To jest właśnie ten moment w Indiach…

20170210_172813-1.jpg

… kiedy jedziesz w pociągu 6 godzin, no dobra, prawie 8, bo zgodnie z planem jest opóźnienie, wkoło mnóstwo Hindusów zajmujących się wszystkim, co popadnie: siedzeniem na podłodze i gadaniem, gapieniem się, myciem podłogi (!), roznoszeniem co chwila jedzenia i czaju za kilka rupii, handlem obnośnym wszystkim, co tylko się da: nici, słuchawki, skarpetki na dwa palce, idealne do japonek… a ty czujesz się dobrze. Ot, norma przecież.

20170210_165411-1.jpg

… kiedy jako starter/entrée jesz plastry cebuli z limonką, i ci smakuje.

20170210_174822-1.jpg

(i starter dokładka)

20170210_175555-1.jpg

… kiedy do samosy wkładasz 3 leżące z boku papryczki chili i bez problemu zjadasz, rozkoszując się smakiem chili.

… kiedy zamawiasz danie, np. takim veg maharaj, kelner mówi, że ostre będzie, a ty się nie boisz. Potem jesz i dostrzegasz jak bardzo lubisz już chili, świeżą kolendrę i właściwie nic już cię nie irytuje. Ot, norma przecież!

Mumbai, jakby bomba i bhikshu yoga

20170209_153427.jpg

Mumbaj – bardzo przyjemne, typowo indyjskie miasto, metropolia pełną hinduską parą… lepszym lub bardziej paskudnym zapachem, hałasem klaksonów, ludzi, czegokolwiek, tłumem wszystkiego, ale małą liczbą krów i ascetów. Krów spotkałam może z 10, w tym 2 stały się moimi natrętnymi przyjaciółkami – jadłam smażoną kukurydzę skropioną limonką (pycha, absolutnie trzeba spróbować), i jak się okazało, krowy też takie danie lubią. Ascetów widziałam 3, śiwaici (wyznawcy boga Śiwy), lecz to dlatego, że nie w tym miejscach, gdzie powinnam ich szukać, bywałam… Tylko jakie to są miejsca?

Lot do Mumbaju przebiegł bardzo pomyślnie i szybko – przez Frankfurt. Jedna, druga, trzecia oprawa, sprawdzenie bagaży, mnie, mojego tobołka ascety, czy może nie ma w nim bomby. Otóż, chciałam zobaczyć, na ile ochrona lotniska jest czujna, i przy zdejmowaniu bagaży z taśmy kilka razy żartowałam słowem bomba. Strażnik podeszła do mnie: „Sprachen Sie Deutsch?”. Tobołek bezpieczny, bez ładunków wybuchowych. Na lotnisku w Mumbaju ok 10 godzin snu, na fotelach, pod kocykiem z Lufthansy, coś podjedzone o 3 w nocy na lotnisku (zestaw combo drogi za 300 rupii, ale na osoby w sam raz).

20170207_120756

20170207_120532.jpg

Przez zagapienie się wyszłam z lotniska w nocy, choć chcąc jeszcze pozostać w sferze podróżujących, nie wolno, bo już się wróci. Chciałam doładować kartę, przy wejściu do lotniska zatrzymał mnie policjant mówiąc, że nie można wejść. Natomiast ja, że muszę, bo tam są moje bagaże i  znajoma czeka. Nie można, ale po co wyszłam? Doładować telefon. Nie można wejść. No to co ja mam teraz robić? Czekać na zewnątrz. Ale 8 godzin?! Niech pani zadzwoni do koleżanki. Nie mam nic na karcie przecież. Ech. Policjant zawołał drugiego policjanta, spojrzeli w mój paszport. Ponownie kazali zadzwonić mi do znajomej, w kwestii braku środków na koncie nic się jednak u mnie nie zmieniło. Policjant w typowo hinduski sposób kiwnął główną, i weszłam do środka.

20170207_012548

Elephanta, wysepka z pięknym kompleksem świątynek wakutych w skałach. Rejs stateczkiem trwa godzinę, a kosztuje tylko 180 rupii (jakieś 10 zł) w dwie strony. W jednej z jaskiń strażnik widząc, że ściągnęłam buty przed wejściem do świątyni, pokazał mi drugą jaskinię z bardzo dobrym echem i nagłośnieniem, zaczął intonować mantry do Śiwy. Ładnie to brzmiało, nie chciał ni rupii. Zapytałam, jaką jogę ćwiczy – bhikshu yoga dla Śiwy. Niewiele mi to jeszcze mówi…

20170209_124903.jpg

20170209_122709

Coffee, chocolate, tea and you! – taki ładny napis ktoś miał na koszulce.

 

Bonjour, India!

20170206_012014

Ostatni mój zapis z notatek sporządzonych w Delhi brzmiał: „w istocie nie ma żadnego guru jako osobny byt, a tylko gurutattva – rzeczywistość/przestrzeń guru”. Nie były to moje słowa, ale Przyjaciela, z którym długie rozmowy w upalne dni w Indiach prowadziłam. O jodze, o tantrze, o Bogu, wyzwoleniu, mistrzach, a nawet życiu. Na kilka godzin przed wylotem do Indii ponownie patrzę w te niedokończone zapiski i zastanawiam się nadal, na ile prawdziwy guru jest realny. Kim on/a jest, jak go/ją rozpoznać?

20170206_004647

Ktoś ponownie gra na fortepianie na lotnisku Chopina. Melodia szybka i dynamiczna. A ja doceniam wartość przyjaźni, która jest jednym ze składników jogi. Dobrzy przyjaciel to skarb, a kilku dobrych przyjaciół to skarbiec, to ochrona (chociaż Przyjaciel powiedział, że jedynym Ochroniarzem jest Śiwa, mistrz jogi). Maitri (przyjacielskość), karuna-ahinsa (współczucie-niekrzywdzenie) i dżniana (mądrość) – trzy cechy jogi – trzy schronienia dobrego jogina. „Wszystko jest możliwe, ale serio!” – tak Przyjaciel zakończył rozmowę.

20170206_055810

Da się zapakować plecak do Indii w 9,5 kg. Da się dostać super t-shirt od kumpla, który próbuje dokonać czegoś wspaniałego. Da się ponownie szukać joginów. Tym razem Mumbai i bardziej południowe niż północne Indie, choć też nie do końca…

Impresje około-jogiczne w Barcelonie

img_5630

Barcelona… istota czująca i tętniąca życiem jak każda inna, a przez to pełna kontrastów, niedomówień, kolorytu i swoistego piękna, które nie realizuje się tylko w budynkach, zabytkach i tradycji. Barcelona to pyszna kuchnia, tak vegetariana, jak i con carne (con jamón y chorizo). To szerokie ulice, pełne przestrzeni i słońca. To palmy, parki i szybki hiszpański, który im dłużej przebywać w stolica Katalonii, spowalnia, bo umysł przywyka. I ludzie. Bardzo lubię Hiszpanię i to właśnie tutaj odczuwam, jak bardzo przyjemnie jest (jak bardzo przyjemnie byłoby) znać choć dwa języki romańskie i umieć je w jakiś sposób odnieść do łaciny,  nie mówiąc już o sanskrycie, który należy do rodziny języków indoeuropejskich. Umysł myśli wtedy jakby w więcej niż trójwymiarze – interpretacje i analizy dotyczące rzeczywistości, uczuć i tego, co się dzieje w duszy, są zupełnie inne.

img_5525

Chociaż może nie do końca inne, bo w końcu człowiek mimo wszystko pozostaje sobą, tylko granice „ja” przesuwają się w delikatnie szersze granice, czy też głębsze przestrzenie. Człowiek czuje pewną świeżość, nowość, wolność, spokój… gdy minie już pierwsze odczucie inności. Dla medytacji jogicznej nie jest to niespodzianką.

img_5512

Do Barcelony przyleciałam nocą, a do mieszkania na Avinduga del Paral.lel, położonej w centrum przy Plaça d’Espanya (tak, tutaj głównym językiem jest kataloński, nie kastylijski, ale i tak w „klasycznym hiszpańskim” człowiek spokojnie się dogada), w prostej drodze todo recto do Barrio Góticoi do La Rambla (muy muy cara – mocno droga… i przereklamowana), dotarłam wczesnej rankiem. U wejścia przywitała mnie poza czekoladowymi truflami gazeta, a w niej cross joga. Chyba znak, choć numer sprzed 2 miesięcy!

img_5682

Niewiele nowości w artykule, poza oczywistościami: obecnie joga staje się coraz bardziej popularna, jest specyficzną techniką dbającą o harmonię emocjonalno-cielesną, bazującą na praktyce oddechowej (pranajamie) i asanach. A poza tym jest filozofią! I seria powitań słońca, surja namaskar, jest idealna w utrzymaniu harmonii…:

img_5681

Mimo wszystko… to kuchnia española jest tym, co w Hiszpanii najbardziej mnie pociąga. Obok muzyki y el amor español.

Patańdżali – mit czy historia

Wczoraj szkoła jogi Manomani. Joga i pilates (Pałacyk, Wrocław) obchodziła swoje szóste urodziny, z tego względu Mariannie i całej ekipie należą się ogromne gratulacje. Oby Śiwa-Nataradża czuwam równie mocno, a nawet jeszcze bardziej.

m2

Z tej okazji przygotowałam trochę słów, które Marianna odczytała:

m1

JOGA…

Mahariszi Patańdżali, Wielki Mędrzec Patańdżali, zwany także Bhagawan Patańdżali, Czcigodny Patańdżali, uchodzi za autora Jogasutr, klasycznego, podstawowego i można powiedzieć konstytutywnego podręcznika-wykładu o jodze, w najbardziej skompilowanej, jak to tylko możliwe, postaci. Jednak w momencie, gdy pojawia się potrzeba przebadania historyczności dzieła, jego autora i jednorodności tekstu, od razu rozbijamy się jedynie o domniemywania. Tekst datowany jest na mniej więcej II w. n.e. (z widełkami rozbieżności: II w. p.n.e. – V w. n.e.), a badacze nie jest zgodni nawet w kwestii jego jednorodności – czy mamy do czynienia z jednolitością czy raczej złożonością wykładu, kiedy to kilku autorów-redaktorów z biegiem czasu i przekazu wiedzy jogicznej miałoby dodawać własne instrukcje jogiczne.

Jak podaje Leon Cyboran (1928-1977), badacz filozofii indyjskiej, wybitny sanskrytolog i silnie praktykujący jogin, we wstępie do własnego tłumaczenia Jogasutr (wyd. 1986 i wznowienie 2014 – tutaj nowa edycja), w moim odczuciu najdoskonalszego:

„Jest też możliwe, że te bądź inne sutry mógł ktoś dodać z takich czy innych względów. Pobożny bhakta (czciciel Boga osobowego) mógł wpleść sutry o Iśwarze [z tą jednak uwagą, że Iśwara nie jest Bogiem osobowym w rozumienie religii monoteistycznych!]. Ktoś ascetycznie usposobiony mógł dodać jamy (zasady moralne) i nijamy (praktyki ascetyczno-mistyczne) do pierwotnie sześciostopniowej jogangi [sześciostopniowej jogi]. Ktoś inny mógł wstawić sutrę polemizującą z buddystami.” (Cyboran 2014: 15)

Niemniej jednak dr Cyboran nie znalazł żadnej pewnej przesłanki w tekście, która wskazywałaby na jego niejednorodność, i tego się trzymajmy. Bo i dla hindusa, czy też jogina, w gruncie rzeczy nie chodzi o filologiczną doskonałość tekstu, lecz o moc przekazu, czyli to, z jaką siłą instrukcja jogiczna przekształca świadomość-umysł, uwalniając człowieka od cierpienia tak fizycznego, jak i duchowego/mentalnego. A ostatnie – czy przekaz skutecznie wyzwala świadomość z przywiązania do przemijalnego świata, naznaczonego śmiercią – czy doprowadza do wyzwolenia, mokszy, czyli do stanu samadhi.

Joga to bowiem (Cyboran 2014: 9-11):

– osiągnięcie stopnia doskonałości duchowej w postaci najwyższego stopnia świadomości, czy też jakiegoś innego stanu ponad-świadomości; w takim ujęciu joga rozumiana jest jako ujarzmienie zmiennych, a przez to rodzących cierpienie, zjawisk mentalno-emocjonalnych i osiągnięcie jedności z rzeczywistością od nich całkowicie wolną, czyli wolną od cierpienia, przemijania… i śmierci; joga to wyzwolenie, samadhi, moksza, kaiwalja itp.

– wszelka praktyka duchowa, czy też wszelka forma doskonalenia duchowego, zmierzająca do urzeczywistnienia ideałów etyczno-mentalnych

– joga-darśana, czyli jeden z sześciu klasycznych systemów myśli indyjskiej, sparowany z sankhją (sankhja-darśaną)

Kim jest zatem kodyfikator jogi, twórca jogi klasycznej, ów owiany legendami, otoczony największym jogicznym szacunkiem i uznawany za boską inkarnację Patańdżali?

MAHARISZI BHAGAWAN PATAŃDŻALI – ZNACZENIE IMIENIA

Jedna z możliwych etymologii imienia Patańdżalego to:

पतञ्जलि [czyt. patańdżali] = पत् [pat] + अञ्जलि [añjali]

tj. pat + ańdżali, czyli upaść w [gest dłoni zwany] ańdżali

Ańdżali to jeden z najważniejszych gestów dla Indii, w którym dłonie – choć złożone – to górna ich partia pozostaje delikatnie otwarta w geście jakby żebrania, pozdrowienia i szacunku. Jedna z opowieści o narodzinach kodyfikatora jogi, Patańdżalego, jest bowiem taka, iż spadł on w dłonie matki złożone w geście ańdżali…

A był to pewien naga, istota obdarzona ogromną mądrością i siłą, boska istota, która w swej najwyższej widzialnej postaci przejawia się w formie ogromnego kosmicznego węża (skr. naga), zwanego Ananta, czyli Nieskończoność, oraz Śesza, czyli Reszta. I jako taki stanowi on siedzisko-posłanie dla drugiego obok Śiwy najwyższego boga jogi, zwanego również Wielkim Joginem (Maha-Joginem, Mahāyogi) – dla Wisznu. Gdy w momencie wchłonięcia wszechświata, tzw. pralaji (porównywanej do pratjahary, wyciągnięcia uwagi ze zmysłów, czyli 5-tego stopnia klasycznej jogasutrowej jogi), Wisznu w stanie jogicznego snu, w samadhi, unosi się na pierwotnym oceanie, poprzedzającym nowe stworzenie wszechświata, ciało Ananty-Śeszy zwinięte w tysiące zwojów stanowi jego posłanie. Stworzenie i anihilacja wszechświata są cykliczne i gdy doszło do nowego, obecnego, wyjawienia z Wisznu świata, to wąż Śesza-Ananta wcielił się w postać czcigodnego Patańdżalego, a Wisznu, nie wychodząc ze stanu samadhi, inkarnował w postać drugiego równie istotnego dla jogi mędrca i jogina – w osobę Kapili, propagatora teoretycznej podstawy dla jogi, zwanej sankhją. O Kapili wiadomo tyle samo, a może nawet mniej, co o Patańdżalim.

Tyle mitologii, która dla Indii zawsze znaczyła i nadal znaczy dużo więcej niż zbiór legend i opowieści z dawnych czasów. Mitologia jest itihasa – tak zaiste było – i tak zawsze będzie: chociaż boskie historie wydarzyły się w pradawnych czasach, to bogowie nadal obecni są na ziemi w takiej czy innej postaci, a jedną z nich jest np. boski przekaz jogi zawarty w Jogasutrach. Boskość obecna jest także w postaci guru-mistrza i każdej wykonanej z pełnym zaangażowaniem praktyce jogicznej…

A historycznie, indyjska literatura zna trzech Patańdżalich i trzy dzieła z nimi związane:

– Wielki komentarz, czyli Maha-bhaszja, dla fundamentalnego podręcznika indyjskiej gramatyki sanskrytu autorstwa Paniniego,

Traktat medyczny, czyli Patańdżala-tantra,

– oraz Jogasutry.

W kwestii tego, czy ów Patańdżali to jedna i ta sama postać, czy raczej pewnego rodzaju tytuł grzecznościowy – zdania są podzielone. Mimo tego przekaz jego nauki jest konstytutywny dla tradycji jogicznej.

Oczywiście wykładnia Patańdżalego nie stanowi historycznie pierwszego etapu rozwoju indyjskiego ascetyzmu i opisu dróg osiągnięcia wyzwolenia. Joga swoje początki znajduje już w VIII w. p.n.e., a być może i wcześniej, gdyby tak pokusić się o domniemywania jej obecności na podstawie glinianych pieczęci z Cywilizacji Doliny Indusu (rozkwit: 2500 p.n.e. – 1900 p.n.e.). Jednakże traktaty filozoficzno-ascetyczne, zwane Upaniszadami (przekład na język polski: prof. Marta Kudelska, Upaniszady, Kraków 2001), powstające między VIII w. p.n.e. a przełomem naszej ery, nie zawierają w sobie kompletnego, usystematyzowanego i w opatrzonego instrukcjami wykładu sankhji-jogi. Podobnie największy epos świata, Mahabharata (IV w. p.n.e. – IV w. n.e.), z jej słynnymi jogiczno-sankhjanistycznymi ekskursami – słynną Bhagawadgitą oraz niewspółmiernie dłuższą Mokszadharmą, zajmują się bardziej mistycznym i duchowym wymiarem jogi niż jej ludzką stroną, tj. praktyką cielesno-oddechową i ścisłym opisem tego, co dzieje się w psychice-umyśle jogina. I tak oto, ok. II w. pojawia się słynna postać Patańdżalego, który kompilując starożytne nauki Upaniszad i Mahabharaty, wkłada w ręce joginów kompletny podręcznik jogi, który wsparty jest na wizji świata i opisie człowieka, jego mentalno-cielesnej struktury, przedstawianych w szkole sankhji, która swój klasyczny traktat wyda spod ręki Iśwarakriszny – Sankhja-karika, czyli Strofy o sankhji (ok. IV w.). Iśwarakriszna w sankhji jednak nie cieszy się tak wielkim poważaniem jak Patańdżali, w sankhji odpowiednikiem Maha-risziego Patańdżalego pozostaje Kapila.

ZŁĄCZENIE SANKHJI (ŚWIADOMOŚCI WYZWALAJĄCEJ) Z JOGĄ (SIŁĄ WYZWOLENIA)

Gheranda-sanhita, hathajogiczny wykład z XV-wieku, tak oto mówi:

nasti maja-samah paśo nasti jogat-param balam |

nasti-dżnianat-paro bandhur ahankarat paro ripuh ||

Nie ma więzów większych od maji [iluzji],

nie ma potężniejszej siły od jogi.

Nie ma większego przyjaciela od dżniany [wiedzy wyzwalającej = sankhji],

nie ma gorszego wroga od egoizmu.

Wielki mędrzec, Mahariszi muni, czcigodny Patańdżali, Bhagawan Patańdżali jest najznakomitszym głosicielem jogi, czyli siły wyzwolenia i determinacji w dążeniu do nirwany-mokszy-samadhi, która przyjmuje wieloraką postać. Począwszy od silnej woli, która wyraża się w codziennej i nieugiętej praktyce jogicznej: asany i pranajama, poprzez postanowienie etycznego życia zgodnie z jogicznymi jamami i nijamami poprzez – w końcu – uczynienie całego swojego życia jogą, która dosł. oznacza złączenie i jedność – z najwyższą sferą świadomości, czyli wydostanie się poza obręb egoizmu. Patańdżali stanowi rewers absolutu-wyzwolenia, którego awers stanowi, zgodnie z indyjskim światopoglądem jogicznym – wielki mędrzec Kapila, poruszyciel i głosiciel sankhji, zajmującej się opisem wiedzy wyzwalającej, dżniany. Dżniana spoczywa w umyśle każdej świadomej istoty, lecz droga do niej wiedzie poprzez siłę (bala) jogi. Dżniana jest bowiem oczyszczoną świadomością, a tę pielęgnuje i wysubtelnia się jedynie poprzez jogę.

A TAK PO INDYJSKU…

Jakkolwiek może wydać się to dziwne, to w gruncie rzeczy nie ma różnicy, czy Patańdżali był realną osobą, w Indiach bowiem – zwłaszcza w odniesieniu do jogi – najważniejszy pozostaje przekaz, a nie jego autor. Autor, można powiedzieć, jest raczej ucieleśnieniem ideału przekazu i jego mocy wyzwoleńczej:

„[…] wykład ontologii [nauki o bycie] oraz gnoseologii [nauki o poznaniu świata] jest tu [w Jogasutrach] silnie powiązany z praktyką przekształcania świadomości […]. A przecież cechą charakterystyczną filozofii indyjskiej jest cel praktyczny i drogą do tego celu jest właśnie przekształcenie świadomości [poprzez jogę rozumianą w szerokim kontekście].” (Cyboran 2014: 6)

Prezentacja do pobrania: patanjali-prezentacja

Une pincée de plans pour l’an 2017 :

Mieux gérer… mon esprit et mon corps dans la pratique du yoga. Quand j’aurai donné du calm à mes pensées, l’harmoie sera établie automatiquement.

DSCN0487

DSCN0070

Sortir de… mes idées fixes et de mes interprétations du monde trop stables. Il n’y a pas de solutions… Uśmiech ça arrive, ou non !

DSCN0104

Perdre… un peu plus de temps pour les choses futiles et fugitives juste pour voir ce qui se cache derrière le devoir et l’obligation. Une fois qu’une personne se sera donnée la possiblité de juste être heureuse, le bonheur arrivera.

DSCN0288

Me… concentrer plus sur des choses vraiment valables qui sont, en quelque sorte, moi-même. Ben, quand le précedente condition aura été accomplie, le besoin-défaut de me perdre dans des situations éphémères disparaîtra.

DSCN0346

Changer de… nom ! Si je… quand j’aurai… kif kif !

DSCN0114 (2)

Arrêter de… prendre tout trop au sérieux ! La vie est un thé vert sans sucre ni rien avec un goût très puissant et rafraîchissant. Quand, suite à cela, j’aurai fait ce qu’il faut faire sans chercher la petite bête, un thé parfait sera préparé.

DSCN0318

Lire… des livres psychologiques et à la fois concernant les voyages.

Temps ! Temps ! Et encore du temps !

DSCN1318

Me remettre… à la traduction de quelques oeuvres écrites en Sanskrit.

Temps ! Temps ! Et encore plus de temps !

DSCN1338

Apprendre à… parler l’espagnol et un peu le hindi.

DSCN1329

Trouver… un vrai yogi en Inde. Trop compliqué sans aucun agenda à suivre.

DSCN1351

Me faire… un bloggeur-voyageur et un écrivain plus dévoué.

DSCN0148

Passer plus… de temps avec les amis… à l’étranger. Si j’avais su écouter mon coeur plus que mon compte bancaire… ah non, je pars en Inde dans quelques jours.

DSCN1231

DSCN1171

Plus de… jours vus le matin, et plus de nuits vues durant les nuits. Un petit rien de la poésie quotidienne…

DSCN1403