Oddech a spontanicznie radosne tu-i-teraz

psycho3

Oddech to nie tylko oddech, i to nie jest trywialne zdanie. Oddech daje spokój, oddech sprawia, że mózg jest dotleniony, a przez co głowa nie boli, oddech daje natchnienie, gdy mózg dobrze pracuje, a serce jest szczęśliwe.  Spokojny i kontrolowany oddech osadza umysł w jego naturze i pozwala przejawić się niezwykle użytecznym i pełnym kreatywnej mocy zasobom umysłu. Można nawet powiedzieć, że oddech i umysł to dwie strony tego samego – niespokojny oddech, to niespokojny umysł, opanowany oddech to opanowany umysł, i vice versa.

Za przemęczenie, brak motywacji do działania oraz brak wytrwałości w osiągnięciu celu odpowiada często niewłaściwa gospodarka tzw. wewnętrznymi zasobami energii. A ten wewnętrzny potencjał energetyczny to nic innego, jak panowanie nad wzburzeniami umysłu, czyli:

  • stresem przejawiającym się w uczuciu niepokoju, w rozwydrzonej wyobraźni, niekiedy nadaktywnie podsuwającej różne złe scenariusze (a im bardziej czarne, tym bardziej atrakcyjne dla wyobraźni), w poczuciu niepokoju i braku koncentracji, czyli rozkojarzeniu i czarnej pustce w głowie oraz zdenerwowaniu;
  • niemożnością osadzenia umysłu w obecnej sytuacji, która się właśnie dzieje, nieważne, czy to spokojna lektura w domu z herbatką w ręce, czy czekanie na przystanku na autobus, czy rozmowa biznesowa, wystąpienie publiczne, rozmowa o pracę, rozmowa z kontrahentem, rozmowa z partnerem, rozmowa z przyjacielem – myśli zawsze są gdzieś tam, gdzieś lecą, a im bardziej sytuacja jest stresogenna, tym mocniej umysł traci ugruntowanie w swojej pierwotnej naturze;
  • chronicznym zmęczeniem psychicznym i fizycznym, które jest niczym innym niż złą gospodarką zasobami energii mentalnej: zmuszaniem siebie, działaniem wbrew sobie, negatywnymi myślami… (o tym niedługo).

A czym jest ta pierwotna natura umysłu? Nie chodzi tutaj o przybliżanie tajników jogi tybetańskiej czy indyjskiej, lecz o pewne cechy i właściwości umysłu, które świetnie sprawdzają się w codziennych sytuacjach, tym profesjonalnych, jak i intymnych. Naturą umysłu jest:

  • spokój, świetlista przejrzystość i spontaniczna radość, która nie potrzebuje żadnego ugruntowania z zewnątrz, by być obecną
  • przenikliwość i wgląd w naturę rzeczywistości, czyli tego wszystkiego, co się dzieje, ale bynajmniej nie chodzi tu o doznanie mistyczne, które odkrywa przed nami tajemnice wszechświata, ludzkiej duszy i boskiego plany stworzenia Smile ! – tak daleko nie ma potrzeby się zapuszczać (chyba, że filozofia jest sensem naszego życia)
  • absolutna koncentracja i skupienie umysłu na tym, co się dzieje tu-i-teraz, bez zbędnego nurzania się w tworach wyobraźni; dla przykładu mamy wygłosić przemówienie, a w głowie rozgrywa się niezwykle obfity w szczegóły, zwłaszcza te nie za bardzo pozytywne, pokaz tego, jak będzie źle, jak nas widownia oceni, jaki gafy strzelę itp. – spektakl, czyli twór wyobraźni, który z obecnym momentem wyjścia na scenę i przemawiania nie ma nic wspólnego; prawdą jest bowiem to, że stroję i mówię… tylko i aż to, i albo pokocham ten moment-tu-i-teraz, albo pozwolę wyobraźni pętać mnie potęgą czarnych myśli
  • skuteczne i pełne błogostanu wykorzystywanie momentu-tu-i-teraz, bo – w gruncie rzeczy – innego momentu nie mamy, a niezwykle twórcze, pełne energii i mocy jest osadzenie siebie w momencie-tu-i-teraz, a nie w scenariuszach mentalnych, które niemal zawsze przejmują kontrolę nad czystym doświadczaniem świata

A tym, co pomaga utrzymywać umysł w stanie koncentracji i w błogostanie momentu-tu-i-teraz jest np. oddech. A oto prosta technika: sekwencja oddechów.

psycho5

Niedawno dodałam do niej coś jeszcze. Jest zima, więc korzystam z dobrodziejstwa zimna i wychodzę w krótkim rękawku na patio, by zmusić umysł do odcięcia się o impulsywnego reagowania, w tym wypadku oczywiście na mróz. Dzięki temu powoli, ale niezwykle szybko, obejmuję umysł kontrolą. Umysł bowiem bardzo szybko musi zareagować na brak ucieczki z mrozu: najpierw nawykowo wysyła rozkazy do ogrzania się w pomieszczeniu, ale w momencie, gdy nie dostaje pozytywnego feedbacku ze strony mojej woli, to… szuka innego wyjścia ratowania mnie z tej niezwykle nieprzyjemnej sytuacji, a mianowicie… reaguje mniej na nią negatywnie. A to jest bardzo cenna rzecz. Spróbujcie Smile Z początku może być boleśnie nieprzyjemnie, ale chusta na szyję (żadne choroba Was nie złapie) i walczymy z umysłem, bo znamy to słynne buddyjskie powiedzenie, że zwycięzcą nie jest ten, który pokonał tysiące wrogów w czasie tysięcy wojen, lecz ten, kto pokonał samego siebie!

Zmagania umysłu z medytacją

jesień4

Po co medytować, kiedy nie ma się czasu, a spokojny umysł wydaje się celem nie do osiągnięcia? Nie mówiąc już o radosnej obojętności na przeciwności losu… A czy próbowałaś/łeś dwa razy dziennie po 20 minut medytować wraz z ćwiczeniem regulacji oddechu? Jeśli nie, to spróbuj, chociaż na 5 dni, bo w zamian dostaniesz:

1. Siłę woli: nieważne co, ale nie przerwę mojej dziennej praktyki ani danej sesji medytacyjnej – nieważne, co będzie się działo w głowie i jak namawiało, by urwać, to… nie dasz się.

2. Koncentrację: nieważno co, ale nie pozwolę mojemu umysłowi być skoncentrowanym na czymkolwiek innym poza oddechem i przedmiotem koncentracji (intencja, myśl, życzenie, dźwięk itp.).

3. Ugruntowany i ustabilizowany umysł w tym teraz oto momencie i w tej tutaj sytuacji, bez uciekania we wspomnienia (obawy i nostalgie) i plany (nadzieje i… obawy).

4. Inspirację i kreatywność czystego umysłu (i serca: dobroć, czystość intencji, uczynność, brak obmowy i zawiści itp.), bo czysty umysł to naturalny umysł, spontaniczny, dobry i twórczy sam z siebie.

Nie wierzysz? Spróbuj! Ale nie wcześniej niż dopiero po 5 dniach 2 razy dziennie odbywanej praktyki daj odpowiedź.

Poza tym stare powiedzenie zen mówi, że jeśli nie masz 20 minut na medytację, to oznacza, że masz medytować godzinę!

Dlaczego oddech jest tak ważny?

jesień2

Oddech jest czymś więcej niż tylko automatyczną czynnością. Oddech to przede wszystkim nośnik świadomości-umysłu, nośnik emocji, ich regulator i kontroler. Nauki indyjskie i tybetański poświęcają oddechowi wiele uwagi, ponieważ znają jego nieprzecenioną w medytacji, jodze i spokojnym życiu rolę. Sanskrycka prana, tybetański lung, chińskie chi (qi) to nic innego jak wewnętrzny wiatr, zewnętrznie doświadczany jako powietrze. Wewnątrz ciała oddech niesie nie tylko życie, ale także umysł, metaforycznie mówiąc – jest rumakiem, na którym po ciele porusza się umysł. Jak mówi znakomity tybetański mistrz pracy z oddechem i świadomym snem Tenzin Wangjal Rinpocze:

Dzięki pracy z wewnętrznym “wiatrem” możemy poprawić dobrostan naszego ciała i umysłu oraz dokonać zmian w życiu prywatnym i społecznym, a ostatecznie wyzwalając się z cierpienia cyklicznej egzystencji, czyli samsary.

I nie ma tutaj żadnej głębokiej tajemnicy, a jedynie silne, wielowiekowe, otoczone długotrwałą praktyką przekonanie, że umysł w swej naturze jest zawsze czysty, niezmącony, szczęśliwy i zawsze w takim stanie znajduje się u podstawy zwykłego umysłu codziennie doświadczanego w postaci miliona niepokojów mentalnych: myśli, emocji, wątpliwości, pragnień, niechęci… Jeden i drugi poziom umysłu związany jest z oddechem, tyle że w przypadku umysłu zmąconego oddech pozostaje poza kontrolą jogina, a powściągnięty (kontrolowany) oddech jest idealnym rumakiem panowania nad umysłem.

jesień

Dochodzi tutaj kolejne starożytne jogiczne przekonanie: każdą zła emocję można przekształcić w dobrą. Gniew, smutek, żal, strach… to zawsze pewien nośnik energii, pewne natężenie wiatru, które pozostawione samemu sobie roztapia się w czystej naturze umysłu. Pozostawienie samych sobie przeszkadzających emocji oznacza, że nie przywiązujemy do nich naszej uwagi, nie podążamy za nimi, nie lgniemy do ich nawykowych reakcji: gdy się złoszczę, to nie idę za naturalna ekspresją tej złości, gdy ogarnia mnie smutek, to nie daję mu upustowi itp. Oczywiście, odwracanie nawykowych reakcji najlepiej wzmacniać i praktykować w trakcie medytacji, w czasie której trenuje się także kontrolę oddechu.

jesień3

Oto jedno z dość prostych ćwiczeń, które najlepiej starać się wykonywać dwa razy dziennie, rano i wieczorem, w ustronnym miejscu, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał:

  • siadamy po arabsku (skrzyżowane kolana), prostujemy plecy, zamykamy oczy i chwilę po prostu oddychamy, bez wysiłku, bez specjalnie przygotowanych myśli i intencji;
  • potem przez 15 minut wykonujemy prostą sekwencję oddechową wdech-wstrzymanie-wydech-wstrzymanie –  1:2:2:1  liczone w sekundach, dla 5 sekund będzie to sekwencja: 5 sekund wdech – 10 sekund wstrzymanie – 5 wydech – 10 wstrzymanie;
  • po tej krótkiej pranajamie (kontroli oddechu) kilka minut spoczywamy w spokojnej medytacji.

Myśli i wrażenia mogą i będą się pojawiać, ważne, by nie podążać za nimi…A najistotniejsza w tej krótkiej i łatwej technice oddechowej połączonej z medytacją rozluźniającą są te momenty, kiedy oddech jest wstrzymany, bo to one są luką, spoczynkiem, zwolnieniem tempa myśli. To one – koniec końców – odpowiadają za coraz lepszą kontrolę oddechu. Są lejcami w dłoniach wytrawnego jeźdźca.

Problematy, czyli życie bez problemów

jesień1

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie potrzebuje takich słów jak trudny czy problem. Zamiast trudny praktyczniej i dużo bardziej poręczniej używać jest: wymagający czasu, praktyki i skoncentrowanej uwagi; a od problemu o wiele lepiej wygląda problemat, czyli pewna kwestia wymagająca dłuższego namysłu, wytężonej uwagi w celu znalezienia nowego sposobu rozwiązania, bo stare zawodzą.

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie zna słowa ani wewnętrznego przekonania, które nosi nazwę “muszę”. Muszę nie istnieje. Istnieje natomiast: chcę, pragnę, potrafię. Jeśli cokolwiek muszę, oznacza, że wkrótce wypalę wewnętrzną energię i wpadnę w stan przemęczenia i stresu, a ostatecznie zagubię się gdzieś w międzyczasie swojego życia i marzeń.

Podręczny słownik życia szczęśliwego nie unika głosu intuicji, czyli tego odczucia, gdy czuje-wie, fajnie jest coś zrobić, że to ma sens i wyjdzie z tej czynności przyjemna rzecz, rzecz, która jest zgodna z wewnętrznymi przekonaniami i marzeniami.

k8

Podręczny słownik życia szczęśliwego ma wytłuszczone takie słowa, jak: medytacja (choć krótka, ale codzienna), sztuka, dobra lektura, inspirująca rozmowa, dobra herbata czy kawa, kontakt z naturą, szczerość w wewnętrznych dialogach, tych samym, z którymi bezustannie we wnętrzu głowy się spotykamy.

Podręcznik słownik życia szczęśliwego zna takie słowa, jak strach, rezygnacja, upadek, smutek, bo ma i takie hasła, jak: pozwolenie sobie na odczucie każdego wrażenia, ale swobodne i nieprzylegające do danego uczucia. Czuję, to czuję, odejdzie, jak i wszystko.

Podręczny słownik życia szczęśliwego posiada definicję umysłu jako procesu, którego natura jest zawsze czysta i spontaniczna, łatwa w osiągnięciu i zawsze obecna, jeśli tylko człowiek pozwoli sobie na chwile spokoju i koncentracji w medytacji. Jeśli zostawi zewnętrzny świat zamętu, biegu, lenistwa, rezygnacji, zwątpienia, gniewu, strachu, pragnienia na zewnątrz, i poćwiczenia technikę oddychania. Bo podręczny słownik życia szczęśliwego wie, jak bardzo ważny jest oddech.

Kiedy dobro jest fundamentem świata…

k10

Czy duchowość może być fundamentem i główną zasadą funkcjonowania wszechświata? Oczywiście! I to nawet nie tyle może, ile jest.  Umysł kreuje ludzkie życie: to, w jaki sposób postrzegamy świat, jak na niego reagujemy, jak go interpretujemy i jak w nim działamy, jest bowiem ufundowane na umyśle i jego działaniach. A umysł dąży do jednego – do poczucia szczęścia, wolności, spełnienia oraz radosnej i naturalnej ekspresji siebie. Działa poprzez zasadę czynienia dobra – sobie oraz innym.

k1

Platon, najbardziej indyjski z nieindyjskich mędrców, na piedestał ludzkich doskonałości wyciągnął Prawdę i Piękno, a Dobro uczynił doskonałością najwyższą. Nie inaczej i w Indiach, w praktyce jogicznej. Nic lepiej nie przejmuje skutecznie kontroli nad umysłem, jak dobra motywacja, dobre zachowanie, dobre dążenie, dobry cel i dobre wykorzystanie każdej sytuacji. Sytuacja jest zawsze,jaka jest, ani dobra, ani zła, sztuka panowania nad umysłem i sytuacją polega właśnie na dobrym i energetycznym przekształcaniu każdej sytuacji, tak zewnętrznej, jak i wewnętrznej, w wymarzony efekt. Warto jednak pamiętać, że choć ten efekt jest wymarzony, to nie zawsze dokładnie w takim wyglądzie, w jakim go pierwotnie umyśleliśmy. Ważne, by doraźny efekt był właściwą cegiełką w pokaźnym efekcie końcowym.

Podstawą sukcesu, powodzenia i biznesu jest inteligentny, cwany, zdeterminowany, logiczny i kreatywny, otwarty umysł. Ale patrząc na to poprzez platoński pryzmat, energią, która zasila aktywność mentalną, jest dobro. Dlaczego? Ponieważ to ono, jak nic innego, odkaża umysł, przegania złe, ponieważ niszczące i dobijające, podcinające skrzydła, emocje i myśli. Kiedy nie myślimy źle o sobie, nie interpretujemy w czarnych zarysach sytuacji, nie wychodzimy z negatywna i roszczeniową postawą do rzeczywistości, to otwiera się przed nami przeogromna przestrzeń doraźnych możliwości, spośród których możemy wybrać te adekwatne do naszego zamiaru-marzenia.

A ponadto, hołdując postawie życzliwej, otwartej, pomocnej, hojnej i przyjacielskiej postawie w stosunku do drugiego człowieka (stworzenia), usprawniamy aktywność umysłu. Pozwalamy mu bowiem działać swobodnie – bez utraty drogocennej energii na różne zbędne czynności, przejawiającej się w postaci negatywnych emocji, w jodze zwanych mentalnymi truciznami (zawiść, strach, gniew, rozproszenie uwagi, smutek itp.). Kontrola nad umysłem to nic innego jak:

  • trzymanie umysłu w ryzach uwagi, która zapewnia pełną obecność w danej sytuacji życiowej, co skutkuje przejęciem kontroli nad wydarzeniami i przekształceniem ich zgodnie z naszym marzeniem; zasada jest prosta – nierozproszony umysł jest w pełni obecny w tu-i-teraz, dzięki czemu adekwatnie reaguje na bodźce, a zarazem spokojnie wprowadza w życie swoje intencje i nie poddaje się wewnętrznemu dialogowi dekoncentrujących myśli i emocji
  • spokojny błogostan, bo umysł objęty kontrolą, to spokojny umysł, którego nie gnębi żadna zła (bo rozpraszająca) myśl, to umysł w pełni radosny w każdej sytuacji – bo czym człowiek ma się martwić, denerwować i przejmować, jak coś z zewnątrz może go rozpraszać, skoro jego umysł jest ufundowany w sile dobra?

Czystość myśli, i intencji, szczerość, upór i delikatność w sile, życzliwość i hojność (ta to dopiero rozbija ego, które w nawykowym działaniu chce dla siebie jak najwięcej zagarnąć i zatrzymać) – oto poszczególne cechy składowe Dobra, tak po platońsku i po indyjsku. Bo przecież Platon wielkim nieindyjskim joginem był, podobnie jak i Adam Mickiewicz, ale o tym kiedy indziej.

k9

Walcz, walcz aż do skutku

k2

Nadchodzi w końcu taki dzień, czy moment, że życie staje twarzą w twarz ze ścianą. Ścianą niemożliwości, rezygnacji, niepowodzeń, ścianą, której nie można przejść. I… to dobrze! Bo to bardzo ważny moment, przełomowy. Każda sytuacja kryzysowa jest doskonałą szansą, by przewartościować, przemyśleć, od nowa opracować i wdrożyć w życie nowe scenariusze życia. Kryzys to nic innego jak bycie na rozstaju: między tym, co było i nadal wydaje się aktualne, a tym, co może być, ale jeszcze nie dostrzegamy atrakcyjności tej nowinki.

rose3

Nie wpadaj w depresję czy czarnowidztwo, nie rezygnuj z tej nowości, która nieśmiało wkrada się w życie, ale jeszcze nie umie przybrać określonej formy. Często ta nowość przybiera barwy strachu, niepewności, niechęci, wymówek, wyszukiwania wszelkich powodów na “nie”. To nic. Nie przejmuj się. Każda nowość wzbudza tyle samo ekscytacji, co niepewności i strachu. Usiądź spokojnie po turecku (lub po Buddowemu) w zacisznym i odizolowanym miejscu, zamknij oczy i oddychaj. Oddychaj spokojnie przez jakiś czas. Skup się na tym oddechu. I spędź w ten sposób kilka(naście) minut ze sobą, ze swoim wnętrzem i tą nowością, którą się stajesz. Nie spiesz się, nie analizuj, nie interpretuj, nie wartościuj. Bądź ze sobą: wdech – zatrzymanie powietrza w sobie – wydech – zatrzymanie oddechu – wdech… Poczekaj aż poczujesz, że już.

k3

I walcz, walcz aż do skutku, kiedy zobaczysz,  że w gruncie rzeczy… nie ma z czym walczyć, bo ta ściana jest tylko… znakiem, że nadszedł właściwy moment, by opuścić tak usilne i uparcie pielęgnowane starania, angażujące całe jestestwo, ale koniec końców nic nowego nie przynoszące. Droga, którą się przeszło, dostarczyła drogocennej nauki, przetransformowała umysł, a w ten sposób to, kim kiedyś byliśmy, zmieniło swoją treść. Tak więc teraz cel, którego tak usilnie chcemy, jest już nieaktualny. I to jest przyczyną faktu, że ściana, którą tak usilnie chcemy sforsować, stała się jeszcze twardsza, bo nie jest już nasza – coś przestało być naszym celem, zdezaktualizowało się. Więc albo robimy podkop, albo uczymy się latać i przeskakujemy ponad ścianą, albo przenikamy ją, albo… zwyczajnie odchodzimy w nowe przestrzenie, które bardziej odpowiadają naszym nowym zdolnością i treścią tego, kim się staliśmy…

Niespodziewany i energetyczny impuls do zmiany

kwiatek1

W pewnym momencie swojego życia Siddhartha Gautama, później znany jako Buddha, odczuł, że coś z tym życiem jest nie tak. Sam jednak dobrze jeszcze nie wiedział, co dokładnie go męczy. Rozejrzał się wokół siebie, po swoim pięknym pałacu, z miłością spojrzał na ukochaną rodzinę… i nie mógł dłużej stać bezbronny i nie poszukać wyjścia z tego czegoś, co nie daje spokoju i sprawia, że życie traci sens. Wiedział, że wszystko, co pojawia się w tym świecie, ostatecznie prędzej czy później, zniknie, nieważne czy to mikroorganizm czy makrociało, a nawet sam kosmos kiedyś także ulegnie zniszczeniu (skolapsowaniu?)… tylko po to, aby po odpowiednim okresie czasu pojawić się na nowo, z tymi samymi nierozwiązanymi problemami (czyli z tak zwanym karmanem – zbiorem problemów, podświadomych blokad i niespełnionych pragnień, które wszechświat istot żywych przenosi w swoje kolejne wcielenia). Siddhartha odszedł więc na pewien czas z domu, by wyruszyć w świat w poszukiwaniu nauczyciela i tej wiedzy, która pozwoli wydobyć wszystkie istoty świadome (dżiwy) poza obręb świata niewygody, nieszczęścia oraz… śmierci, starości i choroby. I taką wiedzę Śakjamuni znalazł.

kwiatek2

Jednak to nie ta wiedza (zwana wyzwalającą) jest w moich teraźniejszych słowach najważniejsza, lecz impuls, który nie dawał Siddharcie Gautamie spokoju, impuls, który ostatecznie doprowadził go do staniu oświecenia – całkowitego spokoju mentalnego, absolutnej relaksacji i doskonałej medytacji, innymi słowy – do stanu ponad śmiercią-chorobą-starością. Oprócz tych trzech wizji Śakjamuni zobaczył i czwartą, którą zapisała się mocnym pragnieniem wyzwolenia i stała się ogromnym bodźcem do zmiany – dnia pewnego zobaczył bowiem… szczęśliwego, radosnego i spokojnego ascetę-mędrca, który błogo kontemplował świat i bez angażowania swoich uczuć brał w wydarzeniach tego świata udział.

kwiatek

Bliżej niesprecyzowany impuls do fundamentalnej zmiany w swoim życiu, które może przyczynić się do ważnych zmian w życiu innych osób – bo nie tylko profit w moim własnym (ego-centrycznym, skupionym na moim ego) życiu jest ważna, to jakby połowiczna zmiana. Dopiero taka zmiana nas samych i naszego życia, która wpływa na poprawę życia innych istot żywych ma wartość oraz daje ogromną siłę i energię do działania, nadaje sens temu wszystkiemu, co robimy. Warto więc niekiedy posłuchać pewnego niejasnego impulsu, który z jednej strony jest podszeptem naszego wewnętrznego guru-doradcy, a z drugiej strony, sprawia, że tzw. podręczna definicja siebie, którą przez całe życie o sobie tworzymy, ulega pozytywnej modyfikacji.

Chodzi o to, że przeżywając różne historie w naszym życiu, doznając radości, całe gro przeróżnych kłopotów, trosk i traum, sprawując odpowiedni zawód, mając dane wykształcenie budujemy o sobie pewien obraz, na podstawie którego uważamy o sobie, że jesteśmy tacy a tacy, że możemy to a to zrobić, że mamy takie a takie ograniczenia… I w gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że nie identyfikujemy się za mocno z tym obrazem. To jedynie obraz, nie rzeczywisty zbiór naszych możliwości. Problem pojawia się bowiem wtedy, gdy za bardzo bierzemy do siebie te wszystkie wady i blokady, jakie rzekomo w sobie posiadamy i poddajemy się im. Zamiast iść za marzeniami, z uporem, determinacją, wiarą, kreatywnością i otwartością na możliwości dawane przez świat, poddajemy się. Buddha nie posłuchał swojej słabości, że jest śmiertelny i pewnego dnia zestarzeje się na amen… Nie, uznał, że impuls, który nakłaniał go do czego więcej niż śmiertelność jest dużo potężniejszy niż strach przed tym, że się nie uda.

Warto także pójść o krok dalej i zastanowić się, co tak naprawdę leży u podnóża naszych problem(at)ów i przeżywanych trosk. Czy są rzeczywiście jedynie sytuacje, których codziennie doświadczamy, czy może jakaś głębsza potrzeba, o której zapomnieliśmy lub którą mniej lub bardziej nieświadomie zagłuszamy…

Współczucie i radość – natura czystego umysłu

To będzie krótki wpis, treściwie i na temat:

varanasi

Być może to lekko przereklamowany banał, który ostatnio staje się bardzo modny, zwłaszcza w kręgach samorozwojowych: zamiast koncentrować się na zdobywaniu pieniędzy i pozycji, skup się na rozwoju duchowym i pomocy innym (oczywiście jedno nie wyklucza drugiego). Co jednak sprawia, że ten banał mimo wszystko oddziałuje na podświadomość i kusi swoim przekazem, tym bardziej w ustach Dalai Lamy XIV?

Odpowiedź jest dość prosta – bo współczucie, radość z pomocy innym, dzielenie się swoimi dobrami, w tym także wiedzą, sprawia, że człowiek zaczyna czuć pewien rodzaj spełnienia życiowego. Tym samym znajduje wytchnienie i mentalną przystań w pogoni za dobrami materialnymi.

%d blogerów lubi to: