HARIDWAR_1, czyli Sawan Shiva Ratri i nieustający deszcz

Ale naprawdę nieustający! Bez przerw padający, błotem rozścielający swoją miałką, oblepiającą i wszechprzenikającą naturę. A w tym błocie jest wszystko, co tylko indyjska ulica może na siebie przyjąć. Cóż, nie to było dla nas problemem.

DSCN0299

20160727_101528

Sam dojazd do Haridwaru nie był wcale łatwy i z oczywistego w przebiegu wyjazdu z Delhi do Haridwaru okazał się całkiem rozbudowaną Przygodą (tutaj)…

DSCN0293

(No i czekamy, może coś nadjedzie)

DSCN0280 (2)

(Przy tej okazji, proszę zwrócić uwagę, jak idealnie, czyt. pomarańczowo, Marta dostosowała się do wymogów święta Śiwy – strój obowiązkowy to strój pomarańczowy!)

DSCN0292

(Nadjechało, ale bez ni milimetra miejsca… Czekamy dalej, przecież coś musi przyjechać z przestrzenią dla nas!)

DSCN0295

(I zabrał nas wszystkich typowy indyjski autobus, a ja przypomniałam sobie, dlaczego lepiej nie siadać na samym tyle typowego indyjskiego autobusu..)

Problemem nawet nie był napierający, ze wszech stron opływający, zaciskający, aktywny tłum hindusów-śiwaitów zmierzających do świętej rzeki. Masa pomarańczowych szat, a my w niej jako… jej część. Dokładnie – część. (Wpis z Haridwaru tutaj.)

20160727_095107

20160727_094037

20160727_095715

DSCN0305

Problemem była odmienna  indyjska flora bakteryjna. Bez pardonu, bez szansy na walkę, tak całkowicie odbierająca zdrowe zmysły, siłę, a niekiedy – świadomość… Nawet pyszne jedzenie nie smakowało.

20160728_103228

20160728_061009

(5:00 rano, czyli idealna pora na czaj, tak akurat, gdy deszcze jeszcze nie spadają z niebios.)

20160728_174449

20160728_174625

20160728_174720

20160728_172029-1-1

(Hmm.)

Uważałyśmy, że Haridwar wyjątkowo był nam nieprzychylny – to miasto, Brama do Boga, do Himalajów (taka jest etymologia słowa Haridwar), był nam bowiem wyjątkowo surowy, niemiły i trudny w swej naturze, do granic wytrzymałości deszczowej i zdrowotnej. Do czasu…! Z tego powodu uwielbiam to zdjęcie – wyraża sobą całościowy klimat Bramy do Boga, a przy tej okazji nasze samopoczucie oraz niewiarygodną zdolność Hindusów do adaptacji do wszelkich warunków.

DSCN0317

DELHI

DSCN0080

W teraźniejszej serii wpisów będę publikować większe ilości zdjęć z naszej wyprawy w Himalaje. Kończymy pisanie książki i zamysł mamy taki, by opowieści ilustrować obrazkami tutaj umieszczanymi, a w książce sygnalizowanymi linkami.

A na początek nasz Przyjaciel, który jak przystało na idealnego Gospodarza zajął się nami od razu po nocnym przylocie, i nasze pierwsze zakwaterowanie, czyli żeński akademik Uniwersytetu w Delhi:

DSCN0082DSCN0083DSCN0086

Pierwsze widoki na ulice Delhi:

DSCN0100DSCN0102

Wielki Meczet w Delhi (Jama Masjid):

DSCN0104 (2)

DSCN0108 (2)DSCN0110DSCN0111DSCN0116 (2)

DSCN0119

Jedna z wielu tysięcy świątyń Śiwy w Indiach:

DSCN0120

DSCN0134

DSCN0143 (2)DSCN0148

Sihkijska gurudwara późnym wieczorem i rzut oka na indyjski ruch uliczny:

DSCN0155

DSCN0158

Bahaistyczna Świątynia Lotosu (Bahá’í House of Worship zwana Lotus Temple):

DSCN0186

20160724_155910

Pod-drzewny ołtarzyk i kilku sadhu, lubię ich bardzo:

DSCN0197

DSCN0201DSCN0202

Świątynia ISCON-u, dość duża i z… prasadem rozdawanym po wizycie w jej progach, po darśanie – ujrzeniu – Kriszny-Boga:

DSCN0212

DSCN0215

Kilka widoków ulic, od pewnego czasu lubię uchwytywać takie momenty życia, ich czynności, myśli, specyficzne sposoby (za)istnienia:

DSCN0248

20160724_181347 (2)20160724_181356 (2)

Tak, nawet do Indii zabieram yerba mate, bez niej życie nie do końca mi się podoba Uśmiech

20160724_224334

20160725_12591720160725_125946

Wraz z naszymi Sponsorami jedziemy do Haridwaru:

DSCN0252DSCN0256DSCN0258

Wpis na bieżąco z Indii: https://ateliermysli.wordpress.com/2016/07/23/welcome-india-czyli-energetyczne-bindu-od-pudzarich/ .

Bonjour, India!

20170206_012014

Ostatni mój zapis z notatek sporządzonych w Delhi brzmiał: „w istocie nie ma żadnego guru jako osobny byt, a tylko gurutattva – rzeczywistość/przestrzeń guru”. Nie były to moje słowa, ale Przyjaciela, z którym długie rozmowy w upalne dni w Indiach prowadziłam. O jodze, o tantrze, o Bogu, wyzwoleniu, mistrzach, a nawet życiu. Na kilka godzin przed wylotem do Indii ponownie patrzę w te niedokończone zapiski i zastanawiam się nadal, na ile prawdziwy guru jest realny. Kim on/a jest, jak go/ją rozpoznać?

20170206_004647

Ktoś ponownie gra na fortepianie na lotnisku Chopina. Melodia szybka i dynamiczna. A ja doceniam wartość przyjaźni, która jest jednym ze składników jogi. Dobrzy przyjaciel to skarb, a kilku dobrych przyjaciół to skarbiec, to ochrona (chociaż Przyjaciel powiedział, że jedynym Ochroniarzem jest Śiwa, mistrz jogi). Maitri (przyjacielskość), karuna-ahinsa (współczucie-niekrzywdzenie) i dżniana (mądrość) – trzy cechy jogi – trzy schronienia dobrego jogina. „Wszystko jest możliwe, ale serio!” – tak Przyjaciel zakończył rozmowę.

20170206_055810

Da się zapakować plecak do Indii w 9,5 kg. Da się dostać super t-shirt od kumpla, który próbuje dokonać czegoś wspaniałego. Da się ponownie szukać joginów. Tym razem Mumbai i bardziej południowe niż północne Indie, choć też nie do końca…

Praktyka jogi (abhjasa) i wewnętrzna wolność (wairagja)

20160918_091231

Kilkanaście dni temu miałam ogromną przyjemność uczestniczyć we wspaniałej konferencji filozoficznej w Międzygórzu zorganizowanej przez Mieszka Wandowicza (który na gruncie filozofii ukuł kilkanaście miesięcy temu pojęcie feugologii, co stało się dla niego tyleż wewnętrznym impulsem, co przejawioną w działaniu ochotą stworzenia konferencji pod takim szyldem) i Koło Naukowe Filozofii Religii przy Uniwersytecie Wrocławskim. Ćwiczenia z ucieczki, ćwiczenia z umierania – tak brzmiało motto przewodnie. Dawno nie brałam udziału w tak filozoficznych kolokwiach*, choć oczywiście bez egzaminacyjnego podtekstu, chyba że za sprawdzian potraktować wewnętrzny egzamin własnych umiejętności zw. z rozsądkiem (gr. fronesis**, łac. prudentia). Trzy dni i dwie noce spędzone na dosłownie nieschodzących na inne niż filozoficzne zagwozdki rozmowach. Niektórzy tak lubią… Uśmiech Mnie oczywiście najbardziej interesowała kwestia Indii… i kundalini. Pamiętam, że gdy będąc jeszcze w pięknej Indii, spędziłam dobrą chwilę na opracowaniu tematu mego referatu:  nad brzegiem Gangesu w Haridwarze około 6 rano, zanim jeszcze dzień na dobre powstał, naszedł mnie temat. I pokochałam ten widok:

DSCN1595

Praktyka jogi w drodze ku transcendencji – taki był ten temat. Transcendencję zostawmy jednak na boku, bo miałam tutaj na myśli jedynie koncentrację na Iśwarze, czyli boskim przewodniku obecnym we najskrytszej przestrzeni istoty świadomej – w sercu, i funkcjonującym jako wewnętrzny mistrz/guru, a zarazem personifikowany b/Bóg i pozaosobowy absolut (brahman)… tout court!  Jest to technika niezwykle zaawansowana i niekoniecznie niezbędna w (początkowym) jogicznym zmaganiu się z sobą: umysłem, ciałem i emocjami. Przez niekoniecznie niezbędna mam na myśli to, że Iśwara-pranidhana (tutaj kilka moich o niej słów na joga-abc) jest otoczona dość obszerną dyskusją o tym, czy jest to religijna praktyka, czy niezwykle zintensyfikowane oddanie mistrzowi i jego naukom, w końcu Iśwara może oznaczać mistrz/guru. Praktyka jogi… Nie myślę tutaj o dość rozpowszechnionych: Keep calm & do yoga czy Real men do yoga. A w każdym razie nie do końca… Dr Ganpati podczas rozmowy w National Institute of Yoga (Delhi) poradził mi wręcz w początkowych momentach przekazywania wiedzy o jodze słowem nie wspominać o Iśwarze – potrzeba transcendencji w takiej czy innej postaci pojawi się wraz z praktyką jogi  twierdził.

A praktyka jogi w sanskrycie opatrzona jest bardzo pięknym terminem: abhjasa (अभ्यास) i zawsze idzie w parze z wairagją (वैराग्य), czyli utrzymywaniem umysłu w stanie nie-pragnienia, nie-lgnięcia do rzeczy zewnętrznych – swoistej wolności od impulsów pobudzających świadomość. Rzeczy same w sobie nie są złe, nawet pragnienia same w sobie nie są złe – uzależnienie istoty świadomej od przedmiotu pragnienia jest złe. Złe oznacza jedynie tyle, że przeszkadza w szczęściu i osiągnięciu radości i niezależności. Bhagawadgita w tak wspaniałych i boskich (ustami personifikowanego w postaci Kriszny absolutu-brahmana) słowach mówi:

Chwiejny jest umysł, o Waleczny

i niewątpliwie trudno go poskromić.

Ale jednak daje się poskromić (…)

dzięki ćwiczeniu [abhjasie]

i dzięki oderwaniu (od spraw tego świata) [wairagji].  (BhG VI.35)

W ciszę [oświecenie i wyzwolenie] zagłębia się ten tylko,

kto porzuciwszy wszelkie pragnienia,

idzie przez życie

wolny od pożądania, egoizmu i pychy. (BhG II.71)

Jogasutry I.12 jedynie w ściślejszą szatę techniczną ubierają tę naukę: poprzez abhjasę i wairagję następuje powściągnięcie/zatrzymanie/poskromienie (nirodha) aktywności mentalnej, wskutek czego jogin osadza i następnie rozpuszcza swoją świadomość/tożsamość w przestrzeni szczęśliwości i prawdy (Jogasutry I.3)… A sam termin abhjasa utworzony jest na formie czasownikowej ās (आस्) – siedzieć… Siedzieć długo i wytrwale w danej pozycji, i to nie tylko siedzieć fizycznie, lecz także mentalnie – siedzieć w spokoju, wewnętrznej ciszy i refleksji, w powolnym zanurzaniu siebie w przestrzeni błogości i spełnienia.

20160918_101056

I tyle tytułem zachęty do codziennej i regularnej praktyki, abhjasy:  medytacji, jogi w salach ćwiczeń asan, pranajamy (jogicznego oddechu) i studiów nad własnym umysłem i jego aktywnością w postaci różnych mniej lub bardziej przyjemnych scenariuszy i dialogów wewnętrznych. Wairagja, nie-pragnienie lub nie-lgnięcie, jest także praktyką, która przychodzi i udoskonala się wraz z czasem, a jej rezultat okazuje się być bardzo przyjemny i obdarowujący istotę świadomą niezwykle ogromnym pokładem wolności.

 

*Kolokwium (łac. colloquium – rozmowa):  z def. ustny sprawdzian/egzamin wiedzy i umiejętności ucznia.

**Fronesis: termin oznaczający cnotę roztropności, zdolność praktycznego poznania lub rozumowania, umiejętność wglądu w naturę rzeczy, rozumienie, mądrość (zarówno praktyczną, jak i teoretyczną), wiedzę, całość czystej (teoretycznej) filozofii (cyt. za hasłem fronesis w PEF tutaj).

Lewitacja i inne nadnaturalne moce w jodze (proste ćwiczenie)

DSCN1615

Pewnego dnia nadszedł ten moment, że przestałam pytać o zwykłe zagadnienia jogiczne (wyzwolenie, ścieżka, esencja jogi, Iśwara itp.), a postanowiłam dowiedzieć się o jogiczne nadnaturalne zdolności, siddhi, o których w literaturze tematu pisze się wiele. Nawet klasyczny wykład jogi w Jogasutrach Patańdżalego poświęca siddhi niemałą partię swojego wykładu zasad jogi królewskiej (radża jogi), wspominając o lewitacji, jasnowidzeniu, zdolności do przybrania niezwykle małych rozmiarów, do przybrania rozmiarów wielkości kosmosu, do zamiany swego ciała w światło, do materializacji (tworzenia) różnych przedmiotów mocą swej woli, a w końcu do pokonania śmierci…

Bardzo dobry film Yogis of Tibet (tutaj) o ginącej tradycji jogicznej w Tybecie, tak oto definiuje jogina:

yogi of Tibet

Podobnie w książce Elżbiety Sęczykowskiej Tybet. W drodze do Kumbum pojawiają się treści:

Wszystkie kolejne etapy nabywania umiejętności i wtajemniczenia polegają na koncentracji myśli i odpowiednich ćwiczeniach oddechowych. Dzięki ich opanowaniu można dokonywać doprawdy niezwykłych rzeczy. Znane są opisy tak zwanych biegaczy, mistrzów nadzwyczaj szybkiego poruszania się, pokonujących ogromne odległości jakby w transie, w dziwnym uniesieniu, na skrzydłach lekkości. I mimo włożonego wysiłku nie odczuwają zmęczenia. Biegną bez zatrzymania się, odpoczynku, bez jedzenia, nawet przez kilka dni i nocy. Są nimi zazwyczaj specjalnie wyćwiczeni lamowie, którzy podczas takiego nieprawdopodobnego wysiłku medytują. Bo właśnie medytacja jest kluczem do wejścia w świat wiedzy tajemnej. (…)

Inną umiejętnością, która zdobyła sobie wielką popularność w Tybecie, są ćwiczenia oddechowe, które doprowadzają lamów do unoszenia się w powietrzu w pozycji lotosu. Aby to było możliwe, mnisi musieli całymi miesiącami, nawet latami, ćwiczyć wytrwałość w nauce sposobu oddychania (…).

Oprócz biegaczy (…) istnieją inne, niemniej cenne w życiu codziennym tajemne umiejętności, takie jak na przykład pogłębione zjawisko telepatii. (…) Aby jednak osiągnąć taki efekt, należy całkowicie oczyścić umysł, tak by zapanowała w nim jedynie spokój i cisza.

Razu pewnego na satsangu zapytałam więc swamiego Nirardżan Dewa, nie do końca zresztą będąc pewna powagi postawionego przeze mnie pytania – jak to jest z tymi siddhi? Odpowiedź padła, że są. Dość zwięzła. Kontynuowałam zatem – jak można osiągnąć np. moc lewitacji? Właśnie praktykowaliśmy pewne ćwiczenie z tantry, a pamięć czytanych tekstów tradycji hatha-jogi (i upaniszad jogicznych) podpowiadała mi, że ma ono coś wspólnego z ćwiczeniem lewitacji.

DSCN1619

Swami odparł:

Tak. Siedź w asanie(1), w której siedzisz, zatkaj lewą piętą dwa otwory (rozrodczy i wydalniczy), prawą stopę połóż przy wgłębieniu lewej. Trzymaj kręgosłup bardzo wyprostowany. I praktykuj pranajamę(2) na przemian z medytacją(3) przez minimum półtora godziny. W trakcie coraz bardziej wydłużaj kręgosłup(4). A jeśli chcesz pobudzić energię pierwotną, to musisz co innego robić. I pamiętaj: praktykuj praktykuj praktykuj! Codziennie i wytrwale!

1. Asana: jest to jedna z odmian siddhasany, w której pięta lewej stopy u kobiet zamyka zarazem otwór rozrodczy i wydalniczy, u mężczyzn wydalniczy (tutaj wideo, zwłaszcza 2:39 – 3:04) – chodzi o to, by zamknąć przepływ prany przy muladharze, czyli czakrze podstawy.

2. Pranajama (kilka informacji tutaj i tutaj): u nas była to sekwencja: kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy – kapalabhati 100 razy – nadi śodhana 25 razy (kapalabhati opisana tutaj, a nadi śodhana tutaj), potem zastąpiłam na: bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut – bhastrika 30 razy – udżdżaji 10 minut (bhastrika tutaj, udżdżaji tutaj), i:

3. Medytacja trwająca około 30 minut, potem ponowne powtórzenie pranajamy.

4. W trakcie trwania medytacji, gdy kręgosłup trzymany jest w bardzo prostej pozycji, a oddech przepływa świadomie dochodzi do samoczynnego delikatnego wydłużenie kręgosłupa… pojawia się uczucie lekkości, ponoć nie jedynie na planie mentalnym (nie jest ono tylko wyobrażeniem).

W doborze pranajamy chodzi o dobranie sobie właściwej. Tenzin Wangjal Rinpocze w Przebudzaniu świętego ciała – tybetańska joga oddechu i ruchu pisze, że należy słuchać własnego ciała, zwłaszcza kiedy któraś z technik bardzo nam nie odpowiada. Ciało samo wie, czego w danej chwili mu potrzeba, zwłaszcza przy praktyce jogicznego oddechu wsłuchanie się w mądrość ciała jest niezwykle ważna.

DSCN1756

Praktykuj, praktykuj, praktykuj! Codziennie i wytrwale. A wtedy nie jedynie siddhi zaczną się ujawniać! Zresztą prawdziwy jogin nie ujawnia swoich nadnaturalnych zdolności… A w siddhi w gruncie rzeczy nie ma nic niezwykłego, ciało przecież nie jest niczym stałym, to złączenie pięciu elementów (przestrzeń, powietrze, ogień, woda i ziemia), ożywianych przez energię oddechu (pranę). Cóż więc za problem przemieć te pięć grubo-materialnych elementów w ich subtelne (sukszma) postaci, z których się pochodzą? – tak oto swami podsumował lewitację. Pranajama i medytacja są doskonałymi narzędziami wysubtelniania, a klucz stanowi nieprzerwana praktyka (abhjasa).

Ponad 100 sposobów koncentracji z nauk tantry i… indyjski czaj

DSCN2321

Istnieją różne sposoby na koncentrację, mniej lub bardziej zgodne z naukami jogi. Niektóre opierają się na praktyce medytacji, inne na bardziej codziennych sposobach radzenia sobie z mentalnym rozproszeniem, np. arabica czy robusta, yerba mate, zielona herbata (japońska, koreańska, chińska, indyjska, nepalska, Tuaregów itp.). Istnieje także indyjski czaj, czyli słodka herbata z przyprawami z dodatkiem mleka (nie ma co szczędzić procentów), mleko oczywiście może być roślinne (kokosowe, migdałowe itp.). Jeden jogin ze smakiem będzie kosztował czaj, czasem usuwając z niego mleko i przyprawy, inny – bardziej ortodoksyjny – odrzuci, ewentualnie pozostając przy gotowanej herbacie z cukrem i tulsi… A przyprawy wchodzące w skład czaju to:

20160828_154858

Czyli: kardamon, imbir, goździki, anyż, cynamon, gwiazdki anyżu, liście bazylii (jak się domyślam – tulsi [łac. ocimum tenuiflorum]) oraz cukier (lub miód, jeśli nie jest dodawany do wysokiej temperatury herbaty). Można dodać także pieprz, ale musi być to specjalny, niezwykle aromatyczny pieprz z południowoindyjskiej Kerali, np. karimunda lub thevan. A czaj robi się w taki oto sposób:

  • w garnku gotujemy czarną herbatę, najlepiej Assam (jest dość silna), ale Darjeeling też jest wyśmienity (lecz wtenczas otrzymujemy inny napar, delikatniejszy)
  • wrzucamy pokrojony imbir i cukier, gotujemy kilka minut
  • następnie dolewamy mleko
  • na koniec dosypujemy sproszkowane przyprawy (kupne), a jeśli przyprawy ścieramy w moździerzu, to wrzucamy je razem z imbirem do gotującej się wody
  • dobrze jest pogotować wszystko około 10 minut – ja wyznaję zasadę, że im dłużej, tym lepiej, choć oczywiście nie za długo, buddyjska i arystotelesowa droga środka i w kuchni jest wskazana
  • następnie przecedzamy i rozlewamy w mniejsze filiżanki, np. takie do (czasem miętowej) herbaty z Sahary (herbata Tuaregów, czyli attaï n Touareg)

esprit nomade

Przed zasmakowaniem dobrze jest powąchać tak przygotowaną miksturę… Jej zapach jest bowiem niezwykle aromatyczny.

czaj

Jak niedawno byłam uczona w Badrinath: najpierw spoglądamy na czaj, jego kolor i konsystencję, następnie wąchamy, czy aromat przypraw i herbaty właściwie się uwolnił, następnie w ustach smakujemy, czy czegoś nie brakuje, by w końcu powoli pić… W towarzystwie oczywiście najlepiej! Epiktet przypomina jednak, że człowiek nawet w pustym pokoju nigdy sam nie jest… (Diatryby)!

Istnieją jednak także mniej zewnętrzne sposoby wprowadzania umysłu (w jodze zwanego manasem) w stan koncentracji, czyli dharany (धरण). Tantra zwana Widżniana-Bhairawa (विज्ञानभैरवतन्त्र) podaje ich… ponad 100: począwszy od naturalnych, jak koncentracja na płomieniu świecy czy wizualizacja pustki we wnętrzu własnego ciała, po coraz bardziej wyszukane wewnętrzne wizualizacje, aż po sposoby wymagające inicjacji w daną tradycję tantryczną oraz pomocy guru. Zasiadłszy zatem w przyjemnej i stałej pozycji, skupiwszy się na oddechu, gdy myśli przestaną być już tak natarczywe, a w każdym razie uwaga nie podąża za nimi już tak kurczowo, można koncentrować uwagę na:

  • zewnętrznych elementach otoczenia lub na wybranej części własnego ciała
  • wybranym obiekcie świadomości, który jest wewnętrznie wizualizowany lub myślany (bez wizualizacji)
  • dwunastu zmysłach (tutaj trzeba by wejść w dość złożoną psychologię jogi, bo bynajmniej nie chodzi tutaj o 5 zmysłów i jakieś domniemany zdolności nadnaturalne), pierwszych 10 zmysłów można pominąć, wystarczy wspomnieć o dwóch: umyśle (manasie) i poczuciu indywidualnego ja (ahankarze), które można obejmować koncentracją uwagi
  • kosmicznej anihilacji wszechświata, czy też – jednostkowej znikomości
  • wizualizacji pustki wszystkiego, włącznie z własnym ciałem i umysłem (nie chodzi tutaj o to, jakoby joga zakładała pustkę rzeczywistości! – wizualizacja pustki to jedynie technika, nie aksjomat!) – w ten sposób umysł (gonitwa myśli) się rozpuszcza
  • utkwieniu wzroku na opustoszałej przestrzeni, np. góry, skały czy rzeki
  • utkwieniu wzroku na niebie
  • zatopieniu uwagi w ciemności nocy
  • rozmyślaniu nad wszechświatem jako postacią świadomości
  • szczęściu i błogości, które pojawiają się w trakcie medytacji

Oraz bardziej zaawansowane dharany na:

  • zjednoczeniu się dwóch głównych oddechów ciele: apany i prany, w ten sposób jogin doznaje uspokojenia, ujednolicenia (samatwy) świadomości (widżniany)
  • błogim stanie przejściowym między jawą a wejściem w stan snu, gdy świat zewnętrzny i aktywność umysłu blednie (pranaszte)
  • świetle (tedżasie) słońca czy świeczki/lampki, przenosząc następnie tę jasność w swoje wnętrze
  • ciemniej stronie boskości, na tytułowym Bhairawie (przydomek Śiwy, gdy przybiera on niszczycielską formę)…

DSCN1762 (2)

Tapas jogiczny – esencja Indii

20160820_082258

Indie to wymagająca miłość, ale nie trudna. Owszem, brud, hałas, upał, tłumy Hindusów, którzy nie szczędzą natrętnych spojrzeń czy próśb o wspólne zdjęcia (mnóstwo zdjęć), czyli pozorny chaos wszystkiego. Tout court, warto mieć minimum cztery głowy (jak bóg Brahma), cztery ręce (jak Śiwa czy Wisznu), nie zaszkodzi też tysiąc oczu. W gruncie rzeczy chodzi jednak o oswojenie się czy też odrobinę czasu, zresztą jak w każdej relacji. Indie jednak nie proszą o przysłowiową beczkę soli (do wypicia) – dość szybko ukazują swoje piękno i otwartość, choć nadal oczywiście wymagają czujności. Jest to jednak bardzo szczególna czujność (apramada – jogicznie cenna uważność i skupienie umysłu, które najpierw wymaga wyćwiczenia, a następnie przychodzi automatycznie). Pokazuje ona bowiem, że Indie wbrew pierwszym pozorom są logiczne (czego dowodem jest filozoficzna szkoła njaji oraz np przeklasyczne próby anwiksziki). Pozorny chaos w ruchu ulicznym, wielość wszystkiego, natarczywość, trudność w ustaleniu czegokolwiek kryje w sobie logos, indyjski oczywiście! Zresztą pozór to maja, iluzja, awidja, dostrzeganie w sznurze węża – to błąd percepcji, błąd rozpoznania, sama podstawa ludzkiej egzystencji… Ów indyjski logos, rzecz jasna odrębny od greckiego, wymaga zatem jedynie zmiany sposobu myślenia, postrzegania i doświadczania świata… I to jest całe clou! A esencję stanowi tutaj tapas, czyli żar jogiczny czy też wysoka temperatura ciała, która pojawia się w trakcie codziennej wielogodzinnej praktyki (abhjasy) jogi. A w końcu – tapas to synonim jogi, czyli połączenia z ogólną energią (jak od kilku dni powtarza mi swami Niranjan Dev). Coś w tym jest…

20160820_160422-1

Krija joga, którą swami od kilku dni stara się mi ukazać (głównie przez pranajamę: 2 razy dziennie po 2 godziny), jest bardzo szczególną jogiczną ścieżką. Jogasutry nadmieniają jedynie jej 3 części składowe, a przewspaniały Paramahansa Jogananda (którego autobiografię można kupić w języku polskim) i jego mistrz swami Śri Jukteśwar Giri nie bardzo kwapili się, by uchylić rąbka praktyki. Zresztą teoria również trzymana jest raczej w sekrecie. Te 3 części składowe to (ich objaśnienie podaję za swamim Niranjanem):

1. Tapas: praktyka, bezustanna, codzienna, wbrew jakimkolwiek podszeptom umysłu (manasu), nawet w trakcie medytacji (które dobrze jest, jeśli trwa minimum godzinę, dzień w dzień, a najlepiej 2 razy dziennie, choć swami oczywiście wie, że w zachodnich warunkach jest to trudne),

2. Swadhjaja: studia na świętymi tekstami w świętym miejscu, czyli rozmyślanie, refleksja, analiza tej świętej księgi, którą jest ludzie wnętrze w świętym miejscu, czyli z czasie medytacji – lustrowanie siebie (ciała, umysłu, oddechu itp.) i próba odczytu przekazu; oczywiście lektura tekstów filozoficznych jest również wskazana, ale to nie ona stanowi esencję,

3. Iśwara-pranidhana, samo serce (krija) jogi: całkowite oddanie Bogu, wewnętrznemu Guru, który nie ma formy, nie polega czasowi, jest obecny w całości natury i spoczywa w sercu… Devotion.

Krija oznacza czyn, aktywność, czynność, podobnie jak karman, i nie ogranicza się jedynie do momentu praktyki medytacji. Jest stylem życia, całym życiem, bezustanną jogą!

A co jeśli ktoś nie może wysiedzieć długo w medytacji, co jeśli nie umie wprowadzić regularności, co jeśli asany są nieładne, pranajama słaba? Swami ciągle powtarza:

Practice, practice, practice! Every day! And slowly, slowly, slowly your concentration will grow.

Praktykuj, praktykuj, praktykuj! Codziennie! A powoli, bardzo powoli, twoja koncentracja wzrośnie.

Niby proste i oczywiste…

20160819_055139-1

Podobnie odpowiedziałami swamini Aditjananda Saraswati – joga jest prosta: to miłość (prema), proszę nie mylić z kamą, czyli pragnieniem fizycznym, to całkowite oddanie, to codzienna praktyka. Tyle wystarczy. Technikę można dobrać: asany, pranajamy, styl, lecz te trzy pozostają niezmienne.

20160820_055417

I na zakończenie… Indie to wolność. To nauka szybkiego wybaczenia, nietrzymania urazy – tak świetna nauczycielka jogi Tanja Gangar mi powiedziała – Hindusi uczą ją wielu rzeczy, ale przede wszystkim jednej – szybko wybaczają. I to też jest kluczem.