Posture Practice, Oxford University Press, 2010.
  5. E. De Michelis, A History of Modern Yoga, London 2010.
  6. S. Newcombe, The Revival of Yoga in Contemporary India. Tutaj
  7. Ginger Garner, Medical Therapeutic Yoga, s. 3.
  8. A.G. Mohan & G. Mohan, Krishnamacharya: His Life and Teaching, Boston 2010.
  9. Swami Jnaneshvara Bharati, Is Yoga a religion? Tutaj – strona warta zajrzenia do niej!
  10. Ginger Garner, Medical Therapeutic Yoga, s. 8.
  11. Tamże, s. 14-16.
  12. www.physio-pedia.com/Biopsychosocial_Model
  13. C. Nathan, „Epidemic Inflammation”, Molecular Medicine, 14 (7-8)/2008, pp. 485-492; E. Dean, „Physical Therapy in the 21th Century (Part 1), Physiology Theory and Practice, 25 (5-6)/2009, pp. 350-353.
  14. Ginger Garner, Medical Therapeutic Yoga, s. 48.
  15. Tamże, s. 72-73 – niezwykle bogata bibliografia!

 

Aghori – nieustraszeni asceci

Parający się nieprzyzwoitymi rytuałami asceci, ludożercy, praktykujący w miejscach kremacji, przerażający – w taki oto sposób opisywani są aghori, pochodzący (prawdopodobnie) w prostej linii od kapalików, nosicieli czaszek. Gdy wnikniemy do wnętrza praktyki aghorich, ukaże się nam jednak zupełnie inna duchowa przestrzeń – miłość…

dscn1297.jpg

Jak podaje Gavin Flood (Hinduizm, 2008, Rozdział 7. Śiwaizm i religia tantryczna), kapalikowie podobnie jak asceci nurtu lakula nosili kostury zakończone ludzką czaszką (skr. khatwaṇga) oraz miseczkę żebraczą pozyskaną z ludzkiej czaszki, żyli w miejscu kremacji, naśladując groźne bóstwa, obłaskawiając je ofiarami z krwi, mięsa, alkoholu, celem była moc (skr. siddhi), lecz… tak wyglądała praktyka kapalików z zewnątrz. Dokonywanie przez nich transgresji miało określony cel – poprzez złamanie rytuałów czystości bramińskiej (wedyjskiej), a zarazem złamanie praw śmiertelnego świata, chcieli dokonać transmutacji cielesnej oraz uwolnić się od jego więzów i osiągnąć wyzwolenie. Co z konwencjonalnego punktu widzenia wydaje się niegodne, nieczyste i przerażające, po przekroczeniu stanu spętania strachem, gniewem i pragnieniem może nagle okazać się czymś zupełnie innym. Kapalikowie zanikli z biegiem czasu, za wyjątkiem  aghorich, przebywających głównie w Kaśi (Waranasi, Benares). Aghori także używają ludzkich czaszek (głównie pozostających po rytuale pośmiertnego spalenia zwłok), jedzą z czaszek, medytują w miejscach kremacji, smarują ciało popiołem kremacyjnym, używają produktów z ciała do przebłagania bóstw, przeprowadzają rytualne jedzenie… martwych ciał. Jednak to ostatnie nie jest częste, bo i nie ma takiej potrzeby. To rzadko stosowany rytuał, jeden z najcięższych, by przekroczyć granicę strachu i obrzydzenia. Aghori znaczy przecież „bez-strachu”.

dscn1345.jpg

Aghori, czyli odmowa naturalnemu pragnieniu

Aghori pozostawia wszystko za sobą, żyje bez przywiązania do świata, który uważa za miejsce kremacji (skr. śmaśāna) należące do istot, które już umarły lub dopiero umrą. Z drugiej jednak strony, aghori kochają wszystkie stworzenia z równą intensywnością, jak Maa (bogini Matka), bóstwo aghorich, kocha swoje dzieci. Pierwszym stopniem na drodze aghoriego jest uświadomienie sobie, że wszystko kiedyś zniknie, ale sthula śarira, ciało materialne, jest bardzo ważne, bo staje się narzędziem duchowego treningu. Nie będę opisywać szczegółowych praktyk ani przebiegu inicjacji, bo tego się doświadcza, a nie obserwuje z boku i komentuje, ale jedno ćwiczenie jest bardzo użyteczne, nawet w zwykłym życiu. Aghori idzie pod prąd, wbrew naturze niekiedy… tej samej, która zbliża ku zatraceniu. Asceta zatem stara się zapanować nad wszystkim, co jest związane ze rzeczywistością przemijania, cierpienia i bólu. Jest on przecież bez-strachu. Bez największego strachu, jakim jest Koniec. Kiedy aghori czuje jakieś przejmujące pragnienie, któremu nie można się oprzeć, to właśnie wtedy wie, że trzeba się jemu oprzeć! „Kiedy czujemy nagły i przenikliwy głód, to zgodnie z naturą jemy. A tutaj chodzi o to, by nie jeść.” – kiedyś pewien asceta mi wyjaśniał. Jest to trening mentalny, trening siły woli, by oprzeć się pokusom. Oczywiście trzeba w końcu zjeść, bo nie chodzi o to, by zagłodzić się, jednak trzeba mądrze dobierać jedzenie, także pokarm duchowy, spożywany przez nasze serce i umysł. Gdy zapanuje się nad pragnieniem, nad którym wydaje się nam, że nie mamy panowania, to właśnie wtedy uaktywnia się rodzaj wewnętrznej siły, o której nie wiedziało się, że w nas drzemie. Wszystko zaczyna się w umyśle, nie ciele, ciało tylko przejmuje decyzje umysłu-serca. Podobnie to, co widzimy, zaczyna się w umyśle…

Indyjska różnorodność ascetycznych tradycji

W Indiach mamy do czynienia z wielością ordynacji ascetycznych. Najprostszy i niewiele mówiący podział biegnie wzdłuż linii: wyznawcy Wisznu (wisznuici), czyli asceci ubrani w białe szaty, oraz wyznawcy Śiwy i Śakti (śiwaici – śaktowie), wyrzeczeńcy (skr. tjaginowie lub sannjasinowie) przeważnie przyodziani w pomarańczowe szaty z elementami żółtego koloru. Podział wewnątrz tych dwóch klas hinduizmu jest już znacznie trudniejszy. W nurcie śaktyzmu i śiwaizmu mamy bowiem np. linię przekazu nagów (dalej się dzielących), mamy aghorich, mamy także tradycję nathów okrytych popiołem. Ghaty Waranasi zaludnione są jeden przy drugim ustawionymi namiotami, podobnie w ważnych miejscach pielgrzymkowych można spotkać ich obozowiska, np. na himalajskiej trasie do Kedarnath, w Badrinath… (o Kedarnath tutaj, a trasie Badrinath-Kedarnath tutaj i tutaj). Gdy coś w ich zachowaniu mnie zaciekawi, podchodzę, pytam, czasem na migi, używając zrębków hindi, nie każdy asceta zna angielski. Jednak człowiek się jakoś dogada… w tej przestrzeni „pomiędzy”, bo niekiedy wcale nie potrzeba języka, by porozmawiać

Aghori…

Razu pewnego zapytałam znajomego jogina (naga babę), jakie jest jego zdanie o aghorich. „Bardzo ich szanuję, prawdziwy jogin zawsze jest dobrą istotą.” Początki ruchu aghorich nikną w zawiłościach indyjskiej historii. Niekiedy wpisywani są w nurt tantry, od którego sami często się odcinają (jednak nie zawsze, wszystko zależy bowiem od tego, co rozumiane jest przez cel tantry: moce tajemne i stany ekstatyczne czy wyzwolenie i najwyższa mądrość, uwalniająca z okowów śmierci i uzależniającego świata cierpienia i bezustannej zmiany). Odnośnie tantryzmu, jego praktyk, parampary (tradycji przekazu mistrz-uczeń), datowania i okoliczności powstania, wszystko jest zawsze skomplikowane… Głównymi siedzibami aghorich są: Waranasi (Uttar Pradeś), Girnar/Girinagar (Gudżarat), Tara Peeth (Bengal), Kamakhya (Assam) oraz Pashupatinath (Katmandu). Zgodnie z puranami (Śiwa i Linga) patron ascetów Śiwa wyobrażany jest także w postaci Sada-Śiwy o pięciu obliczach, symbolizujących: 1. stwarzanie, 2. podtrzymywanie, 3. niewiedzę, 4. anihilację nakłaniającą do praktyki jogi prowadzącej do 5. wyzwolenia. Oblicze zniszczenia w kolorze ciemnoniebieskim (nawet czarnym), zwane jest aghora, tutaj Śiwa jest Rudrą i przeraźliwym Bhairawą. To właśnie ona najsilniej związana jest z praktyka jogi i filozofią sankhji. Guru Dattareja uchodzi za pierwszego mistrza tradycji aghorich, którą można podzielić (nie bez problemów) na dwie główne linie przekazu: Kinarami Parampara oraz Aghor Nath (Siddha) Sampradaya (zapis zangielszczany). Ruch aghorich został zapoczątkowany w V w. przez postać Bhairawaćarji [wg przyświątynnego prospektu Aghor at glance, s. 17].

20190222_072540

Kinarami Parampara wywodzi się od mistrza Kina Ram Baby (XVII/XVIII w.), działającego w Waranasi. Kina Ram Baba (Baba Keenaram) dwukrotnie otrzymał przekaz od czcigodnego Dattareji. Nauka Baby Keenarama odrzuca indyjski podział klasowo-kastowy, propagując obecność boskości we wszystkim, co istnieje, a dokładniej – przenikania całego kosmosu. Ostatecznie Kina Ram Baba osiadł w Waranasi przy Krim Kund, cudownym zbiorniku wodnym poświęconym bogini Kali. Tam jego uczniowie, poddając się silnym praktykom ascetycznym (tapasowi, czasem zapisywane lokalnie: „tapasya”), utworzyli pierwszy aśram, często odwiedzany przez lokalnych niedotykalnych oraz przez niektórych radżputańskich kszatrijów. Po śmierci Kina Ram pozostał wśród swoich uczniów w postaci świętego ognia, Hingladż, bogini szczęścia i powodzenia, w formie jantry znajduje się obok ognia. Istota reforma nastąpiła w połowie XX w., kiedy to Baba Aghoreshwar Bhagvan Ramji (Avadhoot Bhagwan Ram) zmodyfikował praktykę oraz otworzył (w części) tradycję aghorich dla laików.

Tradycja Aghor Nath (Siddha) Sampradaya mistrza swego upatruje w postaci Goraksza-natha, ucznia Matsendra-natha, fundatora tradycji hatha. Święty żył w okolicach XI i XII w., podróżując po Indiach, słynąc ze swej mądrości i biegłości w sztuce jogicznej (i ponoć magicznej). Główną siedzibą ruchu aghori nathów jest Gorakpur.

Awadhut, aughar, aghoreśwar…

Celem życia ascetów jest przebywanie w boskiej jedności i przezwyciężanie dualności świata doświadczalnego z dnia na dzień. Odpowiedzialność i opieka spoczywa na barkach osoby mistrza (guru), który jako ucieleśnienie, realizacja ideałów etycznych, winień pomagać swoim uczniom w duchowym rozwoju. Pierwszym etapem przecinania uzależnienia od świata przemijalnego jest diksza, inicjacja, podczas której adept otrzymuje od mistrza mantrę (ochronna formuła, a zarazem obiekt (skr. deśa) koncentracji uwagi w czasie medytacji… lub narzędzie walki wobec złych emocji i impulsów). Pojawiają się praktyki oczyszczania przez ogień, rytualnego spożywania mięsa oraz innych niedozwolonych substancji, kontrolowania bhutów (duchów i innych istot wyzbytych materialnego ciała, ocieramy się tutaj bowiem o indyjską alchemią, rasajanę, oraz przeróżne praktyki autochtoniczne, często o szamańskiej proweniencji), a także kontrowersyjna śawa-sadhana, praktyka z użyciem martwego ciałą. Ciało to śawa (martwota), z którego emanuje życiowa energia kosmiczna (Śakti), to ona czyni ze zwykłego ciała boski pojazd – Śiwę. Gra słów śawa-śiwa nie jest tu przypadkowa. W sanskrycie śiwa oznacza nie tylko boga i patrona jogi, małżonka Śakti (Sati-Parwati-Uma lub w jej przeraźliwej formie Kali, a nawet Durga, ale tutaj mitologia indyjska jest ambiwalentna, Durga bowiem zawsze pozostaje niezamężna!). Miseczką do jedzenia, a także przedmiotem praktyki, jest ludzka czaszka – głowa jako „miejsce myśli” uchodzi także za siedlisko maji-awidji, fundamentalnej wrodzonej niewiedzy, której pragmatyczną-emocjonalną stroną jest pragnienie. Nie chodzi tutaj o zwykłą niewiedzę ani proste pragnienie. Każdy czegoś nie wie, każdy czegoś pragnie. Tu głębszy poziom wchodzi do gry, a dokładniej – najgłębszy, sięgający samej istoty człowieczeństwa. Naturą człowieka jest awidja i kama/lobha (pragnienie), któremu nie może się oprzeć, jednak jeśli wejdziemy na poziom epistemiczny (poznawczy), to joga wyjaśnia nam, że nasz umysł zawsze nastawiony jest na przedmiot. Zawsze musi o czymś myśleć, coś chwytać. Gdy coś jest przyjemne, to umysł składnia się ku temu, niekiedy tracąc kontrolę nad sobą (snując różne mniej lub bardziej zawiłe scenariusze zdarzeń i wersje rzeczywistości), a gdy coś jest mu nieprzyjemne, to odpycha to. Brzydzi się, odrzuca, boi, gniewa, smuci.

Umysł jest narzędziem przyczynowości, uwikłania i wyzwolenia.

Ogień w żołądku, który we wszystkich żywych stworzeniach przechowuje oddech życiodajny, płonie bezustannie. W celu obiaty [rytualnego ofiarowania pożywienia] w tym ogniu składa się święte pokarmy: czułość, pokorę i poświęcenie-służbę przepojone głęboką wiarą.

– Mysteries of the Aghor Master 2017: 31 i 36

Mamy więc alternatywę: przyjemne-ohydne, pragnę-odrzucam, chcę-gniewam się, raduję-smucę… panuję nad emocjami i roztrzęsionym umysłem albo nie panuję. Oczywistym pytaniem, które się tutaj nasuwa, jest to „kto jest tym, który (nie) panuje?”. W odpowiedzi przychodzi praktyka medytacji. Tam jogin (także aghori) przebija się przez kolejne zasłony uzależnienia od świata i własnej wewnętrznej gry. Przebijanie strzałą koncentracji zaczyna się w momencie, gdy jogin czuje, że coś jest nie tak z każdym konkretnym pragnieniem, negatywną emocją (pozytywną oczywiście też, skoro „piękno” narzuca lgnięcie ku przedmiotowi piękna), że to być może nie on/a pragnie, ale jakby coś w niej/nim. I to „jakby” nie daje już spokoju, staje się pierwszym terenem podróży ku… To się dopiero okaże, co znaczy przebywanie poza dwójnią (życie-śmierć, chcę-nie chcę, piękne-brzydkie), w przestrzeni miłości.

Miłość według aghorich

Zarzuca się aghorim intoksykację, przebywanie w zmienionym stanie świadomości, spowodowanym środkiem odurzającym. I jest to prawdą – aghori przebywa w stanie odurzenia – intoksykacji miłością-oddaniem, jest wręcz (Aghor at glance, s. 20 i 44):

(…) oszalały z oddania [devotion] i nie potrzebuje żadnego innego uzależniającego środka, żadnej uzależniającej substancji, by wpływała na jego świadomość.

Obsesja wyzbytego ego(izmu) oddania, miłości, jest symbolem wiedzy najwyższej.

Niemniej jednak różne rzeczy się wydarzają… a chillum puste nie zostaje.

Waranasi

Nadal nie spotkałam aghorich w Waranasi, ale byłam w ich świątyni. Wewnątrz fotografia jest zabroniona. Jednak następnym razem przebywając w moi ukochanym mieście, zapuszczę się w tereny, gdzie aghori mogą być obecni…

20190224_121115

Prawdziwy mistrz tworzy mistrzów, nie uczniów. (…) a jedyna różnica między mistrzem a uczniem jest taka, iż mistrz trochę szybciej zaczął się uczyć.

– Mysteries of the Aghor Master, 2017: 9

 

 

Joga jako forma neurotreningu

Często słyszymy, że dzięki jodze możemy poczuć się zrelaksowani i odprężeni, lecz czy rzeczywiście tak jest? Tak, ale wbrew pozorom nie dokonuje się to dzięki ćwiczeniom rozciągającym – te bowiem uaktywniają układ współczulny, wyzwalający stres. Dopiero relaksacja następująca po ćwiczeniu uruchamia układ przywspółczulny, odpowiadający za uczucie relaksu. Czy jednak nagły, krótkotrwały stres i napięcie wywołane aktywnością układu współczulnego niosą dla nas negatywne skutki? Nie, wprost przeciwnie, tym bardziej w trakcie praktyki jogi interakcja „stres ↔ odprężenie” jest pożądana i dobra.

mata

Dr Mithu Storoni, posiadająca doktorat w dziedzinie okulistyki na Uniwersytecie w Cambridge, obecnie zajmująca się badaniami między innymi nad stresem i wpływem jogi na działanie układu nerwowego podczas wywiadu radiowego (How to Stress Proof Your Body and Brain [1] zauważa, iż:

Nasze mózgi zdają się nieprzystosowane do radzenia sobie z prędkością i złożonością współczesnego świata. (…) Różnica między ostrym stresem a stresem chronicznym jest ogromna. Ostry i krótkotrwały [nagły] stres jest dla nas dobry – kortyzol pobudza, poszerza spektrum widzenia, aktywuje do działania.

Ze stresem chronicznym jest zupełnie inaczej. Zaburzając „ustawienia wyjściowe” autonomicznego układu nerwowego (układów: współczulnego i przywspółczulnego), wpływa destrukcyjnie na nasze zdolności poznawcze, percepcję, neuroplastyczność, rozregulowuje poziom kortyzolu i zegar biologiczny, powoduje stany zapalne, insulinooporność i ogólny spadek motywacji oraz samopoczucia. W swej książce Wolni od stresu. Jak nauka pomaga uodpornić się na stress (2019) [2] dr Mithu Storoni wyjaśnia tę różnicę.

Kora przedczołowa

Organem kierującym w naszym ciele jest kora przedczołowa, uważnie badająca każdą sytuację i budująca strategię, decydując o tym, na czym mamy skupić uwagę. Odpowiada za pamięć operacyjną i rozpoznawczą, funkcje poznawcze, takie ja planowanie czy choćby samokontrola. Poza aktualnie dostarczanymi dany zmysłowymi kora przedczołowa korzysta także z materiału zawartego w pamięci długotrwałej – z hipokampu.

Uczy się metodą prób i błędów (…) bez przerwy, próbując udoskonalić swoją inteligencję. To wszystko sprawia, że kora przedczołowa jest w stanie ciągłej, intensywnej pracy, tworzą się nowe sieci, zmieniają obecne oraz pojawiają się i znikają połączenia pomiędzy komórkami mózgu (synapsy). (…) Stopniowe zmiany siły i aktywności synaps nazywamy neuroplastycznością. [3]

Stres

W momencie stresu nasz mózg reaguje podwójnie [4]:

– zwiększa się działanie współczulne a spada przywspółczulne, kulminacja następuje, gdy zostaje uwolniona epinefryna (adrenalina): oddech przyspiesza, puls się zwiększa, podwyższa się czujność

– wskutek ciągu zdarzeń na osi podwzgórze–przysadka–nadnercza (ang. HPA: hypothalamic–pituitary–adrenal) następuje uwolnienie kortyzolu, hormony stresu.

(…) w samym mózgu obszar zwany ciałem sinawym zmienia swój układ wyładowań elektrycznych, co prowadzi do wydzielenia norepinefryny (noradrenaliny). Substancja rozchodzi się po różnych częściach mózgu, w tym także w korze przedczołowej i ciele migdałowatym, wpływając na nasze funkcje poznawcze i reaktywność emocjonalną. Podwzgórze wysyła przekaźnik zwany kortykoliberyną (CRH), która pobudza przysadkę mózgową do wydzielania hormonu adrenokortykotropowego (ACTH), a ten stymuluje nadnercza do uwalniania kortyzolu. [5]

Ciało migdałowate, dokonujące wstępnej selekcji informacji z otoczenia, wysyłające następnie sygnały do mózgu i odbierające odpowiedź od kory przedczołowej, i układ limbiczny łączą się w sieć, w której zachodzi reakcja stresowa. [6]

FB_cytaty_HIMAJO_08

Rezyliencja podczas praktyki jogi

Badania nad wpływem jogi i medytacji prowadzone na 38 osobach podczas 3-miesięcznej praktyki jogi (medytacja, praca z oddechem, koncentracja poprzez mantry, dieta wegetariańska, asany) wykazały między innymi wzrost odporności na stres, a dokładniej rezyliencję (biologiczną zdolność szybkiej adaptacji do nowych sytuacji, szczególnie powrotu do stanu wyjściowego po trudnym przeżyciu) wskutek kortyzolowej odpowiedzi na pobudzenie zachodzącej w HPA. [7]

Dr Ewa Ferensztajn wyjaśnia, iż:

kortyzolowa  odpowiedź  na  przebudzenie  (CAR – cortisol awakening  response),  opisująca  reaktywność  osi  stresowej.  Wartość  CAR  została  po  raz pierwszy opisana w 1995 roku (Pruessner i wsp. 1995) i dotyczy nagłego wzrostu (o 50-160% od poziomu  wyjściowego)  stężeń  kortyzolu  we  krwi,  w  ciągu  pierwszych  30  minut  po przebudzeniu. (…) Wartość  CAR  wykazuje  istotny  związek  z  zaburzeniami  psychicznymi  i somatycznymi.  Stwierdzono  podwyższone  wartości  CAR  u  osób  z  depresją  (Bhagwagari wsp.  2005),  u  pacjentów  z  ChAD  w  okresie  eutymii  (Deshauer  i  wsp.  2003),  w  grupie potomstwa osób z ChAD (Ellenboegen i wsp. 2004) i u kobiet z osobowością typu borderline (Lieb  i  wsp.  2004).  Obniżone  stężenia  CAR  wykazano  w  zespole  stresu  pourazowego, zespole przewlekłego zmęczenia, w zaburzeniach snu i przy przewlekłym bólu (Fries  i  wsp. 2009), natomiast zmienione wartości CAR obserwowano w związku z chorobami sercowo-naczyniowymi,  autoimmunologicznymi  oraz  alergicznymi  (Kudielka  i  Kirschbaum  2003). [8]

Stres psychospołeczny a samokontrola

Obecnie główną formą stresu w zurbanizowanym świecie jest stres psychospołeczny: trudne spotkanie w pracy, na ulicy, sprawa urzędowa, kłótnia, korek uliczny itp. [9] Gdy doświadczamy stresu psychospołecznego, mózg uruchamia szereg reakcji łańcuchowych opisanych powyżej [10]. Natomiast grzbietowo-boczna kora przedczołowa (ang. dlPFC: dorsolateral prefrontal cortex) odgrywa istotną rolę w procesie samoregulacji, która jest ważny składnikiem samokontroli. Długotrwały stres ma związek ze zmniejszoną dlPFC, co może zwiększać podatność na depresje. Na ratunek przychodzi… umiejętność odwracania uwagi od czynnika stresogennego i koncentracja uwagi na czymś innym – przyjemnym lub po prostu rozpraszającym.

Samokontrola jest jak mięsień. [12]

Podejmowanie wyzwań, które wymagają samodyscypliny, cierpliwości i dostosowania emocji, to świetny sposób na trening samoregulacji: nauka gry na nowym instrumencie, nauka nowej umiejętności, języka obcego czy sport. [13]

Istnieje teoria, że jest możliwe udoskonalenie samoregulacji przez ćwiczenia. Obszar dlPFC [grzbietowo-bocznej kory przedczołowej] uważa się za jeden z kluczowych w mózgu racjonalnym, zaangażowanym w autoregulację. [14]

FB_cytaty_HIMAJO_04

I tutaj wchodzi joga!

Praktyka jogi wymaga koncentracji, tj. skupienia uwagi na jednym przedmiocie, np. oddechu, i samoregulacji. Joga podobna jest do neurotreningu [15] i jest pomocna w osiąganiu i utrzymywaniu równowagi między aktywnością układów współczulnego i przywspółczulnego.

W trakcie praktyki ćwiczeń (…) Twoja rola polega na utrzymaniu nieruchomej pozycji i koncentracji. (…) Podczas gdy autonomiczny układ nerwowy najwyraźniej dobrze się bawi, kora mózgowa musi dbać o kontrolę. To z kolei zmusza do medytacji uważności i samokontroli.

Utrzymanie odpowiedniej postawy jest możliwe tylko wtedy, gdy masz kontrolę nad sobą samym. Jeśli stracisz kontrolę, zaczniesz się bać czy denerwować, to nie dasz rady. Dzięki temu otrzymujemy pewien rodzaj neurotreningu (…), początkowo nie umiemy kontrolować reaktywności emocjonalnej ani modulować reakcji stresowej. Dopiero powtarzając wysiłki, nauczymy się, co tak naprawdę działa. [16]

Jeszcze lepszy treningiem dla kontroli przedczołowej będzie dobór pozycji, które są niewygodne i wymagają większego skupienia. [17]

Mózg-umysł esencją jogi

Fundamentem jogi jest mózg – zapanowanie nad stresem poprzez kontrolę oddechu. Nerw przeponowy, wychodzący ze splotu szyjnego, oraz układ współczulny, centrala stresu, znajdują się bardzo blisko siebie. Modyfikując zatem jeden z nich, modyfikujemy drugi: „oddech ↔ mózg”. Wydłużenie interwału między fazami oddechu oraz zwiększenie pojemności oddechu odpowiadają za obniżenie poziomu stresu oraz uczucie zrelaksowania. „Uspokojenie” układu współczulnego sprawia, że decyzje są bardziej racjonalne, a umysł spokojny. [18]

Istotą jogi jest utrzymywanie stałości emocjonalno-cielesnej w stresującym momencie. W tym celu kora przedczołowa ma za zadanie przeorientować nasze myśli: kiedy w trakcie zmagania się z utrzymaniem równowagi w asanie, nagle zaczynamy się rozpraszać i myśleć, że jest nam za gorąco, rozważać problemy z pracy, myśleć, że na pewno nam się nie uda, a mimo to nadal próbujemy utrzymać balans w pozycji – w tym momencie kora przedczołowa jest silnie aktywowana. Jeśli do praktyki asan dołączone zostają: medytacja z praktyką oddechową (pranajamą) oraz etyczne zalecenia jogi, w naszym mózgu (i życiu) zachodzą ogromne zmiany. [19]

Lekarze, myśliciele, sportowcy i jogini

Dr Mithu Storoni opowiada o sobie, iż:

Urodziłam się w rodzinie lekarzy, myślicieli, sportowców oraz joginów i dorastałam wśród opowieści o dziwnych i niezwykłych dokonaniach: ludziach, który dobrowolnie znikali w mroźnych Himalajach, gdzie mieszkali w chłodzie i mało jedli, a wszystko po to, aby ćwiczyć umysł (…). Mówiono mi, że mózg potrafi odwrócić decyzje podejmowane w niższych partiach łańcucha decyzyjnego. [20]

I podaje trzy sposoby na stałe odprężenie [21]:

Ćwicz rano.

Regularnie korzystaj z sauny.

Unikaj negatywnych osób, historii i sytuacji.

Zaiste!

______

Przypisy:

  1. https://www.artofmanliness.com/articles/podcast-525-how-to-stress-proof-your-body-and-brain/?fbclid=IwAR1cIL8LU9nPcIvzNaPDKja23N_nvgUu_lMUyVK9cuMHviCFb5bHm2V1Q2o
  2. Tytuł w oryginale: Stress-Proof: The Scientific Solution to Protect Your Brain and Body and Be More Resilient Every Day (2018).
  3. Mithu Storoni, Wolni od stresu. Jak nauka pomaga uodpornić się na stres, Czarna Owca, 2019, s. 25.
  4. Tamże, s. 28.
  5. Tamże, s. 71.
  6. Tamże, s. 29.
  7. Yoga and meditation improve mind-body health and stress resilience: https://www.sciencedaily.com/releases/2017/08/170822104855.htm, na podstawie: B. Rael Cahn, Matthew S. Goodman, Christine T. Peterson, Raj Maturi, Paul J. Mills. “Yoga, Meditation and Mind-Body Health: Increased BDNF, Cortisol Awakening Response, and Altered Inflammatory Marker Expression after a 3-Month Yoga and Meditation Retreat”, Frontiers in Human Neuroscience, 2017: https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fnhum.2017.00315/full
  8. Ocena czynników neurobiologicznych i psychopatologicznych u potomstwa pacjentów z chorobą afektywną dwubiegunową leczonych profilaktycznie litem, rozprawa doktorska, UAM, 2014, ss. 19-20.
  9. Mithu Storoni, Wolni…, s. 42
  10. Tamże, s. 71.
  11. Tamże, s. 42.
  12. Tamże, s. 91.
  13. Tamże, s. 53.
  14. Tamże.
  15. Tamże, s. 58.
  16. Tamże, s. 59.
  17. Tamże, ss. 59-60.
  18. The Science of Breathing: https://uplift.tv/2018/the-science-of-breathing/
  19. The Science Behind Yoga and Stress: https://uplift.tv/2018/science-behind-yoga-stress /
  20. Mithu Storoni, Wolni…, s. 13.
  21. Tamże, s. 92.

Tantryczny klasztor w TABO

Najpierw pomyślałam sobie: „kolejny buddyjski klasztor” na szlaku w Dolinie Spiti (stan Himaćal Pradeś). A jednak coś mnie ku niemu przyciągało… To przecież „najstarsze, wciąż aktywne, monasterium tradycji tybetańsko-himalajskiej w Indiach”. Tym razem nie było możliwości wynajęcia noclegu w przyklasztornych pokojach gościnnych (w przeciwieństwie do poprzednio odwiedzonych klasztorów w Kee i Dhankarze) i było mi trochę z tego powodu smutno.

Nowy Klasztor

Tabo jest małą wioską, w środku himalajskiej przestrzeni, naszpikowaną ho(s)telami i restauracjami (tutaj jedzenie jest, muszę to przyznać, pycha!), opuszczonymi jaskiniami, w których niegdyś medytowali mnisi i jogini, a teraz co najwyższej krowi opał jest przechowywany w zimie (by nie zawilgotniał). A sam klasztor? Trudno powiedzieć. Z jednej strony widać Nowy Klasztor, połyskujący nowymi (kiczowatymi?) rzeźbami, wizerunkami, jakby wczoraj położoną podłogą i świeżymi dywanami do siedzenia (dla mnichów i podróżnych-zwiedzających), nowe przybory do rytuału, miseczki do herbaty które trochę niepokoją swoim pochodzeniem (made in China), chiński fajans. Ładny, ale chiński, ironia losu. Wygląda to równie pięknie, co kiczowato. Przed Nowym Klasztorem mali mnisi (a dokładniej, kandydaci na mnichów) zwyczajowo prowadzą dysputę filozoficzną, ożywianą przez ich nauczyciela uderzaniem jednej dłoni o drugą (podobnie jak w świątyni Dalajlamy w Dharamsali, tyle że tam byli to dorośli mnisi).

20170830_131645

Stary Klasztor

W jednej z wielu restauracji przy kompleksie klasztornym poczytałam gruby folder o Starym Klasztorze, więc mniej więcej wiedziałam, jakiego typu malowideł i rzeźb się spodziewać (Nowy Klasztor nie był objęty opisem). Stary Klasztor nie jest jednak jednym budynkiem, stanowi go kilka pojedynczych pomieszczeń medytacyjnych rozsianych na przestrzeni nie większej niż rynek przeciętego miasta. W dodatku turysta, wchodząc do kompleksu świątynnego, odnosi dziwne wrażenie architektoniczne – można odnieść uczucie, iż nie jest to klasztor tradycji buddyjskiej, lecz jakieś świątynne zabudowania Sumerów lub Persów. Tu i tam nadal budowane piramidki z jasnego piaskowca wprawiają człowieka w nastrój zadziwienia, jakby zagubienia w przestrzeni. Widok jest piękny, ale zaskakujący. Turysta wchodzi więc do pierwszego z dwóch głównych pomieszczeń-budynków Starego Klasztoru. Ciemny korytarz, strop u wejścia niski (trzeba na głowę uważać), uprzednio buty zostawić, z ciemności wyłania się kramik, gdzie można kupić pięknie wydane widokówki (wewnątrz pomieszczeń Starego Klasztoru zdjęć nie można robić,  w Nowym Klasztorze można), modlitewne zwoje na szczęście, foldery z naukowo opracowanym opisem miejsca (bardzo dobre!). I nagle, jakby z nicości, ukazuje się Ona. Turysta wiedział, co zaraz zobaczy, teoretycznie wiedział. Nie miał jednego pojęcia, co poczuje, jak moc nagle stanie się i jego udziałem. W tym momencie zrozumiałam, co oznacza tybetańska tantra i jak bardzo różni się od mainstreamowego i modnego jej promowania w kulturze popularnej.

20170830_131107

Tabo (maps)

Klasztor w Tabo

Klasztor w Tabo (tyb. Tabo Chos-hkhor) założony został w 996 roku przez wielkiego tybetańskiego tłumacza Rinchen Zangpo w imieniu króla Yeshe-Ö, a następnie – z biegiem czasu – uświetniany artystyczną i zdobniczą pracą (ogromne malowidła, statuy, rzeźby, thanki, manuskrypty i freski). Rinchen Zangpo pod królewskim protektoratem rozpoczął przekład filozoficznych prac buddyzmu z sanskrytu na tybetański.

20170830_155633

Dojazd do Tabo (od strony klasztoru w Dhankarze) wiedzie przez przepiękne widoki…:

20170829_164123

20170829_164306

Ze względu na piękno sztuki naskalnej oraz umieszczonej na wielkich ścianach świątyń rzez niektórych Tabo zwane jest himalajską Adżantą i Ellorą, i coś w tym jest. Podobny klimat, podobna duchowa atmosfera, równie piękna i wypełniona energią sztuką buddyjską (choć Ellora w połowie należy również do hinduizmu i troszkę do dżinizmu).

20170830_130832

Tabo-Ajanta-Ellora

Tantra-jana (wadżrajana) tybetańska

Gonpę (tyb. choskhor) stanowi 9 świątyń, zbudowanych w okresie między X w. a XVII w., oraz 13 czortenów (stup) tu i tam wyznaczających świętą przestrzeń buddów (skr. buddha) i bodhisattwów (skr. bodhisattva). Z okazji tysiąclecia swej działalności w 1996 roku Jego Świątobliwość Dalajlama XIV odprawił ceremonię inicjacji Kalaczakry (skr. kālacakra), a w 2004 odbyła się ceremonia inicjacji Wadżra Dhatu (skr. vajra dhātu). Klasztor w Tabo jest bowiem świątynią ściśle tantryczną – zgodnie z tą praktyką nauki Buddy zwaną Trzecim Poruszeniem Kołem Dharmy, bez inicjacji, abhiszeki (skr. abhiṣeka), nie mam mowy o żadnej praktyce. W Tybecie Trzecie Poruszenie uchodzi za ostateczne i najdoskonalsze, następujące po Poruszenieu Pierwszym – zwanym buddyzmem pierwotnym (pejoratywnie hinajana [skr. hīnayāna] lub neutralnie śrawakajana [skr. śrāvakayāna]),  oraz Drugim Poruszeniu – buddyzmie mahajany (skr. mahāyāna), w którym najważniejsza staje się postawa bodhiczitty (skr. bodhicitta) – bardzo zresztą trudna w praktyce. Wadżra-jana (skr. vajrayāna), tj. diamentowy wóz, nie neguje w żaden sposób poprzednich wozów (jana [skr. yāna]) wiodących do oświecenia – bez praktyk wstępnych pierwszego wozu i bez bodhiczitty drugiego jogin i mnich tybetański nigdy nie zostanie dopuszczony do tantrajany (skr. tantrayāna), zwanej także wadżrajaną.

20170829_173829

Stary Klasztor:

20170829_173901

20170830_160851

I Nowy Klasztor:

20170830_160330

Gwoli ścisłości, wadżrajana jest wliczana w obręb mahajany, która w tradycji tybetańskiej dzieli się na dwie drogi, dwa wozy wiodące ku wyzwoleniu:

Niezrównany Lama Jey Tsonkhapa [Dalajlama XIII] napisał: “Mahajana posiada dwa pojazdy, by doprowadzić do rzeczywistości buddy: Pradżnia-paramita-jana oraz głęboką Wadżra-jana. Spośród nich, drugi jest szlachetniejszy, niemniej jednak są one niczym księżyc i słońce [dopełniając siebie].” Wadżrajana powinna być praktykowana w ukryciu i sekrecie, w żadnym razie nie może być ujawniana osobom niedojrzałym duchowo. Z tego powodu zwana jest sekretną ścieżką. (…) Na tej ścieżce adept używa różnych jog związanych z niedualną praktyką i wiedzą, w ten sposób osiąga transcendentalne rezultaty sekretnej mantry. (…) Nie ma żadnej różnicy między egzoteryczną Pradżnia-paramata-janą a Wadżrajaną, jeśli chodzi o cel, jakim jest rzeczywistość buddy, a bodhisattwa musi być jedynym impulsem do praktyki.

– Glenn H. Mullin, The Dalai Lamas on Tantra, 2006: 28-29.

Najpierw adept przygotowywany jest poprzez dyscyplinę i filozofię buddyjską, potem wnika w subtelniejszą przestrzeń nauk i silnie etyczne nastawienie, by w końcu pod okiem mistrza, w samotności, całkowicie poddać się mocy oświecenia. Te cztery są ze sobą ściśle związane, bo moc jogina-tantryka tybetańskiego nie leży w praktyce cielesnej (joga, tybetańska pranajama), mentalnej (mantry, pudże [skr. pūjā], sutry [skr. sūtra]) i rytuałach – bodhiczitta, dhjana (skr. ) i pradżnia (skr. prajñā) jego/jej podwójną mocą i bronią.

Ta czwórka stanowi jedność: wadżrajana (वज्रयान) jako tantrajana (तन्त्रयान) spełniana jest przez tę trójkę:

dhjana (ध्यान) – medytacja, długa, spokojna, powoli wychodząca poza granice ego i identyfikacji z ciałem oraz pracą mentalno-emocjonalną medytacja; wbrew wszelkim pozorom to właśnie ten stan błogości i koncentracji – nie rozbiegana aktywność umysłowa – jest naturalny istocie świadomej

pradżnia (प्रज्ञा) – wrodzona wiedza/mądrość o walorze najwyższym, bo dotycząca oświecenia i stanu buddy, przejawiająca się naturalnie, automatycznie w istocie czującej, która poddaje siebie dyscyplinie i bodhiczitcie… o ile dhjana jest tłem, przestrzenią, to pradżnia jest rodzajem istoty, która się przejawia, ukazuje siebie w takiej czy innej formie

bodhiczitta (बोधिचित्त) – dosłownie przebudzony umysł, lecz w gruncie rzeczy nie chodzi tu o umysł – bodhiczitta jest oświeconą postawą etyczną, którą wyraża aspiracja osiągnięcia oświecenia dla dobra i pożytku wszystkich czujących istot:

Korzyści bodhiczitty są liczne. Sprawia ona, że umysł jest bardzo radosny dzięki wielkiej miłości i współczucie dla istot. To decydujący powód pełnego przebudzenia buddy. (…) Dwie przeszkody utrudniają nam wymianę siebie na innych. Po pierwsze, myślimy, że jesteśmy inherentnie oddzielni. Faktycznie ja i inni pozostajemy we wzajemnej zależności, podobnie jak jedna strona doliny jest nazywana “tą” stroną tylko dlatego, że istnieje “tamta” strona. (…) Drugą przeszkodą w wymianie siebie na innych jest myślenie, iż usuwanie cierpienia innych nie jest konieczne, bo ono nas nie dotyka. (…) Śantidewa pyta (BCA 8:115): “Chociaż z przyzwyczajenia pojawia się myśl “ja” skierowana na to bezosobowe ciało; czemu w podobny sposób ta myśl nie pojawi się wobec innej czującej istoty?”

– J.Ś. Dalajlama XIV, Tubten Cziendryn, Buddyzm. Jeden Nauczyciel, wiele tradycji, 2015: 289-296.

Oczywiście tradycja tantry jest niezwykle skomplikowana, oparta na obszernym piśmiennictwie, wielowiekowej tradycji przekazu z ust mistrza do umysłu ucznia, i wymaga obcowania z miejscami przesyconymi mocą ślubowań i medytacji jest adeptów (tantryków-joginów). Ogólnie można podzielić ją na dwie linie przekazu, związane z inherentnie obecnym na łonie buddyzmu tybetańskiego podziałem na Starą Tradycję szkoły Ningma oraz Sarma – nowe tradycje (szkoły: Kagju, Śakja i Gelug). Esencja i cel nauk pozostaje takie same, ale poszczególne praktyki i podział tantr jest inny, także inne teksty tantryczne są wykorzystywane. W szkole Ningma, szkole wielkiej doskonałości (dzogczen), mamy podział na 9 klas pojazdów podzielonych na 3 grupy: 1). pojazdy słuchaczy, samotnie urzeczywistnionych i bodhisattwów, 2). tantry działania (skr. kriyā), wykonania (skr. caryā) oraz jogatantra, 3). i w końcu trzy najsubtelniejsze mahajoga, anujoga i najwyższa atijoga.

Te trzy wewnętrzne pojazdy nazywane są pojazdami zwyciężających środków, ponieważ zawierają metody osiągania najsubtelniejszego poziomu umysłu poprzez rozpuszczanie niesubtelnych poziomów energii, dzięki czemu praktykujący wznosi swój stan mentalny na wyższy poziom poza biegunowość rozróżniania (…).

– Jego Świątobliwość Dalajlama, Gesze Thubten Jinpa, Świat buddyzmu tybetańskiego, 2015: 105.

Podobnie jest i w nowej tradycji przekazu, przekładu tekstów, w Sarmie. Tam jednak 3 pierwsze pojazdy nie są obecne i mówi się o czterech klasach tantr: 3 tantry (działania, wykonywania oraz jogatantra) uznawane są za praktyki wstępne do tantry najwyższej, tj. anuttara-joga-tantra, zawierającej w sobie maha-, anu– oraz atijogę szkoły Ningma.

Tantryczna moc Sali Zgromadzeń

Wystarczy jednak wejść do Sali Zgromadzeń (tyb. ‘Du-khang), by doświadczyć tej mocy, owej “Jej”, o której w pierwszym akapicie napisałam. Sala może nie jest wielka, ale na pewno dość duża, pogrążona w ciemności, która zdaje się kryć w sobie znacznie więcej niż tylko duże statuy strażników i buddów czterech kierunków (Ratnasambhawa, Amitabha, Akszobhja, Amoghasiddhi). Ogromna rzeźba czterogłowego Wairoczany, ucieleśnienia Pustki, jednego z pięciu buddów mądrości (czterej pozostali już zostali wymienieni). Wairoczana stanowi ich esencję. Po lewej stronie, za Wairoczaną, znajduje się ściana ze zwojami-zapisami nauki buddyjskiej, a po prawej przestrzeń Buddy, przebywającego w niebie Tuszita. Zdjęcia wnętrza nie są możliwe, więc jedynie plan:

20170829_180448

Złota Świątynia

A następnie do Złotej Świątyni (Ser Lhakhang), o której ogromnym i powalającym – dosłownie – wizerunku białego czterogłowego Sarwa-widja-Wairoczany naniesionym na całość ściany już coś wspomniałam (tutaj). Jednak ten wizerunek to nie wszystko, na przeciw niego znajduje się równie wspaniałe malowidło przedstawiające niebieskiego Wadżradharę. Między nimi znajduje się równie majestatyczny Budda.

Tabo jako takie:

20170831_103455

20170829_181643

Lecz Tabo nie jest tylko klasztorem… to także i przede wszystkim kompleks jaskiń kutych w skałach. Przez wiele wieków jogini buddyjscy na odosobnieniu medytowali w jaskiniach, napełniając rzeczywistość Tabo mocą i energią oświecenia:

20170830_121546

20170830_123157

20170830_122657

20170830_120544

I na koniec Cztery Wielkie Ślubowania boddhisattwy (istoty wyposażonej w bodhiczittę):

Czujące istoty są niezliczone: ślubuję wszystkie wyzwolić. Skalania [mentalno-emocjonalne] są nieskończone: ślubuję wszystkie wykorzenić. Bramy dharmy [realizacji nauk Buddy] są niezliczone: ślubuję wszystkie przekroczyć. Droga Buddy jest najwyższa: ślubuję ją ukończyć.

– J.Ś. Dalajlama XIV, Tubten Cziendryn, Buddyzm. Jeden Nauczyciel, wiele tradycji, 2015: 303.

20170830_131334

Po Tabo nadszedł czas na Kalpę. Nie obyło się bez niezapowiedzianej zmiany autobusu.

20170831_123058

20170831_122513

20170831_123055

KLASZTOR KI (buddyzm tybetański w Indiach)

20170827_112413

Radość dyscypliny pratimoksza, nam, szczęśliwcom, podążającym za naszym wielkim mistrzem [Buddą], Nieskalanym, wypada, byśmy z czystą wiarą wkroczyli w bezkompromisowo etyczny styl życia. (…)

Bez wątpienia ta dyscyplina pokona najcięższe ze skalań (…). Najwyższy umysł, bodhiczitta – linia życia drogi bodhisattwy – skupienie, jak jedność pokoju i wglądu, czegoż ta dyscyplina nie stworzy?

Cudowna i wspaniała, głęboka ścieżka tantry, metoda urzeczywistnienia wolności od ja na subtelnym poziomie umysłu: ona też zależy od tej dyscypliny.

Stan buddy, nierozdzielna jedność współczucia i pustki (…) też zależy od tej dyscypliny. (…)

Wiedz, że dyscyplina jest czczona jako podstawa i korzeń nauki. Staraj się za nią podążać, ucz się, uważnie analizuj, świadomy i czujny.

Strzeż się z wielką pilnością, spójny i pełen szacunku; nie poddawaj się obojętności i indolencji, chyba że chcesz odciąć korzeń dobrostanu.*

Moc himalajskich przestrzeni

Do buddyjskiego klasztoru w Kee (Ki), utrzymanego w tradycji tybetańskiej, jechać nie planowaliśmy, bo i nawet nie wiedzieliśmy o jego istnieniu, uroku i… medytacyjnej mocy. Na himalajskich trasach dzieje się jednak tak wiele niespodziewanych wydarzeń, że w pewnym momencie człowiek decyduje się zaprzestać planowania i poddaje Górom, ich wszechobecnej woli tym bardziej, że Himalaje same człowiekiem kierują. Można walczyć z obsuwą błota i ziemi (landslide) i kamieni (rockslide), można denerwować się, gdy autobus nagle się psuje i długie godziny trzeba wyczekiwać, aż pojawi się rozwiązanie, można źle znosić kręte niczym wąż trasy nad urwiskiem… Można pozwalać umysłowi generować tysiące myśli, uczuć i niepokojów, snuć scenariusze o fantastycznych historiach, a można po prostu sprowadzić go do jednego punktu koncentracji – utwierdzić w jednym przedmiocie uwagi i utrzymywać ten stan do momentu, aż pojawi się swoista błogość. Wtenczas błogość staje się jakby tożsamością medytującego… W Himalajach takie doświadczanie wychodzące poza sztywne ramy umysłu nie należą do rzadkowści – wystarczy spojrzeć przez okno autobusu czy jeepa (dzielonej z innymi podróżnikami taksówki, tzw. shared taxi), a następnie pozwolić [po/w]chłonąć się temu widokowi, tej wizji… wizji, która wnika aż po samo dno świadomości, po sam kres poczucia “ja” i transformuje je siłą swego spokoju, majestatu i swoistej nieskończoności. Tak oto przesłynna księga hinduizmu Bhagawadgita** mówi:

Chwiejny jest umysł i trudno go okiełznać, ale jednak daje się opanować poprzez abhjasę [wytrwałe ćwiczenie] i wairagję [brak przywiązania do owoców swoich czynów]. Jogi nie zdoła osiągnąć ten, kto nie panuje nad sobą. –  Bhagawadgita VI.35

20170817_133316

Wszechogarniająca wola Himalajów – zarówno w hinduskiej (np. Bhagawadgita), jak i buddyjskiej tradycji – ostatecznie zagnieżdża się i w sercu podróżnika, rezonuje z rytmem uderzeń jego serca i oddechów. W ten sposób człowiek już nie wie, czy to serce jest jeszcze jego, czy już dzielone z Himalajami… Pojawia się naturalna pranajama, nieświadoma, nietechniczna, ale generująca spokój, którego oddech jest spowolniony, negatywne myśli i emocje ustały. Energia nadal jednak pozostaje nazbyt subtelna, by się przejawić w świadomości. Podróżnik czuje, że otacza go Dobro i Piękno, ale jeszcze nie umie podać jego przyczyn. Nie wie, co będzie dalej – czy dojedzie na miejsce w pierwotnie zaplanowanym czasie, czy zaraz nie będzie musiał nagle zmienić planów, czy za chwilę nie pozna nowego podróżnika, z którym na rozmowie spędzi długie godziny. Wie jednak, że cokolwiek się wydarzy, będzie Dobre i Piękne, bo podsycone pięknem Himalajów.

20170817_122021

Buddyjski klasztor w Kee (Ki)

20170827_112537

Godzinę drogi od Kazy autobusem lub jeepem, na wzniesieniu, między szczytami górskimi, zanurzonymi jakby w pustynnym terenie, znajduje się Kee Monastery. Nie jest to miejsce jak każde inne, nie jest to nawet zwyczajny klasztor, chociaż oczywiście nie jest on unikatem – z Kazy można pojechać do kilku innych klasztorów buddyjskich, jak choćby:

20170826_161819

W klasztorze Kee podróżnik może wynająć nocleg (300 rupii za łóżko z całodziennym wyżywieniem przygotowywanym przez mnichów – oczywiście w kuchni można pomagać – z czajem i mlekiem z solą – to jest dopiero dobry napój!). Pokoje przeważnie są 4-osobowe, utrzymane w bardzo dobrym stanie czystości. Jeśli w danym momencie klasztor nie jest oblężony przez turystów, buddystów czy po prostu podróżników, to w jednym pokoju może mieszkać i jedna osoba. Wewnątrz klasztornego kompleksu obowiązuje całkowity zakaz palenia i spożywania alkoholu. Nie ma tutaj zasięgu telefonicznego (chyba że ktoś kupił lokalny sim). Zresztą na co komu potrzebny jest zasięg, skoro atmosfera miejsca jest wszystkim, co do życia niezbędne?

20170827_113358

Medytacja w klasztorze czasie porannej modlitwy (pudży)

Co jest jednak specyfiką tego miejsca, tak odmienną od innych klasztorów tybetańskich Himaćal Pradeśu? Nie jest to widok nocnego nieba usianego miliardami gwiazd, które niemożliwością jest policzyć. Nie jest nią przewspaniała i perfekcyjnie wyciszająca umysł atmosfera miejsca, widok gór i życzliwe nastawienie mnichów, tych starszych, jak i dzieci, które dopiero co przywdziały czerwone szaty przyszłego mnicha. Nie jest to nawet śniadanie spożywane razem z mnichami podczas porannej pudży, ceremonii, która ma na celu podtrzymanie mocy buddyzmu… Iście tantryczne zachowanie! Śniadanie jest pyszne i co chwila – w przerwach między recytowanymi przez mnichów modlitwami – pojawia się czaj, gorące mleko z solą, tsampa (mąka jęczmienna), którą miesza się z mlekiem (bardzo to smaczne i sycące), bułka z dżemem; trzeba mieć tylko swoją miseczkę czy kubek i czekać, aż mnich pełniący w danym dniu dyżur “kelnera” podejdzie do nas. Mnisi odpowiedzialny za pudżę siedzą w dwóch równoległych rzędach prostopadle do wejścia, przed nimi na malutkich stolikach stoją rytualne przybory, miseczka na tsampę i czaj/mleko, teksty modlitwy wydane w formie pothi. Inni mnisi siedzą z boku. Podróżnicy i buddyści mają dla siebie wyznaczone miejsca na czerwonych dywanach pod ścianą, skąd wszystko idealnie można obserwować. I to jest właśnie to!

20170827_114321

Mnisi recytują modlitwy, podróżnicy wchodzą i wychodzą, czasem na dłuższą bądź krótszą chwilę przysiadają, piją czaj, pozostają w skupieniu, wychodzą, a ten turysta-jogin siada w stałej (sthira) i wygodnej (sukha) asanie, zamyka oczy i medytuje. Może minąć godzina (pudża zaczyna się o 7:30), może minąć 10 minut, a mogą minąć o 3 godziny – modlitwa-rytuał kończy się po 11:30. Upływ czasu nie ma zresztą żadnego znaczenia. Liczy się bowiem jedynie dyscyplina etyczna, medytacja, współczucie, życzliwość i pomoc innym czującym istotom.

Aby mądrość mogła funkcjonować właściwie, musi jej towarzyszyć jednopunktowa koncentracja. W celu głębszego skupienia potrzebne są silna uważność oraz świadomość introspekcyjna (sampajańńa, sampradżanja), które pomagają usunąć subtelne wewnętrzne przeszkody. Rozwija się je poprzez praktykowanie zasad ETYCZNYCH i dzięki wyeliminowaniu poważnych przeszkód zewnętrznych będących skutkiem negatywnych działań ciała i mowy. (…)

W buddyzmie tybetańskim [klasztor Kee jest wpisany w tybetańską tradycję szkoły Gelug, tj. szkoły dalajlamów] istnieją trzy poziomy wskazań etycznych: pratimoksza, bodhisattwa, tantra. Zasady etyczne pratimokszy polegają na porzuceniu szkodliwych działań fizycznych i werbalnych. Na poziomie bodhisattwy podkreśla się znaczenia porzucenia egocentrycznych mowy, myśli i czynów. W tantrze zasady etyczne ukierunkowane są na pokonanie subtelnych zaciemnień mentalnych. Ponieważ na tych trzech poziomach zakres zasad etycznych jest coraz to bardziej subtelny, przyjmuje się je i praktykuje stopniowo i w takiej właśnie kolejności.***

20170826_172121

Praktyka buddyjska zwana pratimoksza jest podstawą każdej innej, nawet bardzo zaawansowanej (jak nauki tantry), praktyki buddyjskiej. Najpierw bowiem należy ugruntować swój umysł i ciało we właściwym zachowaniu etycznym i dobrej intencji, która nie zachwieje się w obliczu niesprzyjających okoliczności. Świeccy wyznawcy obowiązani są dotrzymywać wierności 5 zaleceniom, tj. wstrzymaniu się od: zabijania, kradzieży, kłamstwa, niewłaściwych zachowań seksualnych i odurzania się (alkoholem, narkotykami i różnymi innymi psychoaktywnymi substancjami). Winno to być wspomagane medytacją, oddaniem i jakimś ślubem czystości…

* Jego Świątobliwość Dalajlama, Tubten Cziendryn, Buddyzm. Jeden Nauczyciel, wiele tradycji, Rebis 2015, ss. 125-127.

** Tłumaczenia Bhagawadgity oparte na tłum. prof. Joanny Sachse, Bhagawadgita, czyli Pieśń Pana, Ossolineum 1988.

*** J. Ś. Dalajlama, Tubten Cziendryn, dz. cyt., ss. 103-105.

Praktyka jogi (abhjasa) i wewnętrzna wolność (wairagja)

20160918_091231

Kilkanaście dni temu miałam ogromną przyjemność uczestniczyć we wspaniałej konferencji filozoficznej w Międzygórzu zorganizowanej przez Mieszka Wandowicza (który na gruncie filozofii ukuł kilkanaście miesięcy temu pojęcie feugologii, co stało się dla niego tyleż wewnętrznym impulsem, co przejawioną w działaniu ochotą stworzenia konferencji pod takim szyldem) i Koło Naukowe Filozofii Religii przy Uniwersytecie Wrocławskim. Ćwiczenia z ucieczki, ćwiczenia z umierania – tak brzmiało motto przewodnie. Dawno nie brałam udziału w tak filozoficznych kolokwiach*, choć oczywiście bez egzaminacyjnego podtekstu, chyba że za sprawdzian potraktować wewnętrzny egzamin własnych umiejętności zw. z rozsądkiem (gr. fronesis**, łac. prudentia). Trzy dni i dwie noce spędzone na dosłownie nieschodzących na inne niż filozoficzne zagwozdki rozmowach. Niektórzy tak lubią… Uśmiech Mnie oczywiście najbardziej interesowała kwestia Indii… i kundalini. Pamiętam, że gdy będąc jeszcze w pięknej Indii, spędziłam dobrą chwilę na opracowaniu tematu mego referatu:  nad brzegiem Gangesu w Haridwarze około 6 rano, zanim jeszcze dzień na dobre powstał, naszedł mnie temat. I pokochałam ten widok:

DSCN1595

Praktyka jogi w drodze ku transcendencji – taki był ten temat. Transcendencję zostawmy jednak na boku, bo miałam tutaj na myśli jedynie koncentrację na Iśwarze, czyli boskim przewodniku obecnym we najskrytszej przestrzeni istoty świadomej – w sercu, i funkcjonującym jako wewnętrzny mistrz/guru, a zarazem personifikowany b/Bóg i pozaosobowy absolut (brahman)… tout court!  Jest to technika niezwykle zaawansowana i niekoniecznie niezbędna w (początkowym) jogicznym zmaganiu się z sobą: umysłem, ciałem i emocjami. Przez niekoniecznie niezbędna mam na myśli to, że Iśwara-pranidhana (tutaj kilka moich o niej słów na joga-abc) jest otoczona dość obszerną dyskusją o tym, czy jest to religijna praktyka, czy niezwykle zintensyfikowane oddanie mistrzowi i jego naukom, w końcu Iśwara może oznaczać mistrz/guru. Praktyka jogi… Nie myślę tutaj o dość rozpowszechnionych: Keep calm & do yoga czy Real men do yoga. A w każdym razie nie do końca… Dr Ganpati podczas rozmowy w National Institute of Yoga (Delhi) poradził mi wręcz w początkowych momentach przekazywania wiedzy o jodze słowem nie wspominać o Iśwarze – potrzeba transcendencji w takiej czy innej postaci pojawi się wraz z praktyką jogi  twierdził.

A praktyka jogi w sanskrycie opatrzona jest bardzo pięknym terminem: abhjasa (अभ्यास) i zawsze idzie w parze z wairagją (वैराग्य), czyli utrzymywaniem umysłu w stanie nie-pragnienia, nie-lgnięcia do rzeczy zewnętrznych – swoistej wolności od impulsów pobudzających świadomość. Rzeczy same w sobie nie są złe, nawet pragnienia same w sobie nie są złe – uzależnienie istoty świadomej od przedmiotu pragnienia jest złe. Złe oznacza jedynie tyle, że przeszkadza w szczęściu i osiągnięciu radości i niezależności. Bhagawadgita w tak wspaniałych i boskich (ustami personifikowanego w postaci Kriszny absolutu-brahmana) słowach mówi:

Chwiejny jest umysł, o Waleczny

i niewątpliwie trudno go poskromić.

Ale jednak daje się poskromić (…)

dzięki ćwiczeniu [abhjasie]

i dzięki oderwaniu (od spraw tego świata) [wairagji].  (BhG VI.35)

W ciszę [oświecenie i wyzwolenie] zagłębia się ten tylko,

kto porzuciwszy wszelkie pragnienia,

idzie przez życie

wolny od pożądania, egoizmu i pychy. (BhG II.71)

Jogasutry I.12 jedynie w ściślejszą szatę techniczną ubierają tę naukę: poprzez abhjasę i wairagję następuje powściągnięcie/zatrzymanie/poskromienie (nirodha) aktywności mentalnej, wskutek czego jogin osadza i następnie rozpuszcza swoją świadomość/tożsamość w przestrzeni szczęśliwości i prawdy (Jogasutry I.3)… A sam termin abhjasa utworzony jest na formie czasownikowej ās (आस्) – siedzieć… Siedzieć długo i wytrwale w danej pozycji, i to nie tylko siedzieć fizycznie, lecz także mentalnie – siedzieć w spokoju, wewnętrznej ciszy i refleksji, w powolnym zanurzaniu siebie w przestrzeni błogości i spełnienia.

20160918_101056

I tyle tytułem zachęty do codziennej i regularnej praktyki, abhjasy:  medytacji, jogi w salach ćwiczeń asan, pranajamy (jogicznego oddechu) i studiów nad własnym umysłem i jego aktywnością w postaci różnych mniej lub bardziej przyjemnych scenariuszy i dialogów wewnętrznych. Wairagja, nie-pragnienie lub nie-lgnięcie, jest także praktyką, która przychodzi i udoskonala się wraz z czasem, a jej rezultat okazuje się być bardzo przyjemny i obdarowujący istotę świadomą niezwykle ogromnym pokładem wolności.

 

*Kolokwium (łac. colloquium – rozmowa):  z def. ustny sprawdzian/egzamin wiedzy i umiejętności ucznia.

**Fronesis: termin oznaczający cnotę roztropności, zdolność praktycznego poznania lub rozumowania, umiejętność wglądu w naturę rzeczy, rozumienie, mądrość (zarówno praktyczną, jak i teoretyczną), wiedzę, całość czystej (teoretycznej) filozofii (cyt. za hasłem fronesis w PEF tutaj).

Lewitacja i inne nadnaturalne moce w jodze (proste ćwiczenie)

DSCN1615

Pewnego dnia nadszedł ten moment, że przestałam pytać o zwykłe zagadnienia jogiczne (wyzwolenie, ścieżka, esencja jogi, Iśwara itp.), a postanowiłam dowiedzieć się o jogiczne nadnaturalne zdolności, siddhi, o których w literaturze tematu pisze się wiele. Nawet klasyczny wykład jogi w Jogasutrach Patańdżalego poświęca siddhi niemałą partię swojego wykładu zasad jogi królewskiej (radża jogi), wspominając o lewitacji, jasnowidzeniu, zdolności do przybrania niezwykle małych rozmiarów, do przybrania rozmiarów wielkości kosmosu, do zamiany swego ciała w światło, do materializacji (tworzenia) różnych przedmiotów mocą swej woli, a w końcu do pokonania śmierci…

Bardzo dobry film Yogis of Tibet (tutaj) o ginącej tradycji jogicznej w Tybecie, tak oto definiuje jogina: jogin jest osobą, która latami przebywa w odosobnionym miejscu, by tam praktykować transformujące cielesno-mentalne ćwiczenia, i poprzez te techniki rozwija nadnaturalną kontrolę nad ciałem i umysłem. Tak, to jeden z wymiarów jogina, jeszcze ten związany z materialnością. Nadchodzi moment, że i ponad ten poziom jogin musi się wznieść.

Podobnie w książce Elżbiety Sęczykowskiej Tybet. W drodze do Kumbum pojawiają się treści:

Wszystkie kolejne etapy nabywania umiejętności i wtajemniczenia polegają na koncentracji myśli i odpowiednich ćwiczeniach oddechowych. Dzięki ich opanowaniu można dokonywać doprawdy niezwykłych rzeczy. Znane są opisy tak zwanych biegaczy, mistrzów nadzwyczaj szybkiego poruszania się, pokonujących ogromne odległości jakby w transie, w dziwnym uniesieniu, na skrzydłach lekkości. I mimo włożonego wysiłku nie odczuwają zmęczenia. Biegną bez zatrzymania się, odpoczynku, bez jedzenia, nawet przez kilka dni i nocy. Są nimi zazwyczaj specjalnie wyćwiczeni lamowie, którzy podczas takiego nieprawdopodobnego wysiłku medytują. Bo właśnie medytacja jest kluczem do wejścia w świat wiedzy tajemnej. (…)

Inną umiejętnością, która zdobyła sobie wielką popularność w Tybecie, są ćwiczenia oddechowe, które doprowadzają lamów do unoszenia się w powietrzu w pozycji lotosu. Aby to było możliwe, mnisi musieli całymi miesiącami, nawet latami, ćwiczyć wytrwałość w nauce sposobu oddychania (…).

Oprócz biegaczy (…) istnieją inne, niemniej cenne w życiu codziennym tajemne umiejętności, takie jak na przykład pogłębione zjawisko telepatii. (…) Aby jednak osiągnąć taki efekt, należy całkowicie oczyścić umysł, tak by zapanowała w nim jedynie spokój i cisza.

Razu pewnego na satsangu zapytałam więc swamiego Nirardżan Dewa, nie do końca zresztą będąc pewna powagi postawionego przeze mnie pytania – jak to jest z tymi siddhi? Odpowiedź padła, że są. Dość zwięzła. Kontynuowałam zatem – jak można osiągnąć np. moc lewitacji? Właśnie praktykowaliśmy pewne ćwiczenie z tantry, a pamięć czytanych tekstów tradycji hatha-jogi (i upaniszad jogicznych) podpowiadała mi, że ma ono coś wspólnego z ćwiczeniem lewitacji.

DSCN1619

Swami odparł:

Tak. Siedź w asanie(1), w której siedzisz, zatkaj lewą piętą dwa otwory (rozrodczy i wydalniczy), prawą stopę połóż przy wgłębieniu lewej. Trzymaj kręgosłup bardzo wyprostowany. I praktykuj pranajamę(2) na przemian z medytacją(3) przez minimum półtora godziny. W trakcie coraz bardziej wydłużaj kręgosłup(4). A jeśli chcesz pobudzić energię pierwotną, to musisz co innego robić. I pamiętaj: praktykuj praktykuj praktykuj! Codziennie i wytrwale!

1. Asana: jest to jedna z odmian siddhasany, w której pięta lewej stopy u kobiet zamyka zarazem otwór rozrodczy i wydalniczy, u mężczyzn wydalniczy (tutaj wideo, zwłaszcza 2:39 – 3:04) – chodzi o to, by zamknąć przepływ prany przy muladharze, czyli czakrze podstawy.

2. Pranajama (kilka informacji tutaj i tutaj): u nas była to sekwencja: kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy – kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy (kapalabhati opisana tutaj, a nadi śodhana tutaj), potem zastąpiłam na: bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut – bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut (bhastrika tutaj, udżdżaji tutaj), i:

3. Medytacja trwająca około 30 minut, potem ponowne powtórzenie pranajamy.

4. W trakcie trwania medytacji, gdy kręgosłup trzymany jest w bardzo prostej pozycji, a oddech przepływa świadomie dochodzi do samoczynnego delikatnego wydłużenie kręgosłupa… pojawia się uczucie lekkości, ponoć nie jedynie na planie mentalnym (nie jest ono tylko wyobrażeniem).

W doborze pranajamy chodzi o dobranie sobie właściwej. Tenzin Wangjal Rinpocze w Przebudzaniu świętego ciała – tybetańska joga oddechu i ruchu pisze, że należy słuchać własnego ciała, zwłaszcza kiedy któraś z technik bardzo nam nie odpowiada. Ciało samo wie, czego w danej chwili mu potrzeba, zwłaszcza przy praktyce jogicznego oddechu wsłuchanie się w mądrość ciała jest niezwykle ważna.

DSCN1756

Praktykuj, praktykuj, praktykuj! Codziennie i wytrwale. A wtedy nie jedynie siddhi zaczną się ujawniać! Zresztą prawdziwy jogin nie ujawnia swoich nadnaturalnych zdolności… A w siddhi w gruncie rzeczy nie ma nic niezwykłego, ciało przecież nie jest niczym stałym, to złączenie pięciu elementów (przestrzeń, powietrze, ogień, woda i ziemia), ożywianych przez energię oddechu (pranę). Cóż więc za problem przemieć te pięć grubo-materialnych elementów w ich subtelne (sukszma) postaci, z których się pochodzą? – tak oto swami podsumował lewitację. Pranajama i medytacja są doskonałymi narzędziami wysubtelniania, a klucz stanowi nieprzerwana praktyka (abhjasa).

%d blogerów lubi to: