Moja praktyka własna jogi

Przyszedł czas na podsumowanie mojej już trochę ponad 4-letniej praktyki jogi. Zaczęło się niewinnie – chciałam poznać asany, a dokładniej, jak się czujemy, wykonując asany. Filozofie Indii i sanskryt poznawałam już od 10 lat, a naczytawszy się tyle o mocy medytacji i dharmicznego (etycznego) działania, zapragnęłam poznać te „siedziska” do medytacji, czyli asany. Nie było łatwo, bo coś w środku mówiło mi, że nie jestem ani zwinna, ani wysportowana, ani giętka, ale – z drugiej strony – to właśnie było powodem, ze względu na który przemogłam lenistwo i wyruszyłam do szkoły jogi Manomani we Wrocławiu. I mogę powiedzieć tylko jedno – pokochałam badanie siebie i studiowanie jogi także poprzez medium ciała. Ciało to nie tylko ozdoba, nośnik, to część nas – nasz nauczyciel, który często wskazuje na te przestrzenie w nas, do których bezpośrednio nie mamy świadomego dostępu.

kailash

Na przykład zahamowania…

… czy różne niemożliwości, które w sobie odczuwamy – szybko zorientowałam się, że one są mocno osadzone w ciele. Gdy jestem rozdrażniona, zdenerwowana, gdy nie mogę się skoncentrować, bo czuję rodzaj ucisku, to… wykonuję uttana-asanę. Długo w niej trwam na prostych plecach schodząc coraz głębiej. Schodzi napięcie z mięśni ud, mięśni pośladkowych, prostownika grzbietu…

Poznałam różne style jogi…

… i za wszystkie jestem wdzięczna: Iyengar, hathajoga, yin joga, i mój wymysł drążek-joga 😊 – ćwiczenia na profesjonalnym drążku stały się dla mnie prawie codzienną praktyką (5 razy na tydzień bywałam na siłowni), pojawił się taniec smoka oraz ashtanga joga, która stała się dla mnie fascynacją. Tyle w temacie asan, czy też jogi posturalnej. Joga to oczywiście nie tylko asany. Joga styl życia, filozofia, sztuka życia o podstawie etycznej (jamy i nijamy) oraz dyscyplina cielesno-oddechowa przenosząca w silne stany koncentracyjno-medytacyjne. Joga to sposób istnienia w świecie i czynienie tego świata lepszym dla istot go zamieszkujących.

Czego uczy mnie mata?

Są dni gorsze i lepsze, gdy mamy zły humor, jesteśmy zmęczeni, wszystko jest nie tak – ale to nic, bo nie ma to znaczenia. Ważna jest regularność, coś w rodzaju uporu i poddanie się temu momentowi tu-i-teraz. Asana to nie zawody gimnastyczne, to oddech i coraz głębsze schodzenie w… błogość. Sthira-sukham asanam – asana ma być stała (pewna/utwierdzona/niechwiejna) i szczęśliwa/wygodna we właściwej przestrzeni – tak uczy Patańdźali, tak uczy mnie mata. Pamiętajcie – nikt Was nie rozumie tak, jak rozumie Was mata. 😊😋

Asany… kiedy pojawiły się w jodze

Asany nie od zawsze były w jodze praktykowane. Jeśli bliżej przyjrzeć się historii filozofii jogi, joga-darśanie, to asany początkowo nie były wzmiankowane. Ich różnorodność natomiast jest tworem późnym, bo pojawiającym się wraz z rozkwitem tradycji hathajogi*. Literatura starożytna powstająca u początku naszej ery wspomina asany, ale rozumie je jako pozycje siedzące, mające służyć medytacji, dhjanie. Zresztą termin „āsana” pochodzi o sanskryckiego pierwiastka czasownikowego „ās”, czyli siedzieć. Najstarsza (chyba) definicja jogi obecna w Maitrjupaniszadzie VI,18 asan w ogóle nie wymienia. 

tea-plantation

Zgodnie z Maitrjupaniszadą VI,18, datowaną na pierwsze wieki przed naszą erą, zasady jogi są następujące:
.
🔥dyscyplina oddechowa (prāṇāyāma),
🔥panowanie nad zmysłami (pratyāhāra),
🔥medytacja (dhyāna),
🔥koncentracja (dhāraṇā),
🔥właściwy pogląd (tarka),
🔥wchłonięcie medytacyjne (samādhi).
Oto jest sześć stopni zwanych jogą.
.
Jaką mądrość skrywają w sobie asany poza inteligencją ciała?

Nazwy nie pochodzą tylko od podobieństwa do zwierząt czy figur, często niosą w sobie jakiś przekaz mądrościowy, przywołując opowieść mitologiczną, co jest szczególnie widoczne w asanach mędrców (marići-asana, wasisztha-asana…) i stworów (garuda-asana, hanumana-asana…). By omawiać asany, najpierw trzeba dokonać wstępnego podziału na: asany współczesne (gimnastyczne) oraz asany historyczne (Patańdźali i hathajoga). Kiedyś bowiem asany były tym, czym są z nazwy – siedziskiem utworzonym z ciała i przeznaczonym do: medytacji, pranajamy, mantrowania, a od czasów hathajogi stały się narzędziem zmiany ciała, czasem o terapeutycznych właściwościach (James Mallinson, Roots of Yoga, 2017). Dopiero wiek XX przyniósł wzrost ich liczby… w wieku XXI obserwuje dalszy rozwój asan – albo powstają nowe, albo pojawiają się modyfikacje już obecnych. Daniel Lacerda w 2015 opublikował przewodnik 2,100 Asanas: The Complete Yoga Positions (gorąco polecam).

asanaAsany w literaturze jogicznej
Proces wyłaniania się asan z pozycji siedzących do coraz bardziej złożonych oraz, co jest istotne, układania ich w sekwencje, jest złożony, a badania nad manuskryptami hathajogi ciągle trwają. Tutaj ograniczam się jedynie do trzech przykładów zaczerpniętych – pierwszy z tradycji Patańdźalego (pierwsze wieki po naszej erze, przeważnie II w.) oraz dwa kolejne z hathajogi (około wieku XV):
.
🎋 Patańdźalijogaśastra 2,46
– sutra: asana [jest] stała i wygodna (sthīra-sukham-āsanam) – i tyle
– bhaszja (komentarz) podaje następujące asany:
padma, bhadra, wira, swastika, danda, sopaśraja, paryanka, krauńćaniszadana, hastiniszadana, usztraniszadana.
.
🎋 Hathajogapradipika 1,19-1,54
Pojawia się 15 asan, w tym 4 asany należą do Śiwy – tak są szlachetne:
swastika, gomukha, wira, kurma, kukkuta, uttanakurma, dhanu, matsjendra, paścimatana, majura; siddha, padma, sinha, bhadra
.
🎋 Gherandasanhita 2,3-2,32
W tym świecie istnieją 84 asany, ale 32 przeznaczonych zostało dla ludzi, a są to:
siddha, padma, bhadra, mukta, wadźra, swastika, sinha, gomukha, dhanu, wina, mryta, gupta, matsjendra, goraksza, paśćimottana, uttkata, sankata, majura, kukkuta, kurma, uttana-manduka, uttana-kurma, wriksza, sanduka, garuda, wrisza, salabha, makara, usztra, bhudźanga, joga.
.
Asana nie jest figurą gimnastyczną…
… nie służy sama sobie i nie jest celem jogi. Asana służy koncentracji, odblokowaniu napięć, wzmocnieniu siły ciała i ducha. Niekiedy staje się medytacją samą w sobie… Warto o tym pamiętać, gdy wchodzimy na matę, a gdy z niej schodzimy warto wnieść ten stan ducha – wzbudzony praktyką asan – w dalsze czynności dnia.

Literatura:
🎋J. BIRCH, Unpublished Manuscript Evidence for the Practice of Numerous Āsanas in the 17-18th Centuries, at the „Yoga in Transformation” International Conference, University of Vienna, 19-21/09/2013.
🎋J. BIRCH, „The Proliferation of the Āsanas’s n Late-Medieval Yoga Texts”, Yoga in Transformation. Historical and Contemporary Perspectives, Vienna University Press, 2018, pp. 103-179.
🎋N.E. SJOMAN, The Yoga Tradition of the Mysore Palace, Abhinav Publications, 1999.
🎋A. van der KOOIJ, A. KAIVALYA, Myths of the Asanas, Mandala Publishing, 2011.

* Zgodnie z zasadami gramatycznymi sanskrytu „hathajoga” piszemy łącznie – haṭhayoga (हठयोग). Czytamy razem z „h” w „tha”, bez tego „h” bowiem zamiast „jogi siły/mocy/potęgi/wysiłku”, mamy „zabitą/pobitą/umęczoną jogę”, a przecież nie o to chodzi. 🔥

 

Jogiczna moc gór

SPJK

Czasem zastanawiam się, co tak naprawdę Himalaje wniosły w moją praktykę jogi, co zmieniły. Prawda jest taka, że wszystko we mnie uległo zmianie, i to nie jedynie na polu duchowym (emocjonalnym). Oczywistością jest, że każda daleka i długa podróż jakoś zmienia człowieka, ale w tym wypadku chodzi o coś więcej, ponieważ także moja praktyka na macie uległa zmianie. Nabrałam więcej cierpliwości, uodporniłam się na zimno, ból, zmęczenie, zniecierpliwienie. Nauczyłam się zatrzymywać uwagę i oddech, by po prostu wykonywać to, co w danym momencie należy zrobić.

Góry mają w sobie pewną moc transformacji, której inne tereny nie posiadają. Może chodzi o odosobnienie, spokój, ciszę niemal niekończącej się przestrzeni, swoiste spowolnienie życia, naturalną kuchnię, chłód poranków i surowość nocy? A może to po prostu rozrzedzone powietrze i balansowanie na granicy przepaści? Balansowanie we wnętrzu siebie między dawnym a obecnym.

Myślę, że to cenna nauka. Góry są wspaniałym mistrzem, nauczycielem i oczyszczeniem 🥰

Trening ciała i umysłu poprzez jogę

Każdy z nas oczywiście w mniejszym lub większym stopniu zgadza się ze zdaniem, że joga to nie tylko asany (ćwiczenia), ale także: 🔥 pranajama (dyscyplina oddechowa) 🔥 medytacja 🔥 specyficzna postawa życiowa (etyka, dieta, życzliwa obecność w świecie i wystrzeganie się wielu złych zachowań: kłamstwa, pozoranctwa, głupoty, wykorzystywania innych, złodziejstwa, negatywnych emocje i słów) – tout court joga to sztuka życia wyrażana od starożytności w filozoficznych pismach indyjskich. Dla mnie  joga jest joga-darśaną, czyli filozofią, do której kluczem jest sanskryt, ale… uwielbiam tę jej część, która dotyczy dbałości o nasze ciało pod względem jego sprawności: wytrzymałości, motoryki, siły i gibkości (fleksybilności). Nie nazwę jogi sportem (choć bardzo go szanuję), ale ćwiczenia asan (złączone z pranajamą) nazwę treningiem, a nawet neurotreningiem.

kailash

Neurotrening jogą w dwóch podejściach

Neurotrening jogą angażuje bowiem całość naszej struktury psycho-biologicznej: strukturę mięśniowo-powięziową oraz świadomość-uważność przy użyciu oddechu oraz medytacyjnego wyciszania. Możliwe są dwa podstawowe podejścia treningowe.

🔥 W pierwszym podejściu oddech angażujemy w trakcie praktyki na macie: odpowiednio kontrolując oddech (wdech-wydech), wchodzimy w asany, utrzymujemy je i przechodzimy do kolejnych, wszystko pod kontrolą uważności – świadomej kontroli ruchów i oddechu. Tu nie odbywa się nic z przymusu – ponieważ tak każe instruktor lub ponieważ osoby z boku „robią lepiej”. Tutaj jesteśmy tylko my: nasze ciało, mądrość, spokojne przechodzenie z jednego ruchu w drugi. Jeśli chodzi o mnie, to nie zawsze wykonuję dynamiczne układy (np. powitania słońca) w takim rytmie, jaki proponuje osoba prowadząca zajęcia, czasem wolniej, czasem szybciej „płynę”. I to właśnie o to chodzi – naturalne, swobodne, dbające o nasze ciało i poczucie swobody i satysfakcji płynięcie.

🔥 W drugim podejściu nie kończymy praktyki, schodząc z maty, lecz przenosimy trening w inną przestrzeń. W ten sposób mamy do czynienia z neurotreningiem: wyznaczamy czas na rano lub wieczór (czy jakąkolwiek dogodną dla nas porę), by zasiąść w wygodnej pozycji i pogrążyć się medytacji (dhjanie), połączonej z pranajamą. Technik pranajamy jest wiele i trudno zalecić jedną dobrą sekwencję.

lis

Moja pranajama otwierająca medytację – propozycja techniki

🔥 Zaczynam od naturalnego uspokojenia oddechu, przez ok. 2 minuty. Potem wykonuję intensywną nadi śodhanę – naprzemienne czyszczenie dziurek nosa poprzez zatkanie palcem przeciwnej dziurki do tej czyszczonej. 😃

🔥 Potem wykonuję sekwencję wdech-zatrzymanie-wydech-zatrzymanie w proporcji 1:4:2:1 (dla przykładu: 8 sekund wdech, 32 sekundy zatrzymanie, 16 sekund wydech, 8 sekund zatrzymanie; można tę proporcję zmniejszyć o połowę: 4 sekundy wdech – 16 sekund wstrzymanie – 8 sekund wydech – 4 sekundy zatrzymanie, itp.) powtarzane 18 razy (pomyślą indyjska liczba).

🔥 Następnie przechodzę czynności oczyszczającej umysł, czyli do (pranajamy) kapalabhati (50-100 razy), a potem do pranajamy bhastrika (8-18 razy).

🔥 I zatrzymuję się w stanie błogości, który naturalnie wyłonił się z meandrów świadomości… tutaj zaczyna się medytacja. Nie ma ustalonego czasu w niej trwania.

I teraz, naładowawszy baterię mego umysłu, mogę wracać do życia – pracy, siłowni i… 🥰

🔥 🔥 🔥  

Medytacja w czystej świadomości

ocean

Czasem zastanawiam się, co jeśli nasze życie, nasz stan świadomości, jest czymś jakby treningiem, czymś w rodzaju czasowego wchodzenia na matę? Odcinamy się od nieskończoności, od naszej – powiedzmy – esencji (czystej świadomości), i wchodzimy na pewien czas na ograniczony przestrzennie teren. Nie myślimy już o tym, co jest poza nim. Działamy zgodnie z tym, co aktualnie mamy do zrobienia. Wykonujemy z pozoru bezsensowne ruchy (asany i przejścia między nimi), świadomie odcinając świadomość od dnia codziennego, pracy, obowiązków i marzeń. Godzina mija, a my wracamy do życia, ale jacyś tacy inni…

Efemeryczność świadomości

Podobnie rzecz wygląda z naszym życiem – na pewien okres czasu (ok. 100 lat), na określonej przestrzeni (Ziemia, szerzej Droga Mleczna, jeszcze szerzej czasoprzestrzeń postrzegana zmysłowo), zapominając o potencjalnym źródle naszego pochodzenia, wypełniamy zadania z punktu widzenia wieczności zbyteczne. W oczach wieczności konsumpcjonizm jest nieważny, nasze codzienne walki w pracy również zdają się nieistotne. To, co teraz robimy, zaraz przestanie istnieć, podobnie przyjemności, radości i smutki. A jednak do czegoś ta efemeryczność naszego istnienia jest potrzebna… na macie.

Uświadamiająca moc efemeryczności (na macie)

Doznanie przyjemności wywołane pięknym zapachem, Matka Natura, spacer w parku malowanym kolorami jesieni, zapach liści, promienie słońca przebijające się przez chmury, smak jedzenia, film, katharsis wywołane muzyką, magiczne rozmowy, pisanie, malowanie, taniec, dzieci, miłość, filozofia… z punktu widzenia wieczności są nicością. Ale wieczność nie jest odizolowanym bytem, nicość (pustość) w medytacji jest ważna, nasza wieczność przejawia się poprzez przemijalność ulotnych, efemerycznych momentów zanurzonych w czasoprzestrzeni wyboru. Nie nazwę tego świata terenem walki dobra ze złem, terenem przyjemności i cierpienia, depresji i satysfakcji. Postrzegam nasz wszechświat jako czasoprzestrzeń wyborów, czasoprzestrzeń fenomenalizacji wieczności w efemerycznych momentach, takich jak: myśli, oddechy, doznania, ruchy ciała, uderzenia serca – czynności podlegające naszej kontroli, jak i te, które wymykają się jej, tak w naszym intymnym świecie wewnętrznym (naszej psychice), jak i otoczeniu (ciało, natura, społeczeństwo, a szerzej: kultura i cywilizacja).

Droga Mleczna i góry

To jest jak przechodzenie z pozycji do pozycji na macie, wdech-wydech lub wdech-zatrzymanie-wydech(-zatrzymanie), czasem wysiłek walki z oporem cielesnym, czasem przyjemność trwania w asanę i przebywania w niej… Za chwilę to i tak nie będzie mieć znaczenia, ale w tym teraz momencie jest bardzo ważne. I czy rzeczywiście to znaczenie zaraz utraci? Nie… Bez tego nas nie ma, nie takich, jakimi się czujemy – na macie tworzymy siebie poprzez całościowy proces autoanalizy i doświadczania siebie takimi, jakimi jesteśmy na danym etapie naszego życia. Doświadczamy naszych blokad (anatomicznych i emocjonalnych), wprowadzamy w nie oddech (dajemy przestrzeń), uwalniamy ich zablokowaną energię, doświadczamy tego, co kryło się „za” blokadą. Wydarzenia może i są nieważne, ale proces doświadczania jest konstytutywny.

Jak trafnie zauważył Tomasz Stawiszyński (Nauka o nieistnieniu ja):

Medytacja, a zarazem w każdym razie regularna, uważna obserwacja wszystkich myśli, emocji i postrzeżeń, które pojawiają się w umyśle, prędzej czy później pozwala takiej świadomości bezpośrednio doświadczyć.

Medytacja w czystej świadomości

Efemeryczność naszego istnienia może wydawać się czymś przygnębiającym, ale jeśli poddać ją głębszemu namysłowi, to ukazuje nam swoje drugie oblicze. Częste są przecież doświadczenia medytacyjne, gdy czujemy się – w pewien sposób – wolni od naszego „ja”, czujemy się kimś jakby-z-boku, obserwatorem, czystym doznaniem, które nie identyfikuje się już z wydarzeniami codzienności. I sam powrót z medytacji do codzienności jest niejako doznaniem przebudzenia, olśnienia. Wracamy inny, szczęśliwsi, naładowani nową mocą i energią do życia. Wracając do artykułu Tomasza Stawiszyńskiego czytamy, iż:

nasze osobowe „ja” jest swoistym… złudzeniem. Czy raczej – jak mówił mi rok temu wybitny amerykański filozof Daniel Dennett w wywiadzie opublikowanym na stronie internetowej „Przekroju” – czymś na kształt komputerowego interfejsu użytkownika. Na ekranach laptopów widzimy wprawdzie rozmaite ikony i narzędzia, ale wiemy zarazem, że jest to wyłącznie produkt aktywności różnych podzespołów. I że tak naprawdę żaden folder – w takiej postaci, w jakiej się nam jawi, nie istnieje. 

Otóż podobnie rzecz się ma z naszym indywidualnym „ja”, które choć wydaje się czymś najintymniejszym i najbardziej realnym spośród tego, co nam dostępne – w gruncie rzeczy jest tylko wypadkową bardzo wielu procesów rozgrywających się w różnych obszarach mózgu. Tłem, na którym i dzięki któremu może pojawić się ono jako osobna struktura, jest czysta, niedualna, czyli pozbawiona podziału na podmiot i przedmiot, obserwatora i obserwującego, świadomość. (…) 

Coś w tym jest – nasza czysta świadomość, czyli doświadczenie bliżej niedefiniowanej metafizycznej wolności i szczęścia, wyłania się, przebija przez luki kurczowego trzymaniu się swoich pragnień, utożsamień, smutków, dążeń. Warto na chwilę puścić siebie i zanurzyć się w doświadczeniu medytacyjnym. Już 30 minut rano i 30 minut medytacji wystarcza. Medytacja nie tylko nas oczyszcza, ale i naładowuje energetycznie. 

Rozwój i poznawanie siebie w jodze – rozmowa z Anią Bereś z YogaLab

Mistrz Iyengar podczas pewnego wykładu powiedział, że jeśli chcemy mówić o „purwa jodze”, pierwotnej i czystej jodze, to rozdrabnianie się na poszczególne systemy nie ma sensu. Joga to dhjana i swadhjaja poprzez medium ciała (asan i pranajamy). Medytacja i studia nad sobą (poznawanie swej esencji, czyli samopoznanie) jest jogą. Zapraszam do rozmowy z Anią Bereś z YogaLab.

AB1

Joga… co dla Ciebie oznacza?

„Joga jest zatrzymaniem poruszeń świadomości.” – Regularnie czytam tę definicję z Jogasutr 1,2 zapisaną na ścianie w sali szkoły, gdzie uczę się jogi. Oswajam to. Joga jest ścieżką rozwoju, która koniec końców doprowadza do celu, jakim jest wyzwolenie. 

Jak według Ciebie poprzez asany można zatrzymać poruszenia świadomości?

Na podstawowym poziomie, jeśli osoba przez godzinę przebywa świadomie z ciałem, bo ustawia odpowiednio poszczególne części, to mózg odpoczywa, nie ma miejsca na planowanie ani wspominanie – jest tylko tu i teraz. To jest początek zatrzymania.

Później, jeśli będziesz przebywać wygodnie w skłonie albo odwróconej pozycji przez dłuższy czas, np. w halasanie, i tuż po tym usłyszysz jakąś niepomyślną wiadomość, to Twoja reakcja będzie zupełnie inna – znacznie słabsza niż gdybyś ją usłyszała w trakcie zwariowanego dnia w pracy. Więc asany działają na poziomie fizjologicznym i biochemicznym. Mogą działać w kierunku może nie od razu zatrzymania, ale zmniejszenia liczby poruszeń świadomości.

Czym jest przed chwilą wspomniany przez Ciebie rozwój rozumiany jogicznie?

Rozwój oznacza po prostu stawanie się lepszym sobą, głównie poprzez jamy i nijamy [kodeks etyczny jogi], które są dosłownym zadaniem do wykonania. Rozwój przebiega przez dojrzewanie do wyższych stanów świadomości, ale to tylko środek. Mózg z pozycji ego nie może wyjść poza ego. Trzeba tutaj jakiegoś środka ekstra. 

Jak rozumiesz „ego”?

To konstrukt, który polega na instynktach, pierwotnych mechanizmach reakcji. Ale jakaś część nas chce wolności od tych instynktów, od samych siebie.

AB3

W takim razie do czego służą Ci asany?

Bo jestem od Iyengara 😊 W tej metodzie chodzi o połączenie ciało-umysł – chodzi o bardzo precyzyjne kontrolowanie ruchów ciała, by następnie spowolnić umysł, wyciszyć go.  Wychodzimy od pracy z ciałem, która poprzez odpowiednie ułożenia wpływa na określone działanie mózgu. Ciało jest bardzo wdzięcznym przedmiotem koncentracji, pierwszym, podstawowym, jaki mamy. Żyjąc w głowie, zapominamy o nim. Precyzyjne ustawianie ciała prowadzi do wyciszenia natłoku myśli. To bardzo duża ulga 😊

A dlaczego akurat metoda Iyengara? Obecnie to jedno z najbardziej popularnych podejść do jogi, chyba na równi z ashtanga jogą. Każda metoda jogi przecież stara się wpłynąć na umysł poprzez zapanowanie nad ciałem. Owszem metoda opracowywana przez B.K.S. Iyengara jest precyzyjna, jednak właściwie przeprowadzona hatha czy winjasa również dba o dokładność ruchów: wchodzenie w pozycję, trwanie w niej i przechodzenie do kolejnej.

Chyba właśnie ta łatwość dostępu na początku przesądziła. Potem urzekła mnie precyzja ruchu i wskazówek. U Iyengara wszystko jest jasne. Wiadomo, jaki kolejny ruch wykonać, co poprawić, jak pokierować czyimś ruchem. To buduje zaufanie do nauczyciela, tym bardziej, że ten system operuje jasnym systemem weryfikacji umiejętności nauczycielskich. A jednocześnie liczba  możliwych sekwencji jest ogromna. I są pomoce ułatwiające właściwe ustawienia ciała.

Co joga zmieniła w Twoim życiu?

Tutaj kryje się pewna historia. Przyszła do mnie koleżanka, chciała iść na jogę, miałam wolne popołudnie, więc poszłyśmy razem. Bolały mnie plecy, chciałam coś z tym zrobić. Nie przypomnę sobie teraz stylu. Potem zaczęłam chodzić na zajęcia body art, gdzie przede wszystkim podobały mi się elementy jogi. Nagle trafiłam na stronę Stowarzyszenia jogi Iyengara. Niedługo później zapisałam się na egzamin na kurs nauczycielski, na który kompletnie nie byłam wtedy przygotowana. Przekonałam się jednak co do jednego – to jest ta praktyka i metoda, którą chcę bliżej poznać. Trudno powiedzieć mi, co dokładnie przez 9 lat obcowania z jogą zmieniła ona w moim życiu, bo nie wiem, jakie byłoby moje życie bez jogi. Na pewno dodała mi odwagi do podejmowania własnych decyzji. Dała mi też możliwość poznania wielu bardzo ciekawych osób. Doświadczenie jogi pokazało mi, jak można cieszyć z małych rzeczy czy sytuacji.

Skąd czerpiesz wiedzę o jodze? 

Źródłem inspiracji są dla mnie moi nauczyciele i… doświadczenie własne. Też studia na Uniwersytecie Wrocławskim, artykuły w sieci o hatha-jodze i jej historii, np. Jima Mallinsona i jego współpracowników.

Jakie joga sprawia Ci trudności?

„Joga Iyengara jest doskonała, ale ludzie, którzy ją realizują, tacy nie są.” – to słowa Faeq’a Birii. To samo można odnieść do całości jogi. Trudności nie mam więc z jogą, ale z sobą w jodze. Jednak jeśli już pytasz o jogę, to najwięcej trudności mam z… samadhi. 

Hmm… z samadhi?! A czy mogłabyś podzielić się kilkoma wskazówkami dla osób, które dopiero zaczynają praktykę jogi?

Kiedy już zaczniesz, to nie przestawaj. Nawet jeśli jakieś asany nie będą dla ciebie dostępne, to rób pranajamy. Bo postęp albo przełom często może przyjść, gdy nie poddasz się pozornie obezwładniającemu zniechęceniu czy wątpliwościom.

Jakie joga niesie dla Ciebie w sobie wartości?

To trudne pytanie i nie wiem, co mam na nie odpowiedzieć. Wartością jogi, tak jak jest praktykowana teraz na Zachodzie, jest w moim oglądzie, wprowadzenie równowagi w życie człowieka.

Joga wymaga wygospodarowania czasu, więc mniej   go poświęcamy na niepotrzebne czynności, wymaga zatroszenia się o siebie – o to co jemy, z kim spędzamy czas, ile pracujemy. Joga uwrażliwia nas na duchowe aspekty życia. 

Widzę ludzi, którzy przychodzą na zajęcia i to jak szybko następują w nich zmiany. Jeśli osoba, staje się bardziej pogodna, otwarta, pewna, spokojna, zmienia się też jej otoczenie, jej relacje, rodzina. To bardzo dobre zmiany. Wartością jogi jest więc wrażliwość na siebie, poznawanie siebie, by potem móc otworzyć się na innych.

Dziękuję za rozmowę 😊


AB2

Anna Bereś – socjolog, studentka Jogi klasycznej na UWr, w trakcie kursu nauczycielskiego w ramach Stowarzyszenia Jogi Iyengara. Czerpie wiedzę od najwyżej wykwalifikowanych nauczycieli tego nurtu, pozostaje pod szczególnym wpływem Faeq’a Birii, do którego jeździ corocznie na wakacyjne intensivy. Pod szyldem YogaLab uczy jogi we Wrocławiu.

Taniec smoka (yin joga)

To nie jest taniec godowy ani religijny. To taniec bitewny. Postaci są dwie: wojownik i smok, a impulsem – ogromne pragnienie panowania, kontroli, stawką – życie.

Taniec smoka
Jest piękny, lecz ta sekwencja ruchów w tradycji yin jogi wymaga harmonii i spokoju w oddechu i ruchu. Smok to spokojny przepływ energii qi. Nie ma reguły, że ruch ma być szybki czy wolny. Ważne, by był płynny, harmonijny, naturalny. Istotne jest, by uspokajał umysł, i odwrotnie, by oddech i umysł uspokajały ruch. Tu nie ma miejsca na niepokój, forsowanie czegoś, walkę z naturą, łamanie siebie, swego ciała (mięśni), tu nie ma żadnej innej walki niż… poddanie się. Wojownik w końcu podda się pięknu smoka, potędze bestii, mocy lotu i wolności. Tak, na początku to trudne, na początku nic nie będzie płynne ani naturalne.

Pragnienie contra dyscyplina

Bo wojownik chce – chce zwyciężyć, chce stać się sławny, bogaty, chce być panem. Pragnie, pragnie bardzo. A bestia nie pozwala, ogranicza. Wojownik to zgodnie z indyjskim światopoglądem kama – pożądanie i pragnienie, to artha – żądza bogactwa. A smok to dharma – powinność, obowiązek, reguła (społeczna, prawna, religijna), to dyscyplina, samokontrola. Wojownik nie chce poddać się temu, co trzeba. On jedynie chce, byle szybciej, nawet jeśli jest to wbrew regułom. Jest silny i sprytny, „na co więc reguły?” – myśli sobie. Może zabić przecież smoka. Może tak łatwo złamać reguły. Zbliża się więc. Smok wyczuwa przeciwnika, prostuje skrzydło, wznosi ogon, zieje ogniem. Wojownik jest zwinny, wślizguje się pod brzuch bestii, wyciąga sztylet, celuje w odsłonięte serce bestii. Serce pulsuje, bestia jest bezbronna, w istocie zawsze taka była. Wojownik nie umie… Nie jest w stanie przebić serce bestii. Zastyga, bo w tym momencie rozumie. Rozumie wszytko. Odkrywa Prawdę.

Zrozumienie praw Natury

Odkrywa, w czym leży piękno, majestat i moc bestii. Rozumie, że dobro i zło zawsze zależy od niego, to on decyduje, co wybierze i do jakich celów wykorzysta swoje popędy i powinności. Wypuszcza sztylet. Chwyta mocno za brzuch bestii. Nie chce puścić, już nigdy. To jego smok. Bestia zieje raz jeszcze ogniem. Prostuje ogon i wzlatuje razem z wojownikiem. Bohater i smok są jednym. Lot oznacza mokszę, wyzwolenie, uwolnienie się.

Yin joga
Taniec smoka wpisany jest w tradycję yin jogi, wyniku fuzji kung fu i przejść jogi, połączenie pozycji statycznych kontroli oddechu i… archetypu walki wewnętrznej rozumianej jako okiełznanie pragnienia i głupoty w pogoni za ideałem wyzwolenia, transcendencji. Na poziomie anatomii taniec smoka, jak i cała yin joga, oddziałuje na powięzi, dzięki czemu mięśnie dostają jakby wewnętrzny masaż. Z pozycji można przebywać od 3 do 20 minut, spokojnie i naturalnie poddając się sile grawitacji, pogłębiając pozycję wejściową. Jednak taniec smoka to coś więcej.

Przykład sekwencji latającego smoka:

Przykłady tańca smoka:

Chodzi tu o ruch, swobodny przepływ oddechu, przejść, myśli, delikatność i swoistą bierność, wsłuch(iw)anie się w swój naturalny rytm, dźwięk…

1

2

3

Poranna pranajama zamiast kawy – wywiad z Tomkiem Sobotko ze Szkoły Jogi Tapas

Jadłem kromkę chleba z masłem i jabłko przez pół roku, ćwiczyłem proste pranajamy i czułem przechodzące przez moje ciało jakby promienie słońca, to było wspaniałe uczucie. Tym razem wywiad wyjątkowy, ponieważ joga opisywana jest poprzez jej pranajamiczny pryzmat – dyscyplinę oddechową i to, jak bardzo pranajama może zmienić nasze ciało, umysł i życie. Moim rozmówcą jest Tomek Sobotko ze Szkoły Jogi Tapas.

4

Zaczynamy tendencyjnie… czym jest dla Ciebie joga?

Joga jest dla mnie… wszystkim, stylem życia, określa większość dnia. Jest moją pracą, narzędziem do odkrywania rzeczywistości, do rozszerzania świadomości. Jamy i nijamy [wskazówki etyczne] przekładają się na wegański tryb życia. Do tego dochodzi moja praktyka własna – poranek zaczynam od pranajamy, i jeśli się spieszę, to jest to tylko 15 minut, a normalnie pół godziny. Pranajamę dodaję także do zajęć. Ćwiczenia oddechowe traktuję jako oczyszczenie organizmu, stosuję podstawowe pranajamy: kapalabhati, nadi śodhana, surja bhedana, bhastrika.

Gdy potrzebuję przebicia, pobudzenia ciała, to zamiast dobrej kawy, wolę pranajamę, bo otwiera umysł. Pranajama stosowana przeze mnie na pobudzenie jest bardzo prosta: 10 mocnych oddechów wraz udźdźaji bandhą przez minimum 3 minuty. Żadna kawa nie może się z tym równać!

Oddech udźdźaji jest bardzo ważny. Gdy nie założymy tej blokady, bandhy, na gardło, to nie wyjdzie nam świadome kontrolowanie wdechu i wydechu. Delikatnie zaciskamy gardło, aż pojawi się dźwięk przypominający „ha”, dodatkowo zaciskamy mięśnie u dołu brzucha i próbujemy… Jak zaczęła się Twoja przygoda z jogą? Jakie były powody i okoliczności?

W wieku 14 czy 15 zetknąłem się z małą książeczką dotyczącą jogi oraz z praktyką ruchu Świadomości Kriszny. Co tu kryć? – zawsze fascynowały mnie moce jogi, przede wszystkim zatrzymywanie oddechu na długi czas. Potem poszedłem w kierunku sztuk walki – aikido u Jurka Sapieli. A tak naprawdę przygoda z jogą zaczęła się, gdy byłem w wojsku, a ciało i psychika szwankowały: kręgosłup i mięśnie, dodatkowo pojawiły się stany lękowe po chronicznym stresie. Chciałem odnaleźć drogę, by zrozumieć, co się dzieje we mnie – poszedłem więc do Tomka Lisa, w tradycji jogi Iyengara. Czułem odprężenie mięśni, mogłem już spać. Napięcie mięśniowe coraz bardziej schodziło, co odprężało układ nerwowy. Praktykowałem 3 lata 4 razy w tygodniu, do tego dochodziła praktyka własna, bo dawało mi to ukojenie. A wracając jeszcze do mocy: jadłem kromkę chleba z masłem i jabłko przez pół roku, ćwiczyłem proste pranajamy i czułem przechodzące przez moje ciało jakby promienie słońca, to było wspaniałe, bardzo energetyczne uczucie, ale zaczęło się wojsko i nie mogłem już tak często praktykować ani tak mało jeść.

Co joga zmieniła w Twoim życiu?

Po pierwsze, stałem się wegetarianinem, bardziej otwartym dla przyrody. Co jest dla mnie bardzo ważne – joga poszerzyła sposobu widzenia i odczuwania. Chodzi nie tylko o asany, ale przede wszystkim praktykę uważności w medytacji i pranajamie. Po drugie, przywróciła mi  zdrowie i sprawność. A po trzecie… zakochałem się w jodze i… na jodze (wywiad z Dorotą, żoną Tomka).

2

Który styl jogi jest w Twoim życiu najważniejszy? I dlaczego właśnie ten?

Styl Iyengara – bardzo lubię tę technikę, która uważam, że jest bardzo nam potrzebna w  obecnych czasach. Uczy precyzji i koncentracji, a poza tym nie pozwala zrobić sobie krzywdy, może być stosowana w celach rehabilitacyjnych.

Doświadczenia własne i lata praktyki mistrza B.K.S. Iyengara oraz jego chęć stworzenia metody jogi, która pomoże przywrócić zdrowie, sprawiły, że jest to bardzo staranna i drobiazgowa technika. Powiedz mi, czym się inspirujesz w swoich poszukiwaniach jogicznych? Czy masz jakiegoś mistrza, osobę, które nauczyła Cię wiele i nadal inspiruje do działania i bycia dobrym człowiekiem i joginem…?

Inspirację czerpię z każdej spotkanej osoby, która wpłynęła na jakość mej praktyki. Tomek Lis pokazał mi, że joga jest dla zdrowia oraz skierował mnie ku wegetarianizmowi. Ewa Moroch zainspirowała mnie do winjasy. Patrycja Jarosz podobnie – winjasa. Aikido – to technika intuicyjna, w której nie używając siły, można obrócić siłę przeciwnika przeciw niemu.

Skąd czerpiesz swoją wiedzę o jodze?

Tak zwana „czarną książeczką” Iyengara, czyli „Joga” B.K.S. Iyengara, ja to kiedyś mówiono o niej, była moim pierwszym źródłem inspiracji, a ponadto szukam wiedzy w innych publikacjach książkowych. Teraz jest inaczej niż te kilka czy kilkanaście lat temu, gdy dobra książka o jodze była ciężko dostępna.  Moja praktyka własna uczy mnie wiele, podobnie jak praca z osobami nie w pełni sprawnymi. Muszę nawet powiedzieć, że im ktoś ma większą dysfunkcję, tym lepiej wchodzę z nią lub nim w dialog. Lubię wspólnie praktykować i wspólnie naprawiać zdrowie.

Dla kogo zatem według Ciebie joga jest specjalnie użyteczna?

Według mnie joga może być najbardziej pomocna dla osób starszych, z urazami, z dysfunkcjami, jakąś niesprawnością fizyczną, bo daje więcej wolności w ciele. Usuwa część cielesnych blokad, człowiek odkrywa nagle, że… może się sprawniej ruszać i czuje się bardziej swobodny.

Jakie wartości wnosi joga do współczesnego świata?

Ludzie stają się bardziej obecni, świadomi swego ciała, a przez to podnosi się świadomość międzyludzka, wzrasta wnikliwość i obserwację w myśl zasady „od ciała poprzez oddech do umysłu”.

Czy jest w jodze coś, co Tobie nie odpowiada? Czy masz z czymś trudności (i nie mam tu na myśli trudności związanych z asanami)?

Joga jest tak ogromna, to tak stara tradycja o ogromnej literaturze, i mam problem z ujęciem jej całościowego kształtu… Dlatego poszedłem na studia jogi na Uniwersytet Wrocławski.

Często stojąc na macie, często nie zdajemy sobie sprawy, z czym mamy do czynienia. Początki jogi nikną w starożytności Indii, może to być VIII w. p.n.e., może to być IV w. p.n.e., a może być okres między III a II tys. p.n.e., gdy Cywilizacja Doliny Indusu przeżywała swój rozkwit. Upaniszady (VIII w. p.n.e. do początków naszej ery) są najwcześniejszym świadectwem jogi, potem pojawia się obszerna w treści i przesłanie jogiczne Mahabharata (IV w. p.n.e. – IV w. n.e.) następnie Jogasutry (II w.) z komentarzami, by w końcu światło dzienne ujrzała obszerna literatura hathajogi (od mniej więcej XV w.). To jest rzeczywiście c-o-ś! Joga nie jest nowym wynalazkiem – to precyzyjnie opracowywana filozofia życia tworzona w introspekcji poprzez medium ciała i oddechu. Jak nam mówią pisma mądrościowe jogi – słowa i wyjaśnienia są dla umysłu, praktyka jest sednem.

1

A gdybyś miał przekazać jedną wskazówkę dla osób zaczynających praktykę jogi, co by to było?

Skup się na technice, nie rób niczego byle jak, nie spiesz się. I znajdź dobrego nauczyciela.

To może zabrać trochę czasu, ale warto.

A dodatkowo: Nie patrz na innych. Jesteś tylko Ty i Twoja praktyka. Poznaj podstawy ośmiostopniowej jogi, by zrozumieć, że joga znaczy więcej niż ćwiczenia. To sposób życia w dbałości o całą naturę.

To ważne, bo joga to nie tylko asany na macie, to życie w całości jego wymiarów – także etycznym i społecznym. Dziękuję za rozmowę.

5


Tomasz Sobotko jest certyfikowanym instruktorem hatha jogi, praktykuje od  10 lat. Najbliższa jest mu joga Iyengara, ale stale włącza w swoje zajęcia elementy różnych nurtów – od vinyasy po rehabilitację w ruchu. Razem z żoną Dorotą współtworzy jeleniogórską Szkołę Jogi Tapas.  Obecnie studiuje Jogę Klasyczną na Uniwersytecie Wrocławskim i pracuje nad stworzeniem przyjemnego miejsca do praktyki jogi w Karkonoszach. Indie mają bowiem Himalaje, a Polska ma Karkonosze – trzeba więc korzystać! 

karkonosze

Regularna praktyka asan wymaga medytacji

yoga-1971545_1920

Już 25-minutowa praktyka hathajogi i medytacji uważnościowej poprawia aktywność mózgu i podnosi poziom energii organizmu, zgodnie z badaniami opublikowanymi w 2017 przez Uniwersytet w Waterloo (Ontario).

31 kobiet w przedziale wieku 18-48 lat, rekrutowanych przez ogłoszenia umieszczane w szkołach jogi, kawiarniach i kampusie uniwersyteckim, posiadających doświadczenie w praktyce jogi od 4 miesięcy do 5 lat, wzięło udział w badaniu na Uniwersytecie w Waterloo. [1] Badanie nad połączeniem praktyki hathajogi z praktyką medytacji (np. mindfulness) zostało podjęte ze względu na dotychczasowe obiecujące rezultaty poprzednich badań, w których joga i medytacja wykazały duży potencjał poprawy funkcji poznawczych (uwaga, pamięć i funkcje wykonawcze). Funkcje wykonawcze są zbiorem zdolności pozwalających na autoregulację emocji, myśli i zachowania, często wymagających mentalnej elastyczności i dobrej kontroli emocjonalnej. [2]

Badani praktykujący hathajogę w połączeniu z medytacją wykonywali kontrolowaną praktykę w następujący sposób [3]:

  1. medytacja mindfulness przez 9 początkowych minut (nieoceniająca obserwacja, koncentracja na oddechu, obserwacja emocji, obserwacja myśli, obserwacja ciała)
  2. hathajoga od 9 do 25 minuty (z zaznaczeniem, iż badani mają unikać nadmiernego wysiłku i niewygody w asanach: kot, powitania słońca A podwójnie wykonane, powitania słońca B, wojownik II, drzewo, mostek, skręt, śawasana)
Wyniki badań

Zgodnie z wynikiem badań, 25-minutowa praktyka hathajogi wpływa korzystnie na wzrost koncentracji i redukuje proces tzw. szumu informacyjnego. Mózg uczy się koncentrować uwagę na jednym zadaniu, nie reagując na rozpraszające bodźce. Ponadto spowodowane hathajogą wzrost poziomu endorfin i wzmożony przepływ krwi do mózgu wpływają korzystnie na podniesienie ogólnego poziomu energii, skoro nie jest ona wydatkowana na zbędne aktywności (np. towarzyszące nam na codzień rozproszenie uwagi).

avenue.jpg

Hathajoga

Joga jest starożytną indyjską praktyką, nakierowaną na utrzymywanie uważności ciało-umysł w celu urzeczywistnienia wyższych stanów świadomości. [4] Hathajoga jest najczęściej ćwiczonym stylem jogi, łączy w sobie świadome wchodzenie i utrzymywanie asany, praktyki oddechowe oraz medytację. [5] Oprócz hathajogi popularne są obecnie style ashtanga jogi, jogi Iyengara, winjasy i Śivanandy. Problem z hathą jest jednak taki, że właściwie oznaczać może wszystko, a przez to może być nauczana przez zupełnie do tego nieprzygotowane osoby. Historycznie nazwa „hathajoga” odnosi się do nowożytnej postaci jogi spisywanej od XV wieku, kładącej nacisk na integrację asan z pranajamą, mudrami, bandhami i technikami oczyszczającymi, krijami. Literatura hathajogi zwie ją dopełnieniem radźajogi, jogi królewskiej, obecnej w Jogasutrach Patańdźalego (ok. II w.). Obecnie jednak mało który hathajogin odwołuje się do wykładu nauk obecnego w Hathajogapradipice Swatmaramy i Gherandasanhicie. Często taki samozwańczy hathajogin wypracowuje sobie pewien zestaw asan i przejść między nimi, by następnie nazwać ten zestaw ćwiczeń hathajogą. Nie ma nic złego w samodzielnym konstruowaniu praktyki jogicznej, w Indiach jest podobnie, ale w ojczyźnie jogi to nie asany uchodzą za jogę. Tradycyjnie joga to połączenie praktyki cielesnej z oddechową i medytacyjną w celu uwolnienia zablokowanej wewnętrznej energii mentalno-emocjonalnej, uwolnienia blokad cielesnych (skurczy) i wprowadzenia harmonii do ducha/serca jogina. Zestaw opracowanych ćwiczeń bez zrozumienia filozoficznej głębi przesłania jogi oraz bez regularnej praktyki medytacji jest tylko kolejną postacią gimnastyki. Regularna praktyka jest dosłownie taka – codzienna.

Nie jestem jednak pewna, czy 25 minut połączonej praktyki jogi i medytacji jest wystarczające, by poczuć się lepiej na ciele i umyśle. Według mnie godzina stanowi minimum, bo dopiero po kilkunastu minutach ciało się otwiera, umysł koncentruje, serce nabiera ochoty na praktykę. Najlepiej jeśli ta godzina jest wygospodarowana codziennie, bo wtedy energia się oczyszcza, umysł łagodnieje (uspokaja się), a ciało – zwłaszcza na poziomie powięziowym – zaczyna reagować. Oczywiście nie zawsze mamy godzinę w ciągu dnia, ale warto czasem specjalnie tak zaplanować weekend (czy inny czas wolny), by przeznaczyć godzinę na medytację. To działa – nasz mózg, ba! – całe nasze ciało, pokocha nas za ten czas sam na sam z naszą uwagą. 🥰

Medytacja

Medytacja staje się coraz popularniejszym narzędziem uspokajania siebie [6]. Można ją zdefiniować jako trening mentalny, w którym narzędziem jest uważna regulacja emocji poprzez koncentrację uwagi na wybranym przedmiocie (intencji, zewnętrznym lub wewnętrznym krajobrazie itp.). [7] Medytacja mindfulness ogniskuje się przede wszystkim na nieoceniającej obserwacji aktualnych myśli, emocji i doznań cielesnych, co wykształca otwartość oraz akceptację. [8] Generuje wdzięczność i zdolność szybkiej adaptacji do zmieniających się warunków. Pusty umysł i puste ręce złożone w geście medytacyjnej otwartości i współczucia stwarzają przestrzeń, oczyszczają ducha, dodają ciału siły…

meditation


1. Yoga, meditation improve brain function and energy levels, study shows (tutaj) na bazie: Luu Kimberley, Hall Peter A., “Examining the Acute Effects of Hatha Yoga and Mindulness Meditation on Executive Function and Mood”, Mindfulness 8/2017, pp. 873-880. (tutaj)

2. Miyake A. and Friedman N.P. et al., “The unity and diversity of executive functions and their contributons to complex frontal lobe task: a latent variable analysis”, Cognitive Psychology, 41/2012, pp. 49-100; Luu K. and Hall P.A., “Hatha yoga and executive function: a systematic review”, Journal of Alternative and Complementary Medicine, 22/2016, pp. 125-133; Chiesa A. et al., “Does mindfulness training iprove cognitive abilitie? A systematic review of neuropsychological findings”, Clinical Psychology Review, 31/2011, pp. 449-464.

3. Luu K., Hall P., Examining the Acute Effects of Hatha Yoga and Mindulness…, p. 875.

4. Bryant E.F., The Yogasutras of Patañjali: a new edition, translation, and commentary, North Point Press, New York 2009.

5. Swami Muktubodhananda, Hatha Yoga Pradipika, Sri Satguru Publications, New Delhi 2012.

6. Clarke H. et al., “Trends in the use of complementary health approaches among adults”, National health Statistic Reports, 79/2015, pp. 1-15.

7. Raffone A. and Srinivasan N., “The exploration of meditation in the neuroscience of attention and consciousness”, Cognitive Processing, 11/2010, pp. 1-7; Tang Y. et al., “The neuroscience of mindfulness meditation”, Nature Review Neuroscience, 16/2015, pp. 213-225.

8. Bishop S.R. et al., “Mindfulness: a proposed operational definition”, Clinical Psychology: Science and Practice, 11/2004, pp. 230-241.

Trening woli, czyli ponad sto lat jogi w Polsce

Czasem może się wydawać, że joga w Polsce ma krótką historię (10 lat, może 20), rozpoczynając się wraz z kulturą fitnessu i dbałości o ciało. Tymczasem pierwsza polska wzmianka o jodze pochodzi z 1746 z Nowych Aten albo Akademii wszelkiey scyencyi pełnej autorstwa Benedykta Chmielowskiego. W 1890 roku w Nowinach Lekarskich ukazał się artykuł o medycznym potencjale jogi. Natomiast tym, co mocno pobudzało medyczne i filozoficzne umysły badaczy początku XX wieku był trening woli poprzez jogę i umiejętność – jako wówczas uważano – autohipnozy wprowadzającej organizm jogina w stan snu jogicznego, tj. czasowego zatrzymania funkcji życiowych.

madrid5

Naukowe, wierne sanskrytowi, tłumaczenie Jogasutr dr. Leona Cyborana ukazało się w PWN-ie w 1986 roku, Maurycy Frydman, Tadeusz Pasek działali dla dobra jogi posturalnej w czasach po II wojnie, Wincenty Lutosławski (będący inspiracją zarówno dla Tadeusza Paska, jak i Jerzego Grotowskiego) i Józef Świtkowski przed 1939 rokiem. Pierwsze tłumaczenie Jogasutr dokonane przez Antoniego Pełkowskiego ukazało się w 1927 roku, na bazie niemieckiego tłumaczenia z sanskrytu autorstwa zasłużonego dla studiów indologicznych Paula Deussena. Lecz to nie wszystko. Kręgi spirytualistyczne, ezoteryczne, jogą interesowały się od bliżej niesprecyzowanego „zawsze”, natomiast medyczne zainteresowania polskich badaczy (Pierwsze medyczne wzmianki o jodze), na jogę zwróciły uwagę w związku z aktywnością otoczenia teozoficznego. Towarzystwo Teozoficzne, założone w 1875 roku w Nowym Jorku przez Helenę Bławatską i Henry’ego Olcotta, wydawało się dostarczać pierwszej fachowej wiedzy o jodze i jej mocy transformacji istoty ludzkiej ku wyższemu celowi, ku doskonałości i wysubtelnieniu cudownych mocy. W 1890 roku w Nowinach Lekarskich ukazał się Pogląd na stan sztuki lekarskiej w Indjach starożytnych doktora Wacława Zaremby. Pierwsza, powiedzmy, naukowa polska wzmianka o jodze ukazała się we 1746 w Nowych Atenach albo Akademii wszelkiey scyencyi pełnej… część wtóra (Lwów) autorstwa Benedykta Chmielowskiego.

W 1913 roku w Pracach z psychologii doświadczalnej ukazały się Oddechy jako czynnik życia duchowego autorstwa Edwarda Abramowskiego (1868–1918), profesora psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, można nawet powiedzieć – przyjaciela Wincentego Lutosławskiego (stryja słynnego Witolda Lutosławskiego), autora niezwykle poczytnego wtenczas i wielokrotnie wznawianego podręcznika ćwiczeń jogi Rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia (napisanej w 1905 roku, wyd. pierwsze i drugie: Warszawa 1909 i 1910, oraz wyd. trzecie poprawione przez autora wskutek pewnych doświadczeń duchowych: Wilno 1923), artykułu Joga, czyli rozwój potęgi woli przez psychofizyczne ćwiczenia (Eleusis. Czasopismo Elsów: cz. I: 1907, cz. II: 1908), i między innymi Volonté et Liberté (Tlemcen 1912). Prawdopodobnie jedynie tę ostatnią pracę Wincentego Lutosławskiego profesor Abramowski czytał i tak o niej w liście do autora napisał (Świerzowska 2019: 269 [1]):

jej lektura przyniosła mu „wiele przyjemności umysłowych i moralnych”, a co ważniejsze, zbiegła się w czasie z rozpoczętymi właśnie „badaniami doświadczalnymi nad wolą, a także oddechem” i dostarczyła mu wiele tematów do przemyśleń (Abramowski 1913a [niepublikowany list do W. Lutosławskiego, Archiwum nauki PAN i PAU]).

W istocie badania nad wpływem oddechu na samokontrolę pacjenta profesor Abramowski przeprowadził, a procedurę oraz wyniki opisał we wspomnianych już Oddechach jako czynniku życia duchowego (1913). Wyniki badań przeprowadzonych na 23 osobach, głównie kobietach, nie były, jak zaznacza, przełomowe, choć pozytywnie nastrajały do dalszych badań nad wpływem jogicznego oddechu w procesie obejmowania swego ciała nieograniczoną kontrolą woli. Z perspektywy czasu pojawia się tutaj jednak dość mocne zastrzeżenie, iż w tamtym momencie techniki pranajam, sposób ich praktykowania oraz skorelowania z asanami i innymi hathajogicznymi aspektami nie były znane. Profesor opierał się jedynie na tym, co mógł tu i ówdzie przeczytać, a teksty te były przefiltrowane przez kręgi teozoficzne czy też domysły autorów nierozumiejących i niepraktykujących jogi lub nieprzekazujących w sposób otwarty metod jej praktyki. Trzeba było czekać niemal sto lat, by badania nad pranajamą mogły być medycznie podejmowane. Niemniej jednak warto zauważyć, że to polski badacz był jednym z pionierów takiej postawy medycznej.

Paralelizm ciało-umysł

Profesora Abramowskiego szczególnie interesowała możliwość wpływania umysłu na ciało i ciała na umysł, a dokładniej wzajemne oddziaływanie ciało-dusza poprzez medium oddechu. Na gruncie jogi naukowiec upatrywał ów paralelizm psychofizyczny, czyli wzajemną przekładalność stanów biologicznych na psychiczne i odwrotnie, wyrażająca się w przekonaniu, iż każda czynność cielesna ma swój korelat psychiczny (emocjonalny i myślowy), w funkcji oddechu jako mediatora między ciałem i psychiką-duszą, i w ten sposób chciał wyjaśnić pranajamę w badaniach doświadczalnych. Joga bowiem ciekawiła go jako „empiryczny przejaw psychologii głębi” (Jan Tuczyński Motywy indyjskie w literaturze polskiej 1981, cyt. za Świerzowska 2019: 268) i tak oto pisał (cyt. za Świerzowska 2019: 269):

(…) możemy zmieniać dobrowolnie duszę przez ciało, albo też ciało (…) przez duszę. Znajomość dokładna paralelizmu dałaby nam zatem nieograniczoną władzę nad sobą.

A tutaj z pomocą przychodziłby kompleksowy sposób życia: modyfikacja procesu oddychania, zmiana nawyków żywieniowych, asany.

Trzy cele praktyki oddechowej wg prof. Abramowskiego [2]

Cel pierwszy wpisuje się w zupełności w indyjskość jogi i wiary, iż poprzez jogę można uzyskać ponadnaturalne moce, a najważniejszą z nich nie jest lewitacja czy hibernacja, ale moc dokonania wyzwolenia ze świata śmierci, tj. moc panowania nad śmiercią, nie ciała, bo organizm w końcu musi umrzeć, lecz uwolnienie się od cierpienia i bólu, które z ciałem silnie są związane. Chodzi tu o duchowe dotarcie do sfery nieskończonej, nieprzemijalnej, niezniszczalnej, do brahmana, który w postaci atmana przebywa w sercu każdej czującej istoty. Z tego powodu jednym z głównych nakazów jogi jest ahinsa (niekrzywdzenia), satja (prawdomówność), asteja (zakaz kradzieży i przywłaszczania sobie tego, co nie jest nasze).

Drugim celem jest terapeutyczny aspekt oddechu, którego spowolniony przepływ łagodzi emocjonalne porywy pacjenta. Cytując bowiem Wincentego Lutosławskiego z Rozwoju potęgi woli (całość opublikowana tutaj na portalu joga-abc):

Hindusi przywiązują wielką wagę do zatrzymywania powietrza w płucach przez czas dłuższy, a także do wytrzymywania bez powietrza przez dłuższy przeciąg czasu, aż do poczwórnego rytmu. Twierdzą, że to ułatwia rozproszenie prany po całym ciele i gruntowniejsze przeniknięcie nią wszystkich włókien nerwowych. Przy tym zaleca się trzymać powietrze w płucach cztery razy tak długo, jak się wciągało, a wypychać w ciągu połowy tego czasu, co się trzymało. Więc np. przez 4 kroki wciągać, przez 16 kroków zatrzymać i przez 8 kroków wypychać. Jaki zwolniony rytm jest komu najwłaściwszy, to trzeba w każdym wypadku wypróbować – ogólnych przepisów dawać nie można.

I w końcu trzeci, i jak się zdaje, najbardziej interesujący cel pranajamy – budowanie siły woli, która potęgą swoją może objąć wszystko…

summit

Trening siły woli

I owo panowanie nad wolą, a w konsekwencji nad ciałem dla zachodnich badaczy stanowiło natenczas najważniejszy punkt. Bo otóż jak pisze Agata Świerzowka (2019: 266):

Silna wola była bowiem kluczem do panowania nad ciałem, emocjami i w końcu umysłem (…). Jednym z takich narzędzi stały się ćwiczenia oddechowe, które były powszechnie ukazywane jako część „pradawnej wiedzy Indii”, praktyki, dzięki którym jogini zyskiwali dostęp do pełnej kontroli nad własnym ciałem, a mogli nawet kontrolować całą rzeczywistość.

Owe dobywane z siebie nadludzkie i czyste moce, budzone potęgą dyscypliny oddechowej, silnie moralnym zachowaniem, właściwą dietą i ćwiczeniami posturalnymi, jawiły się jako siła odsłaniająca zasłonę niewiedzy i niszcząca słabości poddawania się niepohamowanym (własną wolą) pragnieniom i błędom.

sky

Historia jogi w Polsce

Naukowe zainteresowanie jogą w Polsce ma już ponad 100 lat i ukazują piękną historię rozumienia jogi: fantazyjne jej wyobrażenia jako magicznej praktyki, pierwsze lekarskie badania nad pozorną śmiercią jogina i fenomenalną kontrolą woli potrafiąca wpływać nawet na układ autonomiczny, filozoficzne przesłanie jogi (jednej z sześciu systemów klasycznej myśli indyjskiej), około wojenne próby udomawiania jogi posturalnej aż po czasy obecne, kiedy to joga wydaje ukazywać się w pełnej głębi swego przekazu – jako złożona, wielowiekowa filozofia o obszernej tradycji literackiej i jeszcze obszerniejszej praktyce, nakierowana na doskonalenie i uzdrawianie człowieka poprzez medium ciało-oddech-umysł, a przy akademickich i medycznych badaniach coraz lepiej rokująca terapia dodatkowa w leczeniu chorób.


Przypisy:

  1. Agata Świerzowska, Joga w Polsce od końca XIX wieku do 1939 roku. Konteksty ezoteryczne i interpretacje, Kraków, 2019.
  2. Tamże, s. 270–271.
%d blogerów lubi to: