Ponad 100 sposobów koncentracji z nauk tantry i… indyjski czaj

DSCN2321

Istnieją różne sposoby na koncentrację, mniej lub bardziej zgodne z naukami jogi. Niektóre opierają się na praktyce medytacji, inne na bardziej codziennych sposobach radzenia sobie z mentalnym rozproszeniem, np. arabica czy robusta, yerba mate, zielona herbata (japońska, koreańska, chińska, indyjska, nepalska, Tuaregów itp.). Istnieje także indyjski czaj, czyli słodka herbata z przyprawami z dodatkiem mleka (nie ma co szczędzić procentów), mleko oczywiście może być roślinne (kokosowe, migdałowe itp.). Jeden jogin ze smakiem będzie kosztował czaj, czasem usuwając z niego mleko i przyprawy, inny – bardziej ortodoksyjny – odrzuci, ewentualnie pozostając przy gotowanej herbacie z cukrem i tulsi… A przyprawy wchodzące w skład czaju to:

20160828_154858

Czyli: kardamon, imbir, goździki, anyż, cynamon, gwiazdki anyżu, liście bazylii (jak się domyślam – tulsi [łac. ocimum tenuiflorum]) oraz cukier (lub miód, jeśli nie jest dodawany do wysokiej temperatury herbaty). Można dodać także pieprz, ale musi być to specjalny, niezwykle aromatyczny pieprz z południowoindyjskiej Kerali, np. karimunda lub thevan. A czaj robi się w taki oto sposób:

  • w garnku gotujemy czarną herbatę, najlepiej Assam (jest dość silna), ale Darjeeling też jest wyśmienity (lecz wtenczas otrzymujemy inny napar, delikatniejszy)
  • wrzucamy pokrojony imbir i cukier, gotujemy kilka minut
  • następnie dolewamy mleko
  • na koniec dosypujemy sproszkowane przyprawy (kupne), a jeśli przyprawy ścieramy w moździerzu, to wrzucamy je razem z imbirem do gotującej się wody
  • dobrze jest pogotować wszystko około 10 minut – ja wyznaję zasadę, że im dłużej, tym lepiej, choć oczywiście nie za długo, buddyjska i arystotelesowa droga środka i w kuchni jest wskazana
  • następnie przecedzamy i rozlewamy w mniejsze filiżanki, np. takie do (czasem miętowej) herbaty z Sahary (herbata Tuaregów, czyli attaï n Touareg)

esprit nomade

Przed zasmakowaniem dobrze jest powąchać tak przygotowaną miksturę… Jej zapach jest bowiem niezwykle aromatyczny.

czaj

Jak niedawno byłam uczona w Badrinath: najpierw spoglądamy na czaj, jego kolor i konsystencję, następnie wąchamy, czy aromat przypraw i herbaty właściwie się uwolnił, następnie w ustach smakujemy, czy czegoś nie brakuje, by w końcu powoli pić… W towarzystwie oczywiście najlepiej! Epiktet przypomina jednak, że człowiek nawet w pustym pokoju nigdy sam nie jest… (Diatryby)!

Istnieją jednak także mniej zewnętrzne sposoby wprowadzania umysłu (w jodze zwanego manasem) w stan koncentracji, czyli dharany (धरण). Tantra zwana Widżniana-Bhairawa (विज्ञानभैरवतन्त्र) podaje ich… ponad 100: począwszy od naturalnych, jak koncentracja na płomieniu świecy czy wizualizacja pustki we wnętrzu własnego ciała, po coraz bardziej wyszukane wewnętrzne wizualizacje, aż po sposoby wymagające inicjacji w daną tradycję tantryczną oraz pomocy guru. Zasiadłszy zatem w przyjemnej i stałej pozycji, skupiwszy się na oddechu, gdy myśli przestaną być już tak natarczywe, a w każdym razie uwaga nie podąża za nimi już tak kurczowo, można koncentrować uwagę na:

  • zewnętrznych elementach otoczenia lub na wybranej części własnego ciała
  • wybranym obiekcie świadomości, który jest wewnętrznie wizualizowany lub myślany (bez wizualizacji)
  • dwunastu zmysłach (tutaj trzeba by wejść w dość złożoną psychologię jogi, bo bynajmniej nie chodzi tutaj o 5 zmysłów i jakieś domniemany zdolności nadnaturalne), pierwszych 10 zmysłów można pominąć, wystarczy wspomnieć o dwóch: umyśle (manasie) i poczuciu indywidualnego ja (ahankarze), które można obejmować koncentracją uwagi
  • kosmicznej anihilacji wszechświata, czy też – jednostkowej znikomości
  • wizualizacji pustki wszystkiego, włącznie z własnym ciałem i umysłem (nie chodzi tutaj o to, jakoby joga zakładała pustkę rzeczywistości! – wizualizacja pustki to jedynie technika, nie aksjomat!) – w ten sposób umysł (gonitwa myśli) się rozpuszcza
  • utkwieniu wzroku na opustoszałej przestrzeni, np. góry, skały czy rzeki
  • utkwieniu wzroku na niebie
  • zatopieniu uwagi w ciemności nocy
  • rozmyślaniu nad wszechświatem jako postacią świadomości
  • szczęściu i błogości, które pojawiają się w trakcie medytacji

Oraz bardziej zaawansowane dharany na:

  • zjednoczeniu się dwóch głównych oddechów ciele: apany i prany, w ten sposób jogin doznaje uspokojenia, ujednolicenia (samatwy) świadomości (widżniany)
  • błogim stanie przejściowym między jawą a wejściem w stan snu, gdy świat zewnętrzny i aktywność umysłu blednie (pranaszte)
  • świetle (tedżasie) słońca czy świeczki/lampki, przenosząc następnie tę jasność w swoje wnętrze
  • ciemniej stronie boskości, na tytułowym Bhairawie (przydomek Śiwy, gdy przybiera on niszczycielską formę)…

DSCN1762 (2)

Amrita, czyli nieśmiertelność

linga

Może nie jest to temat ściśle jogiczny, a może właśnie dokładnie takim jest! Niedawno czytając świetne opracowanie profesora Patricka Olivelle’a pt. The Āśrama System. The History and Hermeneutics of a Religious Institution dotyczące czterech stadiów (aśramów) życia ortodoksyjnego hindusa, trafiłam na wyjaśnienie, dlaczego bogowie (dewowie) są bogami, a asurowie (istoty, powiedzmy, demoniczne) asurami. Mitologia indyjska nie wyznaje podziału świata na pierwiastek absolutnego dobra oraz pierwiastek absolutnego zła, nie ma tutaj także pojęcia grzechu, winy i pokuty (karman nie jest karą). Dewowie mogą zachowywać się niegodnie, a pośród asurów jest kilka dobrych istot. O co więc chodzi? Oczywiście o amritę!

Hindusi

Teatr indyjskiego świata jest bowiem bezustannym pasowaniem się sił porządku i świętości (dharmy) z siłami nieporządku i niesprawiedliwości (adharmy), a trofeum jest zdobycie amrity, nektaru nieśmiertelności. W tym nieprzerwanym sporze amrita błyszczy swoją czystością, już już prawie trafiając w asurowe ręce, lecz w krucjalnym momencie wracając do bogów. Zarówno bogowie, jak i asurowie, zostali stworzeni przez Pradżapatiego (Pana Stworzeń) w pierwotnym rytuale ofiarnym, jadżni. Lecz to bogowie jako pierwsi zdobyli świętą wiedzę (wedę) na temat właściwego sposobu odprawiania ofiary wedyjskiej, a przez to osiągnęli niebiosa i nieśmiertelność, a dokładniej – samą jej istotę, amritę. A gdyby tak te dwie siły przenieść do wnętrza istoty świadomej i umieścić je w samym sercu człowieka idealnego, czego by o nim nie mówić, to określanego w filozoficznej literaturze Indii joginem?

Varanasi5

Poruszenia mentalne (writti) są bowiem dwojakie: czyste i nieczyste, to znaczy – wiążące w świecie przemijalnym i uwalniającego istotę świadomą od łańcucha kołowrotu wcieleń… A nagrodą sama nieśmiertelność, chociaż oczywiście nie ta cielesna! To moksza, czyli wyzwolenie.

Umysł w stanie wedyjskiego Śiwy…

dmuchawiec

Joga pojawiła się w Indiach jakby nagle, ok. VII wieku przed naszą erą. W każdym razie pierwsze pisane świadectwa w eksplicytny sposób wzmiankujące o tej przedziwnej praktyce ascetyczno-medytacyjnej jako drodze do absolutnego wyzwolenia (a nie jedynie ku boskim niebiosom) mniej więcej w tym okresie zaczynają się ujawniać. Upaniszady wtenczas powstające jako specjalistyczne nauki o świecie, istocie człowieka, wyzwoleniu i jodze, przekazywane z ust zrealizowanego jogina-mistrza ku swoim uczniom, stały się podstawą indyjskich poszukiwań jogicznego spełnienia, samadhi, czyli urzeczywistnienia natury człowieka, istniejącej poza czasem i przestrzenią, poza cierpieniem i śmiercią, a nawet poza ciałem (słynne jogiczne siddhi, czyli moce magiczne). Lecz Upaniszady to nie wszystko, jeśli chodzi o starożytne źródła jogi…

Przed nimi pojawiła się w Indiach przewspaniała nauka ofiarna, religijna, oczyszczająca, warunek sine qua non indyjskiej mentalności i tożsamości. Cztery Wedy, czyli objawiona świętym mędrcom znajdującym się w stanie medytacyjnego wchłonięcia Wiedza Najwyższa, nie wspomina o jodze, nie wymienia imienia Wielkiego Mistrza-Guru, Śiwy. Owszem, pojawia się tam bóstwo, bardzo ważne, ale jednak nie pierwszoplanowe, zwane imieniem Rudry, które potem stanie się Śiwą, pojawia się nauka o ludzie magicznych ascetów wratjów, żyjących na obrzeżach wedyjskiej społeczności, praktykujących tajemne techniki oddychania, mających swoje własne rytuały, pojawia się nauka o pewnych ascetach niczym w transie pogrążonych, o rozwianych włosach, których rumakiem jest wiatr… Lecz jogi nie ma.

Jednak pewien ślad, pewna piękna i niezwykle dobroczynnie wpływająca na uspokojenie umysłu formuła pojawia się w Białej Jadżurwedzie, czyli Wiedzy o jadżus – świętych formułach liturgii wedyjskiej. A ów przepiękny fragment brzmi:

Vajasaneyi Yajurveda 34.6

Niech mój umysł będzie w stanie spokojnej, łagodnej i dobroczynnej (tak bowiem rozbudowane jest znaczenie przymiotnika “śiwa”) sankalpy (myśli, intencji, woli, chęci, koncepcji, fantazji, emocji…).

tan-me manah śiwa-sankalpam-astu!

Czy nie jest to piękna intencja, którą można podtrzymywać bezustannie w umyśle, a rozwijać w medytacji?

Gajatri mantra – formuła doskonałości duchowej

Gayatri

Jak czytamy w Wikipedii, i to całkiem słusznie: “Mantra (dewanagari मन्त्र; od rdzenia man- myśleć, z przyrostkiem -tra wznieść lub ochraniać) – w buddyzmie, hinduizmie i ezoteryce formuła, werset lub sylaba, która jest elementem praktyki duchowej. Jej powtarzanie ma pomóc w opanowaniu umysłu, zaktywizowaniu określonej energii, uspokojeniu, oczyszczeniu go ze splamień. Szczególnie istotną sprawą jest bezpośredni przekaz z ust wykwalifikowanego nauczyciela (guru), gdyż tylko wtedy mantra uzyskuje właściwą moc.” (tu). Właściwie dobrana mantra jest bowiem darem od mistrza-guru, on to bowiem ma zdolność właściwego wyczucia stanu mentalno-emocjonalnego ucznia, początkującego jogina, i dobrania odpowiedniej formuły, by ta jak najskuteczniej pomogła w praktyce dyscyplinowania niesfornego umysłu. Ilość mantr jest właściwie nieograniczona, jednak jedna mantra, takie nawet zaklęcie, jest najsłynniejsza, najświętsza i najdoskonalsza, a jej rodowód sięga do samych początków cywilizacji wedyjskiej, czyli do samej Rigwedy, najstarszej spośród czterech Wed, świętych objawionych pism hinduizmu. W Rigwedzie III.62.10 pojawia się piękna Gajatri Mantra, czyli formuła-prośba o oświecającą moc boga Sawitara, boga Słońca i blasku poznania (na górnym obrazku zapisana w dewanagari):

Gayatri2

Poza pierwszym wersem, który stanowi magiczną formułę, wyznaczającą absolutną moc mantry (jej panowanie we wszystkich trzech światach, trzech czasach, trzech stanach świadomości…), w tłumaczeniu na język polski możemy przełożyć ją na przykład tak:

Om bhur bhuwah swah, obyśmy otrzymali  najcudowniejsze światło (blask) tego boskiego Sawitara; niech on naszą myśl (umysł) pobudza!

Mantra ta od tysięcy lat powtarzana jest codziennie podczas rytuałów, zwłaszcza tych, które rozpoczynają dzień. Ma ona na celu pobudzić umysł i uzyskać boską łaskę oświecenia, poznania i mądrości, które kierują myśl ku właściwym celom i czynom. Gajatri to nazwa metrum, w jakim zapisano tę mantrę. Uważa się, że została ona objawiona przewspaniałemu Wiśwamitrze, kapłanowi bogów.

Sawitar jako bóstwo słoneczne, odpędzające mroki i niebezpieczeństwa nocy, strzeże ludzi przed mrokami niewiedzy i różnymi niebezpiecznymi istotami. Udziela on bowiem swojego blasku i mocy panowania nad niebezpieczeństwami, także tymi w formie destrukcyjnych myśli i emocji, tzw. truciznami mentalnymi: gniew, zawiść, rozpacz, lenistwo, głupota, duma…

Wewnętrzna świątynia

kwiat

Od pewnego czasu, a ostatnimi miesiącami intensywniej, zastanawiam się, czym w swej istocie jest joga. Oczywiście za punkt wyjścia (i powrotu) biorę klasyczną definicję jogi jako zatrzymanie poruszeń mentalnych, czyli zatrzymani aktywności mentalnej, które w naturalny sposób pozwoli przejawić się subtelniejszym poziomom świadomości i głębszemu, szczęśliwszemu doświadczaniu rzeczywistości, a ostatecznie zaprowadzi do wyzwolenia (samadhi). Odkładając na bok rozważania o tym, czym jest to samadhi – trudno je zrozumieć z poziomu codziennego doświadczenia, na pewno nie jest ono zanikiem człowieka/duszy i rozpłynięciem się w jakimś bliżej nieokreślonym amalgamacie zwanym pustką, bogiem czy bóstwem. To wszystko są nazbyt rychłe stereotypy, który przylgnęły do jogi i jej celu.

Joga to nie technika panowania nad ciałem, oddechem i umysłem. Nad ciałem i oddechem, co prawda, zapanować można, ale gdy tylko chcemy wziąć w ryzy umysł, to on zaczyna się mocno buntować. Owszem, joga to umysł, który zagłębia się w coraz do głębsze swoje poziomy, by w lepszy, bardziej etyczny, szczęśliwy i spełniony sposób doświadczać świata. To budowanie harmonii wewnętrznej, ale także zewnętrznej z otoczeniem – to stawianie się lepszym, bardziej życzliwym, otwartym, pomocnym, współczującym, mniej oceniającym i krytykującym.

Joga to sztuka życia szczęśliwego i dobrego, jednak… jak to rozumieć, by nie popaść w pusty frazes? To sztuka naturalnego odczuwania, przebywania w świecie, bez stresu, gonitwy, pospiechu, to sztuka doświadczania tu-i-teraz w jego pełnym wymiarze i cudowne odnajdywanie siebie w tym głębszym wymiarze doświadczania.

Czy joga ma coś wspólnego z religią i Bogiem? Religia w swoim duchowym wymiarze jest ponownym złączeniem ze sferą ponad-codzienną, ponad-ziemską, ze sferą, która wykracza poza śmierć i przemijanie-cierpienie. A Bóg? – w jodze nie ma Stwórcy, nie ma modłów, nie ma rytuałów, nie ma świątyń. A dokładniej jest jedna jedyna świątynia – serce człowieka, w którym spoczywa dobro, nieskończoność, wieczność, prawda, piękno…

Dżniana, czyli kilka słów o wiedzy jogicznej

Joga to nie tylko praktyka, to także pokaźna i pełna energii wiedza, dźniania. Jogin jest osobą, która poświęca ogromną część swojego życia na zaawansowane praktyki cielesno-oddechowe, ale także zdobywa i pogłębia wiedzę na temat funkcjonowania wszechświata, umysłu, ciała, oddechu jako połączenia między ciałem a umysłem, na temat wyższych poziomów świadomości (wychodzących poza świadomość-ja – ahankara lub asmita), tzw. ciała subtelnego (sukszma-śarira) i subtelnych kanałów energii (nadi). Jogin to osoba, która używając jogi, stara się wyjść poza własny umysł i jego cielesne uwarunkowania. W tym celu zdobywa wiedzę z bardzo ważnych dzieł jogicznej literatury Indii, a wśród nich: Upaniszady, Bhagawadgita, Jogasutry, Hathajoga-pradipika, moja ulubiona Mokszadharma (prawdopodobnie najdłuższy wykład o jodze, w którym nie znajdziemy pouczeń o asanach ani o poszczególnych stopniach jogi, ale rozczytamy się w mentalno-emocjonalnym aspekcie praktyki jogicznej).

Lecz ta wiedza, dżniana, nie jest jedynie znajomością ważnych jogicznych tekstów, stworzonych przez indyjską umysłowość i jogiczną praktykę. Jest to także wiedza czy też przekaz przechodzący z umysłu guru do umysłu (i serca) ucznia. To jednak także za mało.

Dżniana to także świadomość, ale nie taka zwykła świadomość, którą mamy na co dzień, związana z pracą pięciu zmysłów i “ja”. Dżniana to tak zwana świadomość wyzwalająca, czyli ta która obudzona i wzmożona, wykształcona, mocą i wysiłkiem jogicznym, pozwala na właściwą identyfikację jogina. To bowiem dżniana odpowiada za wyzwolenie, którego dokonuje jogin w momencie, gdy uświadamia sobie swoją rzeczywistą tożsamość, wolną od codziennej, pełnej mentalnych i emocjonalnych fluktuacji aktywności umysłu. W momencie wyzwolenia dokonywanym mocą dżniany jogin przestaje utożsamiać się z ahankarą/asmitą a identyfikuje się z atmanem, czystą świadomością, wolną od wszelkiej skazy, cierpienia, przemijania, czystą błogością, poznaniem, dobrocią i radością, będącą także świadomością-źródłem dla każdej innej świadomości codziennie doświadczanej przez człowieka. Jednak taka świadomość i ten aspekt jogi jest już wyższą szkołą jazdy i wymaga poznania i zgłębienia filozofii indyjskiej, joga to przecież jeden z sześciu klasycznych systemów myśli indyjskiej, wpisanych w tradycję wedyjską… Oto powód, dla którego jogin studiuje święte i pełne filozoficznej (metafizycznej można nawet tak powiedzieć) wiedzy teksty indyjskie. To dzięki dżnianie jogin z buddhjamany (z będącego w procesie przebudzania czy też nabywającego świadomość) staje się buddhą, czyli o przebudzonej świadomości (buddha jest terminem nie tylko buddyjskim…)

To dzięki nim i dzięki interpretacji zasłyszanej od swojego guru jogin zaczyna rozumieć, co dzieje się w nim samym, a zarazem do czego i w jaki sposób dąży. Co prawda, w tych tekstach niewiele możemy znaleźć dokładnych opisów atmana czy też samadhi albo wyzwolenia (moksza, kaiwalja), to subtelny a zarazem drogocenny przekaz jogiczny o silnie etycznym walorze, można odnaleźć, a potem w życie wcielać. Joga to bowiem sztuka życia, dobrego, szczęśliwego i wartościowego, gdzie holistyczne dbanie o siebie połączone z silną samodyscypliną staje się sensem życia.

W Mokszadharmie czytamy, że joga to siła (wysiłek), a sankhja (teoretyczna wykładnia jogi) to dżniana – wspólnie obie prowadzą do wyzwolenia. W Joga-tattwa Upaniszadzie znajduje się pouczenie, według którego jogin nie może osiągnąć samadhi bez dżniany, a znawcza czy też posiadacz dżniany nie może dokonać aktu wyzwolenia bez jogi. Obie są niezbędne, by znaleźć się w stanie stałego i nieuwarunkowanego samadhi

W jodze nie tylko sama joga – starożytny system samo-dyscypliny cielesno-oddecho-mentalnej, jest ważna, ale także zgłębianie wiedzy, i to nie byle jakiej wiedzy, bo wiedzy w najwyższym stopniu, jakby to Arystoteles powiedział – wiedzy o zasadach boskich, o niezmiennych, warunkujących świat i nadających mu taki a nie inny wygląd prawidłach. W Indiach, podobnie jak i w starożytnej Grecji, ta boska wiedza obejmuje zarówno pytania o wszechświat, o człowieka, a w szczególności jego boską cząstkę, czyli umysł, a także tę sferę, która przekracza zwyczajne doświadczenie zmysłowe, tak zwaną sferę ekstra-zmysłową (ponadzmysłową), bo dostępną jedynie w oglądzie wewnętrznym – intelektualnym, intuicyjnym, głęboko medytacyjnym… Taka wiedza, w sanskrycie zwana dżniana lub widja, niesie w sobie jeszcze jeden walor – ma status wiedzy/świadomości wyzwalającej z przemijalnego, podległego śmierci i cierpieniu świata ku… wyższej, najsubtelniejszej sferze doświadczenia. Jakiej? – znakomita badaczka myśli indyjskiej prof. Madeleine Biardeau tak oto powiedziała: by zrozumieć etapy mentalne, poprzez jakie w czasie swej wytężonej praktyki przechodzi jogin, trzeba stać się joginem i poddać się tej praktyce. Inaczej będzie to tylko opisem słownym, za którym nie idzie rzeczywista treść i doświadczenie rzeczywistości (tak zewnętrznej, jak i wewnętrznej).

Wszystkie jogiczne ćwiczenia cielesno-oddechowo mają bowiem tylko jeden cel, nie jest nim gibkość czy też tężyzna fizyczna, właściwe dotlenienie mózgu, w jodze nie chodzi o ciało, lecz o czystość umysłu

Dlaczego oddech (jogiczny) czasem nie działa, czyli o początkowych trudnościach w pranajamie

5

Często w praktyce pranajamy napotykamy na różne trudności, które zniechęcają do kontynuacji. I nie ma w tym nic dziwnego, tym bardziej nie ma potrzeby poddawać się chwilowym wątpliwościom i niechęciom. Kilka głównych trudności można przedstawić mniej więcej tak:

Pierwsza trudność: nie chce mi się albo jutro, bo dziś nie mam czasu, jestem nazbyt zmęczona/y. I to jest chyba jedyna trudność, bo na niej zasadzają się inne, a gdy ona jest opanowana, to inne nie powstają. Owszem, możemy na początku nie potrafić właściwie oddychać (trudność druga), możemy nie wiedzieć, po co, dlaczego, co i jak (trudność trzecia), ale pierwszy problemat (nie używam słowa problem*) wymaga praktyki, a drugi wiedzy, którą można nabyć z dobrych książek, filmików instruktażowych, warsztatów itp. Wszystko bowiem zasadza się na woli, silnej dobrej woli bycia nieugiętym joginem Open-mouthed smile W bardzo ważnym dziele jogicznym zwanym Nauką o wyzwoleniu (Moksza-dharma मोक्षधर्म), joga zwana jest siłą (bala बल), a teoretyczna podstawa jogi, czyli sankhja, to wiedza/mądrość/świadomość (dżniana ज्ञान), która prowadzi do wyzwolenia (moksza मोक्ष). I jedna, i druga pochodzi ma swoje źródło w joginie, który uparcie, walcząc niekiedy sam ze sobą kontynuuje swój jogiczny ślub codziennej systematycznej praktyki, tak oddechowej, jak cielesnej i etycznej. Dobry jogin to taki jogin, który kieruje takimi zasadami:

  • abhjasa: ćwiczenia oddechowo-cielesne
  • ahinsa: zakaz krzywdzenia żadnej istoty
  • karuna: współczucie
  • maitri: życzliwości i przyjaźń

Jogin nie jest bowiem osobą, która tylko ćwiczy skomplikowane i wymagające pozycje cielesne, umie wykonywać różne sztuczki, np. trzymać słonia na swej klatce piersiowej czy lewitować (legendarne jogiczne siddhi), ale prawdziwy jogin jest silnie etyczną osobą.

12

Trudność druga: nie potrafię oddychać jogicznie i nie wychodzi mi. Jak każda inna nauka i zdolność pranajama wymaga praktyki i systematyczności. W momencie, gdy wybierzemy sobie odpowiednią technikę, dobierzemy długość oddechu i systematycznie będziemy ją wykonywać, to w końcu zdobędziemy upragnioną biegłość. Tutaj do dyspozycji mamy prostą technikę oraz bardziej zaawansowane, jak np. bhastrika pranajama. Oczywiście można je połączyć i wykonywać:

  • zwykłą sekwencję 1:4:2:1 (oddech-zatrzymanie oddechu-wydech-zatrzymanie) 15 razy (pod te 1:4:2:1 podstawiamy ilość sekund, na początek najlepiej zacząć od 4 lub 5 sekund, i mamy odpowiednio: 4:16:8:4 lub 5:20:10:5, czyli dla 4 sekund: 4 sekundy wdech – 20 sekund wstrzymanie oddechu – 8 sekund wydech – 4 sekund wstrzymanie)
  • potem bhakstrikę 10 razy z zatrzymaniem oddechu po tych 10 razach (ile czasu damy radę swobodnie wytrzymać oddech)
  • a na zakończenie znów zwykłą sekwencją 1:4:2:1 15 razy.

Trudność trzecia: brak właściwej wiedzy, bo często pranajama, jak i joga, wydaje się być jakąś tajemną i mistyczną mocą czy tez praktyką, której rezultatem jest kontakt z jakimiś ponadludzkimi światami (krążą nawet plotki, że joga to forma okultyzmu i nakłaniania do złego). Nic bardziej mylnego. Skąd więc czerpać dobrą wiedzę, jeśli nie mamy przy sobie dobrego guru, czyli mistrza duchowego (ważne, by nie mylić guru z szarlatanem!)? Indie stworzyły wiele drogocennych i pełnych cennej wiedzy dzieł o jodze, wiele z nich zostało przetłumaczone na języki zachodnie (Jogasutry, Bhagawadgita, HathaJogaPradipika, Upaniszady, Mokszadharma itp.). Warto więc w nie zaglądnąć, zanim zdecydujemy się na bardziej pogłębione praktyki.

Trudność czwarta: oddech: jak mam oddychać, by dobrze oddychać jogicznie? – oto jest pytanie. Wdech i wydech w pranajamie nie polega na tym, że w nieskontrolowany sposób nabieramy i wypuszczamy oddech: najpierw łapczywie go nabierając, a potem niczym wodospad wyrzucając z siebie. Dobrze jest nauczyć się pewnej dość prostej techniki oddechu zwanej udżdżaji, czyli lekkie zwężenie głośni, dzięki temu możemy swobodnie i powoli nabierać i wypuszczać oddech, delikatnie kontrolując jego przebieg. W udżdżaji chodzi dokładnie i jedynie o to, by nieznacznie zacisnąć krtań przy wdechu i wydechu i w takiej pozycji nabierać i wypuszczać powietrze.

Trudność piąta: nie mam czasu. Jak w każdym innym przypadku, tak i w tym “nie mam czasu” oznacza, nie chce mi się, a dokładniej – nie wiem, jak to dobrze zorganizować i nie wiem, czy jest potrzeba tej organizacji (trudność pierwsza). Czas jest zawsze. Rano chwila i wieczorem chwila, to minimum, a rezultaty przyjdą szybko. Nie będą nimi co prawda jogiczne moce czy zdolność lewitowania i czytania w myślach (takimi mocami dobry jogin ma zakaz chwalenia się!), ale:

  • zdolność koncentracji wzrośnie
  • drogi oddechowe będą bardziej drożne
  • mózg bardziej dotleniony
  • siła woli bardziej pod naszą kontrolą
  • stan błogości powoli zacznie wchodzi w nasze życie (i umysł).

Trudność ostatnia, choć już nie tak oczywista: joga, a w tym także pranajama, nie jest jedynie kilkuminutową praktyką, po wykonaniu której po prostu wracamy do codziennych czynności. Joga to całościowa sztuka i sposób życia, która opiera się na kilku bardzo ważnych zaleceniach etycznych, a pośród nich na czystości (śaucza). Czystość jogiczna obejmuje nie tylko dbanie o czystość i gibkość ciała, ale także o etyczną i mentalną czystość myśli oraz intencji… To specyficzny sposób odżywiania się (słynna indyjska ajurweda**) oraz dbania o własne ciało (redukcja alkoholu, używek, papierosów itp.). Kilkunastominutowa praktyka fizyczno-oddechowa nie przyniesie żadnych rezultatów, jeśli nie zadbamy o siebie holistycznie, pod tą opieką rozumiejąc także etyczny aspekt naszej osobowości, czyli czystość intencji i zachowania.

*Problemat tym różni się od problemu, że ten pierwszy jest jest niczym negatywnym, a potrzebuje jedynie głębszej refleksji i zadumy nad zaistniałą sytuacją, by wydobyć z niej i znaleźć nowe rozwiązania, w nowy sposób ją rozumieć i reagować na nią, a problem to… cóż, każdy wie, nic przyjemnego, czego raczej się unika niż pożąda. Wszystko jest kwestią interpretacji: to, co jeden uznaje za problem, dla drugiego jest problematem, i odwrotnie…

** Kilka dobrych książek o ajurwedzie: Partap Chauhan Ajurweda. Jak dbać o siebie i być zdrowym; Agnieszka i Maciek Wielobób Ajurweda w praktyce. Jak współcześnie stosować starożytną sztukę leczenia; Deepak Chopra Ajurweda. Tajemnice medycyny holistycznej; Morningstar Amadea i Desai Urmila Ajurwedyjska książka kucharska.

Bhastrika pranajama

canyon

Pranajama miechu, czyli bhastrika pranajama, jest jedną z najpopularniejszych pranajam (czym jest pranajama tutaj i tutaj). Polega ona na bardzo silnym wdechu i wydechu poprzez oba nozdrza. W ten sposób płuca napełniają się powietrzem do maximum, a temperatura ciała rośnie bardzo szybko (jest to zatem pranajama bardzo użyteczna w zimie Uśmiech ). Wprawny jogin odpowie, że wskutek takiego tapasu (nagrzania) niczym w piecu spala się z trzewiach nadmiar złej energii…

Jednak prostota bhastriki nie oznacza, że jest to zwykła pranajama, wprost przeciwnie. Niektórzy nazywają ją bardzo prostą, początkową pranajamą, inni pod żadnym pozorem nie uczą jej na początku… Wszystko zależy od intensywności, z jaką ciało jest zaangażowane w jej praktykę. Mnie mój nauczyciel w aśramie w Haridwarze (co nieco impresji tutaj) bhastriki uczył mnie stopniowo:

DSCN1601

Z uwagi na to, że do hiperwentylacji mózgu dochodzi bardzo szybko, to jeśli pojawiają się zawroty głowy lub inne niedogodności (np. mroczki), trzeba od razu zrobić przerwę! Zresztą gdy zaczynamy bhastrika pranajamę, to wybieramy bardzo krótką ilość powtórzeń (10-15) i stopniowo zwiększamy powtórzenia, w miarę jak organizm się przyzwyczaja.

Nazwa bhastrika oznacza “miech”, czyli narzędzie do tłoczenia powietrza np. w piecu kowala, i odnosi się do silnego dźwięku, który pojawia się w trakcie jej wykonywania. Ranjit Sen Gupta (Joga oddechu. Pranajama, 2004: 121) tak oto opisuje tę technikę oddechu:

Dynamiczna metoda bhastriki pobudza wydolność układów fizjologicznych (naczyniowego, nerwowego oraz krwiobieg) dzięki zwiększonej ilości pobieranego tlenu. Tak więc również mózg pobudzony jest do działania na wyższym poziomie świadomości. Zdecydowanie uaktywnia się energia praniczna.

Jest to intensywna i szybko przynosząca korzystne skutki pranajama, zwłaszcza w problemach z zatokami i niedotlenieniem mózgu. Dobrze jest, jeśli przed rozpoczęciem jej praktykowania, opanujemy kapalabhati (niezwykle silny wydech) i udźdźaji pranajamę (kontrolę przepływu powietrza przez zwężenie krtani, co powoduje wydobycie się delikatnego dźwięku „ha” na poziomie gardła).

Wykonywanie:

  • w pozycji padmasany lub sukhasany (zwykły siad ze skrzyżowanymi nogami), plecy wyprostowane, ręce na kolanach z dłońmi skierowanymi ku górze, usta zamknięte – kilka chwil siedzimy w relaksie, powoli koncentrując uwagę na oddechu
  • dłonie wierzchem kładziemy na kolanach, delikatnie je zaciskając
  • energiczny i długi wdech przez oba nozdrza
  • jeszcze bardziej energiczny, długi wydech przez oba nozdrza
  • 5-10 powtórzeń energicznych wdechów i wydechów
  • wstrzymanie oddechu (kumbhaka) po ostatnim wydechu w danej serii – kumbhaka trwa tak długo, jak jest to dla jogina możliwe
  • odpoczynek na zwykłym oddechu przy wyprostowanych plecach po serii 5–10 powtórzeń
  • 5-10 powtórzeń w 3 seriach
  • pranajamę oczywiście najlepiej jest wykonywać o poranku, przed wschodem słońca, gdy energie świata są odnowione, równie dobroczynne energie pojawiają się o zachodzie słońca i nocą – najważniejsze w wyborze pory do praktyki jest ten czas, gdy w przyrodzie panuje spokój, a jedna pora przechodzi w drugą

DSCN1759

I na koniec piękne słowa o joginie z Bhagawadgity VI.10-14 i 35 (Joanna Sachse, Bhagawadgita, czyli Pieśn Pana, 1988: 71-72):

Jogin trwać winien stale w medytacji, przebywając, samotny, w odosobnieniu, panując nad swym ciałem i myślą, wolny od pragnień i (chęci posiadania) majątku.

W schludnym miejscu winien obrać swą stałą siedzibę […] Tam, skupiwszy umysł w jednym (przedmiocie), zapanowawszy nad czynnościami zmysłów i nad myślą, niech zajmie swe miejsce i pogrąża się w medytacji dla oczyszczenia samego siebie.

Trzymając plecy, szyję i głowę nieruchomo i w jednej linii, patrząc na czubek nosa, nie rozglądając się na boki, wewnętrznie cichy, wolny od lęku, wierny ślubom czystości, panujący nad swym umysłem […].

Powściągnięcie oddechu, czyli pranajama (klasyczna definicja z Jogasutr)

20170829_164107

Jogasutry (tutaj nowe polskie wydanie w prześwietnym tłumaczeniu śp. jogina i sanskrytologa Leona Cyborana), powstałe ok. II w. n.e., podają bardzo techniczne definicje pranajamy, uznając ją za wrota ku medytacji. Termin pranajama (prāṇāyāma, प्राणायाम) zawiera w sobie dwa człony: prana oraz ajama (w niektórych wyjaśnieniach tego terminu jako drugi człon błędnie pojawia się “jama”, ale złączenie prāṇa + yāma dałoby prāṇayāma, a nie prāṇāyāma):

  • prana (prāṇa, प्राण): wieloznaczne pojęcie pochodzące z ontologii indyjskiej – oznacza: 1. oddech, oddychanie i życie, 2. energię, siłę, dynamizm; jest to ta moc, która odpowiada we wszechświecie za wszelki ruch (morza, wiatru, gwiazd…): ruch życia (witalność, żywotność, rozmnażanie, odżywianie, trawienie, układ krążenia), ruch mentalno-emocjonalny (aktywność umysłu), a także wszelkie siły fizyczne (ruch przestrzenny); w istocie świadomej prana przejawia się na poziomie materialnym jako oddech, a na poziomie subtelnym jako aktywność mentalno-emocjonalna, która zgodne z literaturą hatha jogi przebiega przez tzw. subtelny system kanałów (sukszma nadi);
  • ajama (āyāma, आयाम): powściągniecie, opanowanie, kontrola i zatrzymanie; a także: rozprzestrzenienie, rozciągnięcie i rozszerzenie (uspokojenie, wyciszenie).

Pranajama jest więc zarazem powściągnięciem, czyli spowalnianiem oddechu,  oraz rozszerzaniem, czyli uspokajaniem umysłu poprzez oddech. Co ciekawe, to właśnie zatrzym(yw)anie oddechu – kumbhaka (कुम्भक) jest w pranajamie najważniejsze, a wydłużanie kumbhaki jest głównym zadaniem jogina powściągającego oddech. Ze względu na to, że oddech jest nierozerwalnie związany z umysłem, to kontrola procesu oddychania jest zarazem powściągnięcie aktywności mentalno-emocjonalnej.

Gdy kumbhaka jest realizowana, bardziej zaawansowane stopnie jogi są dostępne dla praktykującego: koncentracja (dharana,  धारणा) i medytacja (dhjana, ध्यान).

foxy

W swoim bardzo ciekawym i merytorycznym opracowaniu pranajamy (w formie pdf dostępnym darmowo tutaj) Maciek Wielobób tak określa pranajamę:

pranajama nie jest w swojej istocie ćwiczeniem oddechowym, lecz ćwiczeniem medytacyjnym. To miał na myśli Adi Śankara, podkreślając w Aparokśanubhuti, że manipulacja palcami przy nosie to pranajama dla głupich.

Przyjrzyjmy się zatem dokładnej treści Jogasutr:

Js. I.34 प्रच्छर्दनविधारणाभ्यं वा प्राणस्य

praććhardana-widharanabhjam wa pranasja

Również przez wydychanie lub powściągnięcie prany [oczyszcza się lub ucisza świadomość].

Począwszy od I.29 Jogasutry ukazują środki zaradcze przeciwko czynnikom rozproszenia  (wikszepa) umysłu-świadomości (ćitta), czyli przeszkodom (antaraja) w osiągnięciu oświecenia – absolutnego skupienia (samadhi). Te czynniki to: choroba, otępienie, niezdecydowanie (samśaja), nieskupianie się (pramada), brak energii (alasja), niepowściągliwość (awirati), błędne poznanie (bhranti-darśana), nieosiągnięcie stopnia, nieumocnienie się (Js. I.30). Jako symptomy (sahabhu) czynników rozproszenia pojawiają się (Js. I.31): cierpienie, złe samopoczucie, drżenie ciała, wdech (śwasa) i wydech (praśwasa)! Świadomość oczyszcza się poprzez (Js. I.33):

  • pielęgnowanie uczucia życzliwości (maitri)
  • współczucia (karuna)
  • zadowolenia (mudita)
  • i tolerancji (upeksza)

Wtenczas umysł-świadomość staje się czysty i uciszony, uwaga jest jednolita o bardzo wysokim stopniu stałości (czyli koncentracji). Także poprzez wydychanie powietrza pochodzącego z brzucha przy pomocy odpowiedniej praktyki pranajamy oraz wstrzymanie oddechu jogin osiąga stałość umysłu.

Js. II.49 तस्मिन्सति श्वासप्रश्वासयोर्गतिविच्छेदः प्राणायामः

tasmin sati śwasa-praśwasajor gati-viććhedah pranajamah

Gdy asana została opanowana, wtedy stosuje się przerywanie [wiććheda] wdechu [śwasa] i wydechu [praśwasa], czyli powściągnięcie prany.

W tym momencie pojawia się definicja pranajamy znajdując się w stabilnej postawie, (za)hamowanie śwasy, czyli wdechu (wchłaniania zewnętrznego wiatru),  oraz praśwasy, czyli wydechu (wypuszczania wewnętrznego, brzusznego [kausthja] wiatru).

Js. II.50 बाह्याभ्यन्तरस्तम्भवृत्तिर्देशकालसंख्याभिः परिदृष्टो दीर्घसूक्ष्मः

bahja-abhjantara-stambha-writtir deśa-kala-samkhjabhih paridriszto dirgha-sukszmah

Powściągnięcie prany ma stany [zjawiska]: zewnętrzny [bahja], wewnętrzny [abahjantara] i stłumiony [stambha]; ćwiczenie za pomocą miejsca [deśa], czasu [kala] o liczby [sankhja], powinno być długotrwałe i subtelne.

Z związku z powyższą definicją pranajama ma trzy postaci:

  • zewnętrzna: zahamowanie biegu prany po wydechu
  • wewnętrzna: zahamowanie prany po wdechu
  • będąca stłumieniem obu

Te trzy pranajamy ćwiczy się poprzez:

  • miejsce (deśa): przedmiot świadomości i uwagi (oddech, dźwięk, mantra, wizualizacja, intencja itp.), cokolwiek, co koncentruje, przykuwa uwagę do jednego miejsca/przedmiotu myśli
  • czas (kala): odpowiednie proporcje czasowe między częściami pranajamy, tj. między: wdechem (puraka), zatrzymaniem (wewnętrzna kumbhaka), wydechem (reczaka) i niekiedy powtórnym zatrzymaniem powietrza (zewnętrzna kumbhaka); przeważnie jest to sekwencja 1:4:2(:1), czyli np. dla 5 sekund: 5:20:10(:5).
  • liczbę (sankhja): ilość powtórzeń danej sekwencji/serii (wprawny jogin zgodnie z JogaTattwa Upaniszadą powtarza 80 razy 4 razy dziennie).

Js. II.51 बाह्याभ्यन्तरविषयाक्षेपी चतुर्थः

bahja-abahjantara-wiszaja-akszepi ćaturthah:

Czwarta [pranajama] przekracza [przenika, obala, rozprasza] przedmiot świadomościowy [wiszaja], który występuje przy zewnętrznym i wewnętrznym [stanie pranajamy].

Do trzech pranajam dochodzi jeszcze czwarta, która niszczy wszelki przedmiot świadomościowy. Następuje bezwysiłkowa koncentracja uwagi… Niezwykle ważny i wymykający się wszelkiej kategoryzacji mentalnej stan. Tutaj bowiem jogin przekracza zwykły poziom mentalny, który zawsze potrzebuje przedmiotu (zawsze myśli o czymś). Bieg prany zanika. Pojawia się stan zwany jedynie kumbhaką (kewala kumbhaka), cel praktyki pranajamy, a zarazem pranajama w pełni tego słowa znaczeniu.

Js. II.52 ततः क्षीयते प्रकाशावरणम्

tatah kszijate prakaśa-awaranam:

Dzięki tym [pranajamom] znika zasłona [awarana] przejrzystości [prakaśa].

Wtenczas opada zasłona niewiedzy, a jogin może dokonać najważniejszego aktu – rozpoznać naturę rzeczywistości, a co za tym idzie właściwie utożsamić siebie nie z ja-codziennym, lecz z ja, które przekracza świat sansary (przemijania, śmierci, rozproszenia mentalnego…). Takie rozpoznanie w jodze nosi nazwę wiweka – poznanie rozróżniające – i dokonywane jest mocą wiedzy-świadomości właściwej, zwanej dżnianą, która uaktywnia się mocą jogą, a przede wszystkim pranajamy! Ginie wielkie omamienie (moha), a karman gaśnie.

Nie ma wyższej ascezy [tapas] od pranajamy; za jej pomocą usuwa się całkowicie zanieczyszczenie i osiąga światło poznania.

Js. II.53 धारणासु च योग्यता मनसः

dharanasu ća jogjata manasah

Dzięki pranajamie osiąga się zdolność umysłu [manas] do dharan [aktów przykucia uwagi].

Poprzez doskonała pranajamę jogin może od razu wznieść się na poziom ujednopunktowionej uwagi, zwanej dharaną.

green

Klasyfikacja pranajam jest różnorodna i zależna od tradycji i jogicznej linii przekazu, ale wdech i wydech klasycznie odbywa się jedynie poprzez nozdrza (usta nie są angażowane). Bardzo często stosuje się też kontrolę nozdrzy. Rozpowszechniony podział pranajam jest taki (L = lewa nozdrze, P = prawe nozdrze, L+P = lewe i prawe nozdrze zarazem):

  • udżdżaji (उज्जायी): powietrze mocno i głośno przepływa przez krtań (zwężoną głośnię), przez co oddech jest słyszalny
      • bez kontroli nozdrzy
      • anuloma (अनुलोम): wdech udżdżaji L+P, wydech raz L, raz P
      • wiloma (विलोम): wdech raz L, raz P, wydech udżdżaji przez L+P
      • pratiloma (प्रतिलोम): wdech udżdżaji L+P, wydech L, wdech L, wydech udżdżaji L+P, wdech udżdżaji L+P, wydech P, wdech P, wydech udżdżaji L+P
  • ćandra bheda(na) (चन्द्रभेद(न)): wdech L, wydech P
  • surja bheda(na) (सूर्यभेद(न)): wdech P, wydech L
  • nadi śodhana (नाडिशोधन): wdech L, wydech P, wdech P, wydech L
  • kapalabhati (कपालभाति): bardzo silne wydechu brzuszne
  • bhastrika (भस्त्रिका): silne wdechy i wydechy
  • bhramari (भ्रामरी): wdech techniką udżdżiji, sanmukhi mudra (obie dłonie położone na twarzy: palce wskazujące zasłaniają oczy, kciuki zamykają dziurki uszne, a reszta palców spoczywa na policzkach), przy wydechu dźwięk przypominający pszczołę czy trzmiele
  • śitali (शीतली): cechą charakterystyczną jest tutaj wdech przez otwarte usta, gdzie zęby obejmują język, dżalandhara bandha, wydech udżdżaji raz L, raz P
  • sitkari (सीत्कारी): zrolowany język na wdechu, dżalandhara bandha, wydech udżdżaji raz L, raz P dziurką
  • murćcha (मूर्च्छा): wdech techniką udżdżaji, wydech również udżdżaji, ale wydłużany i spokojny; niekiedy dodawane bardzo długie wstrzymanie oddechu zdarza się, że prowadzące do omdlenia
  • plawini (प्लाविनी): oprócz oddechu jogicznego stosuje się także połykanie powietrza do brzucha, do tego stopnia, że jogin może unosić się (na wodzie)

Opieram się tutaj w większości na prześwietnej książce o pranajamie, dostępnej w języku polskim, Ranjit Sen Gupty Joga oddechu. Pranajama (recenzja tutaj). Pod tym linkiem można zobaczyć poszczególne pranajamy pokazane przez Babę Ramdeva. Wkrótce opiszę dokładniej każdą z technik.

Pranajama – klasyczna sekwencja z JogaTattwaUpaniszady

Marek Aureliusz, jeden z najsłynniejszych stoików, tak oto pisał w swoich Rozmyślaniach:

Wszystko jest nawzajem powiązane, a węzeł to święty.  A zgoła nic nie ma, co by nawzajem było sobie obce.  Ułożone to bowiem zostało we wspólny ład  i współtworzy porządek w porządku tego samego świata.  Jeden bowiem jest świat, a składa się nań wszystko,  i bóg jeden we wszystkim, i jedna istota, i jedno prawo,  jeden rozum wspólny wszystkich stworzeń rozumnych  i prawda jedna. I jeden wreszcie ideał doskonałości stworzeń  o wspólnym pochodzeniu i wspólnym rozumie. (Ks. VII, ak. 10).

Madzia

U stoików pojawiał się termin pneuma, by opisywać tchnienie życiowe czy też ogółem tchnienie przenikające cały świat i nadając jemu ruchliwość, żywotność i dynamizm. Pneuma jest wspólna wszystkiemu, co jest obecne we wszechświecie, to także rozumna zasada lub – inaczej – wszystko przenikający rozum, wszystkiemu nadający cel i prawo. Indie w bardzo podobnym znaczeniu używają słowo prana (प्राण). W sanskrycie, klasycznym języku Indii, a zarazem języku jogi, prana dosłownie znaczy: życie, oddech, energia, wigor, a nawet duch (w sensie – to, co jest żywe i – często – świadome).

Prana nie jest jednak oddechem – oddech jest jedynie jej grubomaterialnym przejawem, prana to sama zasada oddechu i życie, obecna w dynamice świata. Prana to powiem wiatru, to huragan, to ruch fali, to elektryczność, energia i wszelki inny ruch, który istnieje w świecie (zarówno tym makro- jak i mikroskopowym). A ruch, zwłaszcza u istot żywych, zawsze utożsamiany jest z życiem. W człowieku prana jest odpowiedzialna nie tylko za funkcje motoryczne i odżywcze organizmu, ale także za ruch mentalny, czyli aktywność neuronalną, a także jej świadomościowy (czy tez umysłowy) korelat – aktywność mentalną, ukazującą się w postaci: myśli, emocji, pragnień, strachów, woli itp. – tego wszystkiego, co dzieje się w ludzkiej głowie, i co często z powodu swojego nieuporządkowania i nadaktywności nie daje człowiekowi spokoju.

Pranajama (प्राणायाम) dosłownie oznacza: objęcie kontrolą prany, dyscyplina prany, kontrola prany, ale to trochę nazbyt skąpe tłumaczenie. Nie chcę w tym momencie analizować to, czym jest pranajama (o tym już bardzo wkrótce Uśmiech ), jedynie podkreślić, że pranajama to coś więcej niż technika oddechowa, która wpływa na dobre samopoczucie, czy jest jednym ze stopniu do osiągnięcia stanu jogicznego oświecenia czy też urzeczywistnienia (samadhi) lub wyzwolenia (moksza). Prana to zasada świadomości i oddechu, a mówiąc w skrócie – to sama świadomość w swoim czystym stanie, który ma swój aspekt fizyczny (biologiczny) jako oddech, subtelny jako wiatr przepływający poprzez subtelny system wielu tysięcy subtelnych kanałów (nadi) w ciele (o czakrach i subtelnych kanałach energii/prany także wkrótce). Z tego względu, joga indyjska twierdzi, że obejmując kontrolą oddech, to znaczy wyznaczając mu zharmonizowany i usystematyzowany ruch możemy ostatecznie z jednej strony kontrolować aktywność mentalną (świadomość/umysł), a z drugiej – oczyścić subtelne kanały w ciele.

Na sam początek pierwsza z serii kilku pranajam, które w najbliższych dniach opiszę. Jest to dość prosta technika, a zarazem klasyczna – zasadza się na podstawowej sekwencji:

  • oddech-wtrzymanie(kumbhaka)-wydech w proporcji 1:4:2
  • niekiedy dodawane jest także wstrzymanie po wydechu, wtenczas mamy 1:4:2:1

Naukę o tej pranajamie z ust samego Wisznu, jednego z 3 głównych bogów, tzw. trimurti, indyjskiego panteonu, zdobywa Brahma (drugi z bogów trimurti), który przychodzi do Wisznu celem zdobycia tajemnej wiedzy i umiejętności, które zapewniają wyzwolenie z cierpienia i braku satysfakcji. Wisznu ochoczo przystępuje do nauki, od razu zaznaczając, że joga bez właściwej wiedzy (dżniany) jest niczym, podobnie jak dżniana bez właściwej siły i praktyki, czyli jogi, jest bezużyteczna. Istnieją cztery rodzaje jogi, jedne bardziej doskonałe, drugie mniej, istnieją różne stopnie wiedzy, istnieją mniej lub bardziej skuteczne techniki panowania nad ciałem oraz umysłem – o tym wszystkim możemy przeczytać w jednej z tzw. Upaniszad Jogicznych, zwanej Joga-tattwa Upaniszadą, czyli Tajemnym pouczeniem o naturze jogi, tajemnym, ponieważ przekazywanym z ust mistrza do swojego ucznia (a niekiedy nawet dostępnej bezpośrednio z umysłu mistrza wprost w umysł ucznia). A naukę o pranajamie z fragmentów 36-67 można streścić w taki oto sposób:

Niech jogin:

  • siedzi w pozycji z wyprostowanym kręgosłupem
  • złoży hołd wybranemu bóstwu i obierze dobrą intencję
  • a następnie kciukiem prawej (P) ręki zatka prawe nozdrze
  • weźmie wdech lewym (L) nozdrzem
  • wstrzymuje wdech
  • potem spokojnie wydycha przez P nozdrze
  • następnie bierze wdech P nozdrzem
  • wstrzymuje oddech
  • potem spokojnie wydycha L nozdrzem
  • bierze wdech L nozdrzem…
  • i tak ciągle robi na przemian raz jedną dziurką, raz drugą
  • 4 razy dziennie, najlepiej po 80 powtórzeń
  • a jak już się dobrze wprawi w sekwencji 1:4:2 (choć w tekście mamy 16:64:32), to niech wstrzymuje oddech, jak najdłużej potrafi, wtedy osiągnie kewala kumbhakę  

Kewala kumbhaka zwana jest idealną pranajamą, jak i jej celem – całkowitym zatrzymaniem oddechu, a zarazem absolutną kontrolą nad umysłem i ciałem (tym grubomaterialnym, jak i subtelnym)…

IMG_20151215_0001

Wisznu jako Nathji (Udaipur), jedno z piękniejszych choć mniej popularnych wizerunków Wisznu

%d blogerów lubi to: