Codzienna pranajama

Lato, odpoczynek, relaks… są idealnym momentem, by zacząć lub kontynuować codzienną pranajamę, jogiczny oddech uspokajający umysł i pogłębiający praktykę asan i medytacji. Spośród wielu rzeczy, jakie nauczyły mnie Indie, pranajama jest chyba najważniejszą z nich. Oto sekwencja, jakiej nauczył mnie mistrz Arjan Dev w aśramie Haridwaru.

Usiądź w siadzie skrzyżnym, plecy mają być proste. Połóż ręce wnętrzem do góry na kolanach. Podbródek ustaw poziomo do podłogi lub delikatnie pochylony ku dołowi. Zamknij oczy. I chwilę pobądź sam na sam z sobą – swoją wewnętrzną obecnością, obserwuj oddech, ciało, odczucia, uczucia, ale nie ingeruj w nie, nie oceniaj, nie podążaj za nimi. Po prostu oddychaj.

Powoli zacznij dyscyplinować oddech i umysł – uwagę skup na oddechu, jak wchodzi i wychodzi nosem – oddychaj tylko nosem, usta są zamknięte. Palce wskazujący i środkowy prawej dłoni połóż na nasadzie nosa, trzymaj uniesione palce serdeczny i mały, a kciukiem zamknij prawy otwór nosa. Spokojnie i świadomie weź oddech lewym otworem, na chwilę wstrzymaj oddech, placami serdecznym i małym zamknij lewy otwór nosa, unieś kciuk i wypuść powietrze prawym nozdrzem. Następnie równie spokojnie i miarowo nabierz powietrze prawym nozdrzem, wstrzymaj oddech, zamknij kciukiem prawe nozdrze i unieś palce serdeczny i mały, by uczynić nimi wydech. Następnie lewym nozdrzem nabierz oddech… To jest nadi śodhana – oczyszczanie nosa. Wykonaj to ćwiczenie przez 3-5 minut. Możesz dozować siłę w nabieraniu i wypuszczaniu powietrza, chodzi o to, by oczyścić nos.

Odłóż prawą dłoń na prawe kolano, by przystąpić do głównej części pranajamy. Spokojnie, z przepony, nabieraj powietrza licząc do 4, zatrzymaj oddech na 16, a następnie postaraj się kontrolując wydech wypuszczać powietrze przez 8 sekund (oczywiście nic na siłę) – delikatny zacisk gardła/tchawicy pomaga w kontroli oddechu. Wykonaj 18 serii. Uwagę koncentruj na czole.

Delektuj się spokojem, nie ingeruj w oddech. Pobądź w tej wewnętrznej przestrzeni taki czas, jaki jest Ci potrzebny. ✨🙏

Rozwój i poznawanie siebie w jodze – rozmowa z Anią Bereś z YogaLab

Mistrz Iyengar podczas pewnego wykładu powiedział, że jeśli chcemy mówić o „purwa jodze”, pierwotnej i czystej jodze, to rozdrabnianie się na poszczególne systemy nie ma sensu. Joga to dhjana i swadhjaja poprzez medium ciała (asan i pranajamy). Medytacja i studia nad sobą (poznawanie swej esencji, czyli samopoznanie) jest jogą. Zapraszam do rozmowy z Anią Bereś z YogaLab.

AB1

Joga… co dla Ciebie oznacza?

„Joga jest zatrzymaniem poruszeń świadomości.” – Regularnie czytam tę definicję z Jogasutr 1,2 zapisaną na ścianie w sali szkoły, gdzie uczę się jogi. Oswajam to. Joga jest ścieżką rozwoju, która koniec końców doprowadza do celu, jakim jest wyzwolenie. 

Jak według Ciebie poprzez asany można zatrzymać poruszenia świadomości?

Na podstawowym poziomie, jeśli osoba przez godzinę przebywa świadomie z ciałem, bo ustawia odpowiednio poszczególne części, to mózg odpoczywa, nie ma miejsca na planowanie ani wspominanie – jest tylko tu i teraz. To jest początek zatrzymania.

Później, jeśli będziesz przebywać wygodnie w skłonie albo odwróconej pozycji przez dłuższy czas, np. w halasanie, i tuż po tym usłyszysz jakąś niepomyślną wiadomość, to Twoja reakcja będzie zupełnie inna – znacznie słabsza niż gdybyś ją usłyszała w trakcie zwariowanego dnia w pracy. Więc asany działają na poziomie fizjologicznym i biochemicznym. Mogą działać w kierunku może nie od razu zatrzymania, ale zmniejszenia liczby poruszeń świadomości.

Czym jest przed chwilą wspomniany przez Ciebie rozwój rozumiany jogicznie?

Rozwój oznacza po prostu stawanie się lepszym sobą, głównie poprzez jamy i nijamy [kodeks etyczny jogi], które są dosłownym zadaniem do wykonania. Rozwój przebiega przez dojrzewanie do wyższych stanów świadomości, ale to tylko środek. Mózg z pozycji ego nie może wyjść poza ego. Trzeba tutaj jakiegoś środka ekstra. 

Jak rozumiesz „ego”?

To konstrukt, który polega na instynktach, pierwotnych mechanizmach reakcji. Ale jakaś część nas chce wolności od tych instynktów, od samych siebie.

AB3

W takim razie do czego służą Ci asany?

Bo jestem od Iyengara 😊 W tej metodzie chodzi o połączenie ciało-umysł – chodzi o bardzo precyzyjne kontrolowanie ruchów ciała, by następnie spowolnić umysł, wyciszyć go.  Wychodzimy od pracy z ciałem, która poprzez odpowiednie ułożenia wpływa na określone działanie mózgu. Ciało jest bardzo wdzięcznym przedmiotem koncentracji, pierwszym, podstawowym, jaki mamy. Żyjąc w głowie, zapominamy o nim. Precyzyjne ustawianie ciała prowadzi do wyciszenia natłoku myśli. To bardzo duża ulga 😊

A dlaczego akurat metoda Iyengara? Obecnie to jedno z najbardziej popularnych podejść do jogi, chyba na równi z ashtanga jogą. Każda metoda jogi przecież stara się wpłynąć na umysł poprzez zapanowanie nad ciałem. Owszem metoda opracowywana przez B.K.S. Iyengara jest precyzyjna, jednak właściwie przeprowadzona hatha czy winjasa również dba o dokładność ruchów: wchodzenie w pozycję, trwanie w niej i przechodzenie do kolejnej.

Chyba właśnie ta łatwość dostępu na początku przesądziła. Potem urzekła mnie precyzja ruchu i wskazówek. U Iyengara wszystko jest jasne. Wiadomo, jaki kolejny ruch wykonać, co poprawić, jak pokierować czyimś ruchem. To buduje zaufanie do nauczyciela, tym bardziej, że ten system operuje jasnym systemem weryfikacji umiejętności nauczycielskich. A jednocześnie liczba  możliwych sekwencji jest ogromna. I są pomoce ułatwiające właściwe ustawienia ciała.

Co joga zmieniła w Twoim życiu?

Tutaj kryje się pewna historia. Przyszła do mnie koleżanka, chciała iść na jogę, miałam wolne popołudnie, więc poszłyśmy razem. Bolały mnie plecy, chciałam coś z tym zrobić. Nie przypomnę sobie teraz stylu. Potem zaczęłam chodzić na zajęcia body art, gdzie przede wszystkim podobały mi się elementy jogi. Nagle trafiłam na stronę Stowarzyszenia jogi Iyengara. Niedługo później zapisałam się na egzamin na kurs nauczycielski, na który kompletnie nie byłam wtedy przygotowana. Przekonałam się jednak co do jednego – to jest ta praktyka i metoda, którą chcę bliżej poznać. Trudno powiedzieć mi, co dokładnie przez 9 lat obcowania z jogą zmieniła ona w moim życiu, bo nie wiem, jakie byłoby moje życie bez jogi. Na pewno dodała mi odwagi do podejmowania własnych decyzji. Dała mi też możliwość poznania wielu bardzo ciekawych osób. Doświadczenie jogi pokazało mi, jak można cieszyć z małych rzeczy czy sytuacji.

Skąd czerpiesz wiedzę o jodze? 

Źródłem inspiracji są dla mnie moi nauczyciele i… doświadczenie własne. Też studia na Uniwersytecie Wrocławskim, artykuły w sieci o hatha-jodze i jej historii, np. Jima Mallinsona i jego współpracowników.

Jakie joga sprawia Ci trudności?

„Joga Iyengara jest doskonała, ale ludzie, którzy ją realizują, tacy nie są.” – to słowa Faeq’a Birii. To samo można odnieść do całości jogi. Trudności nie mam więc z jogą, ale z sobą w jodze. Jednak jeśli już pytasz o jogę, to najwięcej trudności mam z… samadhi. 

Hmm… z samadhi?! A czy mogłabyś podzielić się kilkoma wskazówkami dla osób, które dopiero zaczynają praktykę jogi?

Kiedy już zaczniesz, to nie przestawaj. Nawet jeśli jakieś asany nie będą dla ciebie dostępne, to rób pranajamy. Bo postęp albo przełom często może przyjść, gdy nie poddasz się pozornie obezwładniającemu zniechęceniu czy wątpliwościom.

Jakie joga niesie dla Ciebie w sobie wartości?

To trudne pytanie i nie wiem, co mam na nie odpowiedzieć. Wartością jogi, tak jak jest praktykowana teraz na Zachodzie, jest w moim oglądzie, wprowadzenie równowagi w życie człowieka.

Joga wymaga wygospodarowania czasu, więc mniej   go poświęcamy na niepotrzebne czynności, wymaga zatroszenia się o siebie – o to co jemy, z kim spędzamy czas, ile pracujemy. Joga uwrażliwia nas na duchowe aspekty życia. 

Widzę ludzi, którzy przychodzą na zajęcia i to jak szybko następują w nich zmiany. Jeśli osoba, staje się bardziej pogodna, otwarta, pewna, spokojna, zmienia się też jej otoczenie, jej relacje, rodzina. To bardzo dobre zmiany. Wartością jogi jest więc wrażliwość na siebie, poznawanie siebie, by potem móc otworzyć się na innych.

Dziękuję za rozmowę 😊


AB2

Anna Bereś – socjolog, studentka Jogi klasycznej na UWr, w trakcie kursu nauczycielskiego w ramach Stowarzyszenia Jogi Iyengara. Czerpie wiedzę od najwyżej wykwalifikowanych nauczycieli tego nurtu, pozostaje pod szczególnym wpływem Faeq’a Birii, do którego jeździ corocznie na wakacyjne intensivy. Pod szyldem YogaLab uczy jogi we Wrocławiu.

Poranna pranajama zamiast kawy – wywiad z Tomkiem Sobotko ze Szkoły Jogi Tapas

Jadłem kromkę chleba z masłem i jabłko przez pół roku, ćwiczyłem proste pranajamy i czułem przechodzące przez moje ciało jakby promienie słońca, to było wspaniałe uczucie. Tym razem wywiad wyjątkowy, ponieważ joga opisywana jest poprzez jej pranajamiczny pryzmat – dyscyplinę oddechową i to, jak bardzo pranajama może zmienić nasze ciało, umysł i życie. Moim rozmówcą jest Tomek Sobotko ze Szkoły Jogi Tapas.

4

Zaczynamy tendencyjnie… czym jest dla Ciebie joga?

Joga jest dla mnie… wszystkim, stylem życia, określa większość dnia. Jest moją pracą, narzędziem do odkrywania rzeczywistości, do rozszerzania świadomości. Jamy i nijamy [wskazówki etyczne] przekładają się na wegański tryb życia. Do tego dochodzi moja praktyka własna – poranek zaczynam od pranajamy, i jeśli się spieszę, to jest to tylko 15 minut, a normalnie pół godziny. Pranajamę dodaję także do zajęć. Ćwiczenia oddechowe traktuję jako oczyszczenie organizmu, stosuję podstawowe pranajamy: kapalabhati, nadi śodhana, surja bhedana, bhastrika.

Gdy potrzebuję przebicia, pobudzenia ciała, to zamiast dobrej kawy, wolę pranajamę, bo otwiera umysł. Pranajama stosowana przeze mnie na pobudzenie jest bardzo prosta: 10 mocnych oddechów wraz udźdźaji bandhą przez minimum 3 minuty. Żadna kawa nie może się z tym równać!

Oddech udźdźaji jest bardzo ważny. Gdy nie założymy tej blokady, bandhy, na gardło, to nie wyjdzie nam świadome kontrolowanie wdechu i wydechu. Delikatnie zaciskamy gardło, aż pojawi się dźwięk przypominający „ha”, dodatkowo zaciskamy mięśnie u dołu brzucha i próbujemy… Jak zaczęła się Twoja przygoda z jogą? Jakie były powody i okoliczności?

W wieku 14 czy 15 zetknąłem się z małą książeczką dotyczącą jogi oraz z praktyką ruchu Świadomości Kriszny. Co tu kryć? – zawsze fascynowały mnie moce jogi, przede wszystkim zatrzymywanie oddechu na długi czas. Potem poszedłem w kierunku sztuk walki – aikido u Jurka Sapieli. A tak naprawdę przygoda z jogą zaczęła się, gdy byłem w wojsku, a ciało i psychika szwankowały: kręgosłup i mięśnie, dodatkowo pojawiły się stany lękowe po chronicznym stresie. Chciałem odnaleźć drogę, by zrozumieć, co się dzieje we mnie – poszedłem więc do Tomka Lisa, w tradycji jogi Iyengara. Czułem odprężenie mięśni, mogłem już spać. Napięcie mięśniowe coraz bardziej schodziło, co odprężało układ nerwowy. Praktykowałem 3 lata 4 razy w tygodniu, do tego dochodziła praktyka własna, bo dawało mi to ukojenie. A wracając jeszcze do mocy: jadłem kromkę chleba z masłem i jabłko przez pół roku, ćwiczyłem proste pranajamy i czułem przechodzące przez moje ciało jakby promienie słońca, to było wspaniałe, bardzo energetyczne uczucie, ale zaczęło się wojsko i nie mogłem już tak często praktykować ani tak mało jeść.

Co joga zmieniła w Twoim życiu?

Po pierwsze, stałem się wegetarianinem, bardziej otwartym dla przyrody. Co jest dla mnie bardzo ważne – joga poszerzyła sposobu widzenia i odczuwania. Chodzi nie tylko o asany, ale przede wszystkim praktykę uważności w medytacji i pranajamie. Po drugie, przywróciła mi  zdrowie i sprawność. A po trzecie… zakochałem się w jodze i… na jodze (wywiad z Dorotą, żoną Tomka).

2

Który styl jogi jest w Twoim życiu najważniejszy? I dlaczego właśnie ten?

Styl Iyengara – bardzo lubię tę technikę, która uważam, że jest bardzo nam potrzebna w  obecnych czasach. Uczy precyzji i koncentracji, a poza tym nie pozwala zrobić sobie krzywdy, może być stosowana w celach rehabilitacyjnych.

Doświadczenia własne i lata praktyki mistrza B.K.S. Iyengara oraz jego chęć stworzenia metody jogi, która pomoże przywrócić zdrowie, sprawiły, że jest to bardzo staranna i drobiazgowa technika. Powiedz mi, czym się inspirujesz w swoich poszukiwaniach jogicznych? Czy masz jakiegoś mistrza, osobę, które nauczyła Cię wiele i nadal inspiruje do działania i bycia dobrym człowiekiem i joginem…?

Inspirację czerpię z każdej spotkanej osoby, która wpłynęła na jakość mej praktyki. Tomek Lis pokazał mi, że joga jest dla zdrowia oraz skierował mnie ku wegetarianizmowi. Ewa Moroch zainspirowała mnie do winjasy. Patrycja Jarosz podobnie – winjasa. Aikido – to technika intuicyjna, w której nie używając siły, można obrócić siłę przeciwnika przeciw niemu.

Skąd czerpiesz swoją wiedzę o jodze?

Tak zwana „czarną książeczką” Iyengara, czyli „Joga” B.K.S. Iyengara, ja to kiedyś mówiono o niej, była moim pierwszym źródłem inspiracji, a ponadto szukam wiedzy w innych publikacjach książkowych. Teraz jest inaczej niż te kilka czy kilkanaście lat temu, gdy dobra książka o jodze była ciężko dostępna.  Moja praktyka własna uczy mnie wiele, podobnie jak praca z osobami nie w pełni sprawnymi. Muszę nawet powiedzieć, że im ktoś ma większą dysfunkcję, tym lepiej wchodzę z nią lub nim w dialog. Lubię wspólnie praktykować i wspólnie naprawiać zdrowie.

Dla kogo zatem według Ciebie joga jest specjalnie użyteczna?

Według mnie joga może być najbardziej pomocna dla osób starszych, z urazami, z dysfunkcjami, jakąś niesprawnością fizyczną, bo daje więcej wolności w ciele. Usuwa część cielesnych blokad, człowiek odkrywa nagle, że… może się sprawniej ruszać i czuje się bardziej swobodny.

Jakie wartości wnosi joga do współczesnego świata?

Ludzie stają się bardziej obecni, świadomi swego ciała, a przez to podnosi się świadomość międzyludzka, wzrasta wnikliwość i obserwację w myśl zasady „od ciała poprzez oddech do umysłu”.

Czy jest w jodze coś, co Tobie nie odpowiada? Czy masz z czymś trudności (i nie mam tu na myśli trudności związanych z asanami)?

Joga jest tak ogromna, to tak stara tradycja o ogromnej literaturze, i mam problem z ujęciem jej całościowego kształtu… Dlatego poszedłem na studia jogi na Uniwersytet Wrocławski.

Często stojąc na macie, często nie zdajemy sobie sprawy, z czym mamy do czynienia. Początki jogi nikną w starożytności Indii, może to być VIII w. p.n.e., może to być IV w. p.n.e., a może być okres między III a II tys. p.n.e., gdy Cywilizacja Doliny Indusu przeżywała swój rozkwit. Upaniszady (VIII w. p.n.e. do początków naszej ery) są najwcześniejszym świadectwem jogi, potem pojawia się obszerna w treści i przesłanie jogiczne Mahabharata (IV w. p.n.e. – IV w. n.e.) następnie Jogasutry (II w.) z komentarzami, by w końcu światło dzienne ujrzała obszerna literatura hathajogi (od mniej więcej XV w.). To jest rzeczywiście c-o-ś! Joga nie jest nowym wynalazkiem – to precyzyjnie opracowywana filozofia życia tworzona w introspekcji poprzez medium ciała i oddechu. Jak nam mówią pisma mądrościowe jogi – słowa i wyjaśnienia są dla umysłu, praktyka jest sednem.

1

A gdybyś miał przekazać jedną wskazówkę dla osób zaczynających praktykę jogi, co by to było?

Skup się na technice, nie rób niczego byle jak, nie spiesz się. I znajdź dobrego nauczyciela.

To może zabrać trochę czasu, ale warto.

A dodatkowo: Nie patrz na innych. Jesteś tylko Ty i Twoja praktyka. Poznaj podstawy ośmiostopniowej jogi, by zrozumieć, że joga znaczy więcej niż ćwiczenia. To sposób życia w dbałości o całą naturę.

To ważne, bo joga to nie tylko asany na macie, to życie w całości jego wymiarów – także etycznym i społecznym. Dziękuję za rozmowę.

5


Tomasz Sobotko jest certyfikowanym instruktorem hatha jogi, praktykuje od  10 lat. Najbliższa jest mu joga Iyengara, ale stale włącza w swoje zajęcia elementy różnych nurtów – od vinyasy po rehabilitację w ruchu. Razem z żoną Dorotą współtworzy jeleniogórską Szkołę Jogi Tapas.  Obecnie studiuje Jogę Klasyczną na Uniwersytecie Wrocławskim i pracuje nad stworzeniem przyjemnego miejsca do praktyki jogi w Karkonoszach. Indie mają bowiem Himalaje, a Polska ma Karkonosze – trzeba więc korzystać! 

karkonosze

Nieistniejące ja w nieskończoności Ciszy

Dalekie wyprawy, mniej lub bardziej samotne, zawsze podejmuje się z mniej lub bardziej uświadomionej potrzeby odkrycia czegoś wewnątrz siebie. Dotarcie do czegoś w środku, czegoś, co albo tak bardzo stoi przed oczyma, że oślepia, a przez to jest niewidoczne, albo pozostaje tak mocno skryte pod codziennym doświadczeniem, że zdaje się nie istnieć. A co jeśli to coś rzeczywiście nie istnieje?

Taj

Pewne schematy, marzenia, pragnienia, fantazje i scenariusze w głowie noszone zawsze oscylują wokół wizji ja idealnego, ja prawdziwego, ja gdzieś ukrytego za tym, co trzeba w życiu robić, jakie role pełnić i jakie zadania wykonywać. Lecz nagle człowiek staje w miejscu, do którego tak długo podróżował i odkrywa, że żadnego prawdziwego ja w nim nie ma. A raczej jakaś głucha pustka, która nie do końca wie, co ze sobą dalej zrobić. Plany, marzenia, drogi i wyobrażenia stają się przeźroczyste, nijakie, a wręcz nieistniejące. I co wtedy? Nic… Cisza. Ta idealna długa przepastna nieskończona Cisza (Śanti)…

Jako że Himalaje już tuż tuż…

I niedługo pojawi się większa garść informacji (bilety kupione, wizy przyznane, plan wyjazdu opracowany, sprzęt gotowy, plecaki jeszcze niespakowane), to teraz jedynie pewne w temacie zdanie warte zacytowania:

stay focused but

Bo oczywiście mamy do pewnego stopnia opracowany plan: trasę przejazdu i transport, wiemy, do których aśramów chcemy zawitać i o czym porozmawiać, to chyba najbardziej ciekawe jest to, co wydarzy się poza grafikiem, i jakie wtedy prawdy się ujawnią. Jak to mawiał Martin Buber, filozof dialogu (dialogik) – Prawda może odsłonić się jedynie w szczerej i prawdziwej relacji Ja – Ty… powiedzmy sobie – w tej transcendentnej Otwartości jednego Ja na drugie Ja… nawet to Ja, które jest o wiele bardziej potężniejsze niż Człowiek.

Kiedy Himalaje, Siedziba (alaja) Zimna (hima), ta piękna, niemal nieskończona, przestrzeń transcendencji i dialogów, stają się Twoim Ja i ukazują Prawdę, to dzieje się wydarzenie niezwykłe!

Mistrz i uczeń, czyli o tym, jak źle się dzieje w polskiej szkole

Tipaza4

Od kilku miesięcy wśród różnych coachów [tu, tu i tu] i edukatorów w nurcie nowoczesnej psychologii (sic!) [tu] obserwuję silne zainteresowanie reformą szkoły: metod nauczania i treści programowej. Wszystkiemu temu przyświeca przekonanie, że w szkole dzieje się źle, bardzo źle, właściwie to najgorzej! Dzieci są wyniszczane nadmiarem wiedzy, którą na siłę wkłada się w ich głowy, dokonując tym samym niemal gwałtu na ich niewinnej, pełnej ciekawości i spontaniczności naturze (czego to wiedza z człowiekiem nie robi!). Za dużo wiedzy, za dużo dat, za dużo wzorów matematyczno-logicznych, a przede wszystkich za dużo siedzenia w ławce, za mało natomiast kompetencji miękkich i umiejętności szukania właściwych informacji, które praktycznie są dostępne wszędzie. Głównym źródłem wiedzy jest oczywiście Internet, ale zaraz za nim idą tysiące zajęć pozalekcyjnych, na które dzieci często z powodu ambitnej nadgorliwości rodziców są posyłane, dzień w dzień, a nawet w weekend: taniec, śpiew, rysunek, konie, słonie, karate, skrzypce… a medytacja? Znam niewielu rodziców, którzy uznają, że uczenie dziecka wyciszania siebie, koncentracji i spokojnego przebywania w świecie-teraźniejszości, jest czymś wartym kultywowania w młodym duchu; ale nie o to chodzi.

Główną przyczyną tego, że w szkole dzieje się coraz gorzej, okazuje się być: (1) przepełnienie informacją (daty, wzory, przeterminowane lektury – po co komu czytać Pana Tadeusza, Dziady, Hamleta czy Lalkę?), (2) żmudne uczenie na pamięć zgodnie z zasadą zakuć-zdać-zapomnieć (a sieć neuronalna, wytwarzająca nowe “połączenia informacyjne”, nie ma nic do rzeczy), (3) bezemocjonalne przekazywanie informacji bez wzbudzania ciekawości dziecka, i (4) ten okrutny gwałt na naturze ludzkiej, ta krzywda psychiczna i fizyczna, wskutek której dziecko tak okrutnie cierpi – to paskudne siedzenie w ławce (to ono jest chyba wszystkiemu winne!). Wniosek jest zatem prosty i nie ma sensu dalsza dyskusja: wyrzućmy ławki i krzesła ze szkół, wyrzućmy przestarzałe lektury (zastanawia mnie jednak, czy np. Szymborska nie jest już zdezaktualizowana), koniec z wzorami, z uczeniem się o łańcuchu DNA, koniec z tablicą chemiczną, z wkuwaniem słówek z niemieckiego, angielskiego, francuskiego! Są różne kursy online i programy coachingowe szybkiej nauki języków (i nie tylko), tam nie uczą zbędnych słówek i reguł, tam uczą mówienia: błędnie czy nie, ale dziecko mówić będzie, co prawda jak Kali i nie napisze dobrze maila, listu, eseju, rozprawki, nie przeczyta Murakamiego w oryginale, Tołstoja, Sartre’a czy Owidiusza (bo i po co to komu?), ale 10 języków komunikatywnie znać będzie! Kupi lody zagranicą i zamówi pizzę, starczy. Dobrze, że łacina przestała być w przeważającej większości szkół uczona, przecież nikt jej nie używa, pracy dzięki łacinie się nie dostanie, na co komu accusativus cum infinitivo czy inne podobne twory gramatyczne i językowe (a to, że łacina stanowi świetną podstawę do nauki innych języków romańskich: francuski, włoski, hiszpański, portugalki, ba, jest także świetną podstawą do nauki indyjskiego sanskrytu, dzięki znajomości którego bardzo szybko można opanować inne języki Indii – to już jest poboczne). Kompetencje miękkie – tego trzeba uczyć: skuteczna sprzedaż produktu, komunikatywność, zarządzanie czasem, praca w zespole, odporność na stres… jakoś tak dziwnie podpada mi to pod zespół cech nie człowieka mądrego i szczęśliwego, ale idealnego pracownika korporacji. Do tego dochodzi jest skuteczne szukanie informacji, ich filtrowanie i właściwe wyciąganie wnioski, tylko kto oceni, co jest właściwe, a co nie? A co z inteligencją, tak ogólnie rozumianą bez rozdrabniania się na inteligencję emocjonalną, IQ, społeczną – inteligencja jest jedna, ale jakoś tutaj w tych nowoczesnych propozycja jej nie widać? Co z mądrością? Co ze sztuką koncentracji i twórczością?

Proste jednak pytanie: owszem, umiejętność wyszukiwania informacji, analizy i wyciągania wniosków jest jedną z najważniejszych zdolności. Wniosek trzeba jednak na podstawie czegoś wyciągnąć, głównie na podstawie wiedzy zapamiętanej albo potencjalnie zapamiętanej, czyli takiej, której treści nie pamiętamy dokładnie, ale wiemy, że coś takiego jest, i wiemy, gdzie szukać tego czegoś, bo wcześniej coś o tym na fizyce, biologii, na polskim, na historii, na matematyce słyszeliśmy, kiedyś zdaliśmy egzamin, jakoś ta potencjalna wiedza żyje w nas i… kształtuje naszego ducha, inteligencję i tę niezwykle ważną zdolność niepodlegania manipulacji medialnej, która żywi się ludzką niewiedzą. Historia to coś więcej niż daty, one są jedynie punktem oparcia, to inteligencja dziejowa, która osadza dziecko w mądrości dziejów. Literatura to coś więcej niż zbiór lektur – to próba zrozumienia własnego ducha, próba wykształcenia wrażliwości i otwartości na drugiego człowieka. Matematyka, fizyka i logika to coś więcej niż zbiór wzorów i schematów – to sztuka racjonalnego, spokojnego i analitycznego myślenia – to jest dopiero kompetencja! Biologia i chemia to więcej niż wkuwanie aminokwasów i pierwiastków, to umiejętność… dbania o zdrowie, zwłaszcza w obecnej erze konsumpcji i przepełnienia rynku produktami o bardzo szkodliwym składzie biologiczno-chemicznym. A siedzenie w ławce – to sztuka koncentracji, mentalnego wysiedzenia w jednym miejscu, a nie ciągłego biegania i przeskakiwania z jednej myśli na drugą, z jednej emocji w drugą. Tak jogicznie.

I na koniec: nie, nie uważam, że polska szkoła jest idealna, że nie ma skazy. W tym świecie dwójni we wszystkim jest po trochę przeciwieństwa, lecz nie w ławkach i wiedzy tkwi problem. Jeśli nauczyciel-mistrz jest osobą cudowną, obdarzoną wielką charyzmą, mądrością i empatią, to i uczeń takim się stanie. Zmiany programowe czy wyrzucenie ławek nie sprawi, że dziecko stanie się ciekawe świata i rozwinie swoją samoświadomość, talenty i pasje, bo szkoła to nie budynek, nie treść programowa, lecz interakcja nauczyciel-uczeń. Tutaj dokonuje się przekaz mądrości, pasji naukowej i ciekawości świata.

Jogiczne Himalaje, jakich nie znacie

Artaktywnie kulturalny blog Anny Bartosiewicz

Kultowe miejsca praktyki jogicznej w Himalajach stały się celem wyprawy dwóch indolożek. Specjalizująca się w jodze doktor filologii indyjskiej oraz stypendystka Indyjskiego Rządu wyruszają na poszukiwania nauk udzielanych przez lokalnych mistrzów. W serwisie PolakPotrafi.pl można wesprzeć wyjazd badawczy do Chota Char Dham. Pod tą nazwą kryją się cztery hinduskie świątynie rozsiane w regionie Garhwal stanu Uttarakhand w północnych Indiach. Inicjatorki projektu pragną rozpropagować wiedzę na temat jogi dostępną dotychczas tylko dla wąskiego grona odbiorców.

– Chcemy dotrzeć do czterech (a nawet pięciu) świętych miejsc jogi w Himalajach. Zamieszkamy w tamtejszych aśramach, aby zebrać materiał audiowizualny i tekstowy oraz dostać pouczenia tamtejszych guru. Zwieńczeniem tych jogicznych wysiłków będzie książka, w której zawrzemy zdobyte wskazówki do praktyki jogi i medytacji, m.in. przekłady z sanskrytu i hindi ginących powoli źródeł. – mówi Artaktywnie Joanna Jerzyk, jedna z uczestniczek projektu.

Badania naukowe połączone z praktyką jogi

Dwie pasjonatki jogi nie tylko będą przebywać w…

View original post 381 słów więcej

Problematy, czyli życie bez problemów

jesień1

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie potrzebuje takich słów jak trudny czy problem. Zamiast trudny praktyczniej i dużo bardziej poręczniej używać jest: wymagający czasu, praktyki i skoncentrowanej uwagi; a od problemu o wiele lepiej wygląda problemat, czyli pewna kwestia wymagająca dłuższego namysłu, wytężonej uwagi w celu znalezienia nowego sposobu rozwiązania, bo stare zawodzą.

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie zna słowa ani wewnętrznego przekonania, które nosi nazwę “muszę”. Muszę nie istnieje. Istnieje natomiast: chcę, pragnę, potrafię. Jeśli cokolwiek muszę, oznacza, że wkrótce wypalę wewnętrzną energię i wpadnę w stan przemęczenia i stresu, a ostatecznie zagubię się gdzieś w międzyczasie swojego życia i marzeń.

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie unika głosu intuicji, czyli tego odczucia, gdy czuje-wie, fajnie jest coś zrobić, że to ma sens i wyjdzie z tej czynności przyjemna rzecz, rzecz, która jest zgodna z wewnętrznymi przekonaniami i marzeniami.

k8

Podręczny słownik życia szczęśliwego ma wytłuszczone takie słowa, jak: medytacja (choć krótka, ale codzienna), sztuka, dobra lektura, inspirująca rozmowa, dobra herbata czy kawa, kontakt z naturą, szczerość w wewnętrznych dialogach, tych samym, z którymi bezustannie we wnętrzu głowy się spotykamy.

Podręcznik słownik życia szczęśliwego zna takie słowa, jak strach, rezygnacja, upadek, smutek, bo ma i takie hasła, jak: pozwolenie sobie na odczucie każdego wrażenia, ale swobodne i nieprzylegające do danego uczucia. Czuję, to czuję, odejdzie, jak i wszystko.

Podręczny słownik życia szczęśliwego posiada definicję umysłu jako procesu, którego natura jest zawsze czysta i spontaniczna, łatwa w osiągnięciu i zawsze obecna, jeśli tylko człowiek pozwoli sobie na chwile spokoju i koncentracji w medytacji. Jeśli zostawi zewnętrzny świat zamętu, biegu, lenistwa, rezygnacji, zwątpienia, gniewu, strachu, pragnienia na zewnątrz, i poćwiczenia technikę oddychania. Bo podręczny słownik życia szczęśliwego wie, jak bardzo ważny jest oddech.

%d blogerów lubi to: